Strażnicy cienia II część 40

– Tu już nikt nas nie usłyszy – powiedziała, zatrzymując się w miejscu, które wybrała. – Mów.
     – Będę musiał szeptać – stwierdził, chcąc iść dalej.
     – Nie będziesz musiał. – Skutecznie ukrywała swój niepokój.
     – Będę szeptał. – Rozejrzał się i zbliżył się do niej.
     Uważnie obserwowała jego ręce. Sięgnął do jej twarzy i odgarnął włosy z ucha.
     – W przeszłości byłem… – przerwał. – Czujesz napięcie?
     – Czuję, że zaraz się odwrócę i pójdę porozmawiać z twoim dowódcą.
     – Od niego tego się nie dowiesz.
     – Gdy już cię tu nie będzie, to straci znaczenie – zapewniła go.
     – To, że mnie zwolni, wcale nie zagwarantuje, że mnie tu nie będzie.
     – Nie będzie cię tu – oznajmiła z pełnym przekonaniem.
     – Grozisz mi? – Zmrużył oczy.
     – Nie, skądże – zaprzeczyła z niewinną miną.
     – Więc skąd ten pomysł?
     – Tak mi się po prostu wydaje. – Uśmiechnęła się do niego.
     – Słodka i niebezpieczna – mruknął. – No więc w przeszłości byłem… – zawiesił na moment głos – łowcą czarownic – wyznał w końcu, odsunął się od Veroniki i założył ręce na piersiach.
     – Gdzie? – zapytała beznamiętnie.
     – To nie koniec przesłuchania? – Uniósł brwi. – Uważaj, bo ci się odwdzięczę.
     – Proszę. – Nie traciła pewności siebie. – Gdzie? – powtórzyła z naciskiem.
     – Mam wielu znajomych – powiedział. – Nawet w Nuln.
     – Grozisz mi?
     – Też masz swoje sekrety. – Rozejrzał się.
     – Gdzie?
     – W Altdorfie – odpowiedział po chwili milczenia.
     – Dlaczego już tego nie robisz? – drążyła.
     – To długa historia… – Wyraźnie nie chciał o tym mówić.
     – Z pewnością interesująca.
     – Z pewnością… Ale nie dla każdego.
     – Chętnie posłucham – powiedziała.
     – Naprawdę cię to interesuje? A może zamierzasz sprawdzać te informacje?
     – Jestem ciekawa, dlaczego już nie pracujesz jako łowca czarownic. To intratna posada, szczególnie w Altdorfie.
     – Owszem, powodziło się – przyznał. – Powiedzmy, że to nie było dla mnie.
     – Dlaczego? Chyba nie bałeś się wampirów? – dopytywała.
     – Nie – zaprzeczył, unikając jej wzroku.
     – Nie grozili też chyba twojej rodzinie, bo jej nie masz. Gdyby wymordowali twoich bliskich, pewnie robiłbyś to do końca życia. Mściłbyś się, więc wnioskuję, że to nie to – dedukowała.
     – Koniec przesłuchania – uciął ostro, po czym odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w stronę obozu.
     Tam wsiadł na konia.
     – A ty dokąd?! – krzyknął jego dowódca, podnosząc się z miejsca.
     – Nie twoja sprawa – warknął najemnik i już po chwili galopował na północ.
     Veronika patrzyła na to ze spokojem. Liczyła się z tym, że mogą mieć wroga w tym człowieku.

     Gdy zniknął jej z pola widzenia, postanowiła porozmawiać z Estalijczykami, którzy także obserwowali całe zajście z zainteresowaniem. Chciała ustalić, jakie informacje przekazali Alexowi.
     – Proszę wybaczyć jego zachowanie. – Po drodze zatrzymał ją dowódca. – Przy pierwszej lepszej okazji uzupełnię braki. On oczywiście już dla nas nie pracuje. Ktoś inny przejmie jego obowiązki. Może Kaspar?
     Skinęła tylko głową, bo w rzeczywistości było jej obojętne, który z najemników zostanie wyznaczony do jej ochrony. I tak zbytnio na nich nie liczyła.

     – O co was pytał? – czarodziejka zwróciła się do towarzyszy.
     – O nic – odparł Jose, wzruszając ramionami.
     – Chciał się wyspowiadać – wyjaśniła Estela, która nadal miała na sobie szaty ze świątyni Morra. – Powiedziałam mu, że nie jestem kapłanką… Chyba będę musiała się przebrać.
     – Jak chcesz – rzuciła Veronika, patrząc w stronę traktu.
     Nie pomyliła się co do Alexa.
     – Tylko że nie mam w co – kontynuowała Estalijka.
     – Może któraś z moich rzeczy będzie ci odpowiadać – zaoferował mag.
     – Pożyczę ci coś – zaproponowała czarodziejka.
     – Będę wdzięczna. Jak tylko wrócimy do miasta, udam się do Zakonu, gdzie z pewnością udzielą mi pomocy.
     – Jakiej pomocy potrzebujesz? – zapytała Veronika.
     – Nie mam pieniędzy. Będę potrzebowała konia i eskorty, by wrócić do kraju – wyjaśniła dziewczyna.
     – Jose wszystkim się zajmie. On też się tam wybiera – powiedziała czarodziejka, po czym ruszyła w stronę swojego rumaka, gdzie były jej bagaże.
     Gdy odchodziła, usłyszała, jak zdziwiona Estalijka zwróciła się do maga:
     – Nie wspominałeś o tym. Myślałam, że jesteś na stałe związany z Imperium.
     – To był taki luźny pomysł – odparł.

     Po tym jak kobieta przekazała Esteli swoje spodnie i koszulę, poszła obudzić narzeczonego.
     – Niech pan każe zbierać się ludziom – poleciła po drodze dowódcy najemników.
     
     – Dlaczego odsyłasz eskortę? – mruknął zaspany Gert, gdy usiadła obok niego.
     – O czym ty mówisz? – Nie rozumiała.
     – Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ruszamy?
     – Ruszamy – potwierdziła. – Najwyższa pora.
     – Miałem nadzieję… – Podniósł się z wysiłkiem i pocałował ją.
     – Straciliśmy jednego człowieka – poinformowała go Veronika. – Alex odjechał.
     – Dokąd? – zapytał zaskoczony.
     – Tego nie wiem, ale kierował się na północ.
     – Szpieg?
     – Nie mam pojęcia. – Wzruszyła ramionami i powtórzyła mu wszystko, czego dowiedziała się od najemnika.
     – Może powinienem za nim pojechać? – Popatrzył w stronę drogi.
     – Po co? Co on może nam zrobić? – Nie czuła już szczególnego zagrożenia ze strony Alexa.
     – W zasadzie nie jest tak niebezpieczny jak dziesiątki wampirów – stwierdził Gert.
     – Niczego stąd nie wyniósł. Niczego, czego one by nie wiedziały. Obawiałam się raczej tego, że mógłby zaszkodzić nam później. Nie wiemy, dla kogo tak naprawdę pracuje, a jest inteligentny. Przebywanie z kimś takim to zawsze ryzyko. Szczególnie dla ciebie.
     – Szpieg powinien być inteligentny – zaznaczył.
     – Właśnie. Nie zakładam, że po to się tu zjawił, ale chciał dużo wiedzieć. I jest jeszcze jedna kwestia. Według niego wampiry się nie męczą, mogą biec bez przerwy. Wcześniej o tym nie słyszałam, ale to prawdopodobne.
     Mężczyzna pokręcił głową z niezadowoleniem.
     – Nie powinniśmy zatrzymywać się w nocy. – Rozejrzał się. – Muszę zapamiętać to miejsce. Świetnie mi się tutaj spało – powiedział, wstając. – Wygodne kamienie, przyjemnie łaskoczące robaki… Jedziesz ze mną? Znów mogłabyś się zdrzemnąć.
     – Nie. Będziemy musieli przyspieszyć.
     
     – Dziękuję. Ubranie pasuje. – Estela uśmiechnęła się do czarodziejki, gdy ta do niej podeszła.
     – Schowam szaty do swojej torby – zaproponowała Veronika, uznając, że w pewnych okolicznościach mogą okazać się użyteczne.
     – To nie będzie konieczne. Nie mam też koca. Może się przydadzą.
     – Chyba szkoda ich na to – zauważyła – ale jak chcesz…  
     – Może masz rację. Powinien je nosić sługa Morra – przyznała Estalijka. – Chyba wciąż nie mogę dojść do siebie. W ogóle nie powinnam ich przyjmować. – Z szacunkiem złożyła szaty kapłańskie i podała je kobiecie.
     
     – Ona jest nienormalna – Veronika wyszeptała do narzeczonego, gdy ruszali na południe. – Chyba ma zasady.
     – To jej powinniśmy się obawiać – stwierdził, a jego ton świadczył o tym, że mówił zupełnie poważnie.
     – W razie czego pozbędziemy się jej. Zresztą i tak nie wykluczam, że to będzie konieczne. Gdyby wampir miał ją porwać, nie byłoby wyjścia.
     Gert pokiwał głową ze zrozumieniem.
     
     – Nareszcie… – powiedział, gdy zaczęło świtać. – Dalej nie jadę.
     – Powinniśmy jeszcze trochę wytrzymać – zasugerowała Veronika, starając się ignorować doskwierające zmęczenie.
     – A co dalej? – zapytał ją narzeczony.
     – Jak to co? Zdrzemniemy się i ruszamy.
     – Ale ja nie o tym. – Pokręcił głową. – Jeśli dziś przyłączyło się do nich dziesięć… Nam nie przybywa ludzi, a ich z każdą nocą będzie coraz więcej. Może powinniśmy pozastawiać jakieś pułapki. W dzień mamy czas.
     – Musimy się oddalać. Jeśli się zatrzymamy, rozniosą nas. Nie mamy czasu na pułapki – stwierdziła czarodziejka.
     – Potrzebujemy planu „B” – upierał się Gert, ale żadne z nich nie było w stanie wymyślić niczego sensownego.
     
     – Moglibyśmy zrobić pętlę albo przynajmniej ostro odbić w bok i przepuścić je, a potem ruszyć na spotkanie Ediemu – odezwał się w końcu, wyrywając narzeczoną z zadumy.
     – To jest dobry pomysł – przyznała – tylko trzeba to zrobić w odpowiednim momencie.
     – O zmierzchu, gdy nie będzie nas widać. – Nieco się ożywił.
     – A jeśli czytają ślady?
     – Trzeba im dać coś do czytania. Jak to zrobić? Dziewczynę powinniśmy zabrać ze sobą… Jose też – głośno myślał.
     – Musimy trzymać się razem, żeby nie osłabiać grupy. Istnieje prawdopodobieństwo, że się na to nie nabiorą. Poczekajmy z tym do spotkania z najemnikami Ediego. Muszą być gdzieś niedaleko. Zjedźmy z drogi w miejscu, gdzie będzie woda albo chociaż gęsty las. Spróbujemy zatrzeć ślady – powiedziała.
     – Pewnie nie będą zakładać, że skręcimy. Mogą myśleć, że jedziemy do Estalii odwieźć dziewczynę… Trzeba to dobrze zaplanować. Można na przykład posłać kogoś dalej z kilkoma końmi. Zrobiłyby odpowiednie ślady. To zwiększyłoby nasze szanse…
     – Przede wszystkim musimy się przespać i dogonić najemników Ediego – stwierdziła, przerywając mu.
     – A możemy już się zatrzymać? – zapytał.
     – Tak. Zarządź postój.
     – Uwaga! – Odwrócił się do pozostałych. – Zarządzam postój! Nie wiem, jak się wydaje takie polecenie. – Spojrzał na narzeczoną.
     Veronika pokręciła głową z rozbawieniem.
     – Zatrzymujemy się, żeby trochę odpocząć – powiedziała, po czym wszyscy stanęli i bez zwłoki pozsiadali z wierzchowców.
     Natychmiast zabrali się za przygotowywanie miejsca na obóz.
     
     – Od razu mi lepiej, jak sobie pogadaliśmy. Teraz to ma sens – przyznał Gert, gdy z narzeczoną rozkładali na trawie koce. – Mogę go załatwić. Zakraść się do jego trumny, wślizgnąć do środka i wbić mu kołek.
     – Już raz mu się wślizgnąłeś do trumny.
     – Ale go tam nie było.
     Oboje się roześmiali.
     – A co z jego sztuczkami? – zapytał zupełnie poważnie. – Przecież on nam znowu zwieje.
     – To możliwe, dlatego musimy go zaskoczyć. Możemy o tym porozmawiać kiedy indziej?
     – Powinniśmy zweryfikować plan – zauważył.
     – Dobrze, więc ty weryfikuj, a ja idę spać – powiedziała. – Niech pan wyznaczy warty – zwróciła się do dowódcy. – Jeśli ktokolwiek pojawi się na horyzoncie, proszę nas obudzić.
     Mężczyzna skinął głową.
     – Ruszamy w południe – dodała, zanim się położyła.

     Gert obudził narzeczoną o ustalonej porze. Wszystkim było ciężko wstawać. Byli naprawdę przemęczeni, jednak nie mogli sobie pozwolić na zasłużony odpoczynek. Śniadanie jedli w międzyczasie, zbierając swoje rzeczy i pakując je na konie. Większość krzątała się w milczeniu.
     Czarodziejka uporała się z tym szybko, więc w oczekiwaniu na pozostałych, sięgnęła po pamiętnik Dietmunda von Carsteina. Odeszła na bok, by nikt jej nie przeszkadzał.

Fanriel

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1853 słów i 11443 znaków.

2 komentarze

 
  • Margerita

    łapka w górę Gercik jak zwykle się martwi cały on

  • Fanriel

    @Margerita, dziękuję. :)

  • AnonimS

    Akcja nabiera rozpędu tak jak lubię. Ciekawe jaką rolę wyznaczyłaś dla Alexa bo że się jeszcze pojawi to pewne. Natomiast gdzieś zniknęli koledzy Arthura .... :cheers:

  • Fanriel

    @AnonimS Dziękuję za kolejny komentarz. :) Nie myślisz się co do Alexa. Jeszcze się pojawi. Pozdrawiam.