Szare istnienie #59

Szare istnienie #59UWAGA! ZAWIERA BRUTALNE I NIECENZURALNE TREŚCI!!!  

Towarzystwo zamarło, zwłaszcza Toby, który teraz już panicznie bał się wzrostu złości prześladowców po tym wyskoku. Cisza chwilkę trwała, po której Billy zerwał się z miejsca i doskoczył do przyjaciela, kucając obok.
– Jimmy – poklepał go po policzku, lecz chłopak ani drgnął.
Spojrzał przelotem na "J-a” i zaczął ruszać twarzą bruneta, lecz nadal nic nie osiągnął, Jimmy wciąż leżał jak trup.
– Jimbo! – wtargnął w to wszystko Chris, który już nie ruszał, a szarpał policzki kumpla, ale efektu nadal nie było. – Ty kurwo zajebana! – zerwał się, pociągnął Jacka z nogi, powalając na ziemię i zaczął kopać.
Po chwili, ku wielkiemu zdumieniu Emmy dołączył do niego Billy i teraz już we dwóch tłukli go, gdzie popadnie.
– Ty jebany frajerze! – wydarł się młodzik, kopiąc po twarzy zasłaniającego się chłopaka, który leżał zwinięty w kłębek i bez jednego piśnięcia przyjmował kolejne, coraz wścieklejsze razy.
– Mała, pozabieraj rzeczy ze stołu! – rzucił Chris i Emma natychmiast usłuchała, w mig oczyszczając mebel.
– Co jest grane? – zapytał półprzytomny Łysy, który dopiero się obudził i wyprostował na krześle.
– Czekaj – powiedział Chris, odsuwając rozgniewanego Billy’ego od "J-a”, sam także przestał już go lać.  
Billy wrócił do Jimmy’ego, a Chris zapytał, a raczej zawarczał, zły:
– A ty kurwa, ile możesz spać?!
– Kurwa, mam kaca – bąknął Łysy.
Chris wyjął lusterko, nasypał na nie sporo kokainy, zrobił ścieżkę i podsunął pod nos kolegi, który bez sprzeciwu wciągnął proszek do nosa.
– Obudzisz się trochę! – mruknął Chris.
– Co mu się stało? – Jake... to znaczy Łysy, wskazał na bruneta, po czym wstał i ukucnął obok małolata.
– Ta kurwa go tak urządziła! – ryknął Chris, kolejny raz kopiąc "J-a”. – Kto ci, szmato, pozwolił się ubrać?! – zagrzmiał widząc, że typ ma już zapięte spodnie.
Cisza. Chris już go nie bił, tylko przykucnął przy kieliszkach, spojrzawszy po drodze z dołu na nastolatkę i częstując ją tym samym kolejną porcją zimnych szpilek i zaraz napełnił wszystkie. Zadzwonił telefon blondynki i 30-latek znów skierował na nią wzrok. Urządzenie grało, lecz Emma bała się odebrać, zestresowała się tylko bardziej, domyślając się, kto to. Chris skończył zapełnianie i usiadł obok. Komórka ucichła, ale tylko na chwilę, zaraz zagrała ponownie, co wywołało u nastolatki jeszcze większą nerwówkę.
– To wyjdź i odbierz – mruknął blondyn, więc dziewczyna wstała i udała się do drzwi. – Tylko nie mów, gdzie jesteś – nakazał.
Już chciała przekraczać próg.  
– I nie uciekaj – uśmiechnął się niemrawo i łyknął kielicha.
Gdy wyszła na zewnątrz, telefon się wyciszył, sprawdziła więc, kto to. Zgadła, że Travis i zaraz wybrała jego numer.
– Emma?! Gdzie jesteś?! – rzucił, mocno zdenerwowany. – Nic ci nie jest?!
– Uspokój się, wszystko w porządku.
– Gdzie jesteś? Jak odebrałaś telefon?!
– Wyszłam na zewnątrz.
– To zwijaj się stamtąd, jak masz taką okazję!
– Nie mogę, nie chcę mieć kłopotów.
– Kurwa, jakich kłopotów, chcesz skończyć jak młoda?! – chłopak już krzyczał. – Kurwa, nie patrz na nic, tylko zrywaj się stamtąd!  
– Travis, tu jest brat Amber, nie chcę uciekać, potem mogę mieć problemy. Oni mi nic nie zrobią – oznajmiła.
– Kurwa, Em, nie denerwuj mnie! Gdzie jesteś?! Przyjadę po ciebie!
– Nie, Travis, nie, wszystko jest w porządku, uspokój się już. Już wiem, kto zgwałcił Laurę – głos jej się podłamał. – Oni go tu przywlekli i teraz katują i szczerze mówiąc, typ nie ma za ciekawie i jestem trochę przerażona. Oni się tu nie pierdolą, nie wiem, co im jeszcze do łba strzeli, żeby tylko nic poważnego mu nie zrobili, nie mówiąc o... – zacięła się na myśl, że mógłby już stamtąd nie wyjść, ale tylko na chwilę, zaraz wznowiła wątek: – Ten brunet to ten Jimmy, on chyba ma coś do Laury, strasznie się zdenerwował, a ci, którzy ją zgwałcili, to jego brat z kolegą. To ja już nie wiem, jak to się stało, że ona znalazła się w takiej sytuacji... musiała się więc chyba z nim spotkać. A Frank...? Kurwa, co ona odpierdala?! – dziewczyna się zdenerwowała. – Ten Jimmy... naprawdę go wzięło i nie zdziwię się, jak zrobi krzywdę temu kolesiowi, jest wściekły. Ja już nie wiem, czy ona ma z nim jakiś romans, czy jak? Nie wiem, zgłupiałam i trochę się boję tego, co będzie dalej, oni są ostro pojebani.
– Em, proszę cię, spierdalaj stamtąd – nalegał Travis.
– Nie, nie mogę, pewnie wrócę wieczorem... choć piją i nie wiem, czy do nocy znudzi im się ta zabawa, więc może wypuszczą mnie dopiero jutro... nie wiem, kurwa – wydusiła, szczerze mówiąc mając już dość tej jakby nie było, trochę niemiłej dla niej rozmowy.
– Em, proszę cię – nie odpuszczał.
– Travis nie, powiedziałam, nie chcę kłopotów. Uspokój się wszystko będzie dobrze. Zadzwonię – oznajmiła, wyłączyła się i wróciła do domku.
Jimmy już podniósł się z podłogi i przemieścił na łóżko. Milczał, trzymając się za głowę, a z rozbitej wargi delikatnie sączyła się krew. "J” siedział w kącie, małolat natomiast w drugim, struchlały ze strachu. Dziewczyna usiadła między brunetem, a Billym i Jimmy natychmiast podał jej kieliszek. Wypiła w okamgnieniu, wódka definitywnie jej dziś nie brała, być może z tych nerwów.
– Mała, co jest? – zapytał brunet ciężkim głosem, widać było, że cierpi.
– Nic.
– Nadal się denerwujesz?
– Nie.
– Jak to nie, przecież widzę. Mały, no pal tego jeffa i dasz mi kilka chmur, długo będziesz go jeszcze trzymał? – uśmiechnął się niemrawo i Billy w końcu odpalił skręta.
Spalił trochę i oddał brunetowi, który wziął sześć chmur i wyciągnął rękę w kierunku dziewczyny.
– Nie chcę – wymamrotała.
– Pal, nie zamulaj!
Strachliwie wzięła używkę, ale pociągnęła tylko trzy razy i oddała ją Billy'emu, nie chciała i bała się naćpać.
– Jak tam? – zapytał nagle Łysy, zawisając znienacka nad Jimmym i strasząc przy okazji nastolatkę.
– W porządku – odparł brunet, lecz oczy miał mocno załzawione.
– Kurwa, tak się dać zaskoczyć, no Jimbo...! Widzę, że dalej siedzi w nim kozak w stosunku do ciebie. Nalej – poprosił i zaraz otrzymał kieliszek, który szybko opróżnił. – To chuj, nie picie, lej tu – podstawił mu kubeczek i Jimmy wlał mu ponad pół.
Przechylił na raz, odpalił papierosa i ruszył w kierunku "J-a”, który natychmiast zrobił duże oczy. Chwycił go za fraki, podniósł do pionu i ruszył z powrotem, prowadząc typka za chabety. Wziął po drodze stojący przy stole kij i po chwili położył prawą rękę chłopaka na blacie.
– Trzymaj! – rzucił do Diablo i ten mocno chwycił przedramię Jacka.
– Kurwa, Łysy, co ty robisz?! – zaczął panikować "J”, lecz olbrzym go olał i za moment, bez chwili zastanowienia, łupnął go pałą po wyciągniętej dłoni.
Wrzask, jaki w tym momencie wydał z siebie "Pan” był nie do opisania, Emma aż podskoczyła, zatrwożona tym uderzeniem, wyglądało bardzo brutalnie.
– Co, kurwo, boli?! – zawył Łysy, uderzając "J-a” z liścia w twarz.
Głucho.
– Kurwo, zadałem ci pytanie! – znów go uderzył, tym razem o wiele mocniej.
– Tak – wystękał Jack.
– Wyjeżdżasz do młodszych, cwelu? Wyjedź ze mną!
Ponowna cisza.
– No chodź, ja też jestem przecież o rok młodszy, akurat dla ciebie – rzekł olbrzym i podniósł kolesia za fraki.
– Puść mnie! – rzucił przerażony "J”, lecz zaraz stał w pionie.
Emma zauważyła, że chłopak boi się Łysego o wiele bardziej, niż pozostałych uczestników "imprezy” i nie wiedzieć czemu, jej zdenerwowanie natychmiast wzrosło.
– No co, kurewko? Przecież tak lubisz bić młodszych, no to dawaj! – zagrzmiał Jake i rzucił typkiem o ścianę.
"J” odbił się od niej z hukiem i padł na glebę, lecz chłopak za moment ponownie go podniósł.
– No co, zabrakło ci odwagi?! – wrzasnął i teraz "J” oberwał z kolana, wydając z siebie cichy, przejmujący jęk. – Czekam na odpowiedź! – darł się kolos, trzymając go prawie w powietrzu.
"J” nawet, gdyby chciał odpowiedzieć, pewnie nie dałby rady, gdyż trzymające go dłonie Jake'a przyduszały jego gardło.
– Niech, kurwa, jeszcze raz zobaczę! – ryknął dryblas i znowu rzucił chłopakiem, robiąc to cały czas bez specjalnego wysiłku.
"J” ponownie łomotnął głośno i wylądował przy drzwiach.  
– Łysy...! Wywalisz dziurę ścianie – zaśmiał się Diablo.
Widoczne już były efekty tego poniewierania, "J” poruszał się już z coraz większym trudem. Blondynka siedziała maksymalnie spięta widząc, jak koleś rzuca chłopakiem, jak workiem.  
– Em, wyluzuj – rzekł nagle Billy, biorąc ją za rękę.
– Przecież on zrobi mu krzywdę – wydusiła.
– I chuj mu w dupę, martwisz się? Może nie wiesz, ale ja widziałem, jak wygląda Laura, co jej zrobili i jak się bała, przychodziłem, jak jeszcze tu była, ale potem uciekła, nie wiem, czemu – oświadczył chłopak i Emma wywaliła oczy. – Żebyś zobaczyła, w jakim stanie ją tu znalazłem, sama byś mu wpierdoliła – wskazał głową Jacka. – Leżała na podłodze jak śmieć, półnaga, pobita i brudna, to był naprawdę przykry widok, ledwie żem ją ubrał, tak histeryzowała. Skopali ją, zgwałcili i zostawili jak ścierwo, więc nie powinnaś w tym momencie mieć żadnych obiekcji i jeszcze dobrze mu najebać – dodał, wyraźnie zniesmaczony już chłopak. – Jak ona w ogóle doszła do domu?! Nie chce mi się wierzyć...
– Nie wiem, ale jakoś doszła – mruknęła Emma. – Wiem, jak wyglądała, nie musisz mi mó...
– Kurwaaa, dooosyć!!! – zagrzmiał nagle Jimmy. – Skończcie już tą gadkę, dobra! – warknął i natychmiast na powrót złapał się za głowę.
– Wyluzuj – burknął Billy, ale już nie zaczynał tematu. – Co jest? – zapytał, widząc cierpienie kumpla.
– Nic, łeb mnie trochę boli, zaraz przejdzie. Muszę napić się wody – rzekł i wstał, ale tylko, jak wstał, kiwnęło nim i z hukiem wyrżnął z powrotem na podłogę.
– Kurwa, Jimbo! – krzyknął przerażony młodzik, doskakując do kumpla.
– Wszystko ok – wybąkał brunet, usiłując się podnieść, co przychodziło mu, niestety, dość opornie.
Podszedł Łysy, chwycił chłopaka i posadził na miejsce.
– Nie ruszaj się jeszcze, niedawno przecież padłeś. Siedź, kurwa! – nakazał i zaraz przyniósł mu kubek wody. – A oni chyba jeszcze nie skończyli, nie? – spojrzał na siedzącego z baseballem w dłoni Chrisa. – Czy się mylę? – znów się uśmiechnął, przypalając papierosa.
– No nie skończyli i nie wiem, na co czekają? Potrzebny jest nam stół, ale jak widać, kurwy mają w dupie to, że piję z podłogi – fuknął 30-latek.
– Dobra, wstawać i do roboty – rzekł Łysy, zawisając nad młodzikiem, który natychmiast zaczął się trząść, ale migiem wstał z miejsca.
Pałę nadal miał nie schowaną.
– No na co czekasz? Kończ – rzucił do "J-a”, który siedział przy ścianie, trzymając się za bolący brzuch i rękę.
Zdławiony strachem chłopak ciężko się podniósł i bez sprzeciwu stanął na kolana, najwyraźniej bał się Jake’a bardziej, niż wyobrażała to sobie Emma.
– Co to w ogóle za dziewczyna, macie jej zdjęcie? – zapytał znienacka dryblas, nalewając kolejną porcję wódki, która właśnie się skończyła, odkręcił więc przedostatnią butelkę i dokończył zapełnianie. – Jimbo mówił, że niezła dupa, chciałbym sam się przekonać... lubię ładne cipki – uśmiechnął się w końcu, chyba dziś po raz pierwszy i podał blondynce kieliszek, ale zaraz odwrócił się w stronę Jacka. – No na co czekasz? Wylizuj, suko, bo potrzebny nam stół, nie będę czekał do północy! Szybko się pukniecie i będziesz miał z głowy. No dawaj, nie śpij! – zaśmiał się głośno i "J” po chwili kolejny raz wziął do ust interes młodego. – Ładnie ma być, tak, jak powiedział Jimbo, do końca! Jak zobaczę, że się nie starasz i walisz chałturę, pogadamy inaczej, kumasz?!
"J” milczał, więc chłopak do niego podszedł i mocno chwycił go za włosy, odchylając do tyłu jego głowę.
– Kumasz, pytam?! – fuknął i zagasił peta na jego policzku, wgniatając go dość mocno.
– Tak – syknął "J”, wygiąwszy twarz w grymasie bólu.
– No to jazda! – nakazał i wrócił do siedzących na łóżku, kucając przed blondynką.  
– To co z tym zdjęciem? – wymownie na nią spojrzał, tak wymownie, że zimno jej się zrobiło.
– Nie wiem, chyba jakieś mam – wycedziła przez zęby i wyjęła telefon.
Chris z komórką w ręku wyszedł na zewnątrz, Jimmy natomiast nadal siedział z twarzą schowaną w dłoniach, w końcu Billy zareagował.
– Może pojedziemy do lekarza?
– Nie, zaraz mi przejdzie.
Billy wstał i poszedł do kuchni, przyprawiając Emmę o kolejny stres, gdyż została sama z gapiącym się na nią, wielkim, ściętym na jeża blondynem. Uparcie szukała zdjęcia, telepiącymi się rękoma, lecz jak na złość nie mogła znaleźć, miała na pewno ponad dwieście fotek, więc nie dziw, że odszukanie tej odpowiedniej zajmowało jej sporo czasu, zwłaszcza, że ręce były bardzo nieposłuszne.
– Czego się boisz? – zapytał w końcu Jake.
– Niczego.
– Niczego? To czemu się trzęsiesz, masz kaca? – zaśmiał się.
– Nie trzęsę się...
Katorgi przerwał Billy, który właśnie wrócił i wyciągnął do Jimmy’ego rękę.
– Masz, popij, są jeszcze cztery. Sprawdzałem, mają jeszcze rok ważności – wcisnął mu w dłoń dwie przeciwbólowe tabletki, które brunet natychmiast popił wódką, a następnie napojem.
– Dzięki – mruknął i wrócił do pierwotnej pozycji, Mały natomiast usiadł na miejsce i od razu objął blondynkę.
– Łysy! – nagle w drzwiach pojawiła się głowa Chrisa.
Olbrzym spojrzał w jego stronę.
– Pojadę na chwilę, za pół godziny wracam. Przywieźć coś?
– Kup jeszcze wódki, już mało zostało. I weź jakiś proszek, lepiej się po nim czuję.
Chris schował się z powrotem, a chłopak wrócił wzrokiem do dziewczyny, ale nie zdążył się odezwać, bo wyciągnęła do niego drżącą dłoń z telefonem.
– Fajna – oświadczył z uśmiechem, widząc na ekraniku dwie przytulone do siebie, uśmiechnięte, damskie twarze. – Niezła, sam bym taką puknął – radość nie malała.
– No dobra, kurwa, dość tych pieszczot! Kładź się! – nakazał nagle "J-owi”, odwróciwszy się niespodziewanie i wskazał na stół.
Jack podniósł się z kolan, lecz polecenia nie wykonał, stał tylko jak słup, ciężko przestraszony. Łysy nie dyskutował, tylko wstał i powoli, z pełnym spokojem, wyjął z rąk Diablo baseball-a.
– Co powiedziałem? – warknął.
Blady jak ściana "J” natychmiast ułożył się na stole.
– Ładuj – olbrzym spojrzał na młodzika, który trząsł się jak w delirium i był już cały mokry. – Masz większą pałę od Mnicha, więc twoja kurwa na pewno będzie zadowolona. A jak nie, to zawsze mamy tego pana – zaśmiał się szyderczo, wyciągając przed siebie drewniany przyrząd.
"J” zamknął oczy i zacisnął pięści, szykując się do kolejnego gwałtu. Toby nie dyskutował, tylko z miejsca wszedł w kumpla, lecz starał się to zrobić bardzo delikatnie, co Jake od razu wyłapał. Natychmiast chwycił młokosa za szyję, wymuszając na nim wydech bólu i skręcił go całego, kładąc jego twarz na plecach leżącego.
– Kurwa, to ma być jebanie?! Tak samo humanitarnie jebałeś tą laskę?! Nie sądzę! – ściskał go coraz mocniej i małolat powoli zaczął robić się czerwony. – Jedziesz, szmato! – puścił go i teraz już Toby wdarł się w "J-a do samego końca. Chłopak znowu wydał z siebie szarpiący za serce dźwięk i mocno zadygotał na stole, lecz Toby nie przerywał, za bardzo się bał.
– Nie wyj, cwelu – burknął Łysy, przystawił "J-owi" kij do twarzy i zaczął tykać go nim po policzku. – Fajna, nie? Miło byłoby poczuć taką w dupie, co? Ale spokojnie, wszystko w swoim czasie – rechotał i podstawił zdjęcie dziewczyn pod nos ofiary. – Znasz ją?!
– Tak – wydusił, a raczej wysapał "J”.
– Co jej zrobiłeś?
– Zgwałciłem – odpowiedział od razu.
– I...?
– Pobiłem – mruknął ledwie słyszalnie, przez ból słowa bardzo ciężko przechodziły mu przez gardło.  
Toby zaczął powoli stękać i Diablo się roześmiał.
– No widzisz...?! Przynajmniej jedna z kurew jest zadowolona! – drwił.
– I co jeszcze? – kontynuował oprawca, z pogrzebową, zimną jak głaz miną.
– Nic.  
– Nic...?! Ci mi tu pierdolisz, kurwo, za dobrze cię znam! – zagrzmiał kat, zamachnąwszy się na chłopaka.
– Kazałem jej obciągnąć! – wymamlał szybciutko "J”, w panice odwracając twarz.
Jimmy natychmiast podniósł głowę, lecz nie ruszał się z miejsca.
– Miło, że jesteś szczery. A wiesz, co robią w pudle z takimi kurwami? – Jake nie odpuszczał, nakręcając się coraz bardziej.  
– Wiem.
– Nie przejmuj się, na wolności też. Już ja się postaram, żeby wszyscy dowiedzieli się, jaką jesteś suką, zwłaszcza, że wyruchałeś bratu kobietę, czy tam kumpelę, ale to już nieważne, ważne, że nie wyjdziesz z domu, kumasz? Już nie masz życia, więc zostało ci tylko spierdalać z tego miasta, bo jak chłopaki cię dorwą, to cię zmasakrują, rozumiesz, pedale? Fajnie gwałcić bezbronną dziewczynę? Takiś chojrak?! I jeszcze ją, kurwo, pobiłeś?! Przecież jesteś od niej pięć razy większy! No kurwa, no nie mogę, co za pierdolony bohater! – Łysy się wkurwił i w tym momencie Toby zakończył swą miłość głośnym, zmęczonym wydechem.
Łzy już ciurkiem leciały po twarzy "J-a” który nadal leżał w miejscu, bojąc się cokolwiek zrobić.
– Kurwa, co zrobiłeś?! – huknął Łysy, uderzając młodego w tył głowy. – Miało być z połykiem!
Młodzik stał w milczeniu, telepiąc się na wszystkie strony.
– No dobra, następnym razem, teraz możesz zapalić – rzekł Jake, wskazując mu ścianę i młodzik natychmiast przy niej usiadł.
Olbrzym chwycił wykończonego Jacka i rzucił jak ochłap obok Toby’ego.
– Nie mam fajek – mruknął nagle młodzik, widocznie chęć na papierosa była tak samo duża, jak strach przed ogłoszeniem tej jakże przykrej nowiny.
Łysy wziął leżącą przy kieliszkach paczkę Marlboro i poczęstował gówniarza. Stał nad nimi chwilę, zastanawiając się nad czymś, w końcu wyjął jednego papierosa, rzucił nim w "J-a” i wróciwszy do towarzystwa, zaczął zbierać rzeczy z podłogi.
– Jak masz na imię? – spojrzał na blondynkę.
– Emma – wymruczała.
– Spoko, Emmy są fajne. Znam trzy i każda z nich nieźle fika w łóżku – roześmiał się, skończył zbierać asortyment i usiadł obok drugiego olbrzyma. – To twoja dobra koleżanka? – zerkał na Emmę, polewając alkohol, lecz teraz na twarzy miał już pełny uśmiech, w końcu się chyba naprawdę odmulił.
– Tak – przełknęła ślinę.
Domyślała się, że raczej nic jej nie grozi, strach jednak uparcie nie chciał opuścić jej ciała, co ją samą zaczęło już w końcu denerwować.
– Długo się znacie?
– Jedenaście lat.
Chłopak wstał i ponownie chwycił kij. Ofiary zbladły.
– Jedenaście lat... to już długo. I co, darujesz mu krzywdę przyjaciółki? – zapytał, wyciągając do niej rękę z baseballem. – Wal!...

1 889 czyt.
100%172
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3427 słów i 20196 znaków, zaktualizowała 14 lut 2017.

2 komentarze

 
  • aKubek

    aKubek · 31 sty 2017

    Dajesz kobieto czadu

  • Mlody1

    Mlody1 · 30 sty 2017

    no przeczytałem skoro już tak nalegałaś
    Pamiętaj ja Cię uduszę kiedyś za kończenie w takim momencie!!!