Strażnicy cienia III część 2

Następnego dnia zjawił się czarodziej z Kolegium Światła.
     – Dzięki bogom – powiedziała Veronika na jego widok.
     – To bardzo miłe powitanie – przyznał z uśmiechem. – Nie spodziewałem się usłyszeć czegoś takiego.
     – Jest pan najbardziej wyczekiwaną osobą w Imperium.
     – Więc może zjawiłem się za wcześnie? – zapytał, odkładając swoją torbę na fotelu.
     – Nie, w ostatniej chwili. Jeszcze jeden dzień w łóżku i chyba bym go użyła. – Skinęła w stronę pistoletu leżącego na szafce.
     – Jak to wygląda? – Podszedł do niej.
     – A o co pan pyta?
     – O rany – doprecyzował.
     – Goją się. Jestem unieruchomiona już ponad dwa tygodnie. Było kiepsko. Gorzej niż wtedy, gdy się poznaliśmy.
     – Co się stało tym razem? – zapytał podczas badania.
     – Wampiry.
     – Hm, czarodziej Cienia, który mówi prawdę… Spodziewałem się innej odpowiedzi, ale nie szkodzi. Chętnie poznam szczegóły – powiedział, siadając na brzegu łóżka.
     – A ja chętnie skorzystam z pańskiej pomocy. – Popatrzyła na niego wymownie.
     – Jeszcze nie ustaliłem ceny. Może wyjaśnisz mi, co tu się wydarzyło?
     – Przecież pan wie.
     Hierofanta pokręcił głową.
     – Ty wiesz więcej. Byłaś tam, spotkałaś te wampiry…
     – Powalczyliśmy trochę – przerwała mu.
     – Chcę znać szczegóły – naciskał. – Opuściliście miasto mniej więcej w tym samym czasie co one. Dziwny zbieg okoliczności, nie uważasz?
     – Zdarza się. – Lekko wzruszyła ramionami i jęknęła, bo nawet taki ruch sprawiał jej ból.
     – Tylko że wy wyjechaliście wcześniej.
     – Mieliśmy pecha – stwierdziła.
     – Chcę wiedzieć, co dokładnie stało się w tym mieście i jak się przygotować na ewentualną powtórkę.
     – Szalony wampir, który przemieniał przypadkowe osoby, stworzył sobie armię. Potem napadał na pobliskie wioski i mordował ludzi. W końcu uciekł.
     – Yhm. Te fakty znam. Ale dlaczego? – dopytywał. – Miał pewnie jakiś cel.
     – Tego nie wiem – skłamała. – Myślę, że jest nienormalny.
     – Szaleństwo mogłoby to wyjaśnić.
     – Tak to wygląda, chociaż nie specjalizuję się w tej tematyce – powiedziała.
     – Porwał jakąś dziewczynę, a twoi towarzysze za nim ruszyli – ciągnął czarodziej. – Kim ona jest?
     – Owszem – potwierdziła Veronika. – To Estalijka. Chyba jest związana z wojskiem.
     – A mi się wydaje, że to właśnie z jej powodu to wszystko się wydarzyło. – Uważnie przyglądał się kobiecie.
     – Nie mam podstaw, by tak sądzić – zapewniła go.
     – Więc twoim zdaniem szaleństwo wyjaśnia wszystko? – zapytał.
     – Z tego co wiem, to tak – odparła.
     – Cóż za wnikliwość, chęć dotarcia do prawdy…
     – Na razie moja chęć wyzdrowienia przyćmiewa wszystko – przerwała mu. – Więc jaka będzie cena?
     – Zależy za co.
     – Za zupełne wyleczenie. – Veronika była już zirytowana, ale starała się tego nie okazywać.
     – Sto sztuk złota.
     – Dobrze – zgodziła się bez wahania, choć zażądał majątku.
     – Nie powiesz mi, jak ustrzec się przed ponownym atakiem szalonego wampira? – wrócił do tematu.
     – Gdybym wiedziała, nie robiłabym z tego tajemnicy – zapewniła go. – Walczyłam z nimi, chociaż miały przewagę. Starałam się zapobiec kolejnym atakom. Ten niestety uciekł. Jak pan się domyśla, nie byłam w stanie go ścigać.
     – Więc ta dziewczyna była jego przypadkową ofiarą i może się to zdarzyć wszędzie, dopóki nie zostanie schwytany?
     – Tylko zabicie go, da nam pewność, że to się nie powtórzy – stwierdziła. – Wojsko ruszyło we właściwym kierunku. Miejmy nadzieję, że…
     – Wojsko już wróciło – przerwał jej. – Nie znaleźli go. Żołnierze spotkali twoich towarzyszy. Wiem, że w górach urwał im się trop, ale mimo to nie zamierzali zrezygnować.
     – A gdzie ich ostatnio widziano? – zainteresowała się.
     – Pod górą Gryfa w pobliżu wioski pasterzy – poinformował ją. – Pewnie wybierzesz się w tamtą stronę… Nie zapominaj, że gramy w tej samej drużynie.
     Według Veroniki dziwnie to zabrzmiało z ust kogoś, kto zażądał od niej przed chwilą stu sztuk złota za pomoc.
     – Doskonale o tym wiem – odparła.
     – A jeśli on wróci? – zapytał.
     – To nie jest ode mnie zależne – zapewniła go. – Ja nie decyduję o tym, gdzie on jest.
     – Na pewno? Raz ci się to chyba udało. Niejaki Edgar Szulc przewidział, że von Carstein opuści miasto. Zanim wampir wyjechał z Nuln, udał się do władz i prosił o wsparcie wojska.
     – Słabo znam tego człowieka – powiedziała kobieta, ukrywając zaskoczenie.  
     Nie wiedziała, że Edi tak to rozegrał. Popełnił błąd. Powinien był zaczekać, aż wampiry opuszczą miasto i dopiero wtedy zacząć działać.
     – To wspólnik twojego narzeczonego – zauważył.
     – Owszem, ale ja go słabo znam. Nie mam pojęcia, jakimi darami dysponuje.
     – Więc chyba powinienem spotkać się z nim – stwierdził czarodziej.
     – Jeśli już…
     Hierofanta pokręcił głową.  
     – Wszyscy doceniamy wasz wkład w utrzymanie jedności Imperium i tylko dlatego nie użyję przeciwko tobie zaklęcia Prawdomówności. Uważam jednak, że odrobina zaufania i wola współpracy pozwoliłaby skutecznie zwalczyć naszego wspólnego wroga – powiedział, wstając.
     – Jak uda mi się ustalić coś konkretnego, to z pewnością podzielę się tymi informacjami – obiecała.
     Popatrzył tylko na nią i zaczął wypowiadać zaklęcie. Znów światło rozproszyło cień. Pomimo, że była ubrana i przykryta kocem, poczuła się naga. Na szczęście trwało to tylko krótką chwilę.
     Gdy światło zniknęło poczuła ulgę. Ból nareszcie ją opuścił. Od razu wstała i z niechęcią spojrzała na łóżko, w którym była zmuszona spędzić tak wiele czasu.  
     Rozliczyła się z magiem, a gdy tylko ten opuścił pokój, przebrała się i zaczęła przeglądać swoje rzeczy. Stwierdziła, że powinna zrobić zakupy, bo znów potrzebowała nowych ubrań.
     Zerknęła w okno. Było dopiero koło południa, więc postanowiła wyruszyć na poszukiwania Jose jeszcze tego wieczoru. Zabrała swoją torbę i pieniądze, po czym wyszła z sypialni.

     Na dole Gert rozmawiał z czarodziejem. Obaj spojrzeli w jej stronę, gdy pojawiła się na parterze.
     – Gdzie mój koń? – zapytała narzeczonego.
     – W stajni na końcu ulicy – odparł nieco zaskoczony.
     – Aha… Chociaż teraz nie będzie mi potrzebny. Idę do miasta – oznajmiła.
     – Pójdę z tobą – zaproponował.
     – Nie trzeba. Poradzę sobie.
     Obaj odprowadzali ją wzrokiem, gdy opuszczała dom. Gert zdawał się być nieco zmieszany.

Fanriel

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1094 słów i 6700 znaków.

1 komentarz

 
  • Margerita

    łapka w górę ależ ona jest uparta a jak znów ją zaatakuje wampir to Gert jej nie pomoże

  • Fanriel

    @Margerita, dziękuję. :)