Strażnicy cienia IV część 8

Veronikę obudziło pukanie do drzwi.
     – Kto tam? – zapytała.
     – Ulrych. Zbieramy się. Śniadanie jest na stole. Jak chcesz, to ci przyniosę.
     – Jakbyś mógł, byłoby szybciej – powiedziała, siadając na łóżku.
     Przypomniała sobie minioną noc, spojrzała w sufit i mimowolnie się uśmiechnęła. Pomyślała też o Gercie i umocniła się w przekonaniu, że żaden facet nie jest wart, by za nim płakać. Postanowiła żyć tak jak kiedyś. Zamierzała brać to, czego zapragnie, a mężczyźni będą od niej dostawać tyle, ile ona zechce im dać. Nic więcej.
     Jej rozmyślania przerwał Ulrych, który przyniósł posiłek.
     – Postaw talerz pod drzwiami – poprosiła, bo dopiero zaczęła się ubierać.
     – Wszystko w porządku? – zapytał. – Jeśli źle się czujesz, to jesteśmy jeszcze na tyle blisko miasta, że możemy zdobyć jakieś lekarstwa albo zorganizować pomoc.
     – Czuję się świetnie – zapewniła. – Chyba z wami jest gorzej.
     – Jeśli nic nam się nie przytrafi po drodze, zanim dojedziemy do Sylvanii, będzie wystarczająco dobrze – stwierdził.
     – Zażywaliście jakieś mikstury lecznicze?
     – Owszem – potwierdził – wszystko co było dostępne.
     – Więc nic więcej nie poradzimy.

     Gdy kobieta się ubrała, wyszła z izby, by wziąć talerz. Na korytarzu zobaczyła jednego z najemników.
     – Viktor zaprasza cię na śniadanie – poinformował ją, gdy sięgnęła po jedzenie.
     Skinęła głową i zamknęła za sobą drzwi.
     – Jest u siebie – powiedział mężczyzna, po czym zszedł na dół.

     Veronika zapukała do Viktora. Niemal natychmiast jej otworzył.
     – Dzień dobry – przywitała się z uśmiechem. – Słyszałam, że zapraszasz mnie na śniadanie, a ja już mam swoje.
     – Dzień dobry. – Otworzył szerzej drzwi. – Już myślałem, że zatrudniłaś się tu.
     – Nie, na szczęście z moimi finansami nie jest jeszcze tak tragicznie. – Weszła do środka.
     – To nie byłoby takie złe. Nigdy w życiu nie miałem tak wyjątkowej obsługi… Jak się czujesz? – zapytał.
     – Dobrze, dziękuję. – Odstawiła talerz na stole.
     Podszedł do niej i obrócił ją twarzą do okna, po czym przyjrzał jej się uważnie.
     – Wyglądasz coraz lepiej – stwierdził i pocałował ją. – Może usiądziemy? – zaproponował.
     – Tak pewnie będzie wygodniej jeść.
     – Najwygodniej jest w łóżku – puścił do niej oko – ale teraz, gdy już jesteśmy ubrani… Razem się tym nie najemy – ocenił i sięgnął po kanapkę. – Zaraz przyjdę.
     Wyszedł, zostawiając ją samą w pokoju. Omiotła pomieszczenie wzrokiem. Nie było tam porozwieszanych ubrań i chusteczek, jak to bywało w izbie Gerta. Zatrzymała spojrzenie na zbroi i broni. Obok miecza i trzech noży leżał bolas. Miała szczęście, że nie potraktował jej tym, gdy jeszcze byli wrogami.

     W końcu Viktor wrócił z porcją dwa razy większą niż ta Veroniki. Usiadł i położył na jej talerzu jedną kanapkę. Gdy zaczęli jeść, czarodziejka nadal przyglądała się broni. Zauważył to i wstał, by sięgnąć po miecz. Dość gwałtownym ruchem wysunął go z pochwy.
     – Najwyższej jakości, ze stali krasnoludzkiej, wykuty na zamówienie przez Snorgunda z Karak-Kadrin – powiedział z dumą, oglądając ostrze. – To moja najcenniejsza rzecz i spełnione marzenie. Wiele lat pracowałem, by móc sobie na niego pozwolić.
     Podniosła się z miejsca i wzięła go do ręki.
     – Jest lżejszy, niż na to wygląda – stwierdziła.  
     – To wszystko, co możesz o nim powiedzieć? – zapytał, śmiejąc się.
     Rozbawiona machnęła ręką i oddała mu broń. Wsunął ją do pochwy i odłożył z szacunkiem.
     
     – Spakuję się i chyba będziemy mogli ruszać – powiedziała po śniadaniu Veronika, wstając.
     – Ja muszę się przebrać. – Viktor popatrzył na swoje rzeczy.
     Zatrzymał ją w progu, przycisnął swoim ciałem do framugi i zaczął całować. Gdy tylko wypuścił ją z objęć, ruszyła w stronę schodów. Słyszała, że nie zamknął drzwi, więc obejrzała się za siebie. Stał na korytarzu i patrzył na nią z uśmiechem. Pomyślała, że to miłe. Viktor bardzo jej się podobał, imponowała jej jego siła. Był jedynym mężczyzną, przed którym naprawdę czuła respekt, a to było bardzo pociągające.

     Pakując rzeczy, Veronika jeszcze raz przeczytała list od Gerta. Przeklęła go w myślach i wróciła do składania ubrań. Przed wyjściem wyjęła z kieszeni pierścionek zaręczynowy i popatrzyła na niego. Nie miał już dla niej wartości, więc postanowiła się go pozbyć. Nie chciała, by przypominał jej porażkę, jaką było uczucie do Gerta.

     Na dole czekał na nią Viktor. Poza nim był tam tylko karczmarz, który z zaangażowaniem czyścił blat.
     – Wszyscy są już na zewnątrz? – zapytała, na co Viktor skinął głową.
     – Bez nas nie pojadą, więc nie musisz się martwić – powiedział.
     – Wolałabym, żeby moi towarzysze na mnie nie czekali. Oni dla mnie nie pracują – wyjaśniła, kierując się do wyjścia.

     Najemnicy stali przed zajazdem, pozostali byli już na drodze. Siedzieli na koniach i żywo o czymś dyskutowali.
     – Dzień dobry, kochanie – Veronika przywitała się ze swoim rumakiem. – Strasznie się za tobą stęskniłam.
     Viktor podszedł, obejrzał konia i uśmiechnął się do czarodziejki.
     – W pełni na niego zasługujesz – stwierdził.
     – Wcześniej jeździł na nim rycerz w czarnej zbroi, ale go strąciłam – powiedziała ściszonym głosem.
     – Pojedynkujesz się? – zapytał zaskoczony.
     – Nie – zaprzeczyła – raczej mnie nie zauważył i jestem przekonana, że nawet nie wiedział, co go trafiło.
     – To dobrze. – Pokiwał głową. – Niejeden z moich przeciwników z pewnością miał takie wrażenie. To był rycerz Chaosu?
     – Tak. –  Czule poklepała swojego rumaka.
     – Jest normalny? – zainteresował się Viktor.
     – Cudowny, zupełnie nienormalny – odparła z dumą.
     – To znaczy? Nie obawiasz się, że możesz mieć przez niego kłopoty? Co z nim nie tak?
     – Nie. – Uśmiechnęła się. – Co z nim nie tak? Jest nienaturalnie spokojny, niczego się nie boi. Czasami odnoszę wrażenie, że ma stępione zmysły.
     – A ja już myślałem, że w nocy ślepia świecą mu na czerwono – powiedział, przyglądając się zwierzęciu.
     – Nic z tych rzeczy. Wytrzymuje bez żadnego problemu nawet wpływ magii i zawsze robi to, czego ja chcę. Jest idealny.

     Marcus i jego ludzie ruszyli na przedzie. Viktor zajął miejsce obok Veroniki. Gdy opuścili miasto, czarodziejka rozejrzała się po okolicy i niedaleko drogi dostrzegła ludzi pracujących w polu.
     – Zaraz wrócę – rzuciła do swojego towarzysza i skręciła w tamtą stronę.

     Zatrzymała się przy miejscowych i zsiadła z konia. Kobieta, która była najbliżej, spojrzała na Veronikę, wyprostowała się i brudną od ziemi dłonią przetarła spocone czoło. Miała nie więcej niż czterdzieści lat.
     Czarodziejka sięgnęła do kieszeni i podeszła do niej. Wtedy kobieta nisko jej się skłoniła.
     – Mam coś dla pani – powiedziała Veronika, wzięła wieśniaczkę za rękę i położyła pierścionek na jej dłoni.
     Zszokowana kobieta patrzyła na czarodziejkę, jakby ta była boginią. Jej oczy momentalnie zrobiły się szkliste. Skłoniła się po raz kolejny, tym razem jeszcze niżej.

     Viktor czekał na towarzyszkę przy drodze.
     – Już możemy jechać – oznajmiła, gdy tylko do niego dołączyła.
     – Tak po prostu? – zapytał.  
     – A co?
     – Nic. – Uśmiechnął się i zawrócił konia. – Dobry uczynek? – Z zaciekawieniem zerkał na Veronikę.
     – Może…  
     – Na pewno. Widzę to po twoich oczach – powiedział. – Nie wiem, co jej dałaś, ale z pewnością jesteś przekonana, że to ją uszczęśliwi.
     – Mogłoby odmienić jej życie. – Spojrzała na niego.
     – To musiał być cenny prezent – stwierdził.
     – Dla niej tak, dla mnie nie. To właściwe miejsce dla tej rzeczy.
     – A co ta rzecz robiła u ciebie? – zapytał.
     – Przedtem miała inną wartość.
     – To brzmi dość tajemniczo. Zakładam, że nie chcesz o tym mówić.
     – Oddałam jej pierścionek… – Wbiła wzrok w grzywę swojego rumaka. – Złoty.
     – Od niego – domyślił się Viktor.
     – Tak, zaręczynowy… – zamilkła na moment. – Nie ma o czym mówić.
     – Świetnie – odezwał się po chwili. – Więc po co jedziemy do Sylvanii?
     – Jak to „po co”? Zabić wampira.
     – Sylvania jest spora – zauważył. – Chodzi o konkretnego wampira, prawda?
     – Tak, konkretnego – potwierdziła. – Niestety nie wiemy gdzie go szukać. Krasnolud miał nam wskazać drogę, ale on nie żyje.
     – Nie mógł wam powiedzieć tego wcześniej? – zainteresował się. – Nie rozumiem tych zagadek.
     – To skomplikowane.
     – Z pewnością mogłoby być bardzo proste. Gdyby powiedział to od razu, nie byłoby problemu – stwierdził.
     – Ale nie powiedział i teraz nie wiemy, gdzie mamy go szukać. Na szczęście znam jego imię. Marcus jest przekonany, że w Leichebergu dowiemy się czegoś więcej. Chociaż będziemy mieli problem, jeśli nie będzie go u siebie. Obawiam się, że może się ukrywać, bo bardzo narozrabiał. Nie wiem, czy o tym słyszałeś, ale jakiś czas temu w Nuln przemienił dziesiątki osób w wampiry. Mieliśmy tam spory problem.
     – Zazwyczaj nie słucham plotek, a w Nuln dawno nie byłem – powiedział.
     – Jak się domyślasz, to, że przemieniał przypadkowe osoby, było niewłaściwe nawet z punktu widzenia wampirów. One bardzo się cenią. Zostać jednym z nich to wielki zaszczyt. On zaprosił do ich elitarnego grona zwierzęta, pokarm, dlatego podejrzewam, że po takim wybryku może i tam się ukrywać.
     – To może nie pojechał do Sylvanii? – zasugerował Viktor.
     – Marcus twierdzi, że tam pojechał, więc zakładam, że tak jest.
     – A skąd Marcus o tym wie? – zapytał.
     – Jest obdarzony pewnymi łaskami i często wie rzeczy, których nikt inny nie wie – wyjaśniła.
     – Miewa wizje? – domyślił się.
     – Owszem – potwierdziła. – To on przekazał mi informacje, że żyją, gdy byłam nieprzytomna. Dlatego byłam w miarę spokojna. Co prawda nie wiedziałam, czy to wynik gorączki, czy konkretna informacja, ale i tak trochę mnie to uspokoiło.
     – Więc niech on wskaże nam drogę.
     – To raczej niemożliwe. Marcus, próbując dowiedzieć się, dokąd mamy się udać, zobaczył krasnoluda. To on miał nas zaprowadzić do celu. To była nasza wskazówka… Nieważne, poradzimy sobie. Jest jeszcze trochę czasu, zanim tam dotrzemy. Albo coś wymyślimy, albo po drodze się czegoś dowiemy. – Była dobrej myśli. – Gdzieś tam są jeszcze moi znajomi. Mam nadzieję, że natkniemy się na nich.
     – Mieszkają w Sylvanii? – zdziwił się Victor.
     – Nie. – Pokręciła głową. – Tak jak wspomniałam, mieliśmy w Nuln kłopoty z wampirami. Byłam ciężko ranna i nie mogłam jechać za tym, który uciekł, więc podzieliliśmy się i oni ruszyli za nim w pościg. Porwał pewną dziewczynę i trzeba ją uwolnić.
     – I pojechali za nim do Sylvanii. Właśnie o tym mówiłem. Kto za to zapłaci?
     – Nikt – odparła.
     – Znajoma? – zapytał.
     – Tak – potwierdziła Veronika. – W zasadzie ukochana czarodzieja, z którym współpracuję.
     – Więc to on powinien zapłacić – stwierdził. – Magowie mają złoto.
     – Czy ja wyglądam na bogatą?
     – Na biedną na pewno nie. Chciałaś mnie podkupić – przypomniał.
     – To jeszcze nie majątek, a Jose za nic nie będzie płacił, bo jest prawie jak przyjaciel – powiedziała.
     – Nie przejmuj się. Mam wobec ciebie dług.
     – Mówiłam, że mogę zapłacić ci za pomoc. – Spojrzała na niego. – Nie ma problemu.
     – A ja mówiłem ci, że nie chcę twoich pieniędzy.
     – Jakby co, oferowałam od samego początku – zaznaczyła.
     – Życie jest szalone – stwierdził z uśmiechem.
     – Co konkretnie masz na myśli? – zapytała.
     – Nasze spotkanie i to, że teraz jesteśmy tu razem. Wczorajszą noc… – Popatrzył na nią. – To szaleństwo, chociaż z mojego punktu widzenia nie mogło być lepiej.
     – Tak, ostatnio zachowuję się dość irracjonalnie – przyznała.
     – Na szczęście.
     – Zazwyczaj staram się sięgać po to, na co mam ochotę – wyznała. – Stoją przede mną trudne decyzje i zadania. Nie znam dnia ani godziny, kiedy zginę. Chyba dlatego nie widzę powodu, by sobie czegokolwiek odmawiać.

Fanriel

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2083 słów i 12542 znaków.

2 komentarze

 
  • Fanka

    Spokojna część i fajna  :bravo:  
    Jestem ciekawa co z Gertem :) Mam pewne podejrzenia,ale zobaczymy ;)

  • Fanriel

    @Fanka Dziękuję. :) Ciekawa jestem tych podejrzeń.

  • AnonimS

    Przeczytane. Odpoczywam po poprzedniej bardzo ciekawej dyskusji.

  • Fanriel

    @AnonimS Ok. Pewnie do jutra. ;)