Szare istnienie #46

Szare istnienie #46– Kurwa! – huknął, wściekły, bijąc kierownicę i szybko opuścił auto
Mężczyzna z przedniego wozu także zaraz wysiadł i wściekły podszedł do chłopaka.
– Nie widział mnie pan?! – wyjechał oburzony, czterdziestoletni, wysoki typ, spojrzawszy na tył swojego auta, a następnie na bruneta.  
Było w nim spore wgniecenie, światło cofania pękło, a błotnik odpadł z lewej strony i przytulił się do asfaltu.
– Przepraszam, zagapiłem się – rzekł Frank.
– Nieprawda, widziałem, jak pan jechał, nawet nie próbował pan hamować – usadził się koleś – Dzwonię po policję.
– A nie możemy załatwić tego polubownie?
Facet wcale go nie słuchał, tylko zaraz wykręcił 911 i spojrzał złowrogo na chłopaka, który był coraz bardziej zły i zniecierpliwiony, zwłaszcza, że nie wiedział, co się dzieje w szpitalu.
– Zaraz będzie policja i załatwimy wszystko, jak trzeba – oświadczył zadowolony typ, patrząc z jakąś dziwną dumą na wkurwionego 23-latka.
Frank obejrzał Toyotę – lewe światło zostało zbite, błotnik odpadł całkowicie, a dość mocno wgnieciona maska otworzyła się lekko z lewej strony, wygiąwszy się lekko w górę.
– Tak, niezbyt ładnie to wygląda, trzeba więc uważać, co się robi na drodze, zwłaszcza, jeśli jest taki ruch – kontynuował mężczyzna, podburzając chłopaka, który usilnie starał się trzymać nerwy na wodzy.  
Oparł się o wóz i stał w milczeniu, mocno już zniecierpliwiony, czekając na władze. Radiowóz przyjechał bardzo szybko, obejrzeli oba auta i od razu zapytali o przebieg wypadku.
– Ten pan tu jechał jak wariat i uderzył we mnie. To dobrze, że nic się nikomu nie stało – poskarżył się szybciutko wredny typ, który z chwili na chwilę coraz bardziej wkurwiał bruneta swoim zachowaniem.
– A pan co ma do powiedzenia? – zapytał gliniarz, odwróciwszy się do Franka.
– Było tak, jak mówi ten pan, trochę mi się śpieszy i się zagapiłem.
– Wie pan, że pośpiech często kończy się gorzej, niż w tym przypadku – przeciągał policjant, wkurzając i tak mocno zdenerwowanego już chłopaka.
– Tak, wiem. Proszę pisać, co trzeba, bo bardzo mi się śpieszy – rzekł 23-latek.
– Dobrze, czyli przyznaje się pan do winy?
– Tak, nie słyszał pan?! – zagrzmiał brunet.
– Proszę się opanować i dokumenty poproszę.
Frank zezłoszczonym krokiem poszedł po papiery, które gliniarz po chwili otrzymał.
– To nie pana wóz – zapytał, a raczej stwierdził mężczyzna.
– Nie, mojej matki.
– To będzie sto dwadzieścia dolarów za prędkość, pięćset za spowodowanie kolizji i dziesięć punktów. Czy sam pan zabezpieczy auto, czy mamy wezwać lawetę? Ale wtedy auto zostanie przetransportowane na policyjny parking, a to następna stówa, a postój na nim to pięćdziesiąt za dobę.
– Zaraz to załatwię – rzekł Frank i wykręcił numer warsztatu, z którego usług zawsze korzystał. – Za dziesięć minut go zabiorą – oznajmił gliniarzowi. – Nie da się czegoś spuścić z tych punktów, lub chociaż z mandatu? – zapytał.  
– Stłuczka była dość poważna, do tego, jak pan widzi, auta tarasują ruch, więc niestety, nie mogę niżej, a punkty są z góry ustalone – rzekł stróż prawa i zaczął wypisywać papierowe kary.
Frank sprawdził godzinę – 17:35 i zniecierpliwił się jeszcze bardziej, do tego facet, jak na złość, babrał się z mandatami jak mały dzieciak, który dopiero co uczy się pisać.
Zadzwonił telefon bruneta, który po odebraniu usłyszał Travisa:
– No i co z Tobą? Młoda śpi, a ja siedzę i się nudzę, bo Emma pojechała na chwilę do domu.
– Miałem stłuczkę, czekam, aż anemik skończy męczyć się z wypisaniem mandatów. I będę musiał wziąć taksówkę, co o tej godzinie może trochę potrwać.
– Gdzie jesteś?
– Na Old Town, czyli póki dojadę, to z piętnaście minut.
– To może Emma cię zabierze, pojechała tylko na chwilę, zaraz ma wrócić. Zadzwonię do niej i zaraz do ciebie oddzwonię.
– Ok.
Policjant jeszcze nie wypisał świstka i Frank się w końcu zdenerwował.
– Czy może się pan już skończyć? Mówiłem, że się śpieszę.
– Spokojnie, już kończę – mruknął gliniarz, z głosu którego wynikało, że ma głęboko w dupie chłopaka i jego pośpiech.
Przyjechała laweta i wysiadł z niej ścięty na jeża blondyn, chłopak o rok starszy od Franka. Podszedł i podał rękę brunetowi.
– No, witam. Widzę, że jednak w końcu narozrabiałeś – zaśmiał się. – A taki dobry kierowca... – ironizował. – Samochód Isabel? A gdzie twój? – zapytał, wielce zdumiony.
– Długa historia. Wyklepiesz go? Zaraz matka będzie piszczeć, a tak może się nawet nie dowie.
– Jasne, lekko go pogłaskałeś, nie takie rzeczy żeśmy robili. Za dwa – trzy dni pewnie będziesz mógł go odebrać.
– To super. A ile za transport?
– Myślę, że ze trzy – cztery dychy, ale zapłacisz przy odbiorze. Mark położył się ze śmiechu, jak mu powiedziałem, że się puknąłeś – gość był bardzo zadowolony.
Ponownie zadzwonił telefon.
– Sorry, muszę odebrać – poinformował Frank i zaraz to zrobił.
– Będzie za kilka minut, bo już wyjechała. A gdzie dokładnie jesteś?
– Na samym początku, przy starym kościele, zresztą niech szuka stłuczki, widać nas z daleka – zaśmiał się mizernie zmęczony już tym wszystkim brunet.
– Jak coś, to idę na kawę i będę w barze, Laura i tak śpi. To na razie.
Kolega Franka właśnie zaczął wciągać Toyotę na lawetę, więc chłopak mu nie przeszkadzał, przyglądał się tylko. Trwało to około trzech, może czterech minut i blondyn podszedł do 23-latka.
– Daj kluczyki – poprosił i zaraz je otrzymał. – Zadzwonię, bo może prócz karoserii zjebane jest coś jeszcze, dowiemy się po przeglądzie. Numer ten sam?
– Jasne.
– Dobra, Frank, muszę spadać, mam dziś od rana kupę roboty, chyba wszyscy w dziś jeżdżą tak, jak ty – znów się rozradował.
– Dobra, to czekam na telefon – rzekł brunet, podali sobie ręce i laweta sobie pojechała.
Marudny gliniarz w końcu zmęczył pisanie papierków i Frank po chwili je otrzymał.
– I następnym razem proszę wolniej – rzekł policjant i ruszył w stronę radiowozu.
"Kurwa, co za sztywny typ” – pomyślał brunet i udał się w stronę zabytkowej katedry, wnioskując, że stamtąd zabierze go Emma. Czuł się coraz gorzej, tabletki przestawały działać i głowa znowu zaczęła obłędnie boleć, do tego nadal go mdliło, zapewne z głodu. Żebro dokuczało raz mocniej, raz słabiej, lecz ból głowy zagłuszał nieco te dolegliwości, które chłopak wciąż jednak czuł.
"Ciekawe, co będzie, jak się obudzi, czy w końcu nas pozna?” – dumał. "Czy nadal jest związana? Może przecież przez to wpaść w jeszcze gorszą panikę. Kurwa, co tam się stało, czemu ona boi się tak tego pierdolonego szpi...”
Poczuł szarpnięcie za rękę i wrócił do rzeczywistości.
– Co się stało? Wołałam cię trzy razy – zapytała Emma, stojąc przed nim z niepokojem na twarzy.
– Nic, myślę, cały czas, kurwa, myślę, i łeb mi już pęka! Jedźmy! – rzucił mdło i wiedząc już, jak wygląda jej auto, zaraz do niego wsiadł.
Emma ruszyła dość gwałtownie i chłopakiem nieco szarpnęło.
– Mówiła mi, że jeździsz szybko, ale nie, że tak ostro – uśmiechnął się gnuśnie, ale na wspomnienie o Laurze uśmiech zaraz zbladł.
18-latka także wygięła usta, lecz charakter jej mimiki był bardzo podobny.
– Co tam się stało, to nawet policji się już boi? – nie dowierzał Frank. – Kurwa, chyba dokładnie skrzywili jej psychikę, albo ją po prostu nastraszyli i zaszantażowali, temu tak reaguje. Nie wiem już, co robić, może zabrać ją z tego szpitala, tylko jak, jak doktorek się buntuje?
– Nie wiem, ale to, co się tam dziś działo, przechodzi ludzkie pojęcie. Przecież Travis to pływak, więc jest silny, a nie dał rady jej utrzymać, bo szalała, jak opętana, dopiero, jak przyszły dwie pielęgniarki, to ją uspokoili. Pozrywała kroplówkę i: "Spierdalać, ona chce do domu, ona idzie do domu...!”, do tego podrapała pielęgniarkę – zaśmiała się dziewczyna, ale za moment spoważniała. – Nie wiem, raz mnie poznaje, raz nie, poza tym pytała się, czym ma dojechać do domu i jaka to ulica, kompletnie jej odbija – dodała. – Nie wiem, ma zaniki pamięci, czy jak? Przecież robili jej tomografię i nic tam nie znaleźli, poza tym lekarz powiedziałby, że mogą być takie naskoki, a nic nie mówił. Już kompletnie nie wiem, co się dzieje z tą dziewczyną.
Frank miał już dość tej wypowiedzi, gdyż znów poczuł zbierający się gardle żal.
– Ja też nie wiem – mruknął. – Fajny wóz, ale nie za duży dla ciebie? – nagle zmienił temat, chcąc choć na chwilę oderwać się od przykrych rzeczy.
– Ja też jestem już duża – naigrawała się. – Co się stało, jaki wypadek?  
– Przytuliłem się do gościa, bo mam dziś totalnie zjebany dzień i teraz prawie siedem stów w plecy, do tego reperacja samochodu to pewnie następne tyle. Matka zaraz będzie się martwić i marudzić, że jeżdżę jak idiota, do tego nie wiem, skąd wezmę kasę, na stanie mam sześć stów – oświadczył Frank, gapiąc się na Emmę, nie zwróciwszy wcześniej nawet uwagi, że jest całkiem niezła. Nie zdążył jednak zagłębić się w obserwacjach, bo Jeep właśnie zatrzymał się pod szpitalem. Była równiutko 18:03.
Weszli do holu, skręcili w prawo i ruszyli korytarzem prosto, lecz gdy z daleka było już widać salę dziewczyny, dostrzegli, że przy drzwiach stoi jakiś chłopak i dziwnie się zachowuje, jakby zastanawiał się "wejść czy nie?". Frank natychmiast się zdenerwował i od razu przyśpieszył, ale gdy brunet połapał, że 23-latek idzie do niego, zerwał się i zaraz zniknął za ścianą. Frank rzucił się za nim w pogoń, ale gdy zakręcił na następny korytarz, chłopaka już nie było. Przeszedł do końca i na kolejny oddział, ale typek jakby zapadł się pod ziemię, zrezygnował więc i szybko wrócił pod siódemkę.
– Kto to był? – zapytała Emma, która chyba bała się sama wejść do przyjaciółki.
– Chciałem cię zapytać o to samo – odparł zły, a może raczej zaniepokojony.
Nie dość, że ukochana jest w stanie, w jakim jest, samochód rozjebany, to jeszcze teraz pojawia się jakiś pokręcony koleś, który dziwnie się zachowuje i którego, notabene, pierwszy raz widział na oczy. Może to on, ten Jimmy? A może to ten, który ją zgwałcił? Kurwa, coraz więcej proble...
– Frank! – wstrząsnęła nim. – Wchodzimy?! Przestań główkować, i tak nic nie wymyślisz, a tylko zszargasz nerwy! – upomniała go, zezłoszczona.
Nie odezwał się, tylko otworzył drzwi do sali. U Laury, prócz tego, że była uwięziona, wyglądając w tej chwili jak pacjent zakładu psychiatrycznego, który za dużo narozrabiał, nic się nie zmieniło. Znów ścisnęło go za serce, ale zaraz ucałował jej policzek i klapnął na stołku, obok łóżka. Od razu zwrócił uwagę na stojącą na szafce, miskę zimnej już zupy, oraz kilka ziemniaków z gulaszem i marchewką, domyślił się więc, że to obiad, który dziewczyna z zapewne wielkim apetytem zjadła. Po chwili przyszła jednak pielęgniarka z lekarzem i uwolnili brunetkę, która cicho jęknęła przez sen.
– Dostała silne środki, więc myślę, że już powinna być spokojna, lecz jakby cokolwiek się działo, proszę od razu wezwać pielęgniarkę – poprosił lekarz, patrząc na Franka.
– Dobrze, dziękuję – odparł brunet.
Travis wszedł do pokoju i od razu wyskoczył do kumpla.
– Co się stało, miałeś wypadek? Poważny?
– Nie, stuknąłem się lekko, ale żebym wiedział, że typ jest tak opryskliwy i gburowaty, trzepnąłbym go, jak się należy – uśmiechnął się 23-latek. – Ty! Widziałeś tu jakiegoś kolesia, nie kręcił się tu?! Jak szliśmy, stał pod salą, ale spierdolił. Szczupły, średniego wzrostu, ciemne włosy, znasz kogoś takiego?
– Nie znam, ale teraz to żeś mnie wkurwił. Może to któryś z tych bydlaków, ale po co mieliby tu przychodzić, no i skąd wiedzieliby, że jest akurat tu? Może to ten Jimmy, pytał się przez telefon, czy wszystko w porządku – rzekł Travis, którego ta wiadomość wyraźnie zdenerwowała.
– Musisz pogadać z matką, niech ją wypisze, bo to naprawdę może się źle skończyć. Emma mówiła mi, co się tutaj działo i nie wygląda to dobrze.
– Była dziś i gadała, ale lekarz powiedział, że najwcześniej za dwa dni, że jak znowu będzie miała jakiś napad, możemy sobie w domu nie poradzić, no i muszą ją wzmocnić. Nie żre, jak widzisz, to będą szprycować ją dożylnie. Dziś nie poznała matki, a potem prosiła, żeby zabrała ją do domu, no to kurwa... jakiś cyrk! – wkurzył się ratownik.
Frank uważnie słuchał kumpla, ale z minuty na minutę czuł się coraz gorzej i zaczął mieć już trudności z koncentracją, siedział więc jak anemik i był coraz bardziej nieobecny.  
Zapadło kilka minut ciszy, końcu Travis zapytał:
– Stary, co ci jest?
– Nic, łeb mi pęka i ogólnie chujowo się czuję – mruknął Frank.
– To jedź do domu, a my jeszcze posiedzimy. Wczoraj siedziałeś tu całą noc, wyśpij się, bo jeszcze położą cię obok niej – zarechotał 22-latek.
– Dobra, nic mi nie będzie, wyśpię się jeszcze – buntował się chłopak, ale Travis nie dał się wywieźć w pole, widząc, że brunet już ledwo kontaktuje.
– Em, odwieziesz go, bo sam się przecież nie ruszy? – zapytał nastolatkę, która zaraz wstała.
– Frank, chodź – pociągnęła go za rękę.
– Nie chcę.
– A może idź do lekarza z tym żebrem? Masz przecież pod nosem.
– Jutro – walnął na odczepnego.
– To chodź, zawiozę cię do domu. Chodź! – huknęła, ciągnąc go mocno za dłoń, w końcu ustąpił i ciężko ruszył się z miejsca.
– Jakby coś się działo, to dzwoń, o każdej porze! – nakazał Travisowi, ucałował Laurę i za trzy minuty byli w wozie, a kwadrans później chłopak otwierał drzwi do swojego mieszkania.
Był tak zepsuty, że nie rozebrał się nawet, tylko położył się na kanapie w salonie i zamknął zmęczone oczy. Zasnął momentalnie.

Zadzwonił telefon, ale Frank nie miał zamiaru ruszać się z łóżka, choć była już ósma rano. Komórka grała dość długo i zamilkła, żeby za chwilę zadzwonić ponownie, tym razem jednak rzępoliła bez przerwy dobrą minutę, w końcu chłopak sięgnął pod łóżko i odebrał połączenie od natręta.
– Nie ma jej!!! – wrzasnął Travis, nie przywitawszy się nawet.
– Jak to nie ma, gdzie nie ma? – zapytał brunet, który jeszcze chyba nie bardzo kontaktował.
– Kurwa, nie ma! Zajechałem rano do szpitala i nie ma jej, rozumiesz?! Myślałem, że jest w kiblu lub gdzieś się błąka, ale, kurwa, nigdzie jej nie ma! Przyjeżdżaj!!!

1 852 czyt.
100%81
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2639 słów i 15214 znaków, zaktualizowała 29 sty 2017.

1 komentarz

 
  • Mlody1

    Mlody1 · 6 sty 2017

    w takim momencie skończyć?  Udusze Cię,obiecuję.....