Strażnicy cienia IV część 24

Gert przez chwilę patrzył na nią w milczeniu.
     – Po tym, co nam zrobił? – zapytał w końcu. – Bardzo interesujące. Nie posuwaj się za daleko w zemście. Zostaw sobie trochę miejsca, żebyś mogła się zatrzymać i powiedzieć: „Masz za swoje”.
     – Ale ja nie chcę tego mówić. – Podniosła się i stanęła przed nim. – Nie będę się na tobie mścić, bo nie widzę ku temu powodu. Owszem, pokrzyżowałeś mi trochę plany, ale nic poza tym. Radzę sobie – zapewniła go.
     – Gdybym cię nie znał, pewnie bym ci uwierzył.  
     – Nie znasz mnie. – Rozejrzała się i dostrzegła Viktora, który im się przyglądał. Uśmiechnęła się do niego, po czym przeniosła wzrok na Gerta.
     – Proszę cię, nie przesadzaj – wyszeptał.
     – To nie ja przesadziłam – powiedziała po chwili i usiadła na kocu.
     Schmidt bez słowa poszedł w stronę swojego posłania, a Veronika znów miała wrażenie, jakby ktoś wyrwał jej serce. Ze wszystkich sił starała się zapanować nad emocjami, jednak obawiała się, że tym razem to jej się nie uda. Czuła niemal fizyczny ból, a łzy cisnęły jej się do oczu. Najchętniej zamordowałaby Hoefera. Ukarałaby go za to, że nie powiedział jej od razu o drugim liście. Zapłaciłaby mu za to, że zniszczył to, co było dla niej najważniejsze. Gdyby znała prawdę, wszystko wyglądałoby inaczej. Mogłaby się cieszyć ze spotkania z Gertem.
     Z obawą zerknęła na Viktora. Stał kilkanaście kroków od niej i sprawiał wrażenie zamyślonego. Po chwili powoli ruszył w jej stronę.
     
     – Zajmę się od razu tym czarnoksiężnikiem – powiedziała, gdy się zbliżył. Potrzebowała czasu, by dojść do siebie.
     – Dobrze. – Ukląkł na ich posłaniu i pocałował ją.
     Wiedziała, że zrobił to po to, by odebrać Gertowi wszelkie złudzenia.
     – Jesteś pewna, że chcesz go ze sobą zabrać? – zapytał, trzymając ją w objęciach. – On może sprawić, że nasze sprawy się skomplikują.
     – Wydaje mi się, że nie ma się nad czym zastanawiać. Powiedziałam mu, że jestem z tobą i… Sądzę, że rano zawróci.
     – Chyba nic nie wiesz o mężczyznach – stwierdził z uśmiechem. – Ja bym tak tego nie zostawił.
     – Nie porównuj was i nie oceniaj go przez ten pryzmat. Jesteście tak różni, że to nie ma sensu. – Wyślizgnęła się z jego objęć. – Zaraz do ciebie wrócę, przeszukam tylko czarnoksiężnika.

     Przy Casimirze znalazła sakiewkę z pieniędzmi, broń, kilka podstawowych składników do rzucania zaklęć i rzeczy osobiste. Nie miał przy sobie żadnych magicznych przedmiotów ani księgi.
     Gdy tylko skończyła, poinformowała najemników, że mogą go zakopać. Zanim to zrobili, połamali mu nogi, by nie stanowił już zagrożenia nawet jako ożywieniec.

     Veronika położyła się obok Viktora, a on ją objął. Fatalnie się czuła ze świadomością, że Gert jest niedaleko i być może na nią patrzy.
     Viktor zasnął szybko, natomiast jej nie przyszło to tak łatwo. Analizowała wszystko, co się wydarzyło i utwierdziła się w przekonaniu, że słusznie postąpiła. Nie żałowała ani jednego słowa wypowiedzianego tej nocy do Gerta. Nadal darzyła go uczuciem, jednak nie widziała dla nich przyszłości. Rozumiała motywy jego postępowania, ale nie potrafiła mu tego wybaczyć. Zawiódł ją i częściowo straciła do niego zaufanie. Poza tym z Viktorem było jej dobrze. Inaczej niż z Gertem, ale dobrze…
     
     Gdy Veronika się obudziła, Viktor jeszcze spał. Schmidt siedział na swoim posłaniu zwrócony w jej kierunku. Dopiero wtedy zauważyła, że miał na sobie tanie, znoszone ubranie, które zupełnie do niego nie pasowało.
     Zaczęła się podnosić, starając się nie obudzić Viktora, jednak ten otworzył oczy. Spojrzał na czarodziejkę i uśmiechnął się.
     – Kiedy ruszamy? – zapytał, siadając.
     Zanim zdążyła odpowiedzieć, przyciągnął ją do siebie i pocałował.
     – Potrzebuję trochę czasu. Muszę zmienić swój wygląd – powiedziała. – Nie chcę, żeby wampir mnie rozpoznał. Podobają ci się rude?
     – Ty mi się podobasz.
     – Idealna odpowiedź. – Uśmiechnęła się do niego.
     – Gdy skończysz, powiedz mu – wskazał sierżanta – żeby wszystkich obudził. Jeszcze tu jest. – Zatrzymał wzrok na Gercie.
     – Tak, nie kłopocz się tym.
     – Nie kłopoczę się. Jeśli spróbuje nam przeszkadzać, pozbycie się go nie będzie stanowiło żadnego problemu.
     – To znaczy? – zapytała, ukrywając zaniepokojenie.
     – Przecież wiesz. Tu stawką jest nasze życie, nie mówiąc o powodzeniu misji. Jeśli stanie nam na drodze, to go po prostu…
     – Nie stanie – powiedziała z naciskiem, nie pozwalając mu skończyć.
     – Nie denerwuj się. Chciałem tylko powiedzieć, że...
     – Posłuchaj, może i nie powinno go tu być. Zakładam, że zaraz sobie pojedzie, ale jeśli z nami wyruszy, jeśli wyrazi taką chęć, to ja nie odmówię, bo mógłby się przydać, a przecież chodzi o to, żeby się udało. Zależy mi na tym, żebyś… Po prostu go zignoruj – poprosiła.
     – On nie stanowi dla mnie konkurencji, ale dobrze wiesz, że jeśli zostanie, to nie z powodu wampira.
     – Jego motywy nie mają dla mnie znaczenia. Jeśli zostanie, wykorzystam go najlepiej, jak to będzie możliwe. Tak należy. Prześpij się jeszcze, a ja w tym czasie się przygotuję. – Sięgnęła po swoją torbę.

     Odeszła na ubocze, skryła się za jednym z grubych pni i zaczęła zmieniać swój wygląd. Po ponad godzinie była zadowolona z efektu. Kolorowe ubranie, od jakiego zazwyczaj stroniła, dopełniło efekt końcowy.
     Wracając, zerknęła na Gerta i po chwili wahania ruszyła w jego stronę. Obserwował ją, gdy się zbliżała. Zatrzymała się dwa kroki od niego, a wtedy on zsunął kaptur. Stanęła, wpatrując się w niego i usilnie starała się przypomnieć, po co do niego podeszła.
     – Dzień dobry – odezwał się, posyłając jej lekki uśmiech.
     – Dzień dobry… Chyba powinieneś już… – zawahała się – jechać. Chyba już mi wierzysz.
     – Znasz mnie. Wierzę w to, w co chcę wierzyć – odparł, patrząc jej w oczy. – Poza tym, gdybym teraz odszedł, oznaczałoby to, że rezygnuję, a ty mogłabyś się utwierdzić w przekonaniu, że mi na tobie nie zależy. Nie dopuszczę do tego… kochanie.
     Veronika rozejrzała się nerwowo, by upewnić się, że nikt tego nie słyszał.
     – Zapewniam cię, że między nami już nic nie będzie, ale skoro masz ochotę na walkę z wampirami, możesz z nami jechać. Twoje umiejętności mogą nam się przydać i zaznaczam, że jest to jedyny powód mojej decyzji.
     – Kiedy mnie wprowadzisz w plan? – zapytał rzeczowo, nie odrywając od niej wzroku.
     – Na postoju… I dobrze ci radzę, nie wchodź w drogę Viktorowi. Nie da się wciągnąć w twoje gierki, tylko od razu skróci cię o głowę.
     – Dobrze, będę mu schodził z drogi – zapewnił. – Dziękuję za radę.
     Przez chwilę mu się przyglądała.
     – Źle się stało, że wróciłeś – powiedziała, po czym ruszyła w stronę Viktora.
     Po drodze poprosiła sierżanta, żeby już wszystkich budził. Mężczyzna zawahał się, lecz wydał odpowiednie polecenia dwóm najemnikom, którzy czuwali.

     – Już skończyłam. – Veronika przykucnęła obok Viktora, który usiadł na posłaniu, gdy się zbliżała.
     – Świetnie wyglądasz – stwierdził, przyglądając się jej.
     – Cieszę się, że ci się podoba. – Uśmiechnęła się do niego. – Jedzie z nami.
     Viktor spojrzał w stronę Gerta i momentalnie zmienił mu się wyraz twarzy.
     – Musimy omówić szczegóły. Na postoju przedstawimy mu nasz plan.
     Mężczyzna skinął głową i rozejrzał się po obozie. Wszyscy w ciszy zaczęli szykować się do drogi.
     – Wyczuwasz to napięcie? – zapytał.
     – Nie – odparła krótko.
     – Nie tylko twarz ci się zmieniła od wczoraj – stwierdził. – Twój głos także brzmi dziś inaczej. – Wstał i po raz kolejny omiótł okolicę wzrokiem. – Załatwimy tę sprawę, a potem będzie już tylko lepiej. – Spojrzał na nią. – Od początku ci mówiłem, że w ich towarzystwie będzie interesująco. Dobrze, że przynajmniej krasnoluda zostawiłaś. Myślę, że z twojego nowego służącego mielibyśmy większy pożytek niż z nich wszystkich razem wziętych. Przynajmniej wypełniałby polecenia rzetelnie i natychmiast.
     – Z nimi nie chcę mieć nic wspólnego. – Skinęła w stronę Marcusa i jego towarzyszy, po czym przeniosła wzrok na Gerta. – On się przyda na chwilę.
     – Więc powinniśmy ich odprawić – stwierdził Viktor, patrząc na Hoefera. – Tylko Filip się do czegoś nadaje. Jemu mógłbym nawet złożyć propozycję.
     – Zostaną wszyscy. Nie ufam im i jeszcze przez jakiś czas chcę mieć ich na oku – powiedziała czarodziejka.
     – W porządku. Za kwadrans ruszamy – oznajmił na tyle głośno, by wszyscy w obozie go usłyszeli.
     – Co z tym koniem? – sierżant zapytał Viktora o wierzchowca Casimira.
     – Bierzesz go? – Veronika zwróciła się do Gerta.
     – Nie, nie wiem, do kogo wcześniej należał – odparł.
     – Zakopcie siodło i zostawcie go – polecił Viktor.

     Veronika dyskretnie obserwowała towarzyszy. Gert zachowywał się naturalnie, co było dość dziwne w zaistniałej sytuacji i budziło w niej niepokój. Viktor koncentrował się na tym, co działo się dokoła, natomiast Marcus i jego kompani zdawali się być przygnębieni.

     – Zaraz wrócę – Veronika powiedziała do Viktora, gdy byli już na drodze. – Jeśli ma nam pomóc, niech zrobi to od razu. Mam dla niego idealną rolę. – Zjechała na bok i zaczekała, aż Gert, który jechał na samym końcu, zrówna się z nią.
     Zsunął kaptur i zwrócił się w jej stronę, gdy ruszyła obok niego.
     – Wieziemy do pałacu cenne obrazy na sprzedaż. Mógłbyś być ich właścicielem, kupcem…
     – Malarzem – przerwał jej.
     – Bądź sobie, kim chcesz. – Zirytowała się. – Ważne, żeby wjechać do miasta ze zbrojnymi, których uznają za ochronę dość cennych obrazów, a nie za ewentualne zagrożenie.
     – Pomysł dość oryginalny – przyznał – ale realizując go, nie ukryjemy się w tłumie.
     – Mamy tylko przejechać przez bramę, potem…
     – W tym momencie nas zapamiętują – wszedł jej w słowo.
     – I co z tego? Zmień wygląd… Dowiedziałam się od Gottriego, że wampir na nas czeka.
     – A gdzie jest Gottri? – Rozejrzał się, jakby miał go wcześniej nie zauważyć.
     – W Leichebergu, ale to akurat nie ma znaczenia. Umówmy się, że odpowiadasz za to przedstawienie, gdyby ktoś nas zaczepił.
     – W porządku, ale w takim razie będę musiał was prowadzić – powiedział Gert. – Kim ty będziesz? Szczegóły są bardzo istotne – zaznaczył.
     – Zagadaj ich, by nie myśleli o szczegółach. Potrafisz to zrobić. Wiem, bo tego doświadczyłam.
     – A Marcus i jego drużyna? Odstają od reszty.
     – Pytasz mnie, bo brakuje ci wyobraźni? Chciałeś pomóc, to się tym zajmij – rzuciła.
     – Jestem tu od niedawna i nie chcę popsuć tego, co już przygotowaliście – wyjaśnił. – Wiesz, że nie brakuje mi wyobraźni.
     – Niech cię ponosi. Jeszcze raz to wytrzymam.
     – Czy wszyscy się podporządkują? – zapytał.
     – Jeśli nie przesadzisz, to tak.
     – Mogłabyś być moją żoną – zaproponował, rozglądając się.
     – Nie chcę – odpowiedziała bez namysłu.
     – Narzeczoną? – Zerknął na nią.
     – Dziękuję, już byłam.
     – To wymyśl coś. Kobiet nie zabiera się w taką podróż bez powodu, a Sylvania nie jest miejscem, które każda pragnie zobaczyć. Marienburg, Altdorf, kraina elfów, półnagi szampierz Imperatora to są rzeczy, które chcą oglądać kobiety, a nie Sylvanię.
     – Więc gdyby ktoś pytał, będę jedną z nich. – Wskazała ludzi Viktora.
     – Najemnikiem? – zdziwił się.
     – Tak, wolę to niż cokolwiek związanego z tobą.  
     – Hm, to mogłoby być interesujące – przyznał. – Osobista ochrona, bardzo gustowna… – Zmierzył ją wzrokiem. – Dobrze, będziesz mogła mnie ochraniać. Powiedzmy, że kładziesz ich wszystkich na łopatki.
     – Może być. Na postoju opowiem ci o tym, co jest istotne – oznajmiła.
     – Dlaczego nie teraz? – zapytał.
     – Omówimy to z Viktorem. – Przyspieszyła, by dołączyć do najemników.
       
     Uśmiechnęła się do Viktora, gdy na nią spojrzał.
     – Będzie grał rolę kupca albo malarza – powiedziała, dostrzegając, że czekał na szczegóły. – Każdego przekona, że wiezie te obrazy, bo chce zrobić dobry interes. Do tego nadaje się idealnie, potrafi kłamać. Trzeba wykorzystać jego potencjał… My będziemy stanowić jego ochronę.
     – W porządku. To długo nie potrwa – odparł Viktor.
     – Jak dobrze pójdzie, jutro będzie po wszystkim… Na postoju omówimy z nim szczegóły, tak? Ale dopiero jak rozejrzymy się na miejscu, ustalimy, czy zrobimy to w dzień, czy w nocy. Jeśli w dzień, to jutro. Jeśli zdecydujemy, że to będzie noc, można by było zrobić to dziś… Myślałam trochę o tym. Gdybyśmy weszli tam w dzień, nawet oficjalnie, to moglibyśmy mieć problem ze spotkaniem gospodarza.
     – Ale z pewnością jest tam ktoś, kto zarządza domem.
     – Gdyby nas ugościli, to chyba by było najlepsze.
     – To mało prawdopodobne – powiedział. – Z pewnością jest wyznaczona jakaś pora przyjęć ludzi. Wiesz, skargi mieszkańców i tym podobne. Pewnie wieczorem… Można by przed nim stanąć… Chyba że wszystkie sprawy załatwiają jego słudzy.
     – W nocy może być ciężko. Będą w ruchu, a nawet szukanie ich w zamku może stanowić problem. Myślę, że najlepiej byłoby użyć magii, by zapewnić sobie niewidzialność i wejść tam w dzień… Tak, tak byłoby najlepiej… Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w nocy. – Westchnęła, nadal nie mając idealnego rozwiązania. – Teraz musimy podzielić role. To, o czym mówiłeś. Ktoś zajmie się Jose, dziewczyną, a ktoś inny wampirami.
     – Co do tego, czy ja wykonam swoją część planu, nie mam wątpliwości, ale czy ty sobie poradzisz z zadaniem, jakie ci przypadnie, jeśli się rozdzielimy? – zapytał, patrząc na nią.
     – A dlaczego miałabym sobie nie poradzić?
     – Nie wiem. Nie znam do końca twoich możliwości – wyjaśnił. – Jesteś pewna, że to dobry pomysł?
     – Robiłam trudniejsze rzeczy na mniej dogodnym terenie. Akurat w budynkach czuję się bardzo dobrze… Z wampirami mogłabym sobie nie poradzić, bo nie walczę najlepiej, a do tego one używają magii, ale powiedzmy z czterema strażnikami więziennymi raczej nie będę miała problemów.
     – Więc wiesz już, co ci przypadnie w udziale – powiedział.
     – Jest jeszcze dziewczyna – przypomniała czarodziejka.
     – W pobliżu może być wampir – zauważył. – W zasadzie to chyba najmniej prawdopodobne, że na niego natkniemy się w lochach.
     – Jeszcze o tym pomyślę. I muszę spróbować rzucić zaklęcie. Jest tu dość dziwna aura.

Fanriel

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2533 słów i 15065 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    No proszę jakie rozterki ma Veronika . Gdyby onegdaj powiedziała tak było by inaczej. Ale wtedy byłoby nudno a tak miesza się w tej sferze uczuciowej. Pragnę zauważyć że Gert zachowuje się odpowiedzialnie i dojrzałe. Nie prowokuje ale i nie odpuszcza . Ciekawe jak to się skończy. Wg mnie są trzy możliwe rozwiązania : pojedynek, przyczyną losowa lub któryś z nich zrobi coś nieodpowiedzialnego( mało prawdopodobne).

  • Fanriel

    @AnonimS Dziękuję za komentarz. :) Z tymi rozwiązaniami idziesz w dobrym kierunku. ;) Pozdrawiam!