Szare istnienie #13

Szare istnienie #13

Otworzyła oczy i poczuła rękę ukochanego na swoim brzuchu. Zerknęła na niego – spał jak suseł. Wstała i ruszyła po sok, suszyło ją odrobinę. Po zaspokojeniu pragnienia i wizycie w łazience wróciła na kanapę.
  – Czemu nie śpisz? – usłyszała.
  – Pić mi się chciało.
  – Która godzina?
  – 5:12.
  Chłopak zdjął z siebie nakrycie.
  – Gorąco, nie wiem, co będzie w dzień. Na którą się umówiłaś?
  – Przed dziesiątą.
  – Zbudź mnie, jakbym zaspał, chyba, że sama prześpisz – uśmiechnął się, lecz znowu był jakiś przygaszony. – Chodźmy spać – objął brunetkę, która wtuliła twarz w jego szyję i już się więcej nie odezwał.  
  
  
  
  Zadzwonił alarm w komórce. Laura podniosła się ospale, lecz nie znając się na telefonie Franka, nie wyłączyła go. Odwróciła się i jakież było jej zdziwienie, gdy nie zobaczyła chłopaka obok siebie. Zegarek na telewizorze wskazywał 6:02, co wprawiło nastolatkę w kolejne zdumienie: "przecież miał nastawić na ósmą…”. Ruszyła do toalety, dumając: " gdzie on jest?” Po wyjściu postanowiła w sypialni sprawdzić obecność bruneta. Otworzyła drzwi i zamarła! – Frank i Matt spali w najlepsze, obejmując z dwóch stron leżącą między nimi Amber.  
  Patrzyła na to chwilę z otwartymi ustami, po czym głośno łupnęła drzwiami i biegiem ruszyła do salonu. Tu zdębiała po raz drugi – pokój wyglądał zupełnie inaczej. Ściany były całe odrapane, obnażając gdzieniegdzie gołe cegły, okno przemieściło się w miejsce regału, a telewizor i łóżko, na którym spała, zniknęły. Jedyną namiastkę legowiska stanowiła stojąca w kącie stara prycza, wykonana ze splecionej niechlujnie siatki i dziwnie powykręcanych, zardzewiałych poręczy.
  Wpadła do kuchni. Tam od razu uderzył w nią dziwaczny odór zgnilizny, połączony z zapachem wilgotnego kurzu, jak w starym, zimnym pustostanie z przeciekającym dachem. W zlewie piętrzyła się sterta nieumytych, zapleśniałych naczyń, na stole zaś stała popielniczka z kupą niedopalonych petów i cygar.  
  Przy ścianie, naprzeciw okna, walały się dziurawe, zakrwawione materace, na których porozrzucane były wszelkiego rodzaju stare, pożółkłe, czarno-białe zdjęcia, za nimi natomiast, w samym kącie, leżała wielka góra nowiutkich, błyszczących kajdanek.
   Masa opakowań po wszelakich alkoholach porozstawiana była w całym pomieszczeniu, a leżąca na środku, pobita butelka po wódce, cząsteczkami szkła udekorowała połowę kuchennej podłogi.


  – Jeszcze tu jesteś?! – zagrzmiała nagle Amber, stanąwszy przed nastolatką w towarzystwie Franka.  
  – Dobre pytanie – chłopak uśmiechnął się cynicznie.
  Wyglądali zupełnie inaczej, lecz Laura wiedziała, kim są. Ich fałszywie dobrotliwe wyrazy twarzy uderzyły w 18-latkę zimnym dreszczem, wywołując ogromny lęk.  
  Cofnęła się.
  – Nie uciekaj... – powiedział brunet, zbliżając się.
  – Nie podchodź! – krzyknęła spanikowana, lecz z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk.
  Frank był coraz bliżej. Chciała wybiec z kuchni, lecz nie mogła ruszyć się z miejsca. Zatrzymał się przed nią.
  – Mogłaś wyjść wczoraj... – gorzka mimika jego twarzy przeszyła dziewczynę na wskroś.
  Obejrzała się, szukając drogi ucieczki, lecz stała już przy samej ścianie.
  – Jesteś tu zbędna – oznajmił brunet, rzucając na Laurę opętane spojrzenie, po czym się zamachnął i z pełnym impetem uderzył ją z pięści w twarz. W mig znalazła się na podłodze, przy lodówce. Zamroczyło ją, a obraz w oczach całkowicie się rozmazał. Po chwili usłyszała śmiejącego się nieopodal Matta:
  – Wywalcie to ścierwo!  
  Podnieśli nastolatkę i zaczęli ciągnąć przed siebie.
  – Puśćcie mnie! – krzyczała, lecz teraz jej głos odznaczył się tylko dziwnym szeptem, odbijającym się echem od wszystkich ścian. – Co wy robicie?! Przestańcie?! – histeryzowała, widząc, że idą w stronę okna.
  – Ciekawe, czy umiesz fruwać? – zapytał brunet, prowadząc pannę prawie w powietrzu.
  Wyrywała się i miotała, jak mogła.
  – Nie szarp się!!! - ryknął chłopak, brutalnie ściskając jej gardło.  
  – Błaaagam cię, przestaaaańcie, zostaaaawcie mnieee...! Fraaank...!!! – apelowała, przerażona.
  Na nic się to zdało, za chwilę doszli do końca pomieszczenia. Frank puścił dziewczynę, zaś Amber mocno ścisnęła ją za włosy i wychyliła jej głowę przez okno, mocno wykręcając ją w bok.
  – Skoro nie chciałaś drzwiami... – uśmiechnęła się cynicznie spojrzawszy jej prosto w oczy, po czym wypchnęła ja na zewnątrz.
  Światło zgasło.


  
  Ujrzała przed sobą niewyraźny, zamglony obraz.  
  – Co się stało? Wstań – ktoś chwycił ją pod rękę.
  Przerażona skuliła się w kłębek, zasłaniając głowę.  
  – Mała, już dobrze... – przytulił ją.
  Dopiero teraz załapała, że już nie śpi. Poczuła nieprzyjemny chłód zlanego potem ciała, oczy zaszły łzami.
  – Co ci się śniło? – chwycił jej drżącą dłoń.
  – Nic takiego...
  Posadził dziewczynę na łóżku i poszedł do kuchni, z której wrócił ze szklanką soku. Dał go nastolatce.
  – Dzięki – mruknęła, przyduszonym głosem.
  – Już wszystko ok, to tylko sen. Pośpijmy jeszcze, dopiero wpół do siódmej - ucałował ją w policzek i wrócił do pozycji leżącej.
  Wypiła sok i ułożyła się obok bruneta, który natychmiast otoczył ją swoim ramieniem. Uporczywy obraz koszmaru nadal tkwił przed oczami 18-latki, złośliwie nie chcąc zniknąć.
   – Masz niezłe sny, skoro znajduję cię na ziemi – oznajmił z uśmiechem 23-latek. – Co ci się śniło? – zapytał ponownie.
  Opowiedziała mu. Chłopak ryknął donośnie.
  – No nieźle!
  – Spadaj – nadąsała się i odwróciła do niego plecami.
  – Kotku, nie oburzaj się, przecież żartuję. Śpijmy już – wtulił twarz w jej włosy i zamknął oczy.



  – Mała.
  Bezruch.
  – Laura – powtórzył.
  Nadal bez reakcji.
  – Mała! – krzyknął głośno i dopiero wtedy poczuła ruszanie za bark.
  Ciężko podniosła powieki.  
  – Wstawaj, jest 8:30. I tak dałem pospać ci dłużej.  
  Apatycznie usiadła. Przeciągnęła się niemrawo, chwyciła ciuchy i półprzytomna ruszyła do łazienki. Pobyt w środku zajął jej kwadrans. Gdy weszła do kuchni, na stole stały tosty z serem i szynką, oraz pokrojony w plasterki pomidor i kubek soku. Chłopak pił kawę.
  – Cześć. Jest jeszcze kawa?  
  Frank zrobił większe oczy, ale po chwili odparł:
  – Już ci robię.
  – Ale bardzo słabą.
  Usiadła na stołku, myślami będąc już na basenie.
  – Mała, nie zamulaj, jeszcze się nie wyspałaś? – dał jej buziaka.
  – Wyspałam się, boję się trochę tej pracy.
  – Przestań, nie jesteś dzieckiem. Nie będzie ci pasować, to się nie zatrudnisz. Proste. Ja tu nie widzę żadnego problemu. Jedz śniadanie.
  – Nie chce mi się.
  – Masz zjeść, chociaż trochę. Jest ukrop, głodna nie pójdziesz! – rozkazał złowrogo chłopak, zalewając kawę.
  Laura poszła do salonu, włączyła telefon i po powrocie beznamiętnie zastygła nad posiłkiem. Szklanka jasnobrązowego napoju, która wjechała przed jej nos, zaraz znalazła się przy ustach. Zagorzała przeciwniczka kofeiny w duchu stwierdziła, że w tym momencie bardzo jej ona smakuje.
  Telefon dziewczyny wydał dźwięk przychodzącej wiadomości. Obleciał ją strach – "on, Emma, czy Travis...?”.
  – Nie sprawdzisz? – usłyszała nagle.
  Podskoczyła lekko, zaskoczona.
  – To pewnie Emma, przeczytam później.
  – Mała, jedz, już późno. Sprzątnę łóżko.  
  Na siłę wcisnęła dwie kanapki, popijając kawą i poszła do Franka, który kończył chować pościel. Budzik nad telewizorem poinformował, że zbliża się 9:24. Chcąc nie chcąc, mimowolnie spoglądała w stronę telefonu, w końcu nie wytrzymała i już miała go w ręku. "Miłego dnia, śliczna!” – informowała treść wiadomości. Znów lęk opanował nastolatkę i natychmiast skasowała pocztę.
  – Kto to? – zapytał brunet.
  – Durne reklamy, tylko zawalają skrzynkę.
  – Wskakuj w buty, już wpół do dziesiątej – rzekł chłopak i zniknął w kuchni. – Trzymaj – podał jej po chwili litrową butelkę lodowatej, cytrynowej wody. – Jest diabelsko gorąco, dużo pij.
  – Dzięki.
  – Nie bierzesz telefonu? – spojrzał na komórkę, którą Laura zostawiła na stole.
  – No tak... – chcąc uniknąć niepotrzebnych pytań, schowała go do kieszeni.
  – Spadamy – Frank otworzył drzwi i opuścili lokal. – Ile czasu ci to zajmie? Poczekać na ciebie?
  – Nie mam pojęcia. Niby mam pracować od czwartej, więc teraz pewnie pójdę do jakiegoś szefa – odparła dziewczyna, nieszczególnie zadowolona.
  – Pas – rzucił jak zwykle Frank, gdy już ruszali.
  – Sorry...
  Nagle szarpnęło autem, a za chwilę drugi raz.
  – Kurwa! – wrzasnął 23-latek, spojrzawszy na wskaźniki w desce rozdzielczej.
  – Co...?  
  – Nie zatankowałem... zapomniałem.
   Wóz toczył się już wolniej, niż rower.  
   – Wysiadaj – nakazał brunet, otwierając swoje drzwi. – Autobusem nie zdążysz, łap taksówkę – powiedział, zamykając auto.
  – Zdążę, to niedaleko.
  Frank nie dyskutował, tylko machnął ręka na pierwsze nadjeżdżające taxi.
  – Wsiadaj – otworzył tylne drzwi i bez już protestów Laura zajęła miejsce.
  Mimo sprzeciwu dziewczyny taksówka znacznie przyśpieszyła dojazd, ale na miejscu byli dopiero o 9:58 i przed wejściem stali już zgromadzeni ludzie. Travisa jednak tam nie było.
  – Zadzwoń, że jesteś, pewnie zaczął pracę. W końcu miałaś być dziesięć minut temu.
  Już wyjęła telefon, ale nie zdążyła go nawet odblokować, bo Travis, ubrany już w czerwone spodenki i białą koszulkę, wyskoczył zza drzwi wejściowych do obiektu.
  – Znasz się na zegarku?! – warknął do siostry, podając rękę Frankowi.
  – Nie drzyj się, paliwo nam się skończyło.
  – Już powinienem być na stanowisku, a latam tu po ciebie co pięć minut! Możesz na nią poczekać, ale nie wiem, ile to potrwa – oznajmił 23-latkowi.  
  – Nie, spadam, muszę zajść w sprawie roboty. Tylko co z małą? Nie uśmiecha mi się, żeby wracała sama.
  – Spoko, damy radę.
  – Dobra, to znikam. Zadzwoń, jak już będziesz wolna - ucałował dziewczynę i odjechał.
  Travis spojrzał na zegarek.
  – Za kilka minut otwieramy – rzekł do tłumu i wciągnął Laurę do środka.

    

  W ośrodku nie było nadzwyczajnego. Zbiornik wodny, okrążony wokół obszernym, krótko przyciętym trawnikiem, miał tradycyjne pięćdziesiąt metrów. Naokoło basenu stało kilka okrągłych stoliczków z parasolami i masa leżaków. Po lewej stronie stały dwie duże, pokręcone zjeżdżalnie, po prawej natomiast znajdował się pokryty słomianym dachem bar.  
  Na środku lokalu widniała wielka, czarna lada, za którą stały półki z alkoholami, a po lewej od nich były niebieskie drzwi, prowadzące na zaplecze. Po obu stronach kontuaru, na dwóch małych salkach umiejscowionych było po dwanaście stolików.  
  Dach knajpy podtrzymywały drewniane, lakierowane pale, co nadawało świetnego wyglądu wnętrzu. Podłoga, wykonana również z drewna, pomalowana była ciemnobrązową farbą, stoliki zaś wykonane były z czarno-szarego kamienia.  

  
  Poszli w kierunku pubu i skierowali się w stronę błękitnych drzwi.
  – Nie ma Josha, będzie za godzinę! – od strony lady doszedł do nich męski głos.
  Travis udał się w tamtą stronę.  
  – Siema! – podał rękę 23-letniemu barmanowi, średniego wzrostu – No chodź tu! – odwrócił się do siostry, która zatrzymała się w wejściu.  
  Podeszła, onieśmielona.
  – Cześć! Troy – szatyn podał jej rękę.
  Nastolatka się przedstawiła i zaczęła rozglądać po wnętrzu.
  – Czemu za godzinę? Miał być o dziesiątej – zapytał Travis.
  – Nie mam pojęcia, wiesz, jaki jest. Nie zdziwię się, jak przyjechała na darmo – spojrzał na Laurę z uśmiechem. – Siadaj – wskazał jej stołek, stojący obok alkoholi. – Chcesz coś do picia?
  – Dzięki, mam wodę.
  – Na pewno? – znów wygiął usta w uśmiechu i włączył ekspres do kawy.
  – Tak, dzięki.
  – Ja bym trzasnął kawę, tylko mocną. Pójdę, pokażę jej, co i jak – oświadczył 22-latek i wyszedł z siostrą z knajpki.
  Doszli do jego stanowiska. Znajdowało się ono po stronie baru, kilkanaście metrów dalej. Chłopak zdjął koszulkę i machnął ręką w kierunku stojącej po drugiej stronie wieżyczki ratownika. Odmachał mu starszy od niego, wysoki, ciemny blondyn. Travis chwycił krótkofalówkę i rzekł w słuchawkę:  
  – Zerknij przez chwilę, pokażę młodej basen.
  – Ok.
  – Nie za bardzo wiem, co ci pokazać, nie ma tu za dużo do oglądania – rzekł do siostry. – Jak widzisz, stolików jest mało, nie będzie za dużo biegania. Jeśli zaczniesz o czwartej, to akurat do zamknięcia będziesz miała dwie godziny, żeby ogarnąć przy basenie. Przeważnie są to jakieś puszki, butelki, kubki i tym podobny szajs. Dużo tu tego nie będzie, więcej znajdziesz na trawniku, choć i tam raczej nie ma zbytniego syfu. O szóstej pomożesz Troy’owi sprzątnąć w barze i fajrant. Tylko co z twoją ręką?
  – Dam radę – odparła, ale zapał do pracy chyba jej przeszedł.
  Chłopak to zauważył.
  – Jak nie chcesz, nikt cię nie zmusza.
  – Nie, spróbuję.
  – Dobra, chodź – kiwnął głową i ruszył w stronę końca basenu.
  Dotarli do stanowiska blondyna i za moment Laura wiedziała już, że chłopak ma na imię Dave.    
  – Będzie dużo bydła – poinformował Travis, obcinając wzrokiem kąpielisko.
  – Nie będzie, po południu ma padać.
  – Idę po kawę, chcesz?  
  – Nie chcę, niedawno piłem.
  – Dobra, spadam. I zwracaj czasem uwagę na tych tam... – mruknął 22-latek, wskazując głową siedzących nieopodal, wytatuowanych od stóp do głów dwóch typków, pijących piwo.
  Starszy chłopak się uśmiechnął, rzucił do Laury: "miło było cię poznać” i usiadł na niewielkim krzesełku.
  Za moment znów znaleźli się w lokalu, za ladą.
  – "T”, zostawię ci młodą, muszę wracać do roboty. Jak przyjedzie Josh albo Sandra, zawołaj mnie.
  – Nie ma problemu.  
  Dziewczyna nie zdążyła powiedzieć nawet słowa, bo brat zniknął w okamgnieniu. Widziała tylko zza lady, jak się oddala.
  – Siadaj – roześmiał się Troy, wskazując jej krzesło przy samej ladzie, bardzo blisko swojego.  
  Zajęła miejsce, milcząc.
  – Strasznie gorąco, dobrze, że tutaj jest chłodniej – oświadczył chłopak, zdejmując koszulkę i Laurze ukazał się wytatuowany, rozdzierający skórę szpon na jego lewej piersi.
  – Może się jednak czegoś napijesz? Twoja woda jest już pewnie ciepła – cały czas operował przyjaznym uśmiechem.
  – Ile kosztuje Sprite? – odezwała się w końcu.
  – Nie żartuj... – wziął półlitrowy kubek i nalał dziewczynie cytrynowy napój. – Uważaj, bardzo zimny – oświadczył, podając go Laurze.
  – Dziękuję – mruknęła nieśmiało.
  – Czemu nie wzięłaś stroju? Ochłodziłabyś się.
  – Nie mogę – pokazała mu dłoń.
  – Co się stało?
  – Oparzyłam się.
  – To nie przeszkadza w kąpieli – chwycił dzbanek z ekspresu i nalał sobie kawy.
  Laura kilka chwil siedziała sama, gdyż szatyn obsługiwał kilkuosobowy ogonek, który ustawił się przy barze. Gdy skończył, usiadł koło nastolatki.
  – Słyszałem, że masz osiemnaście lat. Chce ci się pracować w wakacje?
  – Trzeba mieć jakąś kasę.
  Czuła się coraz bardziej wyluzowana, chłopak miał bardzo pozytywny wyraz twarzy.
  – I co będzie, jak szef nie przyjedzie? Ma jeszcze kilka innych biznesów, mógł po prostu zapomnieć. Jak chcesz, zadzwonię do niego, po co masz czekać na darmo? Choć przynajmniej mam do kogo gębę otworzyć – uśmiech się poszerzył.
  – Nie trzeba, mogę poczekać. I tak nie mam nic lepszego do roboty.
  – Włączyłbym coś, ale muza z basenu nas zagłuszy – oświadczył, wskazując na wieżę, stojącą pod ladą. – Co za kretyn wymyślił, żeby z radiowęzła puszczać radio. Kompletna żenada.
  – Nie jest tak źle – Laura się uśmiechnęła. – Kiedyś byłam na basenie, gdzie też leciało radio, w tym, że cały czas jakieś drętwe audycje. Dobrze, że gwar był taki, że w większości zagłuszał tą chałę.
  Chłopak się roześmiał, wyjął fajki i wyciągnął do dziewczyny rękę z paczką.
  – Nie palę.
  – Bardzo mądrze, ja też muszę rzucić – odpalił niebieskiego Camela, raz po raz zerkając na nastolatkę.
  – Zjadłbym coś, masz ochotę?
  – Dzięki, jestem po śniadaniu.
  Chłopak spojrzał na zegarek.
  – Dziesięć minut do żarcia... o dziesięć za długo – zaśmiał się.
  Laura nic nie zrozumiała, więc przemilczała jego słowa. Troy spojrzał na jej dziwny wyraz twarzy.
  – Nie pokazał ci...?  
  – O co chodzi?  
  – O żarcie – świadczył, lecz brunetka nadal niczego więcej się nie dowiedziała.
  Siedziała w ciszy, obserwując kąśliwy uśmieszek na jego ustach.  
  – O co ci chodzi? – wyjechała w końcu, podirytowana i zawstydzona jego zachowaniem.
  – Cześć! – krzyknęła nagle jakaś dziewczyna. Laura nie zdążyła się nawet odwrócić, aby sprawdzić, kto to, bo właścicielka głosu szybko zniknęła za drzwiami, o czym świadczyło ich głośne trzaśnięcie.  
  – No właśnie...! – powiedział szatyn z nieco zaczepną miną.
  Laura nie otwierała ust, spoglądała tylko raz po raz na barmana. Ten cieszył się pod nosem, nalewając sobie kolejną porcję kawy.
  – Może się jednak napijesz? – wskazał na ekspres.
  – Nie przepadam za kawą, mam złe wspomnienia.
  – Złe wspomnienia...?! Po kawie...?! Co to znaczy?  
  – Ciśnienie mi skacze, nie jestem przyzwyczajona – 18-latka czuła się w tej chwili, jakby gadała z Emmą, nie z dopiero co poznanym kolesiem.
  – Cześć – powtórzył ten sam głos i o pół głowy wyższa od Laury, 21-letnia ciemna blondynka weszła do baru. – Ty do pracy? – zapytała brunetkę, stając przed nią.
  – Tak.
  – Jessica – wyciągnęła prawą dłoń.
  – Laura.
  – "T”. Chodź, pomożesz mi z ta pieprzoną żaluzją, znowu się zacięła – spojrzała na barmana.
  – Nie mogę opuścić miejsca pracy, klienci nie mogą czekać – uśmieszek powrócił.  
  – Nie denerwuj mnie, już jedenasta.
  Laura nadal nic nie rozumiała.
  – Taka silna laska nie poradzi sobie z metalową harmonijką? No nie żartuj...?! Przecież codziennie korzystasz z siłowni, powinnaś dać jej ostry wycisk – puścił oczko do brunetki, śmiejąc się do rozpuku.  
  18-latka nie wytrzymała i także delikatnie zachichotała.
  – A idź w dupę...! – przybyszka wkurzyła się na dobre i wyszła.
  – Pójdę, pomogę jej. Zaraz wracam – uśmiechnął się i zniknął.
  Akurat teraz, jak na złość, musiał przyjść jakiś typ, oznajmiając:
  – Proszę dwa piwa i wodę gazowaną – spojrzał na Laurę.
  – Ja tu nie obsługuję.
  – A kto?
  – Zaraz wróci.
  Niezbyt zadowolony koleś odszedł od lady. Troy zjawił się po dwóch, może trzech minutach.
  – Walnęła focha, nic dziś nie zjem – wesołość nie znikała.
  – Bo to było nieco złośliwe.
  – Nieprawda. Ona wie, że lubię się czasem powygłupiać – odparł, chwytając wodę z lodówki, gdyż klient wrócił.
  – Przyjechał?! – wrzasnął nagle Travis, wychylając się zza baru.
  – Nie.  
  – Jak tam? – spojrzał na siostrę.
  – Dobrze.
  – Chodź ze mną, jak się nudzisz?
  – W ten upał?!  
  22-latek spojrzał na zegarek – 11:06.
  – Muszę wracać. Jak nie przyjedzie za pół godziny, zadzwoń do niego – poprosił barmana.  
  – Nie ma sprawy.
  Ratownik zniknął tak szybko, jak się pojawił.
  – Chcesz piwo, drinka...? – zapytał nastolatkę.
  – Nie, dzięki, przecież mam gadać z waszym szefem. Poza tym jest za gorąco.
  – Josh to luzak, nie zabije cię za drinka.
  – Nie szkodzi, po prostu nie mam ochoty.
  – Ok, nie namawiam – uśmiechnął się i otworzył sobie butelkę zimnego piwa. – Nudno tu, prawda? Fajnie, że przyjechałaś, mam do kogo zagadać. Tydzień temu siedziała tu jeszcze ze mną moja pani, ale już nie siedzi – zadowolenie zniknęło.
  Dziewczyna milczała, prezentując tylko wymuszony uśmiech. Nie wiedziała, co powiedzieć.
  – "T”! – rozbrzmiało z prawej strony baru.
  Chłopak wyszedł i wrócił z wielkim talerzem.
  – Częstuj się – postawił go na blacie pod ladą, na którym zaraz pojawił się też ketchup i nowy kubek z napojem.
  Troy polał kawałek pizzy pomidorowym sosem, położył na niego drugi i natychmiast ugryzł wielki kęs tej komicznej kanapki. Laura, mimo wcześniejszej deklaracji, wzięła jednak porcję, która zniknęła w okamgnieniu.
  – Nie ma tu wyboru w kwestii jedzenia, mamy tylko pizzę. Ale jaką...! – wrzasnął z dumą i ruszył do klientó.
  – Cześć! – nagły okrzyk wysokiej, 30-letniej szatynki, wystraszył Laurę. – Jest ojciec? – stanęła przed barmanem.
  – Cześć. Nie ma.
  – O 16:00 dostawa.
  – Ok – chłopak nie odrywał się od zajęć.
  – W sprawie pracy? – młoda kobieta zawisła nad nastolatką.
  – Tak.
  – Zapraszam – rzekła i ruszyła w stronę drzwi.
  18-latka udała się za nią. Po chwili weszły do niewielkiego biura, w którym było tylko biurko, szafa, stolik i stos porozrzucanych dokumentów.
  – Siadaj – wskazała Laurze krzesło obok biurka i skierowała się na jego drugą stronę. – Jestem Sandra – wyciągnęła dłoń, wychylając się zza mebla.
  – Laura – brunetka podniosła tyłek i nieco poddenerwowana, podała jej rękę.
  – Usiądź – powtórzyła szatynka i zajęła miejsce na czarnym, skórzanym fotelu. – Przepraszam za ojca, zawsze jest zabiegany.
  – Nie szkodzi.
  – Jesteś siostrą Travisa, tak?  
  – Tak.
  – Mówił ci, co i jak?
  – Tak.
  – Więc jak, jesteś zainteresowana?
  – Tak.  
  W tej rozległy się trzy szybkie puknięcia i do pokoju wszedł Troy z kubkiem kawy, który postawił obok starszej z dziewczyn.
  – Dzięki – szatynka się uśmiechnęła i chłopak zniknął. – Godziny ci odpowiadają? – wznowiła temat.  
  – Tak.
  – Wszystko na tak...?! A jakieś pytania? – roześmiała się ciepło.
  – Chyba nie ma za bardzo o co pytać, brat mi wszystko powiedział – 18-latka koniecznie chciała się wyluzować, co jak na złość wychodziło kompletnie na odwrót.
  – Znasz stawkę?
  – Tak.
  – Wiesz... miałam sporo przypadków, że dziewczyny rezygnowały znienacka, nawet w godzinach pracy i potem był problem. Nie chcę, abyś pochopnie podejmowała decyzję, więc jak się zdecydujesz, chciałabym, abyś w razie rezygnacji zawiadomiła nas dzień wcześniej, dobrze?
  – Dobrze.
  Sandra znowu delikatnie się zaśmiała, zauważywszy chyba zestresowanie nastolatki.
  – Czy Travis mówił ci, że weekendy masz wolne?
  – Nie – Laura zrobiła większe oczy.
  – No widzisz...? Jednak warto pytać.
  – Dlaczego wolne?  
  – Na weekend mamy innego pracownika, uczy się i w tygodniu nie może przychodzić...
  Nagle zamaszyście otworzyły się drzwi.
  – Chodź szybko, był wypadek! – krzyknął Travis.

2 553 czyt.
100%53
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3841 słów i 23363 znaków, zaktualizowała 31 gru 2016

Komentarze (3)

 
  • Młody

    Młody 5 cze 2016 ip:832592

    Ja też czekam. Bardzo fajnie się czyta ????

  • Misiaa14

    Misiaa14 5 cze 2016

    Cudoo *-* ona musi powiedzieć mu wkońcu o tych wiadomościach i wgl od tego psychopaty

  • Karolina12

    Karolina12 5 cze 2016

    Czekam na kolejną