Strażnicy cienia IV część 26

– Ta dziewczyna powinna tam zginąć.
     – Więc po co my się tak narażamy? – Popatrzył na nią. – Po prostu ich tam zostawmy.
     – Nie. – Pokręciła głową. – To nie jest przypadek, że ona została porwana przez tego wampira. Dietmund dogrzebał się do pewnych informacji i… On chce ją zabić, tylko że podczas rytuału – ściszyła głos. – Jeśli by mu się udało, mogłoby to doprowadzić do ogromnej, naprawdę ogromnej katastrofy. Cały czas próbowałam ją chronić i myślałam o tym, żeby gdzieś ją ukryć. Teraz jednak wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że on podzielił się swoim odkryciem z innymi i prędzej czy później ktoś ją dorwie. Wyważyłam wszystko. To jest jedna osoba, a chodzi o naprawdę poważną sprawę.
     – Nigdy nie zabiłem kobiety – powiedział.
     – Mając świadomość, do czego to może prowadzić, zrobię to bez wahania. Od tygodni to rozważam i taką właśnie podjęłam decyzję. Na chwilę obecną nie widzę innej możliwości… – zamilkła na moment, po czym spojrzała na niego. – Gdybym miała gwarancję, że wyjdziemy z tego cało i będziemy mogli ją gdzieś wywieźć i ukryć… Nie mogę mieć takiej pewności, bo jesteśmy w Sylvanii. Liczymy się z pościgiem i walką. Jeśli nas pozabijają albo chociaż zranią tak, że nie będziemy w stanie jej odzyskać, to będzie koniec.
     Viktor pokręcił głową.
     – Nie zginie z mojej ręki, ale nie przeszkodzę ci – postanowił. – Gdyby chodziło o ciebie, zaryzykowałbym nawet losy świata… To, co robisz, jest trudniejsze niż można się domyślać. Często podejmujesz takie decyzje?
     – Nie, ale ja dopiero od kilku miesięcy jestem poza Kolegium… Czasami po prostu trzeba wybrać mniejsze zło. To normalne.
     – Zazwyczaj jest tak, że coś, co może się przyczynić do wielkiego zła, może też przyczynić się do wielkiego dobra. Takie dmuchanie na zimne może uniemożliwić uczynienie tego dobra.
     – Owszem – potwierdziła.
     – Zdajesz sobie z tego sprawę?
     – Tak, zdaję sobie z tego sprawę, jednak uważam, że mamy bardzo małe szanse, żeby ją stamtąd zabrać w bezpieczne miejsce. Gdybym miała pewność, że tylko on o tym wie i gdyby zginął, zrobiłabym wszystko, żeby ją ocalić – zapewniła.
     – Ale mogą wiedzieć wszyscy, a ty nie jesteś w stanie jej ochronić…
     – W tym momencie nie.
     – A kto jest? Istnieje ktoś taki? – zapytał Viktor.
     – Myślę, że nikt nie byłby w stanie, jeśli te wieści rozeszły się wśród wampirów.
     – A gdyby udało się ją wywieźć i dostarczyć w miejsce, gdzie teoretycznie miałaby pełne bezpieczeństwo? Czy istnieje ktoś, kto by ją wtedy ochronił?
     – Wcześniej zamierzałam ją zabrać do Kolegium. Tam już by się nią odpowiednio zajęli. Ukryliby ją… – urwała. – Może trzy miesiące temu bym próbowała, ale zazwyczaj z tego typu opresji wychodzę w stanie, który jest bliższy śmierci niż życiu i wiem, że wtedy jestem zupełnie bezradna. Po jednej z takich sytuacji ona została porwana. Zdołaliśmy ją uwolnić, ale on porwał ją po raz kolejny... Już wcześniej myślałam o tym, żeby się jej pozbyć, ale nie zrobiłam tego. Nie uznałam tego za konieczne. Byłam przekonana, że sobie poradzimy, ale byliśmy wtedy w Imperium a nie w Sylvanii… – Popatrzyła na niego. – Już trzeci raz jest w jego łapskach.
     Przez chwilę jechali w milczeniu.
     – Gdybyś mi o tym nie powiedziała, żyłbym w nieświadomości. Jakbyś powiedziała mi o tym po fakcie, zrozumiałbym… W tej sytuacji muszę wziąć to na siebie... Jeśli jest w niej tyle dobra, co zła, nie mogę pozwolić, żebyś ty ściągnęła na siebie ewentualny gniew tych, którzy uczynili ją wyjątkową. Ja to zrobię – zdecydował.
     – Nie – zaprotestowała Veronika.
     – Nie ma innej opcji. Nie mogę pozwolić, żebyś…
     – Ja wiem, że słusznie postępuję – przerwała mu. – Zakładam, że nawet ci, którzy uczynili z niej osobę wyjątkową, zdają sobie sprawę z tego, jak to wygląda. Wierzę w to, co robię i nie zamierzam postępować źle. To jest moja sprawa i nie będę cię aż tak w to mieszać.
     – Ale ja mam wątpliwości, co do słuszności tej decyzji, więc wolę to wziąć na siebie. To będzie sprawa tylko i wyłącznie między mną a bogami… Poza tym jakim bym był mężczyzną, gdybym ci na to pozwolił?
     – To jest moja misja – przypomniała czarodziejka.
     – Zrobię to – powtórzył. – Nie dla ciebie, nie dla świata, tylko dla siebie.
     – Ja nie chcę, żebyś to robił.
     – Podjąłem już decyzję.
     – I co z tego? – uniosła się. – Ja już nie mam nic do powiedzenia, bo ty czegoś chcesz?
     – Masz. Przecież zawsze cię słucham.
     – Ale nigdy nie ustępujesz. Zawsze robisz tylko to, czego chcesz. To jest moja sprawa. Sama chcę to zrobić. Chcę to dokończyć. Muszę to zobaczyć, by wiedzieć, że to się stało, bo inaczej nie będę mogła do końca życia spać spokojnie, rozumiesz? – Odetchnęła głęboko i rozejrzała się. – Jose nie może się dowiedzieć, że nie zginęła z ręki wampira.
     – Nie musisz nawet tego mówić… Pozwól mi to wziąć na siebie – tym razem poprosił.
     – Nie, ale mogę ci obiecać, że jeśli po drodze zobaczę jakieś inne możliwości, to je wykorzystam. Jeśli zyskam pewność, że będę mogła ją z tego wyciągnąć, zrobię to.
     – Raczej nie będzie już żadnych możliwości. Po prostu tam wejdziemy i trzeba wiedzieć po co – stwierdził. – Jeśli tak postanowiłaś, to nie można się wahać.
     – Widzisz, mam jeszcze sumienie. Chciałabym wierzyć, że nikt o tym nie wie, a ją można bezpiecznie stamtąd zabrać… – Znów na niego spojrzała. – Niestety najprawdopodobniej będzie musiała zginąć.
     Viktor zamyślił się nad jej słowami.

     Zatrzymali się przy kolejnej zabudowanej studni. Zsiadając z konia, Veronika zerknęła w stronę Gerta, który już prowadził swojego wierzchowca do wodopoju.
     – Schowaj się pod zadaszeniem. Zaraz do ciebie przyjdę – Viktor zwrócił się do czarodziejki.
     Wyjęła z torby jedzenie i udała się w stronę studni. Po chwili dołączył do niej Filip.
     – Co za pogoda – powiedział, stając obok niej.
     – Humor się poprawił? – zagadnęła.
     – Do dobrego humoru jeszcze daleko.
     – Ale już nie wyglądasz na takiego przybitego jak wcześniej – stwierdziła. – Coś się stało? – zapytała, patrząc na Gerta, który spacerował na zewnątrz.
     – Wszystko się pochrzaniło, nie? – Zerknął na nią. – Marcus powiedział, co zrobił.
     – Tak? – Autentycznie się zdziwiła.
     – Tak. To nie było w porządku… Do tego Gert i jego listy, obecność Viktora… Jest do dupy – podsumował.
     – Ja na miejscu Marcusa milczałabym do śmierci – powiedziała.
     – No widzisz, a on nie milczał.
     – Jakie to szlachetne z jego strony, przyznał się – w jej głosie zabrzmiała ironia.
     – Nie pochwalam tego, co zrobił i nie przyszedłem tu w jego imieniu – zapewnił Filip.
     – Nie pomyślałam tak.
     – Pewnie jest ci teraz ciężko. – Spojrzał na nią. – Jeśli masz ochotę się wygadać, chętnie cię wysłucham.
     – Dzięki. Jakie masz plany? – zapytała.
     Wzruszył ramionami.
     – Nie wiem, co będzie, gdy już opuścimy Sylvanię… – zamilkł. – Marcus jest jakiś dziwny. Nie wiem, czy będzie jeszcze chciał… Ja też nie wiem, czy będę miał na to ochotę, czy może zmienię otoczenie.
     – Viktor jest skłonny złożyć ci propozycję pracy.
     – Tak? Popatrz, co za zbieg okoliczności. Chciałem mu zaproponować to samo. – Zaśmiał się.
     – Obawiam się, że cię nie stać. – Uśmiechnęła się lekko.
     – Myślę, że można się nieźle obłowić w zamku wampira, poza tym żartuję. Nie zatrudniłbym go. Nie po tym, co zrobił.
     – Odmówisz mu? – zapytała.
     – Nie wiem – odparł po chwili namysłu. – Jego technika robi wrażenie. Warto by było się temu lepiej przyjrzeć… Gdy już byłbym w stanie go pokonać, mógłbym ruszyć w swoją stronę. Oczywiście nie twierdzę, że nie jestem, ale szkoda by było nie wykorzystać okazji, żeby nauczyć się czegoś nowego.
     – Yhm… – Veronika nie słuchała go zbyt uważnie, ponieważ obserwowała Gerta, który stał przy swoim koniu i poprawiał bagaże.
     – No właśnie – kontynuował Filip. – Chciałem po prostu powiedzieć, że mimo wszystko cię lubię. Marcus cię oszukał i możesz mieć do niego żal, ale ja o niczym nie wiedziałem. Myślę, że moglibyśmy zostać przyjaciółmi… pozostać przyjaciółmi.
     – Co znaczy „mimo wszystko”? – zapytała.
     – To znaczy, że mimo tych wszystkich przykrych wydarzeń, to się nie zmieniło. Nasz kontakt się trochę poluźnił, odkąd pojawił się Viktor i tak dalej. Chciałem powiedzieć, że nie chodzi o ciebie.
     – W porządku. Fajnie. Ja też nie zmieniłam o tobie zdania – zapewniła go.
     – Świetnie – ucieszył się. – Ulrych też nie miał z tym nic wspólnego, wiesz?
     – Domyślam się.
     – Wydaje mi się, że akurat on ma już tego wszystkiego dość. To prosty człowiek. Teraz chyba się trochę zagubił.
     – Niedługo będzie po wszystkim – powiedziała.
     – I co potem?
     – Jeśli pytasz o moje plany, to wyjadę gdzieś z Viktorem i odpocznę.
     – Świetny pomysł – przyznał Filip. – A dokąd?
     – Jeszcze tego nie ustaliliśmy.
     – Nie martw się, nie pojadę za wami. Pytałem z ciekawości.
     – Jeśli będziesz dla niego pracował, to pojedziesz. Jego ludzie pewnie będą gdzieś blisko. Chodzi o to, żeby się gdzieś zatrzymać, napić, wyspać, wykąpać, trochę zabawić. Takie zwykłe rzeczy w cichym, spokojnym miejscu – wyjaśniła. – Tu nie pada – zwróciła się do Gerta, który zaczął jeść na zewnątrz.
     Spojrzał na nią zaskoczony, po czym rozejrzał się i ruszył w jej stronę.
     
     – Dziękuję za zaproszenie. – Zdjął płaszcz i zawiesił go na desce.
     – To nie moje królestwo. Na zewnątrz jest tak miło, że chyba jedzenie by ci namokło.
     – Dzięki za… wiesz co…
     – Nie wiem i nie obchodzi mnie to – zapewniła go.
     – Za troskę – dokończył Gert.
     – Wcale się o ciebie nie troszczę.
     – Ja chyba już wszystko powiedziałem – odezwał się Filip, przypominając im o swojej obecności. – W zasadzie jest coś jeszcze, ale to może później. Pójdę trochę rozruszać Ulrycha. Rozkleja się.
     – Jeśli jest coś jeszcze, to mów – poprosiła Veronika.
     – Nie, może później – rzucił, wychodząc na zewnątrz.
     Veronika zajęła się jedzeniem.
     – Ustaliliście coś? – zapytał po chwili Gert.
     – Tak. Nie będziemy się rozdzielać. Razem pójdziemy do lochów – poinformowała go. – Tam jest czterech strażników i powinni zginąć jednocześnie.
     – Kto jeszcze z nami idzie?
     – Nikt, pójdziemy we trójkę. Mam nadzieję, że nic tam nie wywiniesz… – Spojrzała na niego i zamilkła na moment. – Nie wiem, dlaczego tam idziesz. Na pewno nie z powołania, bo takowego nie posiadasz, ale mam nadzieję, że nie wytniesz żadnego numeru… – urwała, ponieważ podszedł do niej i stanął naprzeciwko, stanowczo za blisko.
     Zerknęła na niego spod kaptura, który cały czas miała na głowie.
     – Tak? – zapytał półgłosem, nie spuszczając z niej wzroku.
     – Nic nie mówiłam.
     – Mówiłaś, tylko że przerwałaś.
     – Powiedziałam już wszystko – w jej głosie brakowało pewności.
     – Myślałem, że dopiero zaczęłaś… Tak, mówiłaś o powołaniu, o tym, że nie wiesz, po co tam idę.
     – Tak, nie wiem, po co tam idziesz… – powtórzyła, czując, jak grunt usuwa jej się spod nóg. – Kiedyś chodziłeś za mną, a teraz to nie ma sensu, więc nie wiem.
     – A ja nie wiem, czy chcesz wiedzieć – wyszeptał, pochylając się do jej ucha. – Kocham cię… i nie zamierzam odpuszczać. Obiecałem, przyrzekłem, że pojadę z tobą, że będę ci towarzyszył.
     – I cóż to dla ciebie znaczy? Wystarczy zostawić list – wyrzuciła mu, po czym wyrecytowała to, co do niej napisał za pierwszym razem. Zapamiętała dokładnie każde słowo.
     – Brzmi gorzej niż przypuszczałem – przyznał. – Nie rozumiem, jak mogłaś w to uwierzyć… A może po prostu chciałaś w to uwierzyć? – Nawet na moment nie spuszczał z niej wzroku.
     – W zasadzie tak – skłamała. – Miałam cię już dosyć.
     – Nie wierzę ci, kochanie. Wiem, że sytuacja się skomplikowała przez tego tam… Viktora. Gdyby nie on, po prostu zrobiłabyś karczemną awanturę, przyłożyłabyś mi jeszcze ze dwa razy i byłoby po wszystkim.
     – Obecność Viktora nie ma znaczenia – zapewniła go. – Ja nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nigdy nie byłeś dla mnie odpowiednim facetem i w zasadzie nie wiem, po co się w to bawiłam… Przyznam, że ten list mnie zaskoczył. Odniosłam pewnego rodzaju porażkę, aczkolwiek…
     – Porażkę? – przerwał jej. – O czym ty mówisz?
     – Zostawiłeś mnie, a nie tak to miało się skończyć. Ale powiedzmy, że nie ma to większego znaczenia, więc… – zawahała się – szybko przeszłam nad tym do porządku dziennego.
     – Wiem, że nie będzie łatwo cię odzyskać…
     – Czy ty nie rozumiesz, co ja do ciebie mówię? – zapytała, wchodząc mu w słowo.
     – Wszystko rozumiem.
     – Świetnie. Może dla odmiany chociaż raz przyjmij to do wiadomości.
     – To nie wchodzi w grę. – Pokręcił głową.
     – Nas nie było, nie ma i nie będzie – powiedziała stanowczo, tak, by to do niego dotarło.
     – Wyobraź sobie norę królika. Ty próbujesz tam wcisnąć niedźwiedzia. Nie da się, za nic nie wejdzie.
     – Wierz, w co chcesz. Twoja strata. – Dostrzegła, że Viktor zmierza w ich stronę.
     – Strata? Dlaczego? – zapytał Gert.
     – Stracisz czas albo i życie, i to bez sensu.
     – Stracę wszystko, jeśli zrezygnuję – wyszeptał.
     – Ty już nie masz o co walczyć.
     – Mam – upierał się.
     – Nie. To była tylko fikcja. Myślisz, że dlaczego za ciebie nie wyszłam? Cały czas szukałam wymówek. Myślisz, że z miłości? Zgodziłam się tylko dlatego, bo uznałam, że to dobry kamuflaż.
     – Głos ci drży – zauważył.

Fanriel

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2416 słów i 14240 znaków.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    Coś mnie trafi . Kolejny komentarz zniknął przy publikowaniu. "– Kocham cię… i nie zamierzam odpuszczać. Obiecałem, przyrzekłem, że pojadę z tobą, że będę ci towarzyszył." I "Myślisz, że dlaczego za ciebie nie wyszłam? Cały czas szukałam wymówek. Myślisz, że z miłości? Zgodziłam się tylko dlatego, bo uznałam, że to dobry kamuflaż." Jak to porównać? Wnioski nasuwają się same. No i jeszcze rozważanie o zabiciu Estalijki - to jest do zaakceptowania mimo że nie uznaję pojęcia " mniejsze zło" pozdrawiam fankę

  • Fanriel

    @AnonimS Dziękuję za komentarz, tym bardziej, że znowu pojawił się kłopot przy publikowaniu. :)

  • Fanka

    Wooow. Podziwiam Gerta że nie odpuszcza i walczy. Brawa dla niego. Naprawdę widać że ją kocha aczkolwiek mam nadzieję że i ona schowa swoją dumę i jakoś im się poukłada po całej walce ;)
    Co do części to kolejna świetna część  :bravo:

  • Fanriel

    @Fanka BARDZO dziękuję.  :kiss:

  • Fanka

    @Fanriel  :kiss: