Strażnicy cienia II część 51

Zatrzymali się, gdy odległość dzieląca ich od wrogów była wystarczająca. Veronika spojrzała pytająco na Jose. Skinął głową na znak, że jest gotów, więc bez zwłoki wypowiedziała zaklęcie i posłała sztylety cienia w wampira stojącego po prawej stronie. Trafiony oparł się o ścianę budynku.
     Estalijczyk również użył magii. Jego ofiary także przeżyły ten atak, ale ogień z pocisków niemal natychmiast zaczął trawić ich ubrania. W panice próbowały się gasić.
     Żaden z wrogów nie odkrył miejsca kryjówki magów. Wykorzystując to, kobieta czym prędzej ponownie wypowiedziała zaklęcie, w wyniku czego jeden z wampirów padł martwy. Dwa pozostałe rzuciły się w stronę wejścia do domu. Jose zdążył jeszcze posłać w ich stronę pociski. Ten, który biegł jako drugi, został trafiony w plecy i bezwładnie opadł na ziemię. Pierwszy zniknął w środku.

     Czarodziejka szybko omiotła wzrokiem teren dookoła w poszukiwaniu dobrej kryjówki. Wybrała skład drewna. W rezultacie ulokowali się tak, by swobodnie mogli używać magii, a Estela była niewidoczna z zewnątrz.
     Gert i najemnicy przemykali między chałupami.

     Veronika skupiła się na budynku. W ciemności otwartych drzwi zobaczyła ruch. Ktoś wciągał do środka wampira, który poległ w przejściu. Po chwili dostrzegła też kogoś poza posesją, za domem. Niestety był poza zasięgiem magów.
     W tym samym czasie dotarł do nich Gert.
     – Pilnuj Esteli – poleciła mu narzeczona i natychmiast ruszyła w kierunku wroga.
     Cały czas pozostawała w ukryciu.

     Gdy podeszła bliżej, stwierdziła, że jest tam aż dziesięć zakapturzonych postaci. Doskonale wiedziała, że sama sobie z nimi nie poradzi. Odwróciła się, by sprawdzić, czy Jose ją widzi. Na szczęście bacznie ją obserwował, więc skinęła na niego ręką.  
     Nadal zmierzała ku wampirom. Chciała skrócić dystans na tyle, by były w zasięgu działania jej zaklęć. Po drodze zauważyła, że ktoś wychylił okrytą głowę zza jednego z budynków. Bez namysłu cisnęła w niego sztyletami cienia z taką siłą, że przeszyły go na wylot, trafiając kolejnego wampira, który właśnie wybiegł zza chaty. Oba padły martwe, więc ostrożnie podążała dalej.

     Dziesięć, do których zamierzała dotrzeć, rozpraszało się. Przyspieszyła, nie chcąc pozwolić im uciec, w związku z czym Gert i reszta ruszyli za nią truchtem.  
     Wtedy dostrzegła po swojej lewej wampira niezwykle szybko biegnącego w stronę bramy. Przystanęła, by cisnąć w niego magicznymi pociskami. Zachwiało nim, ale był w stanie biec dalej. Zatrzymała się, gdy zniknął za chatą i obserwowała teren. Niemal natychmiast wybiegł z drugiej strony, nie zmieniając kierunku. Czarodziejka po raz kolejny użyła przeciwko niemu magii. Tym razem zadała mu śmiertelne rany.
     W międzyczasie dotarł do niej Jose.
     – Zostań z Veroniką – poprosił Estelę trzymającą się nieco z tyłu i pobiegł dalej.

     Czarodziejka jeszcze raz się rozejrzała. Wszystko wskazywało na to, że ich wrogowie rozbiegli się i pochowali. Obserwowali wszystko ze swoich kryjówek, co jakiś czas wyglądając i tym samym zdradzając swoje położenie. Wtedy skutecznie atakowała swoimi sztyletami.
     W tym czasie Jose dopadł do jakiegoś budynku, schował się za nim i patrzył na coś, czego pozostali nie mogli widzieć ze względu na swoje położenie. Veronika obejrzała się za siebie, by sprawdzić, gdzie są jej towarzysze. Byli tuż za nią.
     – One będą uciekać – powiedziała do narzeczonego. – Ktoś powinien pilnować naszych koni. – Obawiała się, że wampiry mogłyby z nich skorzystać.
     – Co się dzieje? – zapytał nieco zdezorientowany.
     – Rozproszyły się. Mogą być wszędzie. Poślij trzech najemników do koni. Niech ich pilnują.
     – Dlaczego sama im tego nie powiesz? – Pokręcił głową, po czym zwrócił się do dowódcy: – Proszę wyznaczyć trzech ludzi i posłać ich do koni.

     Uwagę wszystkich przykuł Jose, który niespodziewanie wyszedł zza budynku i zdjął kaptur. Stanął na otwartym terenie i zaczął się rozglądać. Wtedy z jednej z chałup wybiegły na niego trzy wampiry, a on wypowiedział swoje zaklęcie i rzucił w nie dwoma ognistymi pociskami. Jeden podpalił nieco ubranie napastnika, drugi natomiast odbił się, iskrząc. Czarodziejka, nie czekając na rozwój sytuacji, cisnęła magicznymi sztyletami w trzeciego, nietkniętego przez Jose, wampira. Po tym ataku wróg zatrzymał się i padł. Pozostali nadal biegli prosto na Estalijczyka. Ten wykrzyczał po raz kolejny zaklęcie i tym razem w bestie uderzyło siedem pocisków. Gdy ogarnęły je płomienie, z przeraźliwym wrzaskiem zaczęły się tarzać po ziemi.
     – Zabić ich! Zabić ich wszystkich! – usłyszeli krzyk i z różnym miejsc biegiem ruszyły na nich wampiry.
     Veronika błyskawicznie rozeznała się w sytuacji. Postanowiła atakować te, które oddzielą się od reszty. Wiedziała, że Jose zna potężne zaklęcie, którym będzie mógł potraktować grupę wrogów, jeśli tylko będą dość blisko siebie.
     Estalijczyk pospiesznie ruszył w stronę swoich towarzyszy. W pewnym momencie zatrzymał się i odwrócił.
     – Niech nikt się nie rusza! – krzyknął i zaczął splatać magię.
     Wampiry cały czas się zbliżały. Czarodziejka zgodnie z planem eliminowała te pojedyncze. Najemnicy wypuszczali z kusz kolejne bełty. Udało im się poważnie zranić kilka bestii, niestety sześć z nich nadal biegło. Wtedy, tuż przed nacierającymi, z wysokości mniej więcej piętrowego budynku spłynęły płomienie. Wrogowie nie mieli już szansy, by się zatrzymać i powpadali na powstałą ścianę ognia, która liczyła dwanaście kroków długości. Trawione przez płomienie wampiry pojawiły się po drugiej stronie.
     – O to chodziło! – krzyknął krasnolud i ruszył na nie z toporem.
     Jose cofnął się, szykując się do ewentualnej obrony, natomiast Veronika wstrzymała się z użyciem magii. Nie chciała wykorzystać w tej potyczce całej swej mocy.
     – Pomóżcie mu! – rozkazał Gert, na co jego ludzie wyrwali do przodu, sięgając po miecze.
     Doszło do zwarcia. Na szczęście bestie były znacznie osłabione przez ogień, którym zostały potraktowane.

     Czarodziejka z uwagą śledziła przebieg walki. W pewnym momencie zauważyła, że jeden z najemników wyraźnie stracił swoją przewagę. Wampir, z którym się mierzył, ugryzł go. Kobieta od razu rzuciła w bestię sztyletami, w wyniku czego ta odstąpiła. Ochroniarz wykorzystał ten moment i ponownie zaatakował.
     Po chwili wrogowie byli martwi. Ściana ognia spłynęła na ziemię i zniknęła. Zapanowała cisza, zakłócona jedynie odgłosami płonącego zajazdu.
     Wszyscy stali bez ruchu, rozglądając się za kolejnymi zagrożeniami.

Fanriel

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1173 słów i 6857 znaków.

2 komentarze

 
  • Margerita

    łapka w górę jak zwykle

  • Fanriel

    @Margerita, dziękuję.  :kiss:

  • AnonimS

    Udany atak. Bezładny , improwizowany , więc chyba zgodzisz się ze mną  że atakujący mieli dużo szczęścia. Ciekawi mnie czemu kusznicy nie używali płonących bełtów? Ognia było pod dostatkiem i materiału do jego rozpalenia i podtrzymania też :cheers:

  • Fanriel

    @AnonimS Oczywiście, że się z Tobą zgodzę. :) Kusznicy nie używali płonących bełtów, ponieważ nikt nie wydał im takiego polecenia, a sami na to nie wpadli.