Strażnicy cienia II część 43

– Pewnie okupują chałupy – odezwał się Gert.
     – Prawdopodobnie macie rację – zgodził się z nimi Jose. – Skoro tak jest, to jaki problem, by którekolwiek z nas spaliło wszystkie chaty w takiej wsi?
     – Ja nie widzę problemu. Spróbujemy? – kobieta zwróciła się do narzeczonego.
     – Jasne – zgodził się. – Jeśli będzie słoneczna pogoda, możemy zawracać. Nie wyobrażam sobie, jak można walczyć zupełnie swobodnie w płaszczu i kapturze. Jeśli będzie mgła czy deszcz, nie powinniśmy się do nich zbliżać, bo miałyby warunki jak w Sylvanii… Jest jeszcze jedna sprawa. Musimy mieć pewność, że będzie tam ten, który nam uciekł. Trzeba wziąć pod uwagę, że może ukrywać się gdzie indziej.
     – Żeby mieć tę pewność, powinniśmy znaleźć je w dzień, trzymać się w odległości i śledzić przez całą noc. Wtedy widzielibyśmy, gdzie udaje się na spoczynek… – głośno myślała Veronika. – Jeśli jednak tak zrobimy, sporo zaryzykujemy. Mogą odkryć naszą obecność.
     – On trzyma je w kupie. Jak go załatwimy, rozproszą się – Gert nieoczekiwanie zmienił temat. – Byłoby gorzej dla Ediego i jego załogi… Uważam, że jednak powinniśmy ruszyć w jego stronę i poinformować o tym wampiry. Niech wiedzą, że zmieniliśmy kierunek. Nie mamy gwarancji, że pozbędziemy się tego, na którym nam zależy.
     – Owszem – zgodziła się z nim narzeczona.
     – To proste. – Uśmiechnął się na nową myśl. – Jeśli nawet schowa się gdzie indziej, wróci po swoje wojsko. Możemy załatwić wampiry, a jeśli go z nimi nie będzie, wystarczy tam na niego zaczekać.
     – Jeżeli spalimy chaty, natychmiast się zorientuje, że coś jest nie tak – zauważył Jose z westchnieniem.
     – Trzeba to załatwić inaczej – powiedziała Veronika.
     – Więc co robimy? – zapytał ją Gert. – Ty tu podejmujesz decyzje… Chyba już czas zacząć działać.
     – Potrzebujemy wsparcia – odezwała się po chwili namysłu. – Wkrótce dotrzemy na miejsce umówionego spotkania. Mam nadzieję, że najemnicy tam będą.
     – Dobrze… Ale i tak powinniśmy zdecydować, który z naszych genialnych planów będziemy realizować najpierw – stwierdził z udawaną powagą.
     – Kochanie, później odpowiem na twoje pytanie – obiecała.

     Jose wrócił do Esteli, a narzeczeni zmienili temat na znacznie mniej poważny. Niespodziewanie doszedł ich przerażający krzyk kobiety. Odwrócili się, ale niczego nie dostrzegli.
     – Są blisko – powiedziała Veronika, nie mając wątpliwości, że stały za tym wampiry.
     Spojrzała na Estalijkę z obawą, że ta zaraz zechce kogoś ratować. Faktycznie, odezwała się niemal natychmiast:
     – Nie powinniśmy jej pomóc? Tam giną ludzie.
     – Ciągle gdzieś ktoś ginie – skwitowała czarodziejka z obojętnością.
     – A ci, którzy mogą coś zrobić? – ciągnęła uparcie Estela.
     Veronika gwałtownie się zatrzymała, więc i pozostali zrobili to samo.
     – Naprawdę uważasz, że możesz coś zrobić w tej sprawie? Coś mądrego, skutecznego? – zwróciła się do dziewczyny. – Tam jest co najmniej pięćdziesiąt wampirów. Jesteś w stanie teraz z nimi walczyć?
     – Teraz nie, ale gdybyśmy zrealizowali mój plan, może ci ludzie by przeżyli. Ta kobieta też! – uniosła się Estela.
     – A ja myślę, że ci już by nie żyli. – Czarodziejka wskazała na ochroniarzy. – Dlatego nie realizowaliśmy twojego planu.
     – Są wojownikami.
     – I co z tego? Pracują dla nas i nie będę skazywała ich na śmierć. Nie po to ich wynajęliśmy.
     – Mają broń. – Estalijka nie dawała za wygraną. – Żołnierze giną w walce.
     – Oni nie są żołnierzami, tylko najemnikami.
     – Nie ma wielkiej różnicy… – urwała. – Wiem, że nie czas się sprzeczać, ale po prostu serce mi pęka, gdy pomyślę o tych biednych ludziach, którzy nawet nie mają broni. Wiem, że można im pomóc.
     – Jedyne, co moglibyśmy teraz zrobić, to bohatersko tam zginąć. Wybacz, ale moim zdaniem to dość głupie. Mnie nie o to chodzi, żeby sobie powalczyć. Ja chcę zwyciężyć – zakończyła temat Veronika.

     Była jeszcze noc, gdy ujrzeli przed sobą sporą osadę. Wyglądałaby na opuszczoną, gdyby nie cienka smużka dymu wydostająca się z komina największego budynku. Prawdopodobnie był to zajazd.
     – Skoro słyszeliśmy za sobą tak wyraźnie krzyki, wampiry muszą być już bardzo blisko – kobieta zwróciła się do narzeczonego. – Na pewno zdążymy dotrzeć do nich w dzień. Zawrócimy – zdecydowała.
     – Teraz? – zapytał Gert.
     – Nie. Zjemy coś, trochę odpoczniemy. Sprawdzimy, czy nasi najemnicy czekają… Zarządź tu postój.
     – One mogą chcieć zatrzymać się w tej wiosce. Wypadałoby sprawdzić, gdzie są – zasugerował. – Albo jedźmy dalej na wszelki wypadek.
     – Bez przesady. Zatrzymamy się tu i będziemy obserwować okolicę. – Była pewna, że to wystarczy.
     – Jeżeli ta osada jest ich celem… – Pokręcił głową.
     – Jeśli będą się zbliżać, odjedziemy – zapewniła narzeczonego.
     – Wtedy nas zobaczą – stwierdził.
     – Daj spokój. Konie będą w gotowości. Gdy wampiry pojawią się na horyzoncie, natychmiast opuścimy to miejsce. Nie ma znaczenia, czy nas wtedy zobaczą – powiedziała z przekonaniem. – W dzień i tak nie będą nas ścigać.
     – Mogą, jeśli będziemy bardzo blisko – przekonywał ją Gert.
     – To będziemy uciekać – westchnęła.
     – Ale ty jesteś uparta. Nic dziwnego, że Alex sobie poszedł.
     – Też możesz iść! Droga wolna! – uniosła się. – Ci ludzie muszą odpocząć. – Nie zamierzała zmieniać zdania.
     – Uspokój się. Dobrze, jedźmy do zajazdu. Najwyżej zabarykadujemy się i zaczekamy tam do świtu – ustąpił. – W razie czego użyjemy dziewczyny jako tarczy… Jose raczej by tego nie zrozumiał.
     Veronika wzruszyła ramionami.
     – Będzie, co będzie. Jakoś sobie poradzimy – powiedziała.
     – Masz rację. Nie ma co się martwić na zapas… Marzę o łóżku. Mam nadzieję, że w zajeździe będzie choć jeden wolny pokój.

     Uwiązany na łańcuchu pies zaczął ujadać, gdy dotarli do wioski. Zatrzymali się pod największym budynkiem. Gert od razu wszedł do środka, natomiast jego narzeczona podjechała do dowódcy najemników.  
     – Proszę wyznaczyć dwóch ludzi, którzy będą obserwować drogę i okolicę – poleciła.
     – Naturalnie – odparł mężczyzna i energicznie skinął głową, zerkając w stronę Alexa, który właśnie zbliżał się do osady.
     – Reszta niech odpoczywa – kontynuowała. – Rano ruszamy dalej. Konie muszą być cały czas w gotowości. Niewykluczone, że będziemy zmuszeni wyjechać dość nagle.

     Veronika stanęła na moment w drzwiach zajazdu i omiotła wzrokiem pomieszczenie. Stojący za barem człowiek uważnie słuchał Gerta, a młoda, ładna kobieta patrzyła na nich z przejęciem.  
     – Musicie się stąd wynieść – powiedział do miejscowych.
     – Są? – zapytała go narzeczona, zatrzymując się obok.
     – Nie i nie było – odparł.
     – To niedobrze – stwierdziła z niezadowoleniem.
     – Może któryś z gości ich spotkał? – wtrąciła dziewczyna, miętoląc w dłoniach jakąś ścierkę.
     – A są tu jacyś goście? – zapytała chłodno czarodziejka.
     – Kilka osób… Jest ktoś z Nuln. Jedzie do kopalni Grimmiego, na południe – wyjaśniła.
     – A jacyś najemnicy? – zgłębiała temat Veronika.
     – Nie. – Przecząco pokręciła głową. – Są krasnoludy – dodała po chwili. – Cztery. Uzbrojone. Jeden ma tylko kilof, ale kilof to też broń.
     – A w którą stronę zmierzają? – dopytywała czarodziejka.
     – Na północ – odpowiedziała.
     – I tak daleko nie odjadą – stwierdził Gert. – Chociaż z drugiej strony… Trzeba ich ostrzec. – Puścił oko do narzeczonej i ruszył w stronę stołu.
     – Zaraz przyniosę zamówienie. – Dziewczyna przypomniała sobie o obowiązkach i prawie pobiegła do kuchni.

     Veronika odprowadziła ją wzrokiem, po czym podeszła do Gerta. Poklepał miejsce obok siebie, ale usiadła mu na kolanach.
     – No dobrze, niech ci będzie… – Uśmiechnął się do niej.
     – Te krasnoludy by nam się przydały – powiedziała.
     – Trzeba je ostrzec i zasugerować, że powinny udać się z nami. Jestem zmęczony – przyznał.
     – Mamy trochę czasu na odpoczynek. Marzę o kąpieli… Ładna ta dziewczyna, nie? – zagadnęła.
     – Nawet się nie przyjrzałem. Myślami byłem gdzie indziej.
     – Akurat. Już ty doskonale wiesz, jaki ma rozmiar biustu i ile w biodrach – stwierdziła.
     – I co z tego, że ma zielone oczy? – zapytał, prowokując narzeczoną.
     – Słucham? – Popatrzyła na niego zaskoczona.
     – Żartuję – wyjaśnił na wszelki wypadek, choć był przekonany, że dobrze o tym wiedziała.
     – Jeśli faktycznie ma zielone oczy, możesz się dzisiaj z nią położyć.
     – Naprawdę? A kiedy już ją odeślę, przyjdziesz do mnie? – Chciał ją pocałować, ale gwałtownie się odsunęła.
     Wstała z jego kolan i usiadła naprzeciwko.
     – Nie – odpowiedziała krótko.
     Rozbawiony Gert pokręcił głową.
     – Daj spokój. Zażartowałem sobie tylko. Ona pod żadnym względem ci nie dorównuje – zapewnił. – Dlaczego miałbym chcieć takiej wymiany?
     – Wymiany może nie, ale odskoczni? – Przyglądała mu się uważnie.
     – Odskoczni? – Westchnął. – Ja nie mam czasu na bliskość z najpiękniejszą kobietą na świecie, a tobie wydaje się, że będę szukał pretekstu, żeby… Nie wiem co. – Wzruszył ramionami.
     Veronika zajęła się jedzeniem, które postawiła przed nimi szarooka dziewczyna.
     – Wiedziałeś? – zapytała po chwili, co wywołało uśmiech na twarzy Gerta. – Odpowiedz mi – zażądała.
     – Tak, wiedziałem… Ale to nie ma najmniejszego znaczenia. To były żarty.
     – Ma znaczenie, bo ja nawet nie wiem, jakie oczy ma Jose, a podróżujemy z nim już jakiś czas… To ma znaczenie – powtórzyła.
     – Chyba brązowe. Estalijczycy zazwyczaj mają ciemne oczy. Zrozum, dopiero co z nią rozmawiałem…
     – Też z nią rozmawiałam – przerwała mu – i wyobraź sobie, że nie zwróciłam na to uwagi.
     – Nawet nie wiem, czy na nią patrzyłaś.
     – Oczywiście, że tak. Musiałam obejrzeć dziewuchę, którą się zainteresowałeś.
     – Zainteresowałeś… – powtórzył, kręcąc głową. – Oglądałaś ją, stojąc w drzwiach. Potem już nie musiałaś patrzeć jej w oczy.
     – Zgadza się – potwierdziła. – Jej oczy mnie nie obchodziły.
     – Dobrze, następnym razem ty będziesz ostrzegać ludzi przed wampirami – zdecydował Gert. – Ja nie muszę z nikim gadać.
     – Nie, nie. Jak gdzieś będzie młoda, ładna kobieta, to koniecznie ty musisz to robić. Jesteś w tym dobry.
     – Jeśli trafimy na młodego i umięśnionego wieśniaka, ty się nim zajmiesz – powiedział.
     – Wiesz co? Z przyjemnością zacznę patrzeć w oczy młodym, umięśnionym wieśniakom – odgryzła się. – Już ja sobie wybiorę odpowiedniego.
     – Wybierzesz sobie, tak? Bo ja to miałem w czym wybierać. Faktycznie, te najgorsze odesłałem. – Z trudem zachowywał powagę.
     – Dobrze. W takim układzie będę rozmawiać ze wszystkimi – postanowiła Veronika.
     – Świetnie. A ja potem będę robił ci awantury.
     – Będziesz miał za co – obiecała.
     – To nie w porządku. Ja nic złego nie zrobiłem.
     – Jakby jakiś facet gapił mi się w oczy, uznałbyś to za niestosowne – stwierdziła.
     – A na co miałem patrzeć? – uniósł się nieco. – Na jej biust?
     – Tylko taki miałeś wybór? – zapytała, wbijając w niego wzrok.
     – Daj już spokój. To mógł być gruby, obleśny, spocony, łysiejący, szczerbaty typ z bielmem na oku.
     – Wtedy pewnie zasugerowałbyś, żebym ja z nim porozmawiała – rzuciła złośliwie.
     Gert pokręcił głową.
     – Wkurza mnie, że patrzysz jakiejś babie w oczy – powiedziała.
     – Dobrze, więcej nie będę – zadeklarował.
     – Dlaczego kłamiesz?
     – Nie kłamię. Jak zobaczę kobietę, będę opuszczał miasto albo lepiej zamknę się w klasztorze. Będziemy ze sobą korespondować.
     – Świetnie. Przynajmniej będę miała pewność.
     – Twoja zazdrość przewyższa Góry Krańca Świata – podsumował. – Z jednej strony mi to schlebia, ale z drugiej może być uciążliwe.
     – Ciąży ci coś? – zapytała zaczepnie.
     – Ciąży, nie ciąży. Po co w ogóle to ciągnąć? Moglibyśmy rozmawiać o czymś przyjemnym, o nas…
     – Ty zacząłeś o jej oczach – przerwała mu.
     – Nie rób scen – poprosił.
     – Ja ci robię sceny? Błagam cię. Ty chyba w życiu sceny nie widziałeś. – Veronika rozejrzała się po izbie.
     Dziewczyna, która akurat siedziała przy barze, natychmiast zaczęła sprzątać, gdy dostrzegła spojrzenie czarodziejki.

Fanriel

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2081 słów i 12893 znaków.

2 komentarze

 
  • Margerita

    łapka w górę podobało mi się ach ten mój Gercik uwielbiam go

  • Fanriel

    @Margerita, fajnie. :) Dziękuję.

  • AnonimS

    Akcja fajnie prowadzona. Tylko ta wszechobecna zazdrość ....po co zatruwać całkiem dobry układ. Ale to wszystko przez to że Gert za bardzo jej ustępuje i się panience w główce ubzdurało że jej wszystko wolno. Szkoda że nie jestem na miejscu Getta chętnie bym ją utemperował . I było by lżej żyć i ścigać wampiry. Choć po prawdzie to oni uciekają przed wampirami stosując manewr "skracania frontu". Ale to Twoja bajka więc pisz ją po swojemu a ja będę czytał i komentował hahaha.

  • Fanriel

    @AnonimS Cieszę się, że Ci się podoba. Dziękuję bardzo za kolejny obszerny komentarz. Nie ukrywam, że czekam na następne. ;) Pozdrawiam serdecznie.

  • AnonimS

    @Fanriel nie dajesz się sprowokować do ostrzejszej wymiary poglądów. Przecież problemy w tym związku to jeden z głównych wątków tej powieści a Ty nie bronisz tej koncepcji mimo że konsekwentnie ją realizujesz  :P . Taka ciekawa dyskusja między komentatorami wywiązała się na najlepszej erotyce pod utworem Megasa Aleksandrosa tytuł Perska Odyseja rozdział IX Nikczemnicy. Faktem jest że tam komentowało więcej osób i dyskusja pod koniec zboczyła na inne tematy niezwiązane z utworem ale mi się podobała . Zajmuje objętościowo dużo więcej miejsca niż treść rozdziału.

  • Fanriel

    @AnonimS Doświadczenie mnie nauczyło, by przyjmować zdanie czytelnika i nie podważać go.  Tekst jest przemyślany, poświęciłam mu sporo czasu. Napisałam, co chciałam i na tym moja rola się kończy. Każdy ma prawo do swojego odbioru. Chętnie zapoznaję się z opiniami i z uwagą śledzę dyskusje pod tekstem, ale już wolę w nich nie uczestniczyć.