Strażnicy cienia II część 53 - KONIEC

Błyskawicznie odwróciła się w jego kierunku i niemal w tym samym momencie znalazła się w nieprzeniknionej ciemności.  
     Znała ten czar.
     – Co się dzieje?! – wrzasnął któryś z najemników. – Nic nie widzę!
     Czarodziejka nie mogła sobie darować, że nie nauczyła się jeszcze rozpraszania magii. Była bezsilna. Mogła liczyć jedynie na Jose. Tylko on był w stanie to zrobić.
     – Niech nikt się nie rusza! – rozkazał Gert.
     – To długo nie potrwa! – krzyknęła Veronika.
     – Jose, zrób coś – prosiła Estela.
     – To zasadzka! Szarża! – docierały do nich tubalne okrzyki krasnoludów. Sądząc po odgłosach, zbliżały się, tratując wszystko po drodze.
     Kobieta szybko przeanalizowała sytuację, szukając najlepszego wyjścia. Wiedziała, że Strefa mroku to zaklęcie obszarowe, więc najrozsądniej byłoby opuścić teren nim ogarnięty.
     – Wszyscy jedźcie w lewo! – krzyknęła i powoli skręciła.
     Zewsząd docierały do nich nieartykułowane, nienawistne ryki. Mimo to czarodziejka nie traciła zimnej krwi.
     Wyjechała z ciemności prosto na trzy wampiry, które właśnie na nią nacierały. Nie miała wiele czasu na reakcję. Wyciągnęła miecz, spięła konia i ruszyła w ich stronę. Kątem oka zauważyła jeszcze rozproszone krasnoludy zaciekle walczące z otaczającymi je wrogami.
     Wampiry przypuszczały atak ze wszystkich stron, a zdezorientowany Jose jako jedyny nie wyjechał z ciemności.
     Ktoś strzelił.

     Czarodziejka wiedziała, że nie ma szansy w bezpośrednim starciu ze zbliżającymi się bestiami. Zamierzała przejechać między nimi jak najszybciej, zadając przy okazji jak największe obrażenia. Jej rumak skierowany na wroga zaatakował kopytami. Siła uderzenia odrzuciła wampira w bok, lecz mimo to zamachnął się na nią. Poczuła przeszywający ból. Drugi z nich także błyskawicznie wyprowadził cios. Trzeci natomiast rzucił się na kobietę, próbując ją złapać i ściągnąć z konia. Siedząc, miała ograniczone pole manewru, nie była w stanie tego uniknąć. Coś gwałtownie szarpnęło jej ciałem i odruchowo zacisnęła uda, by nie spaść z wierzchowca. Wampir wczepił się w nią pazurami i mocno się trzymał, przez co była częściowo unieruchomiona. Jedyne, co mogła robić, to próbować uwolnić się z jego uścisku. Cudem udało jej się uderzyć go łokciem, w wyniku czego puścił ją i spadł na ziemię.
     Gwałtownie przyspieszyła, by zostawić je w tyle. Skutecznie mogła z nimi walczyć jedynie przy użyciu magii.
     Biegiem ruszyły za nią. Veronika gorączkowo rozejrzała się w poszukiwaniu walczących, którzy mieliby przewagę nad wampirami. Od razu pojechałaby w ich stronę, bo potrzebowała pomocy. Wszyscy jednak byli rozproszeni i osaczeni przez wrogów, ale na szczęście dosyć dobrze sobie radzili.
     Estela starała się zapanować nad ludźmi. Bestie tylko jej nie atakowały. Uciekały, gdy próbowała podjąć walkę.
     Gert galopował w stronę narzeczonej.
     Ten, którego czarodziejka zrzuciła z konia, doganiał ją w błyskawicznym tempie. Odwróciła się w siodle i zamachnęła się na niego mieczem. Cudem udało jej się go trafić. Niestety nie zadała mu śmiertelnych ran. Rozwścieczony rzucił się na nią z wrzaskiem i znów ją unieruchomił.
     Próbował ją ugryźć.
     Gert dojechał do ostatniego, który biegł za Veroniką i zajął go walką.  

     Wampir cały czas szarpał kobietę i usiłował wbić w nią kły. Bezskutecznie próbowała się uwolnić z jego uścisku. Jedyne, co mogła zrobić, to skierować rumaka w stronę krasnoludów.
     Nagle koń podskoczył. Nogi Veroniki ześlizgnęły się z jego kadłuba i straciła oparcie. Razem z wampirem wyleciała w powietrze. Na ziemi znalazła się pod bestią, która od razu zaatakowała ją kłami. Przerażona kobieta gwałtownie się szarpnęła i dzięki temu udało jej się wyślizgnąć spod wroga. Nie widząc lepszego wyjścia, leżąc na ziemi, wypowiedziała zaklęcie Sztylety cienia. Pociski trafiły w brzuch podnoszącego się właśnie wampira z taką siłą, że padł na plecy. Nie zginął. Z wściekłością odwinął się ręką zakończoną ostrymi pazurami. Sięgnął Veronikę, zadając jej potworny ból, po czym zaczął wstawać. Czarodziejka nie traciła na to czasu i ponownie użyła magii. Tym razem rzuciła po jednym sztylecie we wstającego i nadbiegającego wampira. Podnoszący się upadł, chwycił się za nogę i zaczął przeraźliwie wyć. Silnie krwawił i nie stanowił już żadnego zagrożenia.
     Gert dopiero wtedy pokonał swojego przeciwnika i natychmiast ruszył w stronę narzeczonej.
     W tym czasie drugi z wampirów przeszedł do ataku. Skoczył na czarodziejkę i wyprowadził celny cios. Wbił szpony głęboko w jej brzuch. Desperacko walcząc o życie, znów wypowiedziała zaklęcie. Jej sztylety zraniły go w rękę i korpus. Padł na nią bez ruchu.
     Była tak wycieńczona, że nie mogła nawet go z siebie zrzucić. Czuła przeszywający ból i ogromne pragnienie, by choć przez chwilę odpocząć. Popatrzyła na twarz leżącego na niej. Wyglądał jak człowiek, przeciętny wieśniak. Był martwy.
     Zewsząd dochodziły do niej jakieś przytłumione, bliżej nieokreślone dźwięki.  

     Ciało zsunęło się z niej. Gert przyklęknął przy narzeczonej i zaczął ją oglądać. Rozerwał jej koszulę i przeklął. Veronika z wysiłkiem spojrzała na swój rozszarpany brzuch. Straciła już mnóstwo krwi.
     – Nie ruszaj się – polecił jej drżącym głosem.
     Zerwał z ramienia płótno i przyłożył je do rany. Potem położył na nim dłoń kobiety. W pośpiechu sięgnął do torby, z którą się nie rozstawała.
     – Zostaw to – zaprotestowała ledwo słyszalnie.
     – Nie ruszaj się. Nic nie mów – powiedział, szukając czegoś w środku.
     – Zostaw to…
     – Chcę ci podać miksturę – wyjaśnił i odłożył na bok jej księgę.
     – Nie wyciągaj tego.
     – Nie będę teraz czytał. Nie ruszaj się i nic nie mów – powtórzył.
     W końcu znalazł lekarstwo.
     – Natychmiast schowaj tę książkę – nalegała szeptem.
     – Nie zachowuj się jak baba. – Otworzył fiolkę. – Schowam, jak to wypijesz. – Wsunął rękę pod jej głowę, delikatnie ją uniósł i podał płyn.  
     Posłusznie wypiła wszystko, wiedząc, że to dla niej jedyny ratunek.
     – Książka – przypomniała narzeczonemu.
     Zaczął chować do torby to, co z niej wyjął i zerkał na ukochaną z wyczekiwaniem. Nadal silnie krwawiła.
     – Nic się nie dzieje – powiedział z niepokojem w głosie.
     – Dużo się dzieje – odparła cicho.
     – Mówię o ranach – doprecyzował, po czym szybko wstał i podbiegł do swojego konia.
     Pospiesznie ściągnął swój bagaż i korzystając z jego zawartości zaczął opatrywać narzeczoną. Miecz miał cały czas pod ręką i co chwilę nerwowo się rozglądał.

     Veronika była bardzo słaba, ale panowała nad palącym bólem, który nie ustępował. Dokoła nie było już słychać zgiełku walki. Ktoś wydawał jakieś polecenia. Świadomość zwycięstwa przyniosła jej wytchnienie.
     – Panie Schmidt! – zawołał głośno dowódca najemników.
     – Tutaj! – krzyknął Gert, nie ruszając się z miejsca.
     Kobieta zamknęła oczy. Musiała już odpocząć.
     – Ostatni raz pozwoliłem ci na takie wyczyny – głos jej narzeczonego zaczął się oddalać. – Jak tylko wrócimy do domu, a wracamy zaraz, kupię ci książkę kucharską. Koniec… Słyszysz mnie? Słyszysz?!

185 czyt.
100%31
Fanriel

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1302 słów i 7512 znaków, zaktualizowała 16 gru o 10:50 ·

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS 6 gru 11:31 ip:8328252

    Dramatyczna część. Podniosłaś temperaturę bo było za łatwo. Biedna Veronika może być oszpecona tyle że to magiczny świat i wszystko zdarzyć się może.