Szare istnienie #86

Szare istnienie #86– Kenny, wstąpisz na drinka? – zapytała Susan, gdy już dojechali do początku głównej ulicy w centrum.
– Nie mogę, mam trochę spraw.
– Ty masz sprawy? Od kiedy? No dawaj, na jednego, potem pozwolę ci odejść wolno – zaśmiała się.
– No dobra, zobaczymy.
Emma w milczeniu siedziała obok Jimmy’ego, tylnym siedzeniu i cały czas zastanawiała się, czy nie zostawili jakichś podejrzanych śladów. Niepokoiła się trochę, bo nie sprawdziła tego nawet, choć zdawało jej się, że na pierwszy rzut oka wszystko było bez zarzutu. Od czasu zajęcia miejsca w aucie brunet także nie wypowiedział słowa, jakby zamyślił się nad czymś głęboko.
Nagle Fort gwałtownie się zatrzymał i Jimmy kolejny raz miał okazję uratować nastolatkę przed rozbiciem nosa, mimo zamyślenia refleks go jednak nie opuszczał.
– Kur… Kenny, ty też?! – huknął, o dziwo, powstrzymując się od przekleństwa. – Jak wy jeździcie, do cholery? To ty uczyłeś Chrisa prowadzić, czy on ciebie? – wkurzał się, lecz zaraz wygiął usta. – W porządku? – spojrzał na Emmę, którą dobitnie wystraszył tym nieoczekiwanym wrzaskiem.
– Tak – uśmiechnęła się.
– Nie widzę jego samochodu, czyli nie przyjechał. Już sobie wyobrażam, w jakim nastroju jest Mnich – oświadczył radośnie Jimmy.
– Dobra, chodźmy, gorąco w tej puszce – nakazała Sue i szybko wysiadła. – Kenny, chodź, na jedno piwko – wsadziła głowę w otwarte drzwi.
– Dobrze, idźcie, zadzwonię i przyjdę – odparł chłopak, wyłączając silnik i wyjmując telefon.
Sekundy później przekraczali już próg lokalu. Zrobiony na wzór mrocznej groty, z wiszącymi pajęczynami, stojącymi gdzieniegdzie różnorakimi monstrami i ozdobiony diabolicznymi maskami pub miał świetny klimat. Przy suficie widniało jedynie kilkanaście niewielkich lampek, większość światła dawały porozstawiane wszędzie świece. Było ich tak dużo, że zdawałby się, że upchnięto je, gdzie tylko się dało, w każdy możliwy zakamarek.
Podeszli do Chrisa, który siedział w samym kącie, przy wielkim kominku i sączył piwo.
– I co? – zapytał od razu brunet.
– Jak widać – warknął przyjaciel.  
– Więc jednak odwaga go nie opuszcza.  
– Zaraz do niego podejdziemy, skończyłem z nim zabawę. Żono, siadaj koło mnie – uśmiechnął się niemrawo i wstał.
Dziewczyna usiadła, Susan zajęła miejsce naprzeciwko i chłopak zapytał:
– Co chcecie?
Sue zażądała piwa, Jimmy także, Emma jednak ponownie się zawstydziła.
– Piękna, no co jest? – zapytał blondyn, opierając ręce o blat.
– Nic.
– Nadaj się krępujesz? – nieco szerzej wyszczerzył zęby. – Chcesz coś innego niż piwo?
– Nie, piwo może być – wystękała w końcu.
– Trzymaj, ja stawiam – rzekła Susan, wręczając chłopakowi kilka banknotów.
– Spoko – Chris bez najmniejszych skrupułów wziął pieniądze i już chciał iść do baru.
– Mnichu – złapała go za ramię. – Masz coś?  
Dał jej kokainę i poszedł po trunki, a Susan zniknęła w toalecie.
– Jimmy, zadzwoń jeszcze raz – poprosiła Emma, skrępowana tym ciągłym stawianiem, do czego doszedł teraz kwaśny humor Chrisa.
Chłopak się nie sprzeciwiał, tylko wykręcił numer Laury, lecz ta nadal nie odbierała.
– Nie odbierze, bo widzi, kto dzwoni, choć też niekoniecznie, przecież ostatnio telefon miał jej brat. Może nadal go ma? – spojrzał na blondynkę.
– Wątpię, wczoraj przecież z nią gadałam.
Do pubu wkroczył kierowca Forda i usiadł obok bruneta, operując miłym, skierowanym w kierunku dziewczyny uśmiechem.
– Jeśli nie jest sama, nie odbierze, wiedząc, że to ja, zwłaszcza po tym, co się stało – mina mu zrzedła. – Może napisać jej sms-a?
– Nie!
– Dlaczego?
– Bo z Travisem to jednak nic nie wiadomo. To raczej mało prawdopodobne żeby wciąż miał jej komórkę, ale pewna do końca nie jestem.
– A co ci on?
– Nic… nieważne – mruknęła, mając nadzieję, że Jimmy nie zacznie zagłębiać się w ten temat.
– Dobra, jak chcesz – rzekł i w tym momencie na środku stołu zagościło pięć kufli.
– Czemu my w ogóle tu siedzimy? Ciemno tu, idziemy do ogródka – zarządził Chris.
– Ale do tego na tyłach – wtrącił natychmiast nastolatka.
Nie chciała, aby ktoś widział ją w ich towarzystwie, tym bardziej, że matka przez Hilton wracała z pracy.
– Bo…? – zapytał Chris, szorstkością swego głosu wywołując u nastolatki dość niemiłe odczucia.
– Bo moja matka tędy jeździ – odparła uznając, że wyznanie prawdy będzie najlepszym rozwiązaniem.
– To dobrze, będę miał okazję nakopać jej w dupę za twoje oko – roześmiał się 30-latek.
– Kogo nakopać, czyją dupę? – zapytała wesoło Sue, zawisając nad głową Emmy.
– Idziemy – rozkazał Chris, biorąc dwa kufle i ruszył w kierunku wyjścia.
Usiedli w gąszczu poustawianych za pubem stolików, z których na chwilę obecną było wolnych zaledwie dwa lub trzy, przy czym wszystkich było około dwudziestu. Nie zdziwił ich ten tłok, było gorąco, dlatego też sporo ludzi uciekało w cień parasoli, racząc się zimnymi trunkami. Mieli szczęście, w innych lokalach miejsc na zewnątrz nie było już wcale.
Blondyn usiadł obok nastolatki, stawiając przed nią kufel i odpalił papierosa, podobnie Sue, która zajęła miejsce po prawej stronie dziewczyny. Jimmy usiadł z boku stołu, przestawiając krzesło i przyssał się do piwa. Emma poszła w jego ślady i także upiła łyk, po czym spojrzała przed siebie i… nagle jej wzrok zatrzymał się w miejscu.  
Zastygła w bezruchu. Jimmy spojrzał na nią, pogubiwszy się nieco, nie reagował jednak. Nastolatka nadal siedziała jak zahipnotyzowana i w asyście dość nieodgadnionej miny, gapiła się jak najęta w jeden punkt.
– Emma – szturchnął ją w końcu, także inwigilując wzrokiem sąsiednie stoliki, niestety, w ogródku było mnóstwo ludzi i chłopak nie mógł zorientować się, na kogo patrzy dziewczyna. – Ej! – wystawił twarz przed jej nosem, wtedy się obudziła. – Co jest, kogo tam widzisz?
– Nic… nieważne… nikogo, pomyliłam się – wypaplała i czym prędzej przykleiła usta do szkła.
Eloy, sprawca jej niedawnych smutków siedział z kumplem sześć czy siedem stolików dalej i także już zauważył 18-latkę. Wezbrała w niej żal i złość. Chłopak wyglądał na niewzruszonego, do tego, gdy tylko zobaczył dziewczynę, z miejsca zaczął tłumaczyć coś koledze, chichocząc pod nosem. Zrobiło jej się jeszcze bardziej przykro, a złość zmieniła się w chęć natychmiastowego rozpłakania się. Eloy pochichotał jeszcze chwilę, po czym machnął w jej kierunku głową w geście ironicznego powitania. To już maksymalnie rozstroiło nastolatkę. "Dupek” – pomyślała zirytowana. "Dobrze się bawisz?”. Smutek zamienił się we wściekłość, chcąc jednak zapobiec niepotrzebnym zdarzeniom, starała się zachowywać jak najbardziej naturalnie. Spojrzała na Chrisa i Susan – chłopak siedział z kuflem w dłoni i rozprawiał o czymś z Kennym, Sue natomiast klikała coś w telefonie. Uspokoiła się nieco. Siedziała, w milczeniu popijając piwo, lecz chcąc nie chcąc, jej wzrok raz po raz kierował się w stronę swojego "chwilowego” chłopaka, za nic nie mogła opanować tego głupiego odruchu. Jimmy uważnie przyglądał się to Emmie, to stolikom po jego lewej stronie, w końcu zorientował się, kogo tak bacznie obserwuje dziewczyna.
– Emma, co się stało, co to za koleś? – zapytał wreszcie, krzywo patrząc spod byka na Eloya.
– Nikt taki, nieważne.  
Bała się reakcji chłopaka widząc, jak jego mina z chwili na chwilę wyraża coraz to większe niezadowolenie.
– Znasz go? Czy on przypadkiem się z ciebie nie nabija? – drążył, nie był przecież głupi.  
– A niech się nabija, to stare dzieje. Nie ma się czym przejmować – mruknęła, zdobywając się na niepewny uśmiech, lecz ton jej głosu mówił brunetowi całkiem co innego.
– Ty! – Jimmy nachylił się nad stolikiem i szturchnął Chrisa. – Widzisz tam? Koleś ma chyba jakiś problem do twojej żony – upalony podburzał kumpla, wskazując wesołka.
– Jaki koleś? – Chris natychmiast skupił uwagę na sąsiednich stolikach.
– Jimmy, dajcie spokój – zareagowała natychmiast nastolatka, patrząc na przemian na obu panów.
– Jaki koleś, gdzie on jest? – powtórzył Chris.
Na milę wyczuwalny był jego zły humor, podobnie, jak widoczne działanie używek.
– O tam, ten pedał w białej czapce – zaśmiał się Jimmy i zupełnie olewając, iż jest w miejscu publicznym, odpalił skręta.
Emma siedziała jak sparaliżowana, nie myślała, że Jimmy wykręci taki numer. Chris wstał z miejsca, okrążył stolik i po chwili stał już nad Eloyem. Nastolatka nie miała odwagi go powstrzymać, przeszedł ja tylko zimny, nieprzyjemny dreszcz. Rozmowa Sue i Kenny’ego w okamgnieniu się urwała i teraz już cała czwórka siedziała i w ciszy gapiła się w stronę kumpla, czekając, co nastąpi. Chris oparł ręce o mebel i zaczął coś mówić do chłopaka.
– Jimmy, kurwa! – Emma nie wytrzymała i mocno szturchnęła bruneta widząc, że mina Eloya uległa natychmiastowej zmianie, podobnie, jak mina jego towarzysza.  
Nie dziwiło jej to wcale, bo mimo, iż chłopak wyglądał z ogółu dość sympatycznie, to ozdabiające sporą część jego ciała tatuaże mogły nasunąć jednoznaczne skojarzenia i wywołać lęk.
– Nie panikuj, on nic mu nie zrobi – rzekł spokojnie Jimmy.
– Oj… nie byłabym taka pewna! – zaśmiała się Sue, denerwując Emmę jeszcze bardziej.
Nadal obserwowali 30-latka, który powiedział jeszcze kilka słów, wystawiając palec przed nosem Eloya i ruszył w kierunku swojego stolika.
– No co za typ, wynalazek jakiś. Nawet nie umie odpowiedzieć pełnym zdaniem, tylko pluje coś przez zęby – szybko zdał relację, siadając obok Emmy. – Znasz go? Bo on twierdzi, że cię nie zna… a raczej bełkocze – zaśmiał się, spoglądając na dziewczynę.
– Chris, odpuść już, to nieważne – wyjąkała, nie wiedząc, co mu powiedzieć i jak uniknąć tematu.
– No jak to "nieważne”? Koleś siedzi i drwi z ciebie w żywe oczy, a dla mnie twierdzi, że cię nie zna. To jak to jest? – chłopak się nakręcił. – Masz coś do niego? Bo jeśli tak, zaraz go stąd wywlokę. Nie lubię takich cwaniackich imbecyli – warczał.
– Dobra, Mnichu, wyluzuj już. Nie chce, więc zostaw to – wtrącił w końcu Jimmy widząc, że Emma totalnie się pogubiła, o czym świadczyły jej drżące już dłonie.  
– Wypijmy, bo mam wrażenie, że zaczyna cię nosić! – ogłosiła Susan, podnosząc kufel.
Poddenerwowana Emma coraz szybciej wykańczała piwo, nadal dyskretnie obserwując Eloya, który przestał chichotać i nie patrzył już także w jej stronę.
– Żono moja! – wrzasnął nagle Chris, obejmując dziewczynę.
Podskoczyła, wystraszona, o mało nie rozlewając piwa, ale widząc, że ma w tej chwili o wiele weselszą już minę, ulżyło jej trochę. Uśmiechnęła się delikatnie.
– Olej typa, co się łamiesz? Nie chcesz, żebym go obił, to może chcesz pogadać? Wujek Chris zawsze znajdzie radę – trajkotał, pałając coraz lepszym humorem.
Nagle Eloy wstał i skierował się do wnętrza pubu. Chris od razu dyskretnie kiwnął głową na Jimmy’ego i wstał, więc brunet także się podniósł i obaj ruszyli w stronę lokalu.  
– Jimmy! – krzyknęła Emma, w okamgnieniu zorientowawszy się, co jest grane.
Zerwała się i chciała pójść za chłopakami, lecz Susan wystawiła przed nią rękę i natychmiast posadziła na miejscu.  
– Siedź!
Twardy, zdecydowany wydźwięk, z jakim to powiedziała spowodował, że nastolatka natychmiast zaniechała kolejnych prób i w milczeniu chwyciła kufel, kończąc piwo. Zerknęła na starszą dziewczynę, lecz z jej kamiennego wyrazu twarzy nie potrafiła wyczytać nic. Znów opieprzała się w myślach za to że z nimi została, że tu z nimi przyszła, bała się tego, co może dziać się teraz z Eloyem. Mimo, iż ją zranił i oszukał nie chciała, aby coś mu się stało. Niepokoiło ją, że chłopaków może ponieść, zwłaszcza, że trzeźwi nie byli. Nie miała odwagi się ruszyć, siedziała więc grzecznie na tyłku, co chwila spoglądając w stronę wejścia do lokalu w nadziei, że już wyjdą. Miała bardzo złe przeczucia.
– Dobra, spadam – rzekł nagle Kenny, podnosząc się z miejsca.
– Już? – mruknęła Susan, wyraźnie zawiedziona.
– Mam jeszcze trochę spraw. Pożegnaj chłopaków i przeproś, że tak zniknąłem. Miło było cię poznać – uśmiechnął się, podając Emmie dłoń, ucałował Sue w policzek i zaraz go nie było.
– Co tam, młoda? – zapytała od razu 27-latka, kładąc rękę na barku dziewczyny. – Przestań smucić, oni nic mu nie zrobią, pogadają tylko. Chris się nieco wkurzył, on naprawdę nie lubi takich kolesi, zwłaszcza tych, nie mających szacunku do lasek. No i jesteś przecież jego żoną, musi więc walczyć o twój honor – tłumaczyła radośnie. – Wyluzuj – mocniej ścisnęła ramię dziewczyny.
Ton jej głosu zrobił się o wiele cieplejszy, lecz to wcale nie uspokoiło nastolatki, nadal gapiła się na szklane, prowadzące do pubu drzwi, prosząc losu, aby już wrócili. Jej życzenie spełniło się bardzo szybko, obaj panowie po chwili pojawili się na horyzoncie i szybko podeszli do stolika.
– Spadamy – rzekł do dziewczyn Chris, nie zatrzymując się i skręcił w stronę wyjścia, zostawiając pół niedopitego piwa.
Emmę przeszło kolejne, lodowate mrowienie, pośpiech i wyraz twarzy chłopaka były bardzo niepokojące.  
– No ruszaj się! – ponaglił głośno, odwróciwszy się w stronę nastolatki, która zastygła w miejscu, wciąż czekając na wyjście Eloya.
Wstała i ruszyła za Susan, obejrzawszy się jeszcze po drodze i zanim gródek zniknął im z oczu, zdążyła jeszcze dojrzeć wychodzącego z budynku "byłego”. Spojrzał na nią demonicznym wzrokiem, lecz mimo tego spojrzenia, stutonowy głaz spadł z jej serca – chłopak był cały i zdrowy.  
Wyszli na ulicę i Chris pod razu machnął ręką na taksówkę. W czasie jazdy Emma notorycznie przyglądała się Jimmy’emu, czekając, że może w końcu coś jej wyjaśni, rozwieje jej obawy, lecz on milczał, podobnie pozostali. Zastanawiała ją mina Eloya i to, co się stało wewnątrz, niezdrowa ciekawość targała dziewczyną na wszystkie strony. Nie pytała jednak, wiedza, że chłopakowi nie się nie stało, uspokajała ją.  
Dziesięć minut później przekroczyli próg domu i Jimmy w końcu zabrał głos, siadając przy stole.
– Młoda, co jest? Nie bój się, nic mu nie zrobiliśmy – uśmiechnął się, chwytając wódkę. – Czemu nikt nie schował jej do lodówki? – pokazał Susan butelkę.
Wzruszyła tylko ramionami.  
– Wiem – odparła Emma.
– Skąd wiesz? – nalał cztery porcje.
– Widziałam go, zanim wyszliśmy.
– No więc sprawa załatwiona! – rzucił Chris i chwycił pierwszy z brzegu kieliszek.
– Nie zjedliśmy nic – stwierdził Jimmy. – Może zadzwonimy po pizzę? Jesteś głodna? – spojrzał na Emmę.
– Trochę – odparła cicho.
– A ja nie! Uroki proszku! – cieszyła się Susan. – Jimbo, polewaj szybciej, nic mnie nie łupie!
– Chwila – rzekł brunet i wybrał numer pizzerii.  
Zamówił dużą hawajską z podwójnym serem, taką samą Carbonara i dopiero wtedy uzupełnił braki w szkłach. Emmę ponownie opanował spokój, przez co alkohol zaczynał ją powoli ścinać. Pominęła drugi i trzeci kieliszek, dopiero, kiedy do drzwi zadzwonił dostawca i na stole zagościły placki, wypiła.
Chris z Sue do spółki nie ruszyli nawet kawałka, za to Jimmy z nastolatką zjedli hawajską prawie całą.
– Dobrzy jesteście gdzieście to upchnęli? – zapytała wesoło starsza z dziewczyn.
Emma się uśmiechnęła, po tym posiłku poczuła się nieco lepiej, lecz procenty nadal działały w jej środku. Mało spała, wypiła dość sporo, do tego obfity posiłek i żar na zewnątrz – to wszystko kumulując się sprawiło, że dziewczynę zaczęło powoli mulić.
Jimmy natychmiast zauważył jej maślane oczy.
– Chcesz się zdrzemnąć? – objął nastolatkę.
– Nie wiem – odparła wstydliwie, głupio jej było spać u niego, do tego w biały dzień.
– Chodź – pociągnął ją za rękę i poprowadził do swojej sypialni.
Nie sprzeciwiała się. Weszli do pokoju, w którym było o wiele chłodniej, chyba najchłodniej w całym domu. Był prawie pusty. Po prawej stało tylko łóżko, dalej mały stolik, pod oknem, w poprzek pomieszczenia drugie łóżko, a po lewej niewielki, czarny kredens. Drewniana podłoga była całkiem "naga”.
– Dobra, kimnij się, do ósmej jeszcze kupa czasu – wskazał jej pierwsze łóżko, spojrzawszy na zegarek – 15:27.
Usiadła. Chłopak już chciał wychodzić.
– Jimmy! – zatrzymała go przy drzwiach.  
Odwrócił się.
– Ona naprawdę chcę jechać na tą dyskotekę? – zapytała.
– Nie wiem, chyba tak – usiadł obok. – Ale to jeszcze nic pewnego, to przecież Susan, jej "widzimisię” może się dzisiaj zmienić jeszcze dziesięć tysięcy razy. Mam tylko nadzieję, że nie wpadnie na jakiś durny pomysł, ona potrafi… – uśmiechnął się.
Nastolatka nie pytała, lecz jej mina zdradzała szarpiącą ją ciekawość.
– Kiedyś tak się nawaliła z Mnichem i koleżanką, że wykąpały się obie w miejskim stawie, w ubraniach, w czapkach, we wszystkim, na środku miasta. Za daleko im było nad najbliższą wodę – zarechotał Jimmy. – Ale Cicha była jeszcze młoda i głupia, miała jakieś siedemnaście, czy osiemnaście lat. Choć to o niczym nie świadczy, teraz jest starsza, ale czy mądrzejsza…? Chyba raczej odwrotnie – śmiech się nasilił.
Emma skromnie wygięła usta.
– Dobra, zdrzemnij się, wstaniesz, to może weźmiesz prysznic – oznajmił chłopak, wstając.
– Prysznic? – wystraszyła się.
– A co w tym dziwnego? Przecież wzięłaś czyste ciuchy.
– Ale ja nie chcę, jakoś tak głupio… I przy nich... – mruknęła, spłoszona.
– Nic nie głupio, nie panikuj. I co: "przy nich"? Do łazienki chyba z tobą nie pójdą, nie? – roześmiał się chłopak.– A teraz się kładź, bo widzę, że naprawdę zaczyna cię giąć. Jak nie wstaniesz do siódmej, to cię obudzę. Dobranoc! – spojrzał ciepło i nie czekając na kolejną reakcję 18-latki wyszedł, przymykając, lecz nie zamykając za sobą drzwi.

1 312 czyt.
100%155
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3195 słów i 18848 znaków, zaktualizowała 5 cze 2017.

5 komentarzy

 
  • zabka815

    zabka815 · 5 cze 2017

    Bardzo fajna i spokojna część  

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 5 cze 2017

    Ciekawe, ciekawe. Fajne, fajne.

  • Aequor

    Aequor · 5 cze 2017

    Powiem tylko że ciekawe to jest.

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 5 cze 2017

    Nareszcie się doczekałam  

  • Black

    Black · 5 cze 2017

    Bardzo grzecznie i bez szaleństw Zaryzykuję i powiem, że normalnie Miła odmiana, podoba mi się