Strażnicy cienia II część 49

– Nie wiem, czy powinniśmy podpalać dach – wtrącił dowódca najemników. – Raczej nie będą trzymać zakładników przy drzwiach na parterze, bo mogliby uciec. Ja bym ich zamknął gdzieś u góry albo w piwnicy.
     – W piwnicy byliby bezpieczni – stwierdził Gert.
     – Do piwnicy jest pewnie drugie wejście – powiedziała barmanka.
     – I to można by było sprawdzić, zanim tam wejdziemy, gdy już wszyscy będą ustawieni – zwróciła się do narzeczonego Veronika. – Może udałoby się uwolnić zakładników, zanim wszystko się zacznie.
     – Wolałbym tam nie walczyć z ich strażnikami – przyznał.
     – A jeśli nikt nie będzie ich pilnował? Może tylko ich związali i zamknęli. Warto byłoby to sprawdzić. Zawsze można uciec, wycofać się – przekonywała.
     – Jeśli nie będzie paniki spowodowanej pożarem, to podniosą alarm i od razu zajmą się zakładnikami – zauważył Gert.
     – Kochanie, gdyby udało nam się uwolnić ich wcześniej, moglibyśmy puścić to wszystko z dymem, pomijając nawet strzelanie.
     – Zgadzam się z Gerhartem – odezwał się Alex. – Nikt nie wejdzie tam niepostrzeżenie. Nie ma takiej opcji. Powinniśmy wszystko przesłonić dymem, o ile to możliwe. Jeśli będzie ogień i dym, wtedy będzie można tam wejść. Zwłaszcza, jeśli będzie się wyglądało jak któryś z nich. – Ubrał płaszcz i naciągnął na głowę kaptur.
     – No to wchodzimy wszyscy oprócz ciebie – Gert zwrócił się do krasnoluda. – Mogliby zacząć coś podejrzewać.
     Gottri roześmiał się tak, że aż się zakrztusił i opluł.
     – Bardzo, bardzo śmieszne – powiedział, wycierając brodę.
     – Rozumiem, że do wioski wchodzimy po cichu, tak? – upewniła się Veronika.
     – Szarża jest wykluczona – stwierdziła Estela.
     – To nam zaoszczędzi sporo czasu. Wiecie, zbudowanie tarana, maszyn oblężniczych… – żartował krasnolud.
     – Widzę, że humory dopisują, ale czas ucieka – zauważyła czarodziejka. –Otworzysz nam bramę od środka – zwróciła się do narzeczonego. – Konie zostawimy na zewnątrz. Wejdziemy po cichu do osady i ukryjemy się. Jose podpali zajazd. Alex będzie gotowy, by wejść po zakładników, a my będziemy strzelać do wampirów, które wyjdą na zewnątrz – podsumowała. – Potrzebuję broni strzeleckiej.
     – Dam ci pistolet – zaoferował jej Gert.
     – Mam, tylko że nie jest naładowany. – Przypomniała sobie, że kupiła go od Gottriego.
     – Już go ładuję, kochanie. Gdzie go masz?
     – I jeszcze pokaż, jak tego używać – poprosiła, wyciągając broń z torby.
     Gert wziął ją od narzeczonej i zaczął wyjaśniać:
     – Najpierw czyścimy, potem wsypujemy proch, ubijamy, wrzucamy kulkę, ubijamy, odciągamy kurek, naciskamy spust, wampir leży.
     Veronika słuchała go uważnie i obserwowała każdy jego gest.
     – To znaczy, że tym celujemy? – zażartowała, wskazując lufę.
     – Tak, tym wylatuje kula – potwierdził.
     – Świetnie, dziękuję. – Pocałowała go. –  Na razie to mi wystarczy.
     – Jeśli ktoś ma płaszcz, niech go założy – zasugerował Alex. – To wprowadzi dodatkowe zamieszanie. Potrzebujemy tylko jakichś znaków rozpoznawczych.
     – Szkoda, że nie mamy kwiatów – stwierdził Gert. – Moglibyśmy gdzieś je sobie zatknąć, wbić w materiał.
     Veronika z trudem powstrzymała wybuch śmiechu.
     – Ubranie by się wtedy zniszczyło – zauważyła.
     – Wzięłam opatrunki. To zwykłe płótna z białej koszuli. Można by to przewiązać… – powiedziała nieśmiało Nellie.
     – Świetny pomysł – przyznała czarodziejka i podeszła do barmanki. – Masz doświadczenie w tego typu wyprawach? – zainteresowała się, gdy dziewczyna grzebała w swojej torbie w poszukiwaniu wspomnianych opatrunków.
     – Trochę w leczeniu. W karczmach często dochodzi do urazów.
     – Veronika – przedstawiła się i wyciągnęła rękę.
     – Nellie. – Odwzajemniła gest, po czym podała kobiecie płótno pocięte na pasy.

     Czarodziejka rozdała kilka tym, którzy nie mieli swoich, po czym zaczęła wiązać sobie opaskę na rękawie. Zobaczyła, że Jose wyręcza Estelę i przerwała.
     – Gert, pomożesz mi? – poprosiła, udając bezradność.
     – A z czym sobie nie radzisz, kochanie? – zapytał, podchodząc do niej. – Pokaż… Na supeł czy na kokardkę?
     – Kokardkę – zdecydowała, gdy wiązał.
     – Podwójną, żeby przez przypadek się nie popsuło. Ktoś mógłby cię zabić.
     – Najpierw supeł, potem kokardka – poinstruowała go.
     – Myślałem, że potrzebujesz pomocy…
     – Potrzebuję. Jak niby mam sobie sama zawiązać kokardkę?
     – Aha. Podwójny supeł i kokardka. – Pokiwał głową ze zrozumieniem. – Kokardka do ozdoby, supeł do mocowania.
     – Ja nie mam płaszcza – oznajmił Gottri.
     – To nie musisz mieć znaku rozpoznawczego – powiedziała Veronika.
     Krasnolud wybuchnął śmiechem.
     – W zasadzie mógłbym udawać rannego wampira na kolanach – stwierdził i wyciągnął piersiówkę. – Kto chce na szczęście? – Skorzystał z momentu, gdy atmosfera nieco się rozluźniła.
     Estalijczycy się poczęstowali. Dowódca najemników pokręcił tylko głową, widząc pytający wzrok jednego ze swoich ludzi. Alex nie był zainteresowany, natomiast Nellie wzięła takiego łyka, po którym oczy jej się zaszkliły. Krasnolud tak jak rozpoczął, zamknął kolejkę, po czym zakręcił piersiówkę.
     – Jeśli wszystko nie pójdzie z dymem, trzeba załatwić wódkę dla Gottriego – Veronika szeptem powiedziała do narzeczonego.
     – U władcy pewnie znajdziemy lepsze trunki.

     Alex ruszył pierwszy. Zjechał z drogi i nie spuszczał wzroku z osady, do której zmierzali. Wkrótce mogli już stwierdzić, że okiennice w zajeździe faktycznie były pozamykane. Budynek był drewniany, a jego dach pokryty strzechą.

     Zatrzymali się przy ogrodzeniu, które miało prawie trzy metry wysokości. Zbudowane było z zaostrzonych na końcach pali.
     – Poradzisz sobie? – Veronika zapytała Gerta.
     – Mam linę – powiedział.
     – Tylko nie wyciągaj kotwiczki. Wystarczy, że ostatnio związywałeś wampira garotą. Zanim tam wleziesz, dobrze się rozejrzyj – poinstruowała go.
     Pokiwał głową i zsiadł z wierzchowca.
     Podszedł do palisady, podskoczył, chwycił się i podciągnął. Omiótł wzrokiem ogrodzony teren, opuścił się nieco, podciągnął nogi i zaparł się czubkami butów o ścianę. Potem odepchnął się i w mgnieniu oka zniknął po drugiej stronie.
     „Świetny kamuflaż. Robi to codziennie w swoim ogrodzie z różami” – pomyślała czarodziejka, nie bez uznania dla jego sprawności fizycznej.
     – A to spryciarz – mruknął krasnolud.
     – Z koni – szeptem wydał rozkaz dowódca najemników.

     Gdy poprzywiązywali wierzchowce do drzew rosnących nieopodal, Veronika jako pierwsza ruszyła w stronę bramy. Towarzysze podążali za nią, starając się poruszać jak najciszej.
     Zamarła na moment, gdy gdzieś niedaleko za palisadą usłyszała warknięcie i dźwięk wysuwanego ostrza. Bez zastanowienia sprawnie wskoczyła na ogrodzenie i zobaczyła dwie zakapturzone postacie, które właśnie rozpoczęły walkę. Jedna dysponowała sztyletem, druga mieczem.
     Czarodziejka zeskoczyła na ziemię niedaleko nich, w międzyczasie identyfikując narzeczonego po przepasce z białego płótna. Wypowiedziała zaklęcie Sztylety cienia i rzuciła nimi we wroga. Noże trafiły w cel, a Gert natychmiast dobił przeciwnika. Szybko złapał bezwładne ciało i przeciągnął je za jedną z chałup.
     – Jesteś cały? – szeptem zapytała go narzeczona.
     – Nawet mnie nie drasnął – odparł, nie zatrzymując się.
     – Mówisz tak specjalnie, żebym się nie martwiła?
     – Nie, nic mi nie jest – zapewnił ją.

     W pośpiechu dotarli do bramy. Mężczyzna zdjął spory rygiel i uchylił ją. Najpierw wszedł Alex i stanął nieopodal z kuszą gotową do użycia. Rozejrzał się, po czym dał reszcie znak, by wbiegali.

     Gert jako pierwszy ruszył między budynki. Czarodziejka i pozostali podążyli za nim.
     – Przestraszyłam się, że coś ci się stanie – powiedziała do niego po drodze.
     – Naprawdę? To słodkie – stwierdził z zadowoleniem.
     – Nawet nie wiem, kiedy znalazłam się po drugiej stronie – przyznała.

     Niedaleko zajazdu Gert ukrył się w cieniu jednej z chat, wyciągnął pistolet i przykucnął. Obejrzał się i dał znak pozostałym, żeby się zatrzymali. Czarodziejka, zajmując miejsce obok niego, również wzięła do ręki broń i obserwowała cel.
     – Może poinformujemy ich o możliwości poddania się? – zaproponował.
     – Nie, to wykluczone – zaprotestowała stanowczo. – Zakładnicy.
     – Gotowi? – zapytał szeptem Jose, gdy tylko do nich dołączył.
     – Chyba powinieneś trochę rozproszyć tych ludzi, posłać część z drugiej strony – zwróciła się do narzeczonego Veronika.
     – Jeśli będziemy za każdym razem dyskutować, co powinienem zrobić…
     – Nie uważasz, że należałoby otoczyć ten zajazd? – przerwała mu.
     – Dobrze, ale ty mówisz to do mnie. Mogłabyś wydać takie polecenie i po sprawie – rzucił ostro. – Powiedz im po prostu, co mają robić. Nie będę wtedy powtarzał po tobie.
     – Jasne, a każde z nas będzie mówiło co innego. Bardzo zabawne… Tak Jose, jesteśmy gotowi. Już czas – zwróciła się do czarodzieja i odbezpieczyła pistolet. – Alex wchodzi do środka, tak? – upewniła się.
     – Chyba tak – odparł Estalijczyk i rozejrzał się, jakby szukał gdzieś potwierdzenia. Potem przeniósł wzrok na budynek.
     Veronika odwróciła się, by zlokalizować Estelę, ale nigdzie jej nie widziała.
     – Gdzie jest ta twoja dziewczyna? – zapytała maga.
     – Z innymi – odparł i obejrzał się za siebie.
     – Widzisz ją? Niech będzie przy mnie, tak jak się umawialiśmy wcześniej.
     – Zaraz wrócę – powiedział.
     Gdy Jose odszedł, Gert spojrzał w niebo.
     – Jakoś to wszystko strasznie się wlecze… Chociaż, biorąc pod uwagę, ile zazwyczaj trzeba czasu, by się dobrze rozejrzeć, można stwierdzić, że tempo jest błyskawiczne – stwierdził.

     Wkrótce mag przyprowadził Estelę. Dziewczyna z rapierem w ręku kucnęła obok czarodziejki.
     – Trzymaj się blisko mnie, a jakby coś się działo, mów – poleciła jej Veronika.
     Ta skinęła tylko głową.
     Czarodziej westchnął i skupił swoją uwagę na budynku. Potem westchnął po raz kolejny. Veronika skoncentrowała się na wiatrach magii. Chciała wiedzieć, czy on właśnie nimi manipuluje, ale nic się nie działo. Zaczęła mu się przyglądać.
     Po chwili bezruchu znowu westchnął i pokręcił głową. Gert pytająco popatrzył na narzeczoną, a potem na Jose.
     – Dasz radę – powiedział i poklepał go po ramieniu.
     Mag pokiwał głową i zdawało się, że już coś powie, ale nic z tego nie wyszło.
     – Co z tobą? – zapytała go zaniepokojona czarodziejka.
     – Wszystkie zaklęcia, które wydają mi się odpowiednie, powodują hałas. Po cichu mogę jedynie spalić to wszystko od razu. Dajcie mi się skupić – poprosił. – Muszę to dobrze przemyśleć.
     – Miałeś na to mnóstwo czasu – wyrzuciła mu Veronika.
     – Rozmawialiśmy o strategii… Jeszcze chwilę...
     – Pociski wcale nie robią takiego hałasu – stwierdziła.
     – Zanim poczują dym albo zobaczą ogień, usłyszą, że coś uderzyło w dach. Gdybym wszedł na górę, to nie byłoby problemu, ale ja się nie wspinam tak dobrze jak wy.
     Gert się rozejrzał.
     – Podpal cokolwiek – zasugerował. – Ja wniosę to na dach.
     – Nie żartuj. Nigdzie nie pójdziesz – zaprotestowała jego narzeczona.
     – To wal. Jeśli usłyszą, to trudno – powiedział.
     – Wal – powtórzyła za nim Veronika.
     – W porządku. – Jose skinął głową.
     Wstał i od razu wypowiedział zaklęcie. W stronę zajazdu pomknęło kilka ognistych pocisków, z których jeden wpadł do środka przez dach. Uderzenie faktycznie było dość silne, a co za tym idzie, głośne.
     Wszyscy czekali w napięciu na rozwój sytuacji. Po chwili strzecha zaczęła płonąć, a z budynku doszedł ich krzyk:
     – Pali się! Uwolnijcie nas! Pali się!
     – Są u góry. Żeby tylko teraz ich nie ewakuowali – powiedział Gert, po czym zwrócił się do Jose: – Otworzę okiennice. Celuj w parter.
     – A jak uwolnimy zakładników? – zapytała czarodziejka.
     – Nie wiem. Niech wyskakują przez okno – rzucił, po czym biegiem ruszył w stronę zajazdu.
     Jego narzeczona odłożyła pistolet, by w razie czego móc szybko użyć magii.
     – Pali się! Ktoś wzniecił ogień! – usłyszeli ze środka paniczny krzyk.
     – Zgaście to i zamknijcie się! – odpowiedział ktoś.
     Gdy tylko Gert dotarł do okiennicy, wyciągnął rękę do skobla i uniósł go delikatnie, starając się nie robić hałasu. Niestety zaskrzypiał i to dość głośno.

Fanriel

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2050 słów i 12921 znaków.

2 komentarze

 
  • Margerita

    łapak w górę widzę Gercik wczuwa się w rolę dowódcy wejdziemy do środka wszyscy z wyjątkiem ciebie to było dobre

  • Fanriel

    @Margerita, dziękuję. :)

  • AnonimS

    Dobrze opisana  scena przygotowania ataku na wampiry. Może zbyt dużo dialogu  przed podjęciem akcji i rozważania jak się do tego zabrać. I tu się zgadzam z Estalijką .  
    Struktura dowodzenia ma być jasna . Jeden dowódca a w razie potrzeby dowództwo obejmuje najstarszy stopniem z pozostałych przy życiu lub uwaga ten który pierwszy wykaże inicjatywę w sytuacji kryzysowej ( np. ksiądz Skorupka który 7 lub 8 sierpnia został na własną prośbę mianowany kapelanem lotnym 1 batalionu 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej. Batalion ten formował się w budynku szkoły im. Władysława IV na warszawskiej Pradze i składał się głównie z młodzieży gimnazjalnej i akademickiej . Poderwał on tą młodzież do kontynuowania ataku  pod Ossowem   w Bitwie Warszawskiej) . Dlaczego tak podkreślam inicjatywę w momencie zagrożenia? Bo większość tych wojaków nie widziała wampirów i nie wie z kim/czym się mają mierzyć. Więc o panikę nie będzie trudno!
    Tutaj teoretycznie rządzi Gert ale tak naprawdę Veronika. Talenty przywódcy ma Alex w następnej kolejności Estalijką i krasnolud Gottri , dowódca najemników być może ktoś jeszcze błyśnie w sytuacji zagrożenia. Gdybym ja decydował dowództwo objął by Alex, Gert byłby szefem zwiadu, krasnolud i dowódca najemników grupami uderzeniowymi,  Estalijka dowodziła by grupą mającą na celu odbicie zakładników . Veronika i Jose stanowiliby grupę wsparcia interweniując w przypadku pojawienia się niespodziewanych zagrożeń.( Taka ciężka odwodowa artyleria) . Nellie pełniła by rolę sanitariuszki choć brała by udział w ataku.
    To takie moje dywagacje.
    Odnośnie tej powieści.  Piszesz ją logicznie trzymając się swojej wymyślonej fabuły , nie gubiąc się w natłoku faktów. Konsekwentnie budujesz narrację . Twoje postacie są ciekawe mimo że niektóre narazie mało opisane jak Estalijka. Czytam to lekko i dużym zainteresowaniem, co widać zresztą po komentarzach. Powodzenia ????

  • Fanriel

    @AnonimS Takiego długiego komentarza jeszcze nigdy nie widziałam pod moim tekstem. Bardzo Ci dziękuję. :)
    Twoja propozycja rozdzielenia zadań umożliwiłaby maksymalne wykorzystanie umiejętności każdego z bohaterów, jednak Veronika nie mogła sobie na to pozwolić. Jest odpowiedzialna za tę misję, a przy takim podziale straciłaby kontrolę.
    Dziękuję! Pozdrawiam. :)

  • AnonimS

    @Fanriel  pisz takie teksty dalej to pewnie niejeden obszerny komentarz zobaczysz. ... Wiem że Veronika rządzi takie zdanie zamieściłem w poprzednim komentarzu " Tutaj teoretycznie rządzi Gert ale tak naprawdę Veronika. "  Rozumiem też że mało która kobieta chciałaby utracić kontrolę.