Szare istnienie #36

Szare istnienie #36Leżała na brudnej podłodze, z niesmakiem w ustach i marzyła: "Jak dobrze byłoby być w domu, u Franka, Emmy, gdziekolwiek. Żebro bolało coraz bardziej, a ona tylko czekała... co dalej? Piją, ćpają, do tego Amber, która mnie nienawidzi i może zrobić wszystko, nie brudząc rąk. A Frank? Nie dość, że go zdradziłam, to jeszcze przez to popadłam w takie bagno. Boże, błagam Cię, żeby to już koniec, boję się, albo żeby chociaż tylko nie gwałt, błagam Cię... Już nigdy nie zachowam się tak głupio, będę dobra dla rodziny, dla Franka, dla wszystkich, błagam... – zaklinała w duchu, przerażona do granic niewiedzą, co może im odbić.
– Hej, mała! – krzyknął do niej "J”.
Spojrzała na niego z trudem, głowa też już pękała od uderzenia Amber, a oko zaczynało chyba puchnąć, bo odrobinę zaszło mgłą.
– Kto to jest Travis?
Zimne ciarki przeszły po niej, okrążając całe jej ciało i zatrzymując strachem pod czaszką.
– Mój brat – wydusiła w końcu.
"Czemu Amber nie mówi, skoro wie? Specjalnie mnie dla niego wystawia, suka”.
– Bo to on dzwonił, zapomniałem ci wspomnieć. Wypijesz?
Nie odpowiedziała, tylko zamknęła ciężkie powieki, gdyż po tej krótkiej rozmowie świat zaczął wirować wkoło, do tego uświadomiła sobie, że przecież ma kaca, którego wcześniej nawet nie odczuła. Nagle ktoś uniósł ją w górę i posadził na łóżku. Otworzyła oczy – siedziała z prawej strony mebla, oparta o ścianę dzielącą pokój od kuchni.
– Trzymaj – ponowił "Pan” wyciągając do niej rękę z wódką.
Jego ton, który zrobił się nagle strasznie łagodny, nie wróżył niczego dobrego, wiedziała, że to czysta zabawa jej osobą, do tego milcząca Amber – to cisza przed burzą.
Wypiła podobnie, jak poprzedniego, tak samo napój, wtedy młodzik znienacka się zerwał i huknął ją z pięści w twarz. Spadła z łóżka. Cios był tak silny, że chwilowo straciła kontakt z rzeczywistością, lecz po kilku chwilach oprzytomniała. Lewe oko bardzo bolało, dostała w nie już dziś dwa razy.
– Kurwa! Jeszcze raz wylej wódkę, to powybijam ci zęby! – ryknął, zawisając nad dziewczyną. Siedź tu, kurwo i więcej tego nie rób! – chwycił ją za fraki i posadził na miejsce.
– Młody, uspokój się, chcesz ją tu wykończyć? Ja jeszcze nie skończyłem zabawy – burknął "J”, ale Laurze zaczynało być już wszystko jedno. – Dobra, muszę się odlać – dodał starszy chłopak i wyszedł.
A może nie wszystko jedno, bo to wyraźnie do niej dotarło. Panicznie się go bała, ale bała się też zostać z młodszym z facetów, był dziwny i strasznie porywczy. Amber wstała, wzięła komórkę brunetki i już chciała ją włączyć.
– Odłóż to! – syknął "J”, który właśnie pojawił się w progu.
– A czemuż to?
– Chcesz mieć tu psy? Poza tym to nie twój telefon, a ja nie jestem dziadem, żeby łakomić się na głupią komórkę – rzucił krótko i zaraz nalewał kolejną wódkę, po której przyszedł czas na następną porcję kokainy.
– Hej, mała, chodź tu do mnie, smutno mi samemu – poprosił wesoło, spojrzawszy na Laurę i poklepał miejsce obok siebie.
  Nie mając wyjścia, ciężko wstała i lekko kulejąc, usiadła koło chłopaka, ale i koło Amber. Jeszcze wczoraj w życiu nie pomyślałaby, że dziś będzie siedzieć w chacie na odludziu, między jakimś psycholem, a prześladowczynią.
– Zarzucisz? – pokazał jej proszek.
– Nieee – mruknęła, zachrypniętym już nieco głosem. – Mogę napić się wody? – strachliwie zapytała.
– Młody, przynieś wody – nakazał "Pan” i młodzik natychmiast to zrobił.
"J” przytrzymał jej kubek i brunetka wysączyła całą jego zawartość. Odstawił i zaraz objął dziewczynę w pasie.
– Sorry za młodego, on już więcej cię nie tknie. Przecież jesteś moją suczką, powinien wiedzieć, że mojego się nie tyka! – poinformował, złowrogo spojrzawszy na kumpla, który tylko się uśmiechnął.
– Wypij – podał jej kubek.
Bojaźliwie spojrzała na młodzika, ale wypiła jednym haustem, mając w głowie, że jak już ma coś się stać, to chociaż będzie pijana i tak nie zaboli.
– Co z nim? – zapytała nagle Amber, wskazując na bruneta, który nadal leżał nieprzytomny przy kuchni, gdyż tam go przesunęli, bo oczywiście nie mieli jak usiąść, gdyż wcześniej znajdował się przy samym łóżku.
Laurę zakłuło w sercu, że traktują go gorzej, niż śmiecia, rzucając jak ścierwo na podłogę. A może już nie żyje...? – pomyślała i słabo jej się zrobiło.
– Nie obchodzi mnie to – burknął "J”.
– Kurwa, co ty sobie myślisz?! – wkurwiła się 22-latka, która w przeciwieństwie do Jimmy’ego, chyba bardzo go lubiła. – Trzeba go zawieźć do szpitala! Przegiąłeś, chuju, to twój brat!!!  
– A odpierdol się... nie, mała? – spojrzał na Laurę i zaraz ucałował jej policzek.
Był już ewidentnie naćpany, gdyż jego źrenice były wielkości latających spodków.
– Kurwa, "J”, nie wkurwiaj mnie, bo się pogniewamy! Pamiętaj, że to jest też kumpel Chrisa i on raczej nie będzie zadowolony z takiego obrotu spraw!  
– Chcesz, to go wieź, ja się nigdzie nie ruszam, zresztą nie mogę zostawić kobiety samej – powiedział ozięble, ale zaraz dodał: – prawda, moja suczko? – po czym szeroko uśmiechnął się do brunetki, zaciskając uchwyt na talii.
  Syknęła cicho, gdyż przycisnął jej żebro, ale jego to wcale nie obeszło, bo nie zareagował. Ponownie zaczęła się trząść, czując, że znowu coś się szykuje, zwłaszcza, że nie wiedziała, co.
– Wiesz co?! Jeb się! – zagrzmiała wściekła Amber, nie mogąc najwidoczniej darować i podeszła do bruneta.
– Chudy – zaczęła poklepywać go po policzku, lecz bez efektu. – Chudy!
Próbowała trzy razy, lecz bez rezultatu, w końcu wstała.
– Kurwa, bydlaku, on ledwo oddycha i jeśli coś mu się stanie, nie daruję ci! A teraz wychodzę, zaraz wracam i go zabieram! I ma tu być, rozumiesz, bo jak nie, to mnie, kurwa, popamiętasz!!! – grzmiała, wściekle machając palcem przed nosem chłopaka. – I ma być tu spokój, zrozumiano?! Ona ma być na chodzie, jak wrócę, bo też mamy do pogadania!!! – ryknęła do starszego z kumpli, wskazując na Laurę i natychmiast wyszła, trzaskając z hukiem drzwiami.
Nastolatka była przerażona przyszłą "rozmową" z Amber, jeśli będzie w takim humorze, jak obecnie, lecz była też skołowana, widząc, że Jimmy nic a nic nie obchodzi brata, zwłaszcza, że sam go pobił, za to Amber aż za nadto. Zaskoczyło ją też, że taka z niej suka, a ma jednak jakieś ludzkie odruchy. Tylko czemu tak późno, przyszła przecież spory czas temu.
– Ależ się wkurwiła – rzekł młodzik, nieco chyba zdumiony zachowaniem 22-latki. – Ja pierdolę, a jak tu wpadnie z Chrisem? Ja nie zamierzam się tłumaczyć, jebię – dodał, wyglądając na mocno wystraszonego.
– Chris nie ma czasu na takie pierdoły, poza tym jest dwunasta po południu, wątpię, żeby chciało mu się spacerować po działkach.
– Kurwa, to jego siostra i wiesz, jak się dogadują! Trzeba było ustąpić! – młody był wyraźnie spanikowany.
– Czego jęczysz, wszystko będzie w porządku – warknął "J”, ale już chyba nie był taki pewny siebie. – Idź, zobacz, czy jest coś do żarcia.
Brunetka bacznie słuchała całej tej konwersacji i wyczuła szansę, że może wspomniany Chris weźmie się za bydlaka i impreza się zakończy, ale z drugiej strony, przecież to kryminalista, i jeżeli taki pojeb jak "J” się go boi, to może nie będzie to koniec przygód, lecz początek jeszcze gor...
– Hej, kurwa! Mówię do ciebie, suko! Śpisz, dziwko?! – mocno ścisnął policzki dziewczyny, odwracając jej głowę w swoją stronę, był widocznie poirytowany.
Wydała dziwny dźwięk, uścisk nie należał do rzeczy przyjemnych.
– Nie chcesz gadać, więc chyba masz ochotę na coś innego – wsadził rękę pod jej stanik, chwytając lewą pierś. – Ale nic dziwnego, przecież jesteś dziwką – boleśnie ścisnął jej ciało, wymuszając cichy jęk.
Zdławiona strachem brunetka nawet się nie poruszyła, patrzyła tylko przed siebie czując, jak tym razem już delikatniej, masuje jej pierś.
– Zrobiłem kanapki – wyjechał nagle młody i oprych zabrał rękę spod bluzki dziewczyny.
– Masz świetne cycki! – oznajmił i zaraz chwycił talerz z przekąską, który podsunął pod nos nastolatki.
– Nie jestem głodna – wydusiła.
– To może zdejmij tą koszulkę, będzie ci wygodniej. No i będzie na co popatrzeć – szydził "J”, zabierając naczynie.
Zatrwożona propozycją, a raczej rozkazem Laura nie zareagowała.
– Ściągaj, mówię! – zagrzmiał, pociągając brunetkę za włosy.
Już chciała zdejmować ciuch, telepiącymi się dłońmi, lecz młodzik wyskoczył:
– Kurwa, zostaw! Jak wpadnie tu Chris, to co mu powiesz? Że Jimbo leży ledwo żywy, a my się tu zabawiamy?!
Laura się zatrzymała, "Pan” nie skomentował, ale i nie kazał jej się już rozbierać, tylko wypił i chwycił pierwszą z brzegu kanapkę. Teraz już miała pewność, że brat Amber to nie byle kto, jeśli koleś tak panikuje, a jego kolega zapewne też, tylko nie chce dać tego po sobie poznać.
– Laaaura – wystękał nagle brunet, próbując chyba wstać, ale uniósł się tylko na kilka centymetrów i zaraz ponownie padł na ziemię.
Wszyscy jak jeden mąż spojrzeli na niego i gbur już chciał wstawać, lecz młody kolejny raz zainterweniował.
– Zostaw, kurwa, mało ci kłopotów?! – ryknął, popychając kumpla do pozycji siedzącej.
– Jak coś jej zrobisz, zajebię cię! – Jimmy ledwo wydusił. – Słyszysz, gnoju?! Zabiję cię, zdechniesz! – dodał i znowu chciał wstać, niestety, z takim samym skutkiem.
Powieki miał zamknięte i bardzo ciężko oddychał. Laurze łzy stanęły w oczach, gdy zobaczyła, że ledwo żyje, a na siłę próbuje coś zrobić. "Pan” się tylko zaśmiał i chwycił kolejną kanapkę, tymczasem brunet podjął trzecią próbę powstania, zakończoną, niestety, kolejną porażką.
– Mogę dać mu wody? – zapytała, a raczej wyjąkała Laura, trzęsącym się jak galareta głosem, samej nie wierząc, że się odważyła.
– Jak chcesz – "J” chyba zrezygnował, a powód był raczej wiadomy.
Dziewczyna strachliwie wstała i wziąwszy ze stołu kubek, kuśtykając udała się do kuchni. Nie miała pojęcia, kiedy skręciła tą nogę. Brzuch bolał, ale żebro już nie bolało, tylko napierdalało, więc wycieczka zajęła jej dobre pół minuty, choć do przejścia było nie więcej, jak trzy metry. Nabrała wody, rozlewając przy okazji, podobnie, jak gdy go niosła, ponieważ napełniła cały kubek, a do bruneta dotarło tylko trochę ponad pół.
Z trudem przysiadła, wydając kolejny odgłos cierpienia, podniosła mu głowę i chłopak wypił całą zawartość. Już chciała wstawać, ale złapał ją za rękę.
– Co ci zrobili? – wyszeptał z trudem.
Nie odpowiedziała, tylko się rozpłakała. Mimo, iż nie chciała, rozpacz mimowolnie wydostała się z jej środka. Jimmy bardzo dobrze zrozumiał tą odpowiedź.
– Przepraszam cię, ja nie wiedziałem... Laura... wybacz mi, naprawdę, ja... ja... naprawdę nie chciałem... ja... ja nie wiedziałem... – cedził przeplatane bólem słowa. – Gdybym wiedział ja... nigdy w życiu bym cię tu nie ścią...  
– Dobra, koniec tych romansów! – "J” podniósł brunetkę za fraki i zaraz odprowadził na łóżko.
– Kurwa, skurwysynu, jeśli tu nie zdechnę przysięgam, że cię zajebię, rozumiesz?! Zapierdolę! – Jimmy nie odpuszczał, ale mówił już coraz ciszej i po chwili znowu bezwładnie opadła mu głowa.
Laura była przerażona, miała jakieś dziwnie przeczucie, że chłopak nie dociągnie, a może już...?! Zatelepało nią jeszcze bardziej i w tym momencie otworzyły się drzwi, w których pojawiła się Amber z przystojnym, mającym około metra osiemdziesięciu wzrostu, ciemnym blondynem. W szarej czapeczce na głowie, ubrany w ciemne jeansy i białą koszulkę bez rękawków, posiadający masę tatuaży na każdej ręce chłopak stanął przy wejściu i od razu rozejrzał się po wnętrzu.
Małolat zamarł!

1 953 czyt.
78%92
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2175 słów i 12537 znaków, zaktualizowała 25 gru 2016.

2 komentarze

 
  • Mlody1

    Mlody1 · 21 gru 2016

    Więcej seksu ma być!! SzmaceniA! O tak!!!!! Good job. Tylko dłuższe ma byc2 !

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 21 gru 2016

    Kiedy kolejna?