Jest-Takie-Miejsce 162

- Niespodziewany gość mówisz – śmieje się Krzysiek. – Lany Poniedziałek już mieliśmy, to i wigilię możemy zaliczyć – żartuje.
- Lany Poniedziałek – powtarza Jolka, bo przypominają jej się nasze pierwsze chwile tutaj.
I ja doskonale pamiętam, jak Superman wylał na mnie herbatę podczas śniadania. Chyba nawet wtedy nie był jeszcze Supermanem.
- Zaśpiewajmy kolędę – proponuje moja stuknięta przyjaciółka.
- Jolaaaaa – Krzyś jest rozbawiony i chyba nie ma w zwyczaju śpiewać kolęd w środku lipca. U Jolki wygląda to trochę inaczej.  
- Przybieżeli do Betlejem pasterze – zaczyna Anka, a ja jestem w lekkim szoku, że tak szybko porwał ją pomysł siostry.
- Grając skocznie Dzieciąteczku na lirze. Chwała na wysokości, chwała na wysokości, a pokój na ziemi – śpiewają obie, a ja i Krzyś patrzymy raz na nie, raz na siebie.
- One tak zawsze? – pyta mnie cicho, a ja twierdząco kiwam głową, mówiąc:
- Zdarza się. Nawet Ance.
- A ty nie śpiewasz?
- Oddawali swe ukłony w pokorze… – kontynuują.
- Ja? Ja idę poszukać sianka pod obrusek – śmieję się i podnoszę, mając nadzieję, że na korytarzu spotkam Kubę lub Damiana. Najlepiej obu. Muszą się pogodzić. Matko Boska, przecież jest wigilia. Ogarnia mnie głupawka i zaczynam się głośno śmiać. Krzyś, rzecz jasna podziela mój nastrój. Wyglądam na zewnątrz. Korytarz jest zupełnie pusty, więc zamykam drzwi.
- Wiecie, że umiem grać na gitarze? – wypala nagle Krzyś i sprawia, że dziewczyny cichną.
- Serio?? – zachwyca się Anka.
- Tak. Niedawno zacząłem się uczyć. Nawet znam kilka kolęd.
- Musisz nam coś zagrać – Jolka się podrywa na równe nogi.
- Nie mam gitary tutaj.
- Krzysiu, ja też bardzo chcę, żebyś nam coś zagrał.  
- Lulajże Jezuniu – śmieje się Jolka.  
- Wszystko wam zagram, co tylko chcecie. Może za rok, wezmę ze sobą gitarę i będziemy śpiewać kolędy przez całe dwa tygodnie.
- Zwariowałeś? Mamy czekać rok?? Idę po gitarę – oznajmiam i już jestem przy drzwiach.
- Skąd?? – Krzysiek patrzy na mnie zdziwiony, ale dziewczyny już wiedzą.
- Damian – mówi Jolka, zupełnie jakby czytała w moich myślach.
Moi towarzysze popierają pomysł i cierpliwie czekają, kiedy ja ruszam w stronę pokoju Damiana. Nie zastanawiam się, czy spotkam w nim Kubę, czy będę razem, czy będzie cicho, niezręcznie i nieswojo. Nie. Nie myślę o tym wszystkim, bo idę tam w konkretnym celu. Muszę zdobyć gitarę.
Otwieram drzwi i wchodzę do środka bez pukania. Jest tylko Franek.  
- Hej – witam go i jestem troszkę zawiedziona, że nici z występu Krzyśka.
- Hej, Kuby nie ma, Damiana nie ma, jestem tylko ja – żartuje i się uśmiecha.
- Czemu sam? Dawaj, dawaj, idziesz ze mną.
- Dokąd?
- Do kawiarenki. Herbata na ciebie czeka.
- Przyszłaś po mnie?
- Jasne. – No może po niego i po gitarę, ale sam Franek też może być. Nie chcę żeby siedział sam. Przyda mu się odrobina towarzystwa. I to jeszcze jakiego. Pewnie się nie spodziewa, że za chwile będzie słuchał kolęd.
Idzie ze mną do kawiarenki. Poza dziewczynami i Krzysiem jest też Rafał, który zdecydowanie zawładnął sceną i teraz on daje popis. Trzyma w ręce łyżkę, która wciela się w rolę mikrofonu. Jedną nogę postawił na krześle, a wolną ręką imituje ruchy gry na gitarze.  
- Tylko nocą do klubu puls, jam-session do rana, tam królował blues, to już minęło ten klimat, ten luz, wspaniali ludzie, nie powrócą – śpiewa Rafi i bardzo się wczuwa.
- Nie powrócą już! – krzyczymy wszyscy i klaszczemy.
Nasz gwiazdor kontynuuje i muszę przyznać, że całkiem fajnie mu to wychodzi. Pobił nawet kolędy Jolki. Wolny czas, który mieliśmy bardzo szybko nam mija. Damian nie przyszedł. Chyba obawiał się obecności Kuby. Obu nie było w pokoju. A może…? Nie, nie chcę robić sobie niepotrzebnych nadziei. A może jednak? Byłoby cudownie, gdyby się pogodzili.
Całą grupą wychodzimy z kawiarenki i idziemy razem na stołówkę. Chwalimy Rafała i mówimy, że koniecznie musi to powtórzyć. Ten chłopak jest tak pozytywny, że sama jego mina poprawia mi humor.
- Zapraszam na świąteczny obiad – śmieje się Krzysiek i otwiera przed nami drzwi.
Zajmujemy miejsca przy jednym stoliku. Rozglądam się po sali. Nie ma w środku ani jednego, ani drugiego. Jestem bardzo zaskoczona, kiedy pojawiają się w drzwiach jednocześnie. W dodatku uśmiechnięci i pochłonięci rozmową. Serce wykonuje w mojej piersi jakiś dziwny manewr. Bardzo się cieszę, nie umiem tego wyrazić.
Podchodzą do nas i siadają na drugim końcu naszego stołu. Zbyt daleko, żebyśmy mogli porozmawiać. Ale to nic. Już wszystko wiem i nie potrzebuję znać żadnych szczegółów. Taki widok jest dla mnie wystarczającym wyjaśnieniem.
- Zuza, widzisz? – Krzyś trąca mnie w prawy bok i skinieniem głowy pokazuje śmiejących się chłopaków. Też zwrócił na nich uwagę.
- Widzęęę.
- Ok?
- Pewnie, że ok. W końcu zachowują się normalnie.
- A o co im właściwie poszło?
- Sama nie wiem. Nie znam się na tych waszych relacjach.
- Naszych? Moje tam są bardzo proste. Albo kogoś lubię, albo nie.
- Mam tak samo. Nienawidzę udawania. Jak kogoś nie lubię to mu nie powiem ,,zostań” chociaż w duchu się modlę, żeby pojechał i nie wracał.
Krzyś zaczyna się śmiać.
- No co??
- Czy jest ktoś poza Olgą kogo nie lubisz?  
- Hmmm – zaczynam się zastanawiać. – Tak od razu to nikt konkretny nie przychodzi mi do głowy.
- Tak myślałem.
- Ale co? – Uśmiecham się, bo nie mam pojęcia o czym mówi.
- Tak jesteś. Dobra i sympatyczna dla wszystkich. Między innymi dlatego tak bardzo cię lubię.
- Ooooo – wzdycham wzruszona i kładę głowę na jego ramieniu. – Ja ciebie też bardzo lubię, mój ty Supermanie.
Śmiejemy się jeszcze chwili i w końcu zajmujemy się posiłkiem.
- Jola – odzywa się Krzyś. – Kto czyta fragment Pisma przed wigilią? – Uwielbiam go.
- Ty! – krzyczę. – Czyń honory rodziny.

NIEjestemBARBIE

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1056 słów i 6073 znaków.

9 komentarzy

 
  • Malawasaczka03

    Jak zwykle cudo. ;)

  • nasiaaa

    Kocham najmocniej :* cudowne opowiadanie <3 czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :* <3

  • Freya

    Nie wiem, czy to był celowy twój zamysł, ale Jezus tak faktycznie, urodził się najprawdopodobniej w którymś z miesięcy letnich. Grudniowe datowanie jest po prostu cyklem astronomicznym, przesileniem dnia z nocą. I nie ma z nim nic wspólnego. Zostało "zawłaszczone" przez Kościół (czyli budowniczych nowej religii), aby wykluczyć wcześniejsze tradycje i wiary. Kilka tysięcy lat wcześniej ten dzień, był czczony jako narodziny Boga Słońca - Horusa. To zabawne, że obecnie znamy więcej faktów dotyczących dinozaurów (sprzed dziesiątków milionów lat), niż o wielbionym przez Kościół - Jezusie. Pozdro :beek:

  • czarnyrafal

    @Freya cośtu nie gra w Twojej wypowiedzi. Przecież Pismo Święte to między innymi /Dzieje Apostolskie / kopalnia wiedzy o Jezusie i jego nauczaniu i działalności. Po drugie Kościół nie jest żadnym budowniczym nowej religii a sam Jezus ją ustanowił w wieczerniku , a Kościół tę ustanowioną przez Jezusa religię nadal kontynuuje a nia buduje. To tak na szybko odpowiadam.  :faja:

  • zielonooka

    Genialne :* ❤️

  • Aka

    Superaśne <3

  • Krolewna

    <3

  • to_nie_ja

    Super  :kiss: kiedy next?

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością. :* :) dodaj coś szybko. :*

  • Sosenka

    Bosskie jak zawsze  <3