Strażnicy cienia IV część 30

– Jest słaby punkt w obronie muru – odezwał się po chwili Schmidt.
     – Mogłeś nam o tym powiedzieć po wszystkim – rzuciła z ironią. – Słucham…
     – Od wschodniej strony… – urwał.
     – Słuchamy – ponaglił go Viktor. – On kłamie – powiedział, gdy Gert nadal milczał.
     – Głosujmy – nieoczekiwanie zaproponował Schmidt.
     Veronika gwałtownie wstała.
     – Zrozumcie, chodzi o to, żebyśmy stąd wyjechali – zaczęła. – Najmniejsze ryzyko będzie, gdy pójdę tam sama, użyję magii i zajmę się tylko dziewczyną. Zrezygnuję z wampira, zignoruję Jose. Niech Gottri go uwolni, jak tu przyjedzie, i niech on zabije wampira.
     – Nie mogę się na to zgodzić – oznajmił Viktor.
     – To nie brzmi dla ciebie rozsądnie? Czy może chodzi tylko o to, że pójdę tam sama? – zapytała go.
     – Może i jest to rozsądne, ale dla mnie nie do zaakceptowania.
     – Ale dlaczego chcesz mnie bardziej narażać? – Nie mogła się pogodzić z ich oporem.
     – Nie chcę cię narażać. Już lepiej byłoby zostawić to wszystko i wyjechać – stwierdził.
     – Powiedziałam ci, że tego nie zrobię.
     – Po prostu nie mogę… – Popatrzył na nią.
     – Mam zginąć, bo ty czegoś nie możesz? Przeprowadzimy szturm, bo ty nie możesz? Viktor, zastanów się. – Spojrzała na Gerta, licząc chociaż na jego poparcie.
     – Mamy jeszcze trochę czasu – powiedział, widząc, że czekała na jego reakcję.
     – Jakie „trochę czasu”? Już jest późny wieczór.
     – Jeden plan zakłada dzień – przypomniał Schmidt.
     – A kolejny wieczór… – zaznaczyła i zamilkła na moment. – Dobrze, jedźmy tam sprzedać obrazy. Poprosimy o spotkanie z władcą.
     – A co, jeśli Dietmund będzie w pobliżu? – zapytał Gert.
     – Wtedy będziemy musieli walczyć.
     – Więc jedźmy wszyscy i zamiast czekać na walkę, przejmijmy inicjatywę – zaproponował Viktor.
     – Prawdopodobnie zaprowadziliby nas do salonu. Tam byśmy zaczekali, aż przyjdzie wampir. Trzeba by było go załatwić, gdyby się tam zjawił – kontynuowała. – Nikt z nich nie mógłby stamtąd wyjść. Musielibyśmy to zrobić jak najszybciej i jak najciszej. Potem ewentualnie można by było zająć się tymi, którzy byliby na korytarzu. Gdyby nie chodzili w dużych grupach, a my trzymalibyśmy się razem, być może ci na zewnątrz nie zostaliby zaalarmowani. Być może moglibyśmy stamtąd wyjść, wsiąść na konie i odjechać. Przecież nie siedzą przy oknach i nie obserwują tego, co dzieje się w środku… Może atak przy drzwiach na tego, który nam otworzy, byłby zbyt śmiały w tych okolicznościach, ale gdybyśmy zaczęli od wampira…
     – Jakbym pojechał tam w dzień, bylibyśmy już umówieni – powiedział Gert.
     – Tak, i z pewnością czekałyby na nas dwa wampiry, żeby obejrzeć twoje obrazy – rzucił Viktor.
     – To nic. – Veronice coraz bardziej podobał się nowy pomysł. – Słuchajcie. Jak już byśmy załatwili tego wampira, ja użyłabym magii i mogłabym niezauważona likwidować ewentualne zagrożenie. Mam tu na myśli służbę i straż w zamku… Ty musiałbyś się zająć Dietmundem – zwróciła się do Viktora.
     – Jak już znaleźlibyśmy się w środku i wszystkich byśmy załatwili, mogłabyś wyjść po cichu – powiedział. – Utrzymać się do nocy…  
     – Co znaczy „mogłabyś wyjść po cichu”? – przerwała mu.
     – Wyjść. Wyjść jest łatwiej niż wejść, zwłaszcza jeśli…
     – Przecież wszyscy wyjdziemy – znów weszła mu w słowo. – Na zewnątrz przy wozie będą czekać na nas ludzie. Wyjdziemy stamtąd zupełnie spokojnie jak normalni goście. Wsiądziemy na konie, pożegnamy się z ochroną i odjedziemy. Skierujemy się w stronę zajazdu, a potem skręcimy i czym prędzej udamy się do bramy.
     – Zróbmy tak. – Gert poparł plan Veroniki. – Nie będziemy się rozdzielać, nie pójdziesz tam sama. Może się uda, ukryjemy ciała wampirów i po prostu wyjedziemy, a gdyby coś poszło nie tak, będziemy mieli wsparcie.
     Viktor westchnął.
     – Co ci się znów nie podoba? – zapytała go czarodziejka.
     – Chyba nic lepszego nie wymyślimy – odparł i pokręcił głową.
     – Kiedy zaczynamy? – zapytał Schmidt.
     Zamiast odpowiedzieć, Veronika przez chwilę mu się przyglądała.
     – Chcę wiedzieć, ile mamy czasu – wyjaśnił.
     – Wkrótce – odparła. – Zjemy kolację, zapakujemy obrazy i ruszamy.
     Gert skinął głową, po czym podniósł się z miejsca i bez słowa ruszył do drzwi. Czarodziejka odprowadziła go wzrokiem.
     – Pójdę zamówić coś do jedzenia. – Viktor pocałował ją w policzek i wyszedł z izby.
     Słyszała, że na korytarzu zamienił kilka słów z wartownikiem.

     Viktora nie było jakiś czas, a Veronika analizowała ich plany. Nieoczekiwanie wpadła na pewien pomysł. Wydawało jej się, że mógłby się sprawdzić.  
     Gdy tylko mężczyzna wrócił z kolacją, od razu zauważył podekscytowanie czarodziejki.
     – Coś wymyśliłam – zaczęła. – Wchodzimy tam z obrazami. Gdy gospodarz do nas przyjdzie, musimy się go pozbyć, koniecznie po cichu. Ukryjemy ciało, a następnie stworzę iluzję tego wampira. Posługując się nią, wezwę ochronę i nakażę im zabicie zdrajcy czyli Dietmunda. Dzięki temu po wszystkim będziemy mogli wyjechać z miasta pod ich eskortą. To władca i nikt nie będzie się zastanawiał, o co chodzi. Poślemy kogoś z poleceniem otwarcia bramy, każemy uwolnić Jose i zadbać o nasze bezpieczeństwo po drodze.
     – Brzmi prosto i sensownie. To chyba najlepszy plan – przyznał Viktor.
     – Jest genialny, ale musi nam się udać zabicie gospodarza po cichu. Bez tego nic nie wskóramy.
     – Kto wejdzie do środka? – zapytał.
     – Ja, ty i Gert.
     – Powiesz mu o tym pomyśle? Mam go już dość.
     – Zajmę się tym. – Zaczęła jeść. – Uda nam się, prawda? – Spojrzała na niego.
     – Czuję się trochę niepewnie, bo niewiele ode mnie zależy, ale jeśli jesteś pewna swojej magii…
     – Wiele od ciebie zależy. Masz zabić Theodorusa.
     – To nie stanowi żadnego wyzwania – powiedział.
     – Nie zapominaj, proszę, że to wampir Smoczej Krwi. One poświęcają setki lat na doskonalenie sztuki szermierki.
     – Żałuję, ale to nie będzie honorowy pojedynek. Nie martw się – uspokoił ją. – Jeśli ma być po cichu i szybko, nie będzie czasu na ceregiele... A jeśli przyjdzie z Dietmundem?
     – Tym lepiej, załatwimy oba naraz. Potem iluzja każe przyprowadzić Jose i dziewczynę, i tyle… Jeśli przyjdą razem, ty się zajmij Theodorusem. Dietmunda zostaw nam, bo nie jest aż tak niebezpieczny.
     – Sporo zamieszania narobił – zauważył Viktor.
     – Nie twierdzę, że jest nieszkodliwy. Sądzę jednak, że stanowi mniejsze zagrożenie od wampira wojownika… – zamilkła na moment. – Poradzimy sobie. Musimy sobie poradzić.

     – Jako kto my tam pójdziemy? – zaczęła się zastanawiać po kolacji.
     – Może jako ochrona – zasugerował.
     – Ochrony nie wpuszcza się wszędzie. Mogliby nas zostawić na zewnątrz.
     – Chcesz tam wejść bez broni? – To nie wydało mu się rozsądne.
     – Nie wiem… – Wstała od stołu. – Zaraz wracam. – Skierowała się do drzwi. – Zapytam, czy jest gotowy i poinformuję go o zmianach.

     Gert siedział na łóżku z nieco spuszczoną głową i łokciami opartymi na kolanach. Podniósł wzrok, gdy weszła na jego zaproszenie.
     – Jesteś gotowy? – zapytała, zamykając za sobą drzwi.
     Skinął na potwierdzenie, a ona podeszła do niego i usiadła obok.
     – Wprowadziliśmy małe zmiany – zaczęła, po czym zapoznała go ze szczegółami.
     – Jeden drobiazg pójdzie nie tak i po wszystkim – stwierdził.
     – Takie ryzyko zawsze istnieje… Pójdziesz tam jako ktoś, kto chce sprzedać obrazy. Jakie role byłyby najodpowiedniejsze dla nas i co z bronią? – zapytała.
     – Możesz być moją narzeczoną, a Viktor twoim bratem – zaproponował. – Żadnych mieczy. Tylko to, co można ukryć.
     – W porządku, tak zrobimy – zgodziła się, nie mając lepszego pomysłu. – Żoną. Nie mam pierścionka, poza tym nie znoszę być narzeczoną.
     – Dobrze, możesz być moją żoną. – Uśmiechnął się do niej.
     – Tylko się do mnie nie zbliżaj – zastrzegła.
     – Mam nadzieję, że będziesz bliżej mnie niż niego… To by było dziwne – dodał.
     – Będę bliżej ciebie, ale nie dotykaj mnie. Małżeństwa nie muszą okazywać sobie… niczego w miejscach publicznych.
     – Na salonach muszą wypadać jak najlepiej – powiedział Gert.
     – Ale nie muszą się obściskiwać. Po prostu…
     – Po prostu weźmiesz mnie pod rękę – przerwał jej.
     – Tak, i nic więcej. – Na to mogła przystać. – Pójdę już. Jesteś gotowy, tak? – upewniła się.
     – Oczywiście – potwierdził. – Zaczekaj. – Zatrzymał ją, gdy otwierała drzwi. – Być może to ostatnia okazja, żeby to…
     – Chwileczkę. – Popatrzyła na niego. – Zawsze mi mówisz, że nie będziesz się ze mną żegnał. Nie rób tego i teraz.
     – Ja się z tobą nie żegnam. – Stanął przed nią. – Chciałem tylko powiedzieć, że cię kocham. Wychodzimy razem, ale później będzie Viktor, więc może nie być okazji.
     – Po co mi to mówisz? – zapytała po chwili milczenia, nie odrywając wzroku od jego oczu.
     Gert wpatrywał się w nią bez słowa.
     – Powtórz mi to po wszystkim – poprosiła. – Wtedy ci powiem, co możesz sobie z tym zrobić.
     – Powtórzę jeszcze nie raz – obiecał, po czym chwycił w dłonie jej twarz i namiętnie ją pocałował.
     Objęła go, jednak po chwili odepchnęła od siebie.
     – Nigdy więcej tego nie rób – powiedziała drżącym głosem. – Między nami wszystko skończone.
     – Nie wierzę – wyszeptał.
     Wyszła w pośpiechu i czym prędzej wróciła do swojej izby.

     Bez słowa przebrała się w najlepszy strój, jaki miała. Viktor obserwował ją w milczeniu.
     – Będę jego żoną, a ty moim bratem – oznajmiła, gdy już była gotowa.
     – Co? Czyj to pomysł? – zapytał oburzony.
     – To najrozsądniejsze rozwiązanie. Nikogo z nas nie zostawią na placu ani na korytarzu.
     – Możesz być jego siostrą, a ja twoim mężem – stwierdził Viktor.
     – Nie pomyślałam o tym, zresztą to nie jest ważne. Ubierz się elegancko… – urwała. – Nie patrz tak na mnie. To są szczegóły. Nic się tam nie wydarzy.
     – Tak? A jeśli zacznie pokazywać, jakim cudownym jesteście małżeństwem?
     – Dostanie w gębę i powiem, że właśnie przechodzimy kryzys. Zaznaczyłam, że ma się trzymać ode mnie z daleka.
     – Wszystko będzie mniej skomplikowane, jeśli zagra twojego brata albo lepiej kuzyna, dalekiego kuzyna – upierał się Viktor.
     – To przecież nic nieznaczące szczegóły.
     – Znaczące – powiedział, przebierając się. – Dla niego te szczegóły mają wielkie znaczenie.
     – A dla mnie nie ma różnicy, czyją żoną będę w pałacu wampira. To tylko pozory potrzebne, żeby tam wejść i go zabić.
     – Tak, ty nie masz konkurencji – mruknął. – Nie możesz po prostu przyjąć tej wersji, skoro dla ciebie to nie ma znaczenia? – Wyraźnie narastała w  nim złość.
     – Mogę, ale już to ustaliliśmy i…
     – Zaraz to zmienię – przerwał jej i niemal natychmiast wyszedł, dopinając koszulę po drodze.
     Kobieta wybiegła za nim.

     Viktor wtargnął do pokoju Gerta bez pukania i trzasnął za sobą drzwiami. Chyba nie zauważył, że była tuż za nim. Zapukała i także weszła do środka.
     Gert siedział na łóżku i patrzył na rywala z nieskrywaną pogardą.
     – Veronika będzie moją żoną, a ty będziesz jej kuzynem – oznajmił Viktor.
     – Dlaczego? – zapytał spokojnie Schmidt.
     – Naprawdę nie czas na to – wtrąciła czarodziejka łagodnym tonem. – Proszę was. Nie wiem… Ustalcie coś szybko i chodźmy. Chcę mieć to za sobą.
     – Nie mów do mnie jak do dziecka – upomniał ją Viktor, po czym znów zwrócił się do Gerta: – Coś powiedziałem.
     – Powiedziałeś…
     – Świetnie. – Viktor odwrócił się w stronę wyjścia. – Chodźmy. – Wskazał Veronice drzwi.
     
     Zabrali swoje rzeczy z pokoju i opuścili zajazd. Na zewnątrz czekały przygotowane konie i wóz. Przestało padać, ale nadal było wilgotno i nieprzyjemnie.
     Gert ruszył jako pierwszy. Veronika i Viktor podążyli tuż za nim.

     Zamek był oświetlony przez pochodnie. Część z nich zamocowano na murze. Pomimo późnej pory brama, w której stali strażnicy, nadal była otwarta. Jeden z nich wyszedł na drogę, widząc zbliżających się ludzi.
     – Kto i do kogo? – zapytał krótko.
     – Hans Klaus – przedstawił się Gert. – Mam obrazy na sprzedaż. Chciałbym pokazać je hrabiemu Theodorusowi von Carsteinowi. Powiedziano mi, że będę mógł się z nim spotkać wieczorem.
     – A po co wam ta eskorta? – zainteresował się strażnik.
     – Liczę na to, że uda mi się dogadać z hrabią i być może zechce nas tu ugościć. Nie chciałbym rozpraszać zbytnio swojej świty.
     – W porządku. Zatrzymajcie się przed pałacem. Zaraz ktoś do was wyjdzie.
     Veronika modliła się do Morra, gdy zbliżali się do budynku. Po drodze musieli minąć zwłoki smoka, które umieszczone były na samym środku placu. Czarodziejka spodziewała się zobaczyć coś większego. Ta bestia z pewnością byłaby śmiertelnie niebezpieczna, ale opowieści na temat tych istot zdawały się być przesadzone.
     Gdy zatrzymali się pod pałacem, Gert zsiadł z konia i rozejrzał się. Po chwili z budynku wyszedł człowiek i pospiesznie ruszył po schodach w stronę nowo przybyłych.
     – Witam. W czym mogę pomóc? – zapytał grzecznie.
     – Pragnę spotkać się z hrabią von Carsteinem. Mam na wozie obrazy, które chciałbym mu pokazać i liczę na to, że hrabia zechce któryś z nich kupić. Powiedziano mi, że to najwłaściwsza pora na tego typu prezentację. – Schmidt genialnie odgrywał swoją rolę.
     – A czyje są te prace? – zainteresował się sługa.
     – Bertolfa Jutzenbacha z Marienburga.
     – Zapraszam pana do środka – powiedział służący. – Niech ochrona zjedzie z podjazdu. Mogą zatrzymać się z boku. – Gestem wskazał miejsce.
     – Jestem tutaj z siostrą i jej mężem – oznajmił Gert, gdy Veronika i Viktor do niego dołączyli.
     – Naturalnie zapraszam…
     – Imponująca budowla – Schmidt komplementował pałac, wchodząc po schodach.
     – Owszem, ma już ponad tysiąc lat. Nigdy nie został zdobyty. Zbudowali go krasnoludzcy rzemieślnicy na rozkaz hrabiego Borisa von Carsteina.
     
     W przestronnym holu służący zabrał od gości płaszcze, po czym poprowadził ich na piętro. Wewnątrz panował przepych i bogactwo. Złoto było niemal wszędzie, lecz nie wyglądało to zbyt gustownie. Dekoracji było stanowczo zbyt wiele.
     – Zapraszam. – Otworzył im drzwi do salonu. – Hrabia zaraz do państwa przyjdzie.

Fanriel

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2428 słów i 14935 znaków.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    No to się zaczyna . Te ich dywagacje, zwane planem mają  marne szanse powodzenia. Ciekawe co dalej

  • Fanriel

    @AnonimS Przy sprzyjających okolicznościach, mogłoby im się udać z tym planem. Chyba nie jest najgorszy. ;)

  • Fanka

    W końcu doszli do jakiś konkretów ;)
    Cóż Viktor miał rację co do pomysłu kto ma być mężem,ale brawa również dla Gerta że próbuje,nie zniechęca się i walczy ;) Świetna część ;)

  • Fanriel

    @Fanka Dziękuję bardzo! :)