Szare istnienie #116

Szare istnienie #116– Jimbo! – krzyknął jakiś facet i dopiero teraz Susan uśmiechnąwszy się krzywo, ruszyła do drzwi. Amber zrobiła bardzo dziwną minę. Sue przechodząc obok dziewczyny, lekko zdzieliła ją po głowie.
– Nie myśl, kurewko, że on ci pomoże – oznajmiła cierpko i po chwili zgrzytnął zamek.
– No co, śpicie? – wyjechał pretensjonalnie zimny, męski głos i po chwili w pokoju stanęło dwóch wielkich jak dęby, dwudziestokilkuletnich chłopaków. Laura cała trzęsła się już w środku, faceci byli przeogromni.
Mina Amber uległa natychmiastowej zmianie, była ewidentnie rozczarowana nieobecnością brata. Miko wyskoczył z pokoju i od razu dopadł do mężczyzn. Ci zastygli w bezruchu, unosząc ręce.
– Co ty, kurwa, psa się boisz?! – zawyła ironicznie wkurzona Sue. – Miko, idź stąd – nakazała, chwyciła psa za obrożę i odprowadziła do sypialni, nie zamykając jednak za sobą drzwi.
Trzasnęły drzwi wejściowe i Emma z Billym pojawili się w pokoju. Laura natychmiast skierowała na nich wzrok. Emma z krótkim: "cześć”, delikatnie się uśmiechnęła i usiadła obok Laury, natomiast Billy podał rękę chłopakom i zniknął w kuchni. Nadal był naburmuszony.
Jimmy’ego wciąż nie było, przez co Laura nie czuła się spokojna. Olbrzymy stały i patrzyły na przemian to na nią, to na Amber, totalnie, jak wywnioskowała, zaskoczeni.
– Kurwa, nie możecie najpierw zadzwonić?! – wściekła Sue nadal krzyczała, machając ze złością rękoma. – Myślałam, że to jakiś przypał! – wyrzucała pretensje.
– Dzwoniliśmy, nie odbiera – rzekł blondyn i skierował wzrok na Emmę, która szczerzyła się, jak najęta. – A ty co tu znowu robisz? – szeroko wygiął usta i znienacka pociągnąwszy ją za dłoń, jak piórko poderwał z kanapy i natychmiast wziął na ręce.
Wydawałoby się, że w jego potężnych ramionach dziewczyna nic nie waży, była w nich niczym szmaciana laleczka.
– Demoralizujesz się z rodzinką Jimbo? – kontynuował wesoło chłopak, mocniej przyciskając dziewczynę do siebie.  
– Puszczaj! – chichotała Emma, lecz zadowolenie, a może i duma rzeką wylewały się z jej głosu.
Była całkowicie rozluźniona, co wprowadziło w głowie Laury spory mętlik, bo prócz tego, iż wywnioskowała, że przyjaciółka zdążyła już dobrze poznać obu panów, to nadal nic nie rozumiała. Billy wrócił, dostawił dwie szklanki i zapełnił je do połowy. Nalał też do kieliszków, zupełnie nic sobie nie robiąc z widoku Emmy na rękach olbrzyma, co było następnym potwierdzeniem, że towarzystwo się lubi i sobie ufa.
– Dochodzi czwarta, a ty jeszcze jesteś trzeźwa? Jimbo się nie przykłada – żartował Łysy; miał dziś wybitnie dobry humor.
– Uduś mi kobietę, to ci zęby powybijam – warknął w końcu Billy, uśmiechając się po nosem.
Łysy odstawił dziewczynę i klepnął ją po pośladku.
– Nie pij za dużo.
Natychmiast otrzymał potężny cios łokciem, lecz starania Emmy tylko go rozśmieszyły. Amber nadal siedziała i wpatrywała się w przybyszów, wylewając z siebie rzekę nadziei. Wciąż jednak milczała, siedząca obok Sue blokowała jej wszystkie reakcje. Łysy w końcu ruszył się z miejsca i podszedł do Laury.
– Jake… Może być też Łysy – wyciągnął dłoń, nachylając się. – A ten brzydszy to Diablo – wskazał głową kumpla, który zupełnie nie zwracał na niego uwagi, tylko cicho dyskutował o czymś z młodzikiem.
– Laura – dziewczyna podała mu drżącą rękę.
– Wiem – uśmiechnął się miło. – Na żywo jesteś ładniejsza… dużo ładniejsza – skwitował i wypił ze szklanki, jakby było tam nie pół, a ledwie na dnie, po czym zasiadł obok nastolatki.  
Brunetka się zarumieniła, lecz wciąż była bardzo spięta. Koleś nie wykazywał do niej absolutnie żadnej niechęci, zachowywał się normalnie, operując przy tym ciepłym, szczerym uśmiechem, aczkolwiek jego wygląd, wygląd rasowego bandyty wywoływał u Laury strach.
– Lepiej się czujesz? – zapytał nagle, waląc dziewczynę w łeb obuchem wstydu.
Od razu stanęło jej w głowie zdjęcie, które w telefonie miał brunet. Poczuła się cholernie głupio, mając przeczucie, że widzieli je wszyscy; po za tym była już zła za to, że rozgadał wszem i wobec.
– Tak, dzięki – mruknęła.
– Wyluzuj, nic się nie dzieje – Łysy objął nastolatkę, która teraz już napięła wszystkie mięśnie.  
Chłopak mimo swojego luźnego podejścia do dziewczyny w swoim głosie i wyrazie twarzy miał coś dziwnego, niepokojącego, coś, co powodowało coraz większe zdenerwowanie dziewczyny.  
Łysy trzymał ją chwilę w objęciu, widząc jednak, że Laura czuje się źle zaraz ją uwolnił i spojrzał na Sue. Ta nadal siedziała wzburzona.  
– Gdzie Jimbo i co jej się stało? – wskazał głową Amber. – Chris nie będzie zadowolony – dodał.
– Gdzie on jest? – "porwana” nagle zabrała głos i Sue agresywnie podniosła tyłek, jakby dopiero co usiadła na pinezce.
– Zostaw – Jake w moment zatrzymał ją w miejscu.  
– Kurewko, masz jeszcze coś do wyplucia? Chyba ci powiedziałam, że nie ma już dla ciebie ratunku – burczała Sue.
Wyglądała, jakby osoba Amber z każdą chwilą drażniła ja coraz bardziej, w czym dużą zasługę miał też alkohol. – A ty mnie puść – przecięła olbrzyma zimnym spojrzeniem.
– Nie puszczę. Możesz się sobie zabawiać, ale dopiero, jak wyjdę, rozumiesz? Poza tym kto jej obił ryj?
– Ja! – oznajmiła wkurzona blondynka, nie wspominając o Billym.
– Co powiesz Mnichowi za jej włosy? – zaśmiał się Jake.
– Nic! Poza tym co mi Mnich? Niech się szmata cieszy, że tylko na tym się skończyło – warczała. – Kurwa działa mi na nerwy jak nikt na tej planecie! A jak jeszcze usłyszę cokolwiek z jej parszywej mordy, maszynka naprawdę pójdzie w ruch – odgrażała się Sue.
– Co cię dziś tak ciśnie, masz okres? – ironizował Łysy, która nadal był kompletnie wyluzowany.
– Ma menopauzę – rzucił Billy, chwilowo przerywając rozmowę i odwracając głowę.
Laura nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, lecz Emma nie była już taka subtelna, bo zarżała jak nienormalna.
– No pewnie, że mam. Jak widzę to ścierwo, od razu starzeję się o trzydzieści lat – skwitowała Sue. – Macie jakąś fetę? – zapytała, choć bez zbytniego przekonania.
– Nic.
– A chuj, może to i dobrze – burczała Susan, humor popsuł jej się na amen.
Z kuchni doszedł jakiś szmer i długo wyczekiwany Jimmy pojawił się w salonie.
– No kurwa, gdzie łazisz?! – zagrzmiał od razu Diablo, kończąc tym samym pogaduszki z Billym.
– Miałem telefon.
– Tak? A czemu mojego nie odbierasz? – chłopak podszedł do stołu i wypił swoją wódkę.
– Wyciszył mi się dzwonek. No tak, w sumie: ”kradzione nie tuczy” – wyjaśnił Jimmy, pokazując komórkę modnisia, którą rzekomo miał sprzedać. – Dotykowe gówno, wkurwia mnie już.
– Idź po towar – poprosił Diablo, lecz Jimmy go zignorował i przykucnął przed Laurą, zauważywszy, że jest poddenerwowana.
– Dokucza ci? – wskazał głową Łysego.
– Nie – uśmiechnęła się.
– Wszystko ok?
– Tak.
– Umówiłem się z nią – rzucił nagle z powagą Łysy.
– Spoko – odparł Jimmy, dotykając ręki brunetki, po czym wstał. – Mieliście być rano.
– Nie wyszło.
– A gdzie Mnich? – Jimmy spojrzał na Amber.
– Pojechał z Mike’em, będzie zapewne dopiero po północy. Za tą fryzurkę to się wam oberwie, coś czuję – zaśmiał się Diablo.
– Chuj się oberwie – brunet się uśmiechnął. – Chodź ze mną, sam tego nie przytargam – rzekł do kumpla i znów ukucnął przed Laurą. – Zaraz wracam – znów pogłaskał jej dłoń i za moment zniknął z Diablo w znajdujących się w kuchni drzwiach po lewej.
– Ty, a gdzie nasze "zakupy”? – zapytała nagle Sue, uśmiechając się do Emmy.
– Zakupy?
– No, białe reklamówki.
– Aaaaaa! To mów po ludzku – Emma się rozradowała, trawka i ją już nieźle omotała.
Nastolatka wstała i przyniosła z sypialni kosmetyki, które dostały od chłopaków.
– Wzięłam na swój gust – oznajmiła Laurze, rozpościerając przed nią poły torby, którą postawiła na ziemi.
Laura była kompletnie zaskoczona, no zawstydziła się przy okazji… jak zwykle.
– Ty jeszcze? – zniesmaczyła się Emma. – Wyluzuj w końcu, dostałyśmy wczoraj od nich, co się napinasz? – wskazała głową olbrzymów. – Nalegali, to wzięłam, przestań się zawieszać – fuknęła.
– Nie zawieszam się, po prostu mnie zaskoczyłaś – odparła Laura, wykazując sztuczny luz.
Telefon zadzwonił ponownie i znów wywołał popłoch, a może już raczej rozdrażnienie upierdliwością chłopaka.
– To odbierz, bo nie da żyć – zaproponowała Emma.
– Chodź ze mną.
Dziewczyny wyszły z mieszkania i Laura odebrała telefon.
– Młoda, gdzie jesteś?! – wyjechał od razu zdenerwowany Travis.
– Z Emmą w mieście. I nie wiszcz – odpyskowała.
– W mieście? Miałaś być w domu, nawet nie zostawiłaś kartki, nie napisałaś… – uderzał z pretensjami.
– Bo zaraz byś wydzwaniał – odparła spokojnie dziewczyna.
– Wracaj do domu – nakazał chmurnie.
– Wieczorem.
– Kurwa, młoda, z kim jesteś? Znów szukasz kłopotów? – chłopak był coraz bardziej poddenerwowany.
– Kurwa, niczego nie szukam, wyszłam z Emmą się przewietrzyć. O co ci chodzi? – Laura zaczęła się irytować.
– Daj mi ją.
Rozmowa, a raczej tłumaczenie Emmy trwało bardzo krótko, po czym przyjaciółka oddała Laurze telefon.
– Młoda, Przecież ona już jest zakręcona, więc przewiduję, że ty też. Jesteś z nim? – naciskał, napinając dziewczynie żyłkę coraz bardziej.
– Dobra, skończ już, ok? Jestem z Emmą, a że wypiła sobie piwo, to raczej nie twoja sprawa.
– Laura, bierzesz leki, nie pij – chłopak spróbował z innej strony.
– Nie piję – mruknęła Laura, ale ta rozmowa z połączeniu z miłym działaniem trawy zaczynała ją powoli śmieszyć.
– Nie? Przecież słyszę twój głos, może powiesz mi, że jesteś absolutnie trzeźwa? – uczepił się jak rzep.
– A odpierdol się, dobrze? Mam dość twoich nauk! – zagrzmiała Laura.
– Nauk? Masz krótką pamięć? – wyjechał ironicznie i dziewczyna już chciała się rozłączyć, lecz chłopak dodał:
– Widziałem Franka. Wiesz, jak wygląda?
Dziewczynę zamurowało.
– No co, odebrało ci mowę?
– Gdzie widziałeś? Bo ja z nim nie gadam.
– Jeździłem do matki, bo zapomniała klucza i tak się złożyło, że spotkałem go tam z twoim kumplem z pracy i z jakąś dziewczyną. Przyjechał nastawić nos, tak go załatwił, jak mniemam, twój koleżka – oznajmił sucho chłopak.
Laura nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, wyobrażenie spuchniętego, krzywego nosa Franka w połączeniu z zabiedzonym tonem głosu brata wywołało u niej nie lada radość.
– No i co się śmiejesz? To jest według ciebie śmieszne? – wkurzył się Travis.
– Tak, poza tym to słyszałam, że sam szukał zaczepki, więc niech się teraz nad sobą nie użala – nastolatka spoważniała, raz po raz spoglądając na Emmę.
W drzwiach pojawiła się głowa Jimmy’ego, lecz gdy zobaczył, że Laura rozmawia, nie odezwał się, tylko schował z powrotem.
– Młoda, wracaj, bo pożałujesz – zagroził chłopak, rozbawiając Laurę jeszcze bardziej.
Rozumiała, że się martwi, ale miała serdecznie dość jego rozkazów.
– Wieczorem – powtórzyła, chichocząc.
– Pijana, tak?
– Nie, nie pijana, najebana – rechotała.
– Młoda!
– A odwal się, żegnam! – huknęła w końcu dziewczyna i nie czekając na dalszą, wkurwiającą pogadankę, wyłączyła rozmowę.
– Czemu tak zrobiłaś? – zapytała od razu Emma.
– Bo mam go dość. Jimmy chyba połamał Frankowi nos – oznajmiła, śmiejąc się jak głupia.
– Co takiego? – Emma wytrzeszczyła oczy. – I to cię bawi? – nie dowierzała, choć sama cieszyła się już pod nosem.
– Tak. Dobrze wiedział, że nie da mu rady, więc po co lazł? Tyle razy prosiłam… – wyjaśniła grzecznie Laura, aczkolwiek w głębi duszy cieszyła się, że mocno nie pobili chłopaka.
Znała Jimmy’ego, jego kolegów i do tej pory nie była pewna, czy Jimmy nie kłamie i brunetowi nie stała się jakaś większa krzywda.
– Ja widzę, że ta przepychanka o ciebie wymknęła się spod kontroli – stwierdziła sucho Emma.
– O mnie? – zaprotestowała Laura.  
– A o kogo? Jimmy się zabujał i pewnie jest zazdrosny, Frank tak samo, więc musiało w końcu dojść do konfrontacji.
– Nie, Frank po prostu myśli, że to przez niego wszystko się stało – rzekła Laura. – A gówno prawda. Sama tam pojechałam i bawiłam się dobrze, dopóki… – nastolatka się zacięła. – Tak, mam do siebie pretensje, ale czasu już nie cofnę, a Frank wiedząc, że może oberwać, nie powinien leźć, zwłaszcza, że nie zna prawdy do końca…
– Ej! – Jimmy ponownie wystawił głowę. – Zasnęłyście, czy Sue miała jednak rację i baraszkujecie? Ale tu? Proponuję wejść do domu – uśmiechnął się.
– Idziemy – zarządziła Laura, nie chcąc już wlec tego tematu i ruszyła do domu, ciągnąc za rękę odrobinę zaskoczoną jej zachowaniem Emmę.

1 088 czyt.
100%157
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2286 słów i 13526 znaków, zaktualizowała 9 mar 2018.

7 komentarzy

 
  • aKubek

    aKubek · 9 mar 2018

    No coś się  zaczyna rozkręcać. Dobra część...bardzo

  • zabka815

    zabka815 · 9 mar 2018

    No tak rozkręciła się małolata. Fajna część  

  • Fanka

    Fanka · 9 mar 2018

      
    Tylko szkoda mi Franka,bo nie zasłużył na to... Ale cóż nie dla każdego bedzie dobrze...

  • Marida

    Marida · 9 mar 2018 · 381258575

        

  • Anonims1

    Anonims1 · 9 mar 2018 · 207993565

    Haj,alkohol, przepychanki a życie płynie.  Czekam co dalej

  • Black

    Black · 9 mar 2018

    Wspaniałe Czekam na więcej

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 9 mar 2018

    Cudownie