Jest-Takie-Miejsce 77

-Zdążyliście. – Pozwala sobie zauważyć Jolka.
- Nie myślałem, że Barbie potrafi tak szybko biegać – mówi uśmiechnięty Kuba i trąca mnie delikatnie ramieniem, tak, że wpadam na Damiana.
- Zachowuj się Kuba, jak nie chcesz, żebym znowu się pogniewała.
- A to już się nie gniewasz? – żartuje sobie ze mnie.
- Pozwólcie, że wam przerwę tę jakże ciekawą dyskusję. – Do rozmowy włącza się Damian. – Chciałem tylko zauważyć, że Kuba ma zajebiste spodenki. – Wszyscy się śmiejemy i wtedy rozpoczyna się msza.
Magda przygrywa na gitarze i zaczyna śpiewać:
, , Przyjdź Panie, przyjdź, czekamy dziś, do naszych serc, do naszych dni…Niech spłynie Twoja łaska i niech napełni mnie, bo nadszedł czas, by cały świat poznał Cię. Tyś królem jest, Tyś królem jest. Wołamy przyjdź, wołamy przyjdź…”
Fibi, Janek i Alek wychodzą z zakrystii i stają za ołtarzem. Uwielbiam taki widok. Jest to dla mnie niewiarygodne i niesamowite. Magia eucharystii.
- To gniewasz się? – szeptem pyta mnie Kuba.
- Ciiiiii. – Uciszam go, bo chcę się już skupić na mszy.
- Nie gnieeewaj się. – Śmieje się i ciągle mnie trąca, a ja tracę równowagę. Damian patrzy na nas, ale nie komentuje.
- Nie gniewam się. Cicho już bądź. – Kuba się tylko uśmiecha, a ja czuję, jak jego dłoń obejmuje moją. Wariat z niego. Nie protestuję. Zerkam na niego, ale on patrzy przed siebie.
- No co? Patrz się na Fibiego, a nie na mnie. Zuza, jak ty się zachowujesz? To msza – żartuje po raz kolejny, a ja czuję się taka szczęśliwa.
- Ok. Już się zachowuję, jak należy – mówię i wyrywam swoją dłoń z jego uścisku.
- Normalna akcja, że to akurat było na miejscu – odpowiada pewny siebie i znowu próbuje wziąć mnie za rękę, ale droczę się z nim i mu na to nie pozwalam.
Po mszy czeka nas obiad w plenerze. Całą grupą idziemy w fajne miejsce i wygodnie się rozsiadamy w cieniu. Chłopaki wracają do czekającego na nas autobusu i przynoszą z niego skrzynki z jedzeniem. Bułki, dżemy, wędliny, ser oraz przygotowany przez nasze kucharki kompot. Przygotowanie posiłku idzie nam całkiem sprawnie. Jedni zajmują się przekrajaniem bułek, inni ich smarowanie, a następni nalewaniem kompotu do plastikowych kubeczków. Kiedy już wszyscy są syci i gotowi na dalszy punkt wycieczki, wsiadamy do autobusu.
Tym razem nikt się nie spieszy i nie przepycha. Tak się złożyło, że stoję całkiem blisko i wchodzę do środka, jako jedna z pierwszych. Mimo, że wszystkie siedzenia są wolne, zajmuje dokładnie to samo miejsce, co przedtem. Wyglądam na Jolkę, ale gdzieś mi zaginęła i nie widzę jej jeszcze w środku. Za to niedaleko za mną idzie Kuba. Robi do mnie głupkowate miny, kiedy już siedzę na swoim miejscu przy oknie. Też posyłam mu głupią minę i się odwracam. Zerkam ostatni raz na jezioro. Będę je bardzo miło wspominać. Uśmiecham się i w myślach żegnam z miejscem, które stało się dla mnie wyjątkowe.  
- Cześć Barbie. – Odwracam się od okna i patrzę na siedzącego obok mnie Kubę.
- Chyba pomyliłeś miejsca.
- Normalna akcja, że niczego nie pomyliłem – odpowiada i ustawia plecak pod nogami.
Zbliża się Jolka, która dostrzega, że ktoś ją podsiadał. Dobrze się składa, bo przed nami siedzi Damian, bez Rafała… Rafi siedzi teraz z Matim tuż za nami. Jolanta nie ma wyjścia. Uśmiecha się do mnie i robi to, co chciała zrobić już na początku. Siedzi z nim. W końcu. Myślałam, że tylko ja i Kuba jesteśmy tacy… Powolni, jeśli chodzi o rozwój sytuacji. Jolka też nie ma jeszcze gwarancji, że między nią, a Damianem coś będzie. Zresztą czy w ogóle w tej kwestii można mówić o jakiejkolwiek gwarancji? Nigdy nie wiadomo, co los przyniesie. Trzeba się cieszyć chwilą, bo jutra może nie być.
- Widzisz, Joli też się podoba takie rozwiązanie – odzywa się Kuba, a Jola swoim uśmiechem potwierdza, że chłopak ma rację. Nam wszystkim takie rozwiązanie jest bardzo na rękę. Moja przyjaciółka i jej towarzysz odwracają się w naszą stronę i całą drogę się śmiejemy. Kuba czasami niby przypadkiem mnie dotyka. To bardzo miłe. Najlepiej byłoby, gdyby wcale nie przestawał. Mam wrażenie, że moja dłoń idealnie pasuje do jego. Zupełnie tak, jakby były dla siebie stworzone.
Jazda nie trwa długo. Po kilkunastu minutach autobus się zatrzymuje. Kapliczka, w której mieliśmy mszę i jeziorko, w którym wylądowaliśmy z Kubą, były na obrzeżach miasta, a teraz jesteśmy w jego centrum.  
- Teraz macie czas dla siebie. Umówmy się, że spotykamy się tutaj z powrotem za dwie godziny. Do tego czasu możecie chodzić, gdzie chcecie i z kim chcecie. Traktuję was jak ludzi dorosłych, więc ufam, że za dwie godziny, punktualnie każdy będzie w umówionym miejscu – mówi Fibi.
- Tak, tak. Nie jesteście małymi dziećmi. Nie musicie chodzić z nami za rączkę. Ale oczywiście zachowajmy wszelkie środki bezpieczeństwa – kontynuuje Janek. – Proszę żeby każdy wyjął telefon. Teraz podamy wam nasze numery telefonu. Jakby coś się działo to dzwońcie, jak na 112.  
Wszyscy sięgamy po komórki, a Fibi i Janek kolejno dyktują swoje numery. Każdy z nas je zapisuje i możemy się rozejść.
- Dokąd ruszamy? – pyta i bierze mnie pod rękę Damian.
- Ja bym zapalił – mówi Kuba, a Damian i Mateusz automatycznie akceptują jego pomysł.
- Tylko tym razem się nie spóźnijcie – przygaduje im moja ukochana przyjaciółka.
- Najlepiej będzie, jak pójdziecie z nami. Wtedy się nie zgubimy – śmieje się Damian. Całą grupką ruszamy przed siebie, nie wiedząc jeszcze dokąd prowadzi droga. Idziemy w szóstkę: Ja, Jola, Ania, Damian, Kuba i Mateusz. Po kilku minutach znajdujemy śliczną alejkę i park miejski.
- Idealnie. Można jarać – odzywa się Mati i wyciąga z kieszeni paczkę papierosów. Częstuje nas, każdego i każdą po kolei. Wszyscy jednak odmawiamy, bo ja i moje dziewczyny nie palimy, a Kuba i Damian mają swoje fajki. Chłopaki siadają na ławeczce, a my korzystamy z okazji i robimy sobie króciutką sesję zdjęciową. Ania najlepiej czuje się w roli fotografa, za to ja i Jola uwielbiamy pozować. Anka przejmuje więc aparat, a my z Jolką wymyślamy najróżniejsze, najdziwniejsze pozycje. Dobrze się przy tym bawimy.
Chłopaki obserwują nas z odległości kilku metrów. Rozmawiają o czymś, więc kontynuujemy zabawę. Kiedy nam się w końcu nudzi, Anka oddaje mi aparat. Siadam na trawie i oglądam wszystkie fotki. Zerkam w stronę chłopaków. Palą kolejnego papierosa.
- Zdjęcia obejrzę później – myślę sobie i wyłączam aparat. Kuba i Damian siedzą na ławce, a Mati stoi obok. Wszyscy są roześmiani. Jesteśmy na tyle daleko, że nie słyszymy, o czym mówią. Wyglądają tak dobrze, że grzechem by było nie strzelić im chociaż jednej fotki. Włączam aparat i z miejsca, w którym siedzę robię zdjęcie. Przymykam jedno oko i robię kolejne. Sprawdzam jak wyszły. Świetnie, ale to jeszcze nie to. Chcę czegoś innego. Chłopaki są tak zajęci sobą, że nie dostrzegają, że podchodzę trochę bliżej, z zamiarem sfotografowania ich. Patrzę przez wizjer i próbuję ustawić kadr. Są jeszcze trochę za daleko. Mateusz stoi z boku, więc zostaje ucięty. Kuba i Damian na ławce. Super. Ale to jeszcze nie to. Robię krok do przodu. Ustawiam aparat tak, aby zbliżył obraz najbardziej, jak się da. Obejmuję już tylko jednego z nich. Tak! Idealnie! Mam to. Moje pierwsze, własnoręcznie zrobione zdjęcie Kuby. Uśmiecham się do siebie i jestem dumna, że wyszło tak bosko. Robię jeszcze kilka i w końcu wszystkie dołączamy do chłopaków.
- Może pójdziemy coś zjeść? – proponuje Mateusz.
- Mijaliśmy fajną pizzerie – mówi Damian i wszyscy nabieramy ogromnej ochoty na pizzę.  
- Zuza, czytałaś list? – pyta Damian, kiedy jesteśmy już w drodze.
- Jaki list? – dopytują Mateusz i Anka.
- Od Patryka? Zerknęłam. Ale dokładnie całego jeszcze nie przeczytałam. I chyba nie będę czytać. Nie ma sensu. Opisał mi w nim prawie całe swoje życie.
- O jakim Patryku mówimy? – Mateusz się nie orientuje w temacie.
- Taki frajer podrywa Zuzę – tłumaczy mu Kuba w jednym zdaniu.
- Dlaczego od razu frajer? – śmieje się Mati.
- Kuba jest zazdrosny – żartuje sobie Jola.
- Normalna akcja, że nie do końca tak jest – próbuje się tłumaczyć.
- A jak jest? – pytam zaciekawiona.
- Jest frajerem, bo próbuje odebrać coś, co należy do mnie – mówi i przyspiesza kroku, nie czekając na moją odpowiedź. Wszyscy zaczynamy się śmiać z tego, co właśnie powiedział. Co niby należy do niego? Ja? Ja do niego należę? Nie wiedziałam… Czy to jakiś rodzaj deklaracji? Kuba słysząc nasze śmiechy, zatrzymuje się, odwraca w moją stronę i bardzo pewny siebie mówi:
- Normalna akcja, że będziesz moja. Może jeszcze o tym nie wiesz, ale tak właśnie będzie.

NIEjestemBARBIE

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1610 słów i 9029 znaków, zaktualizowała 17 maj 2016.

15 komentarzy

 
  • xd

    Kiedy kolejna

  • Milianna

    Kolejna część będzie standardowo około 23. Zgadza się? :woot:  :)

  • NIEjestemBARBIE

    @Milianna mniej więcej ;D Ale raczej bardziej po niż przed:)

  • Meluś

    Perfect  :jupi:

  • Nika....

    Dalej poproszę... ;) cudowne!! <3

  • Korni

    Geniaalne <33 jestem ciekawa kiedy w końcu sie pocałują ^^

  • ???

    Cudowne :D A końcówka BOSKA  :rotfl:  <3

  • Zielona96

    Coraz bardziej ubóstwiam Twoje opowiadanie <3

  • A

    Super!!! :) Hmm...zastanawiam sie  jaka akcje jeszcze zaplanowałaś na ten wyjazd...

  • NIEjestemBARBIE

    @A dowiesz się już wkrótce :) :) <3

  • luvhope

    O kurcze, chyba zakochałam się w tym opowiadaniu jeszcze bardziej! <3 Cudowne, cudowne i jeszcze raz cudowne! <3

  • Malineczka2208

    Haha Boskooo <3 A no normalna akcja że uwieeelbiaaam :) hahaha czekam na kolejną to też normalne i oczywiste :) hahaha Pozdrawiaam :*

  • niezapominajka13

    Jak zawsze najlepsze opowiadanie czekam na kolejne części

  • mysza

    Skoro jest tego taki pewny to lepiej niech się dobrze postara. Ubolewam, że Patryk został tak naprawdę od razu zignorowany, ale wcale nie potrzebuje Zuzy.

  • marTYNKA

    ????  no piękne

  • Misiaa14

    zajebiste! !!!

  • Sosenka

    Oooooooo dziewczyno uwielbiam cie pisz dalej !! <3  <3

  • NIEjestemBARBIE

    @Sosenka Dzięki! <3