Szare istnienie - zmiany #23

Szare istnienie  - zmiany #23– Laura? – wydusiła ciężko zdenerwowana kobieta, wyraźnie zdziwiona telefonem córki.
– Mamo, ja…
– Dziecko, co ty wyprawiasz? Gdzie jesteś? Wracaj do domu – rzuciła na jednym tchu pani Anderson.
Laura słysząc jej niepokój, poczuła się jeszcze gorzej, przytłumiona nagłymi wyrzutami sumienia. Zamilkła, nie miała pojęcia, co teraz mówić.
– Laura, odezwij się – ponaglała matka.
– Dostałaś kartkę? – zapytała nastolatka, tylko to przyszło jej w tej chwili do głowy.
– Kartkę? Do cholery, dziecko, jaką kartkę? Tak, dostałam. Gdzie jesteś, z kim? Jesteś z jakimś chłopakiem, z jakimś bandytą? Laura, wracaj, proszę cię – kontynuowała płaczliwie kobieta, dołując dziewczynę coraz bardziej.
– Mamo, nie z żadnym bandytą, nie słuchaj Travisa – odparła Laura, starając się zabrzmieć wiarygodnie.
– Laura, ja już wszystko wiem. Proszę cię, wracaj. Gdzie chcesz jechać, po co? Mało ci jeszcze kłopotów? Nie znasz go, nie wiesz, co może się wydarzyć, na co go stać. Laura…
– Mamo, nic się nie stanie, obiecuję. Pożarłam się z Frankiem, no i wiesz, że miałam ostatnio złe dni, dlatego chcę trochę odpocząć z dala od domu, żeby nie męczyło mnie to wszystko. Naprawdę jestem bezpieczna, dlaczego nie możesz mi zaufać? – rzuciła twardo nastolatka, chcąc za wszelką cenę uspokoić matkę, ale także i siebie, i choć trochę zagłuszyć podłe samopoczucie.
– Niech jedzie, niech ją tłuką, jak tak lubi, wróci prędzej czy później – z głębi usłyszała Travisa.
Targnęła nią złość, wiedziała, że chłopak już nastawił matkę przeciwko niej. Milczała jednak, nie chciała zaogniać atmosfery.
– Laura, żarty się skończyły, jadę na policję – oświadczyła sucho matka i dziewczynę zmroził nieprzyjemny dreszcz.
– Mamo, nie, proszę cię. Wrócę… za kilka tygodni, przysięgam. Muszę pojechać, ochłonąć, uspokoić s…
– Czy Emma jest z tobą? Mów prawdę – przerwała jej kobieta.
– Nie – wybełkotała nastolatka.
– Laura, jeśli nie wrócisz, pojadę na policję, nie pozwolę, aby znowu coś ci się stało. Jeszcze nie znasz życia i wierz mi, że wyjazd z chłopakiem, którego praktycznie nie znasz, nie jest rozsądnym pomysłem. Zwłaszcza z takim chłopakiem.
– Z jakim?! – Laurę poniosły nerwy. – I skąd wiesz, jak długo go znam? Zresztą… nie jestem z żadnym chłopakiem, jestem z koleżanką… pełnoletnią koleżanką, której nie znasz, jasne? I nie słuchaj Travisa, on gówno wie! I jeśli pojedziesz na policję, nie wrócę wcale, a jak mnie znajdą i przywiozą z powrotem, ucieknę znowu. Mam osiemnaście lat, daj mi żyć i nie rób ze mnie małego dz…
Przerwało rozmowę. Spojrzała na telefon – rozładowany.
– Kurwa! – wściekła się. – Myślisz czasem? – fuknęła do Jimmy’ego. – Ładuje się telefon przed jakimkolwiek wyjazdem  
– Wyleciało mi z głowy – mruknął chłopak. – Zadzwonisz, jak dojedziemy.
– Powiedziała, że jedzie na policję. Travis już nas sprzedał. Wiedziałam – wymamlała.
– A dziwisz się? Jakby nie było, to twój brat i się martwi. Chcesz wracać?
– Nie… nie wiem. Jimmy, ja to ja, ale ty możesz mieć kłopoty. I Billy.
– Wyluzuj, gwarantuję, że tam, dokąd jedziemy, na pewno nas nie znajdą. Nie pchałbym się na przypał, za kogo mnie masz? – syknął chłopak.
– A matka Emmy? Moja już się domyśliła, że jesteśmy razem i na pewno do niej zadzwoni.
– Niech dzwoni, jebię to – wtrąciła blondynka. – Ja się nie boję.
– Ja też nie – zaśmiał się Billy.
– W końcu czego się nie robi dla miłości – dowcipkował Jimmy, obejmując Laurę.
– Do cholery, co z wami?! – wrzasnęła Laura. – Olewacie wszystko i jeszcze stroicie sobie żarty? Matka to zgłosi, słyszałam jej ton. A zresztą, jak macie to wszystko w dupie, to wasza sprawa – napuszyła się.  
W tej chwili wyrzuty sumienia ustąpiły miejsca wściekłości na Travisa za jego długi język, nie mając więc nikogo pod bokiem, wyładowała się na towarzyszach podróży.
– Śliczna, wyluzuj, dobra? Nawet jak zgłosi, dziś nie przyjmą, jest za wcześnie. A potem? Na początku i tak nie będą lecieć na łeb na szyję, aby was szukać. Jesteście gówniarami, więc na początku potraktują to jako młodzieńczy wybryk, ucieczkę z domu. Jasne, jakby was namierzyli, zaraz by zwinęli, ale szczerze wątpię, czy od razu tak sumiennie przyłożą się do poszukiwań. Wiesz, ile małolatów nawiewa z chaty? Gdyby nie robili nic innego, tylko szukali każdego młokosa, nie zostałby żaden pies do innych czynności – zaśmiał się brunet.
Laura się wyciszyła. Słowa chłopaka nieco ją uspokoiły, lecz nerwówka nie minęła. W głowie miała kompletny mętlik. Z jednej strony bała się gorzkich konsekwencji swojej decyzji, z drugiej jednak chęć na wyrwanie się na wolność była już tak duża, że zagłuszała lęk.
Nagle samochód się zatrzymał. Nastolatka pytająco spojrzała na Jimmy’ego.
– Dobra, wypad, zabierać rzeczy – nakazał z uśmiechem Billy, pociągając za wajchę otwierającą bagażnik.
– Trzymaj psa, a ja wypakuję to gówno – poprosił Jimmy, nic nie wyjaśniając ukochanej.
Ta była totalnie skołowana, od razu pomyślała, że to już koniec podróży. Ale dlaczego?
Jimmy wysiadł i wręczył Billy’emu spory zwitek banknotów.
– Powiedz, że reszta za tydzień.
– Co się dzieje? – zapytała wreszcie Laura, gapiąc się na chłopaka.
– Nic takiego – odparł, wyjmując torby z auta, i gdy tylko chwycił ostatnią i zatrzasnął klapę, Billy ruszył ostro i zniknął za znajdującym się obok budynkiem.
– Jimmy.
– Niestety, teraz będziemy musieli szarpać się autobusem. Wybaczcie – rzekł z grobową miną.
– Autobusem? Dlaczego?
– Samochód zdechł.
– Jak to „zdechł”? Przecież jeździ. Jimmy, znowu robisz sobie jaja? – wzburzyła się nastolatka.
– Ale był lewy, wolę nie jeździć nim w dłuższą trasę.
– No to ładnie – burknęła, chwyciła butelkę wody i przysiadła na betonowym murku. Emma znów bawiła się komórką, co wkurzało dziewczynę, dlatego starając się to ignorować, zajęła się zaczepianiem psa. „Kurwa, autobusem, dwieście kilometrów…” – denerwowała się i w tej właśnie chwili rozległ się drapieżny dźwięk silnika i przed ich nosami pojawił się czarny błyszczący kabriolet Camaro. Laura aż otworzyła usta, podobnie Emma, którą natychmiast przestał interesować telefon. Brunetce auto od razu skojarzyło się z samochodem Franka, przez co przypomniała sobie o chłopaku. Nie gościł on jednak zbyt długo w jej głowie, zafascynowana piękną, sportową maszyną, jak najszybciej chciała zająć w niej miejsce.
–  O kurde, bosko! – zapiała Emma, gapiąc się na Chevroleta jak na ósmy cud świata. Siedzący za kierownicą Billy z dumą wyszczerzył zęby. – Mogę poprowadzić? – zapytała podekscytowana blondynka.
– Nie teraz, potem się zamienimy – odparł kierowca.
Niezadowolona Emma nie wykłócała się, tylko zajęła miejsce z przodu.  
– Bezczelny kłamca! – syknęła nagle Laura, mocno odpychając Jimmy'ego; chłopak był tak przekonujący, że uwierzyła w każde jego słowo.
Brunet beztrosko się roześmiał, przytulając wkurzoną dziewczynę.
– Piękna, nie dąsaj się, chciałem tylko poprawić ci humor. Wiesz, że lubię się poprzekomarzać – stwierdził rozbawiony.
– No to gratuluję genialnych sposobów – furczała.
– Dobra, jedziemy – rzekł Jimmy i posadził tyłek na tylnym siedzeniu.



– Skąd mieliście pieniądze? To jest dość nowy samochód – zapytała Laura po kilkunastu minutach podróży.
– Nie jest nowy, tylko doprowadzony do porządku.
– Na pewno? Jimmy, mam nadzieję, że nie jest kradziony, czy coś w tym stylu –  dociekała poddenerwowana, nie chciała, aby wpadli przez głupie auto.
– Spokojnie – odparł, łapiąc ją za rękę.
Wyciszyła się, wiedziała, że nawet, jak ma rację, chłopak się nie przyzna.  
– Długo jeszcze? – Emma się zniecierpliwiła.
– Masz dokumenty? – zapytał Billy.
– Mam.
– Dobra, to zaraz podskoczymy coś zjeść i pojedziesz. Potrzebuję kawy.
– I piwa – zaśmiał się Jimmy. – Niepotrzebnie w nocy szalałem, zaczynam się chujowo czuć.
– Jak to masz? Skąd? – Laura natychmiast się zainteresowała.
– Byłam z Jimmym w domu.
Zrozumiała od razu, przypomniawszy się, jak bez problemu chłopak wtargnął do jej domu. Nie wnikała w temat, tylko zamknęła oczy i oparła głowę o fotel. Czuła się zupełnie nie do życia, była kompletnie niewyspana.

610 czyt.
100%103
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1468 słów i 8772 znaków, zaktualizowała 3 cze o 15:46.

3 komentarze

 
  • Iga21

    Iga21 · 28 lip 16:34

    Cierpliwość mi się koniczy. Jest tu wiele dobrych opowiadani ale to jest najlepsze więc kontynnuj

  • Iga21

    Iga21 · 4 czerwca

    Niezile

  • AnonimS

    AnonimS · 3 czerwca

    No wreszcie coś drgnęło . Cieszę się że wena Ci wróciła.