Jest-Takie-Miejsce 73

Kiedy dźwięki gitary cichną, Kuba kciukiem gładzi moją dłoń, zanim ją puści. To jedno z najlepszych uczuć, jakich dane jest mi tutaj doświadczyć. Wszystko, co z nim związane, automatycznie staje się wyjątkowe.
- Super! – krzyczy Janek. – Ok, można uwolnić ręce – śmieje się.
Ja i Kuba w tym momencie równocześnie ściskamy swoje dłonie mocniej, uśmiechamy się do siebie i chwilę później, choć niechętnie, rozdzielamy nasze ręce. Odwracam się i patrzę na przyjaciółkę. Nie muszę pytać, a ona nie musi mówić. Już wszystko jest dobrze. Wystarczy jedna piosenka, jeden gest i wszystko wraca na swoje miejsce. Cieszę się, że już jej przeszła ta chwilowa złość.
- Widzicie, jak wyjątkowe jest to, co wspólnie tworzymy? – Zadaje pytanie retoryczne Fibi. W pełni się zgadzam z jego słowami. Nie tylko małe grupki, które tutaj tworzymy są wartościowe. Cudowna jest cała magia wspólnoty. Jest tyle osób tutaj, które mnie zachwycają, które lubię, podziwiam, szanuję, z którymi będę chciała kontynuować znajomość po powrocie do domu.  
Po upływie godziny autobus się zatrzymuje. Okolica jest niesamowita. Zza szyby widzę maleńkie jeziorko. Nie zrywam się z miejsce, lecz czekam, aż pozostali wysiądą. Na razie obserwuję z odległości. Za chwilę nacieszę swoje oczy widokiem z bliska. Odwracam się. Kuba też ani drgnął. Czyżby czekał na mnie? Może… W końcu robi się luźniej. Jola wstaje, więc i ja się podnoszę. Wychodzę za przyjaciółką, a za mną nikt inny, jak Kuba. Chłopak łapie mnie za prawy bok i znowu zaczyna te swoje żarty:
- Ej, Barbie, ruszaj się, ruszaj.
- Nie dotykaj mnie, bo właśnie tylko mnie spowalniasz.
- Normalna akcja, że nie muszę cię spowalniać, bo i bez tego jesteś powolna. – Przedrzeźnia mnie. – Zobacz, wychodzisz prawie ostatnia.
- Jednak jest jeszcze ktoś, kto idzie za mną – mówię i otwieram szerzej oczy.
- Ciekawe czemu? – Przeciąga ostatnie słowo.
- No ciekawe. – Ściągam od niego i mówię podobnym tonem.
- Powiedzieć ci?
- Jak musisz. – Mrużę oczy i próbuję go troszeczkę wkurzyć.
- Normalna akcja, że ja nic nie muszę.
- To nie mów. – Dalej się z nim droczę. Jak go znam to i tak zaraz powie, czy tego chcę czy nie.
- Wspominałem już, że masz seksy spodenki? To jest właśnie powód, dlaczego nie idę z przodu – śmieje się, a ja odwracam w jego stronę i próbuję uderzyć go dla żartów w brzuch, ale kiedy się przymierzam, chwyta moją rękę i chyba nie ma zamiaru jej puścić.
- Puszczaj mnie, Kuba!
- Nieee.
- Zboczeniec – śmieję się i wbijam w niego paznokcie.
- Zuza! – krzyczy i drugą ręką mnie łaskocze. Idąca przed mną Jolka, odwraca się i głośno mówi:
- Mówiłam, że jest zboczeńcem. – Oboje się śmiejemy i przestajemy dotykać, bo zbliżamy się do wyjścia. Wypada zachować się grzecznie i kulturalnie. Wiem, że w przypadku Kuby to wyczyn, ale niech się chociaż postara.
- Do widzenia – mówi do kierowcy. Trochę treningu i będą z niego ludzie. Rozbawieni wyskakujemy z autobusu. Zatrzymujemy się i zbieramy wokół księży i animatorów.
- Za pół godziny mamy mszę w tej pięknej kapliczce – mówi Fibi i pokazuje ręką na stojący w pobliżu, piękny, maleńki kościółek.
- Teraz macie chwilę dla siebie. Możecie albo pochodzić sobie na zewnątrz, albo wejść już po cichu do środka. Tylko się nie spóźnijcie. Msza zaczyna się równo o dwunastej. – Informuje nas, a ja od razu zerkam na zegarek. Jest 11:32. Już niecałe pół godziny. Nie chcę jeszcze wchodzić do środka. Chcę podejść bliżej tego boskiego jeziorka.  
- Aaaa i jeszcze jedno, to nie jest to jezioro, w którym będziemy pływać – śmieje się Fibi. – Nad jezioro pojedziemy dopiero w drodze powrotnej.
To, że nie mogę tu pływać nie znaczy, że nie mogę podejść bliżej. Bardzo chcę przyjrzeć się uważnie. Jest śliczne, przy brzegu porośnięte trzciną wodną i pokryte różowymi nenufarami. Od razu wyciągam aparat. Na listku jednego z nich siedzi mała, zielona żabka. Nie mogę nie uwiecznić takiego widoku. Powolutku przykucam, żeby jej nie spłoszyć. Udało się. Żabka siedzi spokojnie, aż do końca sesji, którą dla niej zaplanowałam. To jezioro jest cudowne. Woda jest tak czyściutka i przejrzysta, że widać pływające przy brzegu ryby. Jest też ślimak. Oczywiście on też zostaje sfotografowany.
Kiedy przymierzam się, do zrobienia kolejnego zdjęcia, ktoś nagle zasłania mi oczy i już nie widzę mojego ślimaczka. To na pewno nie Kuba. Obstawiam, że to raczej jedna z dziewczyn. Dłonie wydają się delikatne, nie mogą należeć do żadnego chłopaka. Jola i Ania odpadają. One doskonale wiedzą, jak bardzo tego nie lubię. Po chwili osoba stojąca za mną zabiera ręce z moich oczu i przykuca obok mnie. To Anita. Uśmiecham się na jej widok. Dawno nie rozmawiałyśmy. Cieszę się, widząc ją w tak dobrej formie.
- Co robisz? – zagaduje mnie.
- Zdjęcia – odpowiadam i podaje jej aparat, żeby mogła obejrzeć moje, zrobione przed chwilą fotki.
- Śliczne są.
- Co jest śliczne? Barbie? No nie wiem, nie wiem, czy jest taka śliczna – wtrąca się Kuba.
- Jak to nie wiesz? – żartuję i leciutko chlapie go wodą.
- Najładniej wyglądasz, jak się złościsz. – Przypomina mi, już dawno niesłyszany tekst.
- Aaaa, no tak. Już prawie zapomniałam. Ale tak się składa, że teraz mam całkiem dobry humor i nic i nikt nie jest w stanie mi go popsuć.
- Jesteś pewna? – Przy tobie? Przy tobie niczego nie jestem pewna.
Anita wstaje i żegna się ze mną skinieniem głowy. Jej miejsce zajmuje Kuba.  
- To jak? Dasz się zdenerwować inaczej, czy muszę cię pochlapać? – pyta rozbawiony. Uśmiecham się pod nosem i odpowiadam:
- Nawet nie próbuj. Za chwilę idziemy na mszę. A ubrań na przebranie nie mam, więc nie błaznuj.  
- Ej, Barbie? A kto powiedział, że do kościoła nie można wchodzić w mokrych ciuchach?
- Ja tak mówię!
- Nie przypominam sobie, żeby Fibi, albo Janek nas o tym informowali.
- A ja przypominam sobie, że miałeś zachowywać się normalnie. – Wtedy on szybko się do mnie zbliża i bierze mnie na ręce. Podchodzi do samego brzegu, tak że jego buty stykają się z wodą.
- Kubaaaaa! – krzyczę.
- Co tak krzyczysz kochana? – Najwyraźniej dobrze się bawi.
- Puszczaj! – Trzymam się go najmocniej, jak potrafię.
- No widzisz, od razu piękniej wyglądasz.
- Czy mógłbyś postawić mnie na ziemię? – pytam spokojnie, mając nadzieję, że to pomoże.
- Mógłbym – robi krok do przodku, nie przejmując się ani trochę tym, że jego buty są już pod wodą. – Tutaj? – pyta, a ja wtulam się w niego, prosząc, żeby tego nie robił.

NIEjestemBARBIE

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1212 słów i 6816 znaków, zaktualizowała 12 maj 2016.

12 komentarze

 
  • niezapominajka13

    super czekam na dalsze części

  • opowiem1234

    Proszę o więcej <3 super piszesz ☺ :*

  • Milianna

    Kocham i czekam <3  :kiss:

  • luvhope

    Uwielbiam każdą część <3 Masz mega talent do pisania i mam nadzieję że będziesz pisać cały czas! <3

  • Majka

    Mega ????????????

  • Malinnkowo

    Kocham to <3 tak jak inni uważam że taki maraton by mógł być codziennie kochana  <3  <3  <3

  • xd

    Zgadzam się z tym ze maraton mógłby być codziennie ja kocham to co piszesz i zazdro wgl talentu  :jupi:

  • A

    Hehe  Kubuś znów chce narozrabiać wrzuci do wody czy nie hehe ten maraton mógłby być. Codziennie :))))

  • Martuśkowa

    no i fajnie :D Bardo lubię to opowiadanie :D

  • Meluś

    Kolejna chwila grozy... Kuba wrzuca Zuzke  do wody i nie idą  na mszę.  W tym czasie nieźle  się  bawią  i dochodzi doo  pocałunku! :* widzi to Patryk (jakimś  przypadkiem tam się  znalazł) i bije Kube .  :P Zaje zaje fajne! Znów  godzinkę czekam, a i tak wgl to ten maraton mógł  by być  codziennie  ;)

  • Dream

    Czytam tyle opowiadań na lol'u, że mylą mi się wszystkie tytuły i historie z nimi związane xD Ale twoje opowiadanie jest jednym z niewielu, które kocham całym sercem i nie chce nigdy o nim zapomnieć ❤❤