Szare istnienie #49

Szare istnienie #49– Co? ! – chłopak zrobił nie mniej głupią minę, niż jego małżonka. – Znasz Franka? – szybko przysiadł przy Laurze.
  – Nie wiem, nie pamiętam, tak mi się coś skojarzyło – mruknęła, speszona faktem, że wprowadziła małe zamieszanie. – A Becky? – wtrąciła Jenny.
  – Nie wiem. Emma... – mruknęła.
  – Jaka Emma. Ty jesteś Emma?
  – Nie wiem.
  – Nie męczmy jej, ona nie pamięta. Masz do niego numer? – zapytał David.
  – Kurwa, nie mam, nie widziałam się z nim od czasu rozstania, to znaczy... może ze dwa razy. Powinnam chyba mieć gdzieś domowy, tak mi się wydaje, pójdę, zobaczę w notesie – oznajmiła i udała się na górę.
  Laura nic z tego nie rozumiała, więc milczała. Chłopak popijał piwo i od czasu do czasu obserwował 18-latkę, która coraz bardziej peszyła się jego ciepłym i zatroskanym spojrzeniem, a to chyba temu, że widział ją w takim stanie.
  – Dasz mi wody? – zapytała nagle.
  – Pewnie.
  Pomógł jej się napić i zaniósł pustą butelkę po piwie do kuchni, wracając po chwili z pełną.
  – Jak ból, zmniejszył się? – zapytał.
  – Tak.  
  – To dobrze. Miko, daj jej już spokój – zaśmiał się, gdyż piesek nie odstępował łóżka brunetki na krok, cały czas trzymając głowę przy jej brzuchu.
  – Jest bardzo miły – wydusiła Laura.
  – Tak, zwłaszcza, jak wracasz do domu i widzisz wszędzie pierze z pogryzionych poduszek, dziurę w fotelu, że o kuchni i pobitych naczyniach nie wspomnę – roześmiał się David i nastolatka także się uśmiechnęła, lecz ten uśmiech był już bardzo senny.
  – Zdrzemnij się – zaproponował chłopak i wstał z kanapy, przesiadając się na postawiony nieopodal fotel, po czym włączył telewizor i od razu przyciszył. Miko natychmiast ruszył za nim, lecz po minucie był już w tym samym miejscu, tylko, że tym razem położył się na podłodze. Wyglądało to tak, jakby chciał zaopiekować się poszkodowaną, lub jej po prostu przypilnować.
  – Przeszkadza ci? – zapytał David nastolatkę w kwestii telewizora.  
  – Nie.
  "Przecież to twój dom”, pomyślała i zamknęła oczy, rozmyślając o gospodarzach domu, jacy są troskliwi i o wspomnianym, jakimś tam Franku. Była zmęczona, lecz sen nie przychodził i po chwili usłyszała wracającą Jenny.
  – Mam domowy, zadzwonisz?
  – Ty zadzwoń.
  – Jest wpół do siódmej, lipa tak dzwonić.
  – Jaka lipa? Znasz się z nimi jak łyse konie. Dzwoń! – nakazał szorstko David i zapadła cisza, po której padło:
  – Becky? Cześć, tu Jenny. Jest Frank?
  Cisza.
   – Możesz dać mi do niego numer, to ważne?
   Becky szmerała chwilę z drugiej strony i blondynka rzekła:
  – Dobra, to dzięki. Na razie. Zaraz wyśle mi sms-a – spojrzała na męża. – I co ja mu powiem? Minęło pięć lat – rzekła, zmieszana.
  – Przestań, co ty pieprzysz? I co z tego?
  – Dziwnie tak, że tak nagle zerwaliśmy kontakt.
  – Przestań, i tak bywa. Nie wymyślaj – chłopak się zirytował.
  – Kotku, pijesz już drugie piwo. O której masz jechać? – głosy obojga były już bardzo blisko siebie.
  – Po południu.  
  – A gdzie jedziesz?
  – Do Bena.
  – Po co?! – dziewczyna się zdenerwowała.
  – Nie wiem, ma jakąś sprawę.
  – Kurwa, sprawę? Znowu chce wyciągnąć od ciebie pieniądze. Oddał ci tamte siedem stów?! – zagrzmiała.
  – Nie krzycz, nie widzisz, że śpi. Odda.
  – Nie, David, ja się nie zgadzam – oznajmiła młoda kobieta, ale już ciszej. – Nic mu nie pożyczaj, w ogóle nigdzie nie jedź.
  – Kochanie, może tu wcale nie chodzi o kasę.
  – A o co, kurwa, David...! – dziewczynę już nosiło.
  – No dobrze, obiecuję, że nic mu nie dam, ale pojechać muszę, bo obiecałem.
  Piknął sms.
  – Kotku, ja i tak wiem, że on cię przekabaci, przecież ja wiem... – mruknęła dziwnie.
  – Jen, obiecuję ci, że nic mu nie dam. Powiem, że nie mam... po prostu – uspokajał ją chłopak.
  – A jak chcesz... – blondynka zrezygnowała. – Przysłała numer, dzwonię.
  Nastąpiła chwila ciszy, a po niej:
  – Cześć Frank. Poznajesz? – słyszalny był jej uśmiech.
  Ciche mamrotanie.
  – No dobra, a teraz mnie posłuchaj. W nocy, w mieście, znaleźliśmy jakąś dziewczynę, siedziała na przystanku. Brunetka, na oko osiemnaście – dziewiętnaście lat, w niezbyt dobrym stanie, niestety. Znasz ją, bo wspomniała o tobie?
  Laura mimo, iż powoli przysypiała, to wyraźnie usłyszała, że 23-latek już nie mówił, a krzyczał do telefonu i Jenny zaraz odparła:
  – Uspokój się, nic jej nie jest, David się nią zajął.  
  Ponowny krzyk zdenerwowania.
  – To przyjeżdżaj, czekamy – rzuciła gospodyni i rozmowa się zakończyła. – Strasznie się zdenerwował, mało nie ogłuchłam. Niczego się nie dowiedziałam, pytał tylko, czy z nią ok i że zaraz przyjedzie.
  – Czyli chyba dobrze się znają. Idę po piwo, chcesz?
  – Kotku, to już trzecie, zamierzasz jechać samochodem?  
  – Nie wiem, do południa mi przejdzie – rzekł chłopak i Laura usłyszała kroki, które po chwili wracały.
  – David! – dziewczyna nie odpuszczała.
  – Dobrze, pojadę taksówką, czemu tak panikujesz?
  – Dobrze wiesz, czemu!
  – Jenny, daj już spokój, do końca życia będziesz to rozpamiętywać?
  – Ta...
  Reszty już nie słyszała, lecz gdy trzasnęły, dość głośno zresztą wejściowe drzwi, ocknęła się. Głowa przestała boleć, lecz żebro nie, tylko, że ból był zdecydowanie mniejszy, prawie niewyczuwalny.
  – O której ją znaleźliście, gdzie?! – zapytał jakiś chłopak, który zaraz pojawił się bliżej kanapy.
  – Nie wiem, gdzieś przed piątą, nie jestem pewna. Siedziała na pierwszym przystanku od szpitala, a dokładniej to chyba spała.
  – To chyba jakiś cud, że trafiła akurat na was, bo nie wiem, co to by było  
  – Co jej się stało? Zresztą... nie musisz odpowiadać. Ale kto jej to zrobił? – zbulwersowana Jenny twardo wyciągała prawdę.
  – Nie wiem, ale się dowiem – rzekł przybysz i usiadł przy dziewczynie.
  Natychmiast zwinęła się w kłębek, nie wiedząc, czy to nie jakaś ściema, nie znała głosu chłopaka.

  – Mała – przytulił ją.  
  – Zostaw mnie! – znów to samo, z płaczem włącznie.
  – Laura, to ja, Frank, uspokój się, przecież nic ci nie zrobię.  
  – Laura...?! – zapytała zdziwiona Jenny. – Nie Emma?  
  – Emma to jej przyjaciółka, a czemu pytasz?
  – Bo wspominała o niej.
  – Daj jej trochę czasu– wtrącił się David. – Jest mocno wystraszona, no i cię nie pamięta, siebie zresztą też nie. Miała rozbitą głowę, więc przewiduję, że zemdlała i upadła, więc teraz ma lekką amnezję. Ale spokojnie, to nie było groźnie, niedługo powinno przejść, poza tym szok, w którym jak sądzę też jest, także swoje robi. Miesza jej się wszystko, ale po jakimś czasie to wszystko się ustatkuje.
  – Lekarz powiedział nam to samo – odparł Frank.
  – A on to kto?! – śmiech oburzenia wydobył się z ust gospodyni.
  – Przecież nic nie mówię – zaśmiał się 23-latek.
  – Chcesz piwo? – zapytała.
  – Wolałbym mocną kawę – rzekł gość i znów spróbował przytulić dziewczynę, lecz rozchodziła się jeszcze bardziej, krzycząc na cały pokój: "nie dotykaj mnie”, "zostaw mnie” i wiele innych próśb, które Frank słyszał już nie raz.
  – Laura, już dobrze – usłyszała głos Jenny, która także ją przytuliła i dopiero wtedy przestała się miotać. – Spokojnie, nie poznajesz Franka? On nie zrobi ci krzywdy.
  – Nie chcę! – wymamlała w poduszkę, płacząc.
  – I co? – zapytała Franka blondynka. – Myślisz, że to dobry pomysł, żebyś ją zabrał? Przecież ona was nie pamięta, wiesz, co to będzie? David...?! – spojrzała na ukochanego.
   Ma rację, to nie jest dobry pomysł, bo zamiast wychodzić z traumy, będzie się tylko w nią zagłębiać ciągłym przerażeniem i stresem. Niech na razie zostanie u nas, zaniki powinny minąć za kilka dni – odparł chłopak. – I nie chcę cię martwić, ale może być też tak, że przypomni sobie nie wiadomo kiedy, albo wcale – dodał i Frank zrobił totalnie zdębiałą minę.  
  Nie odzywał się, przytkało go na amen, a łzy zagościły w oczach. Jenny postawiła na stoliku dwie kawy, a David poszedł po kolejne piwo, wracając z którym został serdecznie przywitany diabolicznym spojrzeniem żony, ale już nic nie mówiła. Przyniósł dwa i jedno postawił obok kawy.
  – Jakbyś nabrał ochoty – rzekł do bruneta.
  – Dzięki. Naprawdę może się tak stać... że sobie nie przypomni? – panikował Frank.
  – Tak się dzieje, ale bardzo rzadko i zazwyczaj po ciężkich urazach głowy, wypadkach, u niej dawałbym na to góra dwa procent, a nawet nie dwa... jeden. Poza tym już zaczyna łapać, przypomniała sobie dwa imiona, do tego twoje nazwisko, a głowę rozbiła dzisiaj, więc daję jej kilka dni – odparł bardzo przekonująco młody lekarz. – Boi się, jak widzisz, czyli pamięta też to, co przeżyła, czyli jednak nie wszystko jej uciekło. Będzie dobrze, daję ci na to gwarancję – dodał i napił się trunku. – Siadaj, czemu my w ogóle tu stoimy? – wzburzył się, wskazując na jeden z dwóch foteli, umieszczonych pod oknem, po stronach innego już stolika, tym razem białego koloru.
  Laura znowu przysnęła.
  – Kotku, ile zamierzasz wypić dziś tych piw?! – zawisła nad nim ukochana z toną pretensji w wygłaszanym pytaniu.
  – Chodź tu i nie marudź! – David się zaśmiał, pociągnął ją za rękę i zaraz, mimo woli, już siedziała na jego kolanach.  
  – Pytałam o coś...!
  Frank uśmiechał się pod nosem, patrząc na ta małą komedię.
  – Kochanie moje – ucałował jej rękę – tylko kilka, o co te żale? Zresztą mamy gości, trzeba to uczcić, dawno żeśmy typa nie widzieli, nie? – ironizował, lecz głos miał już nieco inny, a dokładnej rzecz biorąc – bardzo wesoły.
  – No, nieźle, odbiłeś mi kobietę, żeby ją podkurwiać – zaśmiał się Frank.
  David nie skomentował, roześmiał się tylko.
  – Widzisz? On nic sobie nie robi z tego, że się denerwuję – rzekła Jenny, spojrzawszy na gościa. – Napije się i zamierza jechać do tego chuja, Bena, nie rozumiem, co go tam pcha!
  – Poważnie...?! – brunet zrobił wielkie oczy. – Ty jeszcze utrzymujesz z nim jakikolwiek kontakt?! Przecież to kretyn, do tego nie posiada za grosz charakteru, wszędzie, gdzie wlezie, to go wyśmieją, albo mu najebią. Stary, daj se spokój, ile już grosza od ciebie wysępił?
  – Przestańcie, chłopak się zmienił, jak zajadę do niego raz na pół roku, to świat się nie zawali – tłumaczył się David, ale widać było, że speszyły go nieco uwagi kolegi.
  – Jest ci coś winien? – naciskał brunet.
  – Siedemset dolców.
  – Od półtorej roku! – wtrąciła wkurzona Jenny.
  – To życzę szczęścia, mi tysiąc dwieście i oddaje już cztery lata! – zarechotał 23-latek. – Pożyczył dwa koła i fakt – osiem stów oddał, a gdzie reszta? Jeździłem, upominałem się, nawet groziłem, ale zawsze się wykręcił, w końcu dałem spokój.
  – Darujesz mu tysiąc dolarów?! – Jenny nie dowierzała.
  – A niech się udławi, to tylko kasa, zarobię następną. Ale posłałem naszym cynk, przez co teraz od nikogo już nie skubnie, usadził się więc na niego – dodał zniesmaczony, wskazując głową gospodarza domu.
  – David...! – spojrzała błagalnie. – Nigdzie nie pojedziesz!
  – Dobra, koniec tematu! – wkurwił się chłopak i pociągnął z butelki.
  – Czy ona została zgwałcona? – wyjechała nagle do byłego blondynka.
  – A czy to ważne? – mruknął Frank.
  – Jesteście razem? Jest sporo młodsza od ciebie – zasugerowała Jenny, starając się zrobić to jak najdelikatniej i nie drażnić kumpla.  
  – Nie tak sporo, za miesiąc kończy dziewiętnaście.
  – Widziałeś jej ciało? Wygląda okropnie, mówię ci to tylko temu, że widzę, że bardzo ci na niej zależy. Jest cała posiniaczona, co oni jej tam zrobili? Tak ją pokopali? Nie mogłam uwierzyć własnym oczom w to, co zobaczyłam – kontynuowała, niemal przerażonym głosem. Poza tym czy ona uciekła ze szpitala? Była w ich koszulce. Dlaczego? Nie rozumiem...
  – Też nie rozumiem, ale się dowiem, choć nie wiem, jak to zrobię. Ona nawet, jak dojdzie do siebie, to nic mi nie powie... nigdy mi nie mówi. Jest jedna suka, która zapewne ją zastrasza, choć Laura nigdy się do tego nie przyznała i myślę, że to jej sprawka, jej i jej kumpli – rzekł ze złością brunet.
  – Dlaczego nie mówi?
  – Myślę, że ją zastraszyli, a to bardzo spokojna dziewczyna i się po prostu wystraszyła. Ja nie wiem, co to będzie, jak ona się z tego nie podniesie... po prostu zabiję tego kurwiszona – odgrażał się płaczliwie wkurwiony chłopak i wstał po piwo.
  Zadzwonił jego telefon, chwycił więc butelkę i wyszedł z salonu, lecz wrócił z okamgnieniu, para nie zdążyła zamienić nawet zdania.
  – Jej brat, ale zdechł mu telefon, zadzwoni później. Chciał tu ze mną przyjechać, ale powiedziałem, że lepiej, jak najpierw zajadę sam, choć chyba powinienem go wziąć, w końcu to jego siostra. Koleś jest totalnie wkurwiony – poinformował.
  – Trzeba było tak zrobić – zganiła go Jenny.
  Laura zaczęła ruszać się na łóżku, mamrocząc coś pod nosem i towarzystwo spojrzało w jej stronę, lecz nie ruszało się z miejsca. Kręciła się chwilę, lecz gdy za moment wiercenie zmieniło się w szamotaninę, w asyście której dziewczyna zaczęła wydawać z siebie masę niezrozumiałych słów i chwytających za serce jęków, Jenny zerwała się z miejsca i zaczęła ją budzić. Oczy Franka znowu nie utrzymały łez.
  Szarpała ją przez moment, lecz dziewczyna jakby nie dała rady się obudzić, więc po chwili z głośnym: "Laura, obudź się!” potrząsnęła nią już z całej siły. Dziewczyna otworzyła oczy i gdy poczuła, że ktoś ją trzyma, zaczęła jeszcze bardziej histeryzować, nie wyłapawszy najwidoczniej, kto to.  
  – Nie, puuuśćć mniee, ja już nieee chcęęę!!! Bożeee, nieee!!! – zaczęła miotać się i rzucać jak dzika. – Ratunkuuu! – wrzeszczała i po chwili wyrwała się w końcu trzymającej ją Jenny, ale Frank zaraz powalił ją na miejsce, mocno obejmując. Nieee!!! – powtarzała się, szarpiąc z młodym facetem, który miał niemałe problemy z jej utrzymaniem, zrobiła się nagle strasznie silna.
  – Trzymacie ją mocno, niech się nie rusza! – rzucił David i brunet z byłą jak umieli, tak przystopowali nastolatkę, w tym czasie chłopak szybko chwycił jej rękę i dał jej jakiś zastrzyk. Szalała jeszcze chwilę i gdy wariacje zaczęły powoli słabnąć, dziewczyna znowu zwinęła się w kłębek, płacząc – Nie puszczajcie jeszcze – nakazał David, odkładając strzykawkę na stół.
  – On tu jest... "J”... – wyjęczała nagle. – On tu jest, zabierzcie go stąd... zabierzcie go... – majaczyła do pachnącej, niebieskiej poduszki.
  – Nikogo tu nie ma, to ja, Jenny – rzekła blondynka i usiadła obok, mocno objąwszy dziewczynę.
  Brunetka już nic nie mówiła, chlipała tylko, skulona. Frank znowu się rozpłakał, nie dał już rady, a pozostała dwójka patrzyła na dziewczynę w kompletnym szoku, w końcu David ruszył do kuchni i przyniósł trzy szklanki, wypełnione do połowy wódką z sokiem i lodem.
  – Trzymaj – podał Frankowi w jego drżącą dłoń, a swoją i żony postawił na stole. – Już możesz ją puścić – dodał, gdyż 23-latek jedną ręką nadal trzymał ukochaną. – Zastaw ją, zaraz zaśnie, to bardzo mocny środek – rzekł do najdroższej i po chwili wrócili na fotele.

1 690 czyt.
100%122
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2704 słów i 15861 znaków, zaktualizowała 9 sty 2017.

2 komentarze

 
  • Mlody1

    Mlody1 · 9 sty 2017

    Nie wiem czy mi wolno ale przeczytałem.  Może być, czekam na następną. Pozdro

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 9 sty 2017

    Cudo po prostu cudo