Jest-Takie-Miejsce 144

Przenoszę wzrok na leżącego na moim talerzu kotleta i czuję się tak, jakby mi coś odebrano. Kuba podarował mi maleńką chwilę czegoś, co było kiedyś. Spojrzał na mnie tak, jakby chciał powiedzieć tym spojrzeniem, że i jemu tego cholernie brakuje. Co mogę zrobić? Nie mam żadnego pomysłu. Wszystkie się wyczerpały i każdy jeden był do kitu.
- Panie Boże, jesteś jedyną osobą, która może pomóc – zaczynam rozmowę w moim sercu, która słyszalna jest tylko dla mnie i dla Niego. – Nie proszę Cię, żeby było jak wczoraj, nie proszę, żeby było lepiej. Nie proszę cię nawet o to, żeby Kuba chciał ze mną rozmawiać. Chcę Ci powiedzieć, że sama nie jestem w stanie zrobić nic. Mam świadomość mojej bezsilności, bezradności, maleńkości. Ale to nic. Wiem, że jesteś obok i nieustannie nade mną czuwasz, choćbym przestała to zauważać. Skoro tak jest, to znaczy, że tak ma być. Może to nie najlepszy moment, niezbyt odpowiedni na takie wyznanie, ale chcę Ci powiedzieć, że Ci ufam. Może masz dla mnie lepszy plan, niż sama jestem w stanie sobie wymyślić. Niedługo spotkamy się przy konfesjonale. Myślę, że jestem gotowa.
- Zuza, chcesz sałatkę? – Słyszę głos Anki, która właśnie nieświadomie przerwała mi rozmowę.
- Poproszę – odpowiadam i w końcu biorę do rąk sztućce.
Po obiedzie wracam z przyjaciółkami do naszej klasy. Każdą z nas ogarnęła jakaś zaduma i spokój. Pewnie dlatego, że księża ogłosili, że za chwilę rozpocznie się spowiedź. Każdy z nich zajął jedną klasę. Fibi na górze, a Janek i Alek na dole. Oczywiście nie będziemy musieli w tych klasach siedzieć. Każdy ma prawo wyboru, dokąd chce pójść. Janek zachęca do spacerów. W każdym razie będzie to w formie rozmowy, jak zapowiadano wielokrotnie. Biorę do ręki Pismo Święte. Patrzę na okładkę, ale go nie otwieram. Znam swoje grzechy. Dam radę.
- I co? Do kogo idziecie? – pyta Ania.
- Do Janka – odpowiada Jolka.
- Do Fibiego – odpowiadam ja. – A ty?
- A ja ciągle nie wiem. – Widzę, że jest trochę zdenerwowana.
- To idź do Alka, bo pewnie będzie miał najmniej chętnych – proponuje Jola.
- Chyba masz rację. Pójdę na pierwszy ogień.
Rozmawiamy jeszcze jakiś czas, aż w końcu decydujemy, że jesteśmy gotowe. Dziewczyny muszą zejść na dół, a ja kieruję się pod salę, w której spowiada Fibi. Na korytarzu ustawione są krzesełka dla oczekujących. Podchodzę bliżej i widzę, że siedzą na nich Marta, Kasia, Rafał i Mati. Zajmuję miejsce obok Mateusza i pytam:
- Ktoś już jest w środku?
- Tak. Judyta – odpowiada Kasia.
- Jest stresik? – pyta Mati i trąca mnie ramieniem w bok.
- Maleńki – odpowiadam i uśmiecham się do kolegi. – Nie wiecie, jak sytuacja na dole? Kolejki są, czy jeszcze nie ma chętnych?
- Mamy czas do wieczora, więc pewnie jeszcze niektórzy zwlekają – mówi Marta. – Jak szłam na górę, to widziałam, że dopiero zaczynali się zbierać.
- Z tego co wiem, to do Janka było sporo osób, ale muszą czekać, bo ruszył z Damianem na spacer – odzywa się Rafał.
Naszym głównym, a właściwie jedynym tematem jest spowiedź. Gadamy, gadamy, gadamy, aż w końcu drzwi się otwierają i wychodzi zza nich Judyta, a jej miejsce zajmuje Marta.
- I jak?
- Jak było?
- W porządku?
- Fajnie?
- Jak Fibi? Ok? – zasypujemy dziewczynę pytaniami.
Judyta się zatrzymuje i kuca naprzeciwko nas.
- Suuuuuper! – krzyczy i sama sobie zakrywa ręką usta. – Naprawdę mega. Fibi jest świetny.
- Dzięki! – odpowiada nasz lider, wychylając się i śmiejąc radośnie.
Wszyscy mamy dużo lepsze humory. Czuję, że stres zaczyna mnie opuszczać, choć wcale nie był aż tak duży. Judyta schodzi na dół, bo obiecała zdać relację Oli. Po około piętnastu minutach drzwi się otwierają kolejny raz. Patrzę na Martę i ciarki mnie przechodzą, bo widzę, że oczy ma mokre od łez.
- Spokojnie, spokojnie – mówi, uśmiechając się. – Nie jest tak strasznie, jak wygląda.
- Co ten Fibi ci zrobił? – żartuje Rafi, a Marta opowiada, jak cudownie było za drzwiami, przez próg których właśnie przeszła Kasia. Kiedy nie mamy więcej pytań, Marta zostawia mnie w towarzystwie chłopaków.
- O proszę, kogo ja widzę. – Słyszę wesoły głos Mateusza i automatycznie oglądam się za siebie. Dopiero teraz zaczynam się stresować. Kuba. Uśmiecha się promiennie i pewnym krokiem idzie w naszą stronę.
- Siemanko – mówi chyba bardziej do chłopaków, niż do mnie.
- No siema – odpowiada Rafał. – Myślałem, że olejesz temat i nie przyjdziesz.
- Normalna akcja, że ja też tak myślałem, ale zmieniłem zdanie.
Siada na krzesełku obok, ale boję się na niego spojrzeć. Zachowuje się tak naturalnie, kiedy ja mam problem nawet z oddychaniem.  
- Ja to głównie po to tu przyjechałem – wyznaje Mateusz i przybiera poważniejszy, niż dotychczas ton. – Tyle rzeczy nawywijałem, że sam w końcu przemyślałem sprawę i jestem tu z własnej, nieprzymuszonej woli. A na tę spowiedź, czekam odkąd pierwszy raz usłyszałem konferencję Fibiego.  
Żadne z nas się nie odzywa, bo trudno przebić to, co właśnie usłyszeliśmy. Mateusz ma konkretny cel i ja go podziwiam za to, że nie krępuje się o tym mówić.
A skoro już mowa o skrępowaniu, to obecność Kuby sprawia, że jestem tak skrępowana, że bardziej się chyba nie da. Odkąd się tutaj pojawił, nie odezwałam się słowem. Chłopaki chyba to zauważyli, bo Rafał rzuca jeden z tych swoich głupich tekstów:
- Ej, Gołąbeczki, a co wy się do siebie nie odzywacie? – Uśmiecha się tak, jakby błysnął najlepszym żartem. Mi jakoś wcale nie jest do śmiechu. Nic nie odpowiadam. Kuba też tego nie robi.
- Ups, chyba został poruszony drażliwy temat – śmieje się Mati i kolejny raz trąca mnie w bok. Tym razem robi to z taką siłą, że niechcący delikatnie wpadam na Kubę. Odsuwam się od niego najszybciej, jak potrafię i patrzę na Mateusz, chcąc mu powiedzieć wzrokiem:, , Proszę cię, nic już nie mów.”
Niezręczną sytuację przerywa dźwięk otwierających się drzwi. Kasia od razu schodzi na dół, a nasz żartowniś Rafał wchodzi do środka. Zostaję tylko ja, Kuba i Mateusz. Zapada cisza. Jest dziwnie, głupio i okropnie, ale tak naprawdę, naprawdę okropnie niezręcznie. Chciałabym się stąd ewakuować.
- Serio się pokłóciliście? – pyta Mati i odwraca się w naszą stronę.
- Nie – odpowiadamy jednocześnie, ale nadal na siebie nie patrzymy. Na tym rozmowa się urywa.
Czuję się coraz gorzej. Nie mam pojęcia, co ze sobą zrobić. Co zrobić z myślami, z głośno bijącym sercem, ze spoconymi dłońmi, urywanym oddechem i tym przytłaczającym poczuciem bezsilności. Znajduję zajęcie tylko dla rąk. Zaczynam się bawić pierścionkiem, który noszę na palcu lewej dłoni. Wpatruję się w niego i zaczynam go obracać, podnosząc aż na wysokość paznokcia. I tak w kółko i w kółko. Rafał! Wyłaź szybko!
O matko! Właśnie uświadamiam sobie, że, jak Rafał wyjdzie, to jego miejsce zajmie Mateusz. Oznacza to tyle, że na tym wielkim korytarzu zostanę tylko ja i Kuba. Serce podchodzi mi do gardła, a pierścionek ląduje na ziemi. Turla się pod same drzwi. Zrywam się z krzesełka, żeby go podnieść, ale Kuba jest szybszy. Już jest o krok przede mną. Zatrzymuję się więc i obserwuję dokładnie każdy jego ruch. Pochyla się nad moim pierścionkiem i szybko podnosi go z podłogi. Nie mam wyjścia, muszę na niego spojrzeć. I wtedy nasze oczy spotykają się po raz pierwszy, odkąd tutaj przyszedł. Odnajduję w jego brązie spokój. Nie złość, wściekłość, nienawiść, czy niechęć. Widzę tylko spokój. Wyciągam do niego dłoń, licząc na to, że położy na niej moją własność. On jednak zaciska pięść, ukrywając w niej pierścionek i cofa rękę. Marszczę brwi, nie wiedząc, o co mu chodzi. On rozchyla usta w taki sposób, że wstrzymuję oddech. Zawsze robił taką minę, kiedy chciał wyglądać poważnie. Nadal panuje cisza. Po chwili Kuba robi krok w moim kierunku i wolną ręką dotyka mojej dłoni. Czuję ciarki na całym ciele. Podnosi moją dłoń do góry i ciągle patrzy mi w oczy. Pierwsza odwracam wzrok, tylko po to, aby zobaczyć, czy aby na pewno dzieje się to, co czuję. Kuba bardzo delikatnie wsuwa pierścionek na mój palec, po czym przekręca go tak, aby oczko było na samym środku. Kiedy kończy, jakby nigdy nic zajmuje miejsce na swoim krzesełku. Biorę głęboki oddech i robię dokładnie to samo, co on. Znowu siedzimy obok siebie, ale żadne nie decyduje się na rozpoczęcie rozmowy. Zerkam na Mateusza i widzę, że uśmiecha się pod nosem. Zbieram się na odwagę i odwracam w kierunku Kuby. Patrzę na niego i widzę, jak przeszywa mnie wzrokiem.  
- Ej, ej, ej! – krzyczy Mateusz. – Nie wiem, co jest z wami, ale macie się w tej chwili pogodzić.

NIEjestemBARBIE

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1626 słów i 9006 znaków, zaktualizowała 27 wrz 2016.

10 komentarze

 
  • Barbie

    Kiedy dodasz kolejną część? <3

  • NIEjestemBARBIE

    @Barbie Dzisiaj:) Właśnie piszę:) <3

  • Jolcia223

    Mam do Ciebie kochana pytanie. Patryk też ma spowiedź z Wami czy raczej nie? :* Suuuper :* czekam na kolejną ♡

  • NIEjestemBARBIE

    @Jolcia223 Nie, Patryk nie ma z NIMI spowiedzi ;P :)

  • Jolcia223

    @NIEjestemBARBIE Aaaa szkoda :( :) :P

  • Freya

    Taaa...ta spowiedź chyba odbędzie się przed drzwiami :ziober:

  • milenka25

    Poprostu genialne kochana czekam na następna część :*:*:*:*

  • nasiaaa

    Fantastyczne jak zawsze :*kocham<3

  • marTYNKA

    Mega kocham  <3

  • czarnyrafal

    Piękny kawałek opowiadania - taki trochę inny od pozostałych ale jakże prześliczny. Co tu dużo pisać-wspaniały talent Autorki kolejny raz zabłysnął. :kiss:  <3

  • cukiereczek1

    Kochana czekam na kolejną już. :* dodaj coś szybko. :-)

  • NIEjestemBARBIE

    @cukiereczek1 Pewnie, że dodam:) Jutro na pewno będzie:) Myślę, że wcześniej niż dziś:)

  • cukiereczek1

    @NIEjestemBARBIE ok to czekam niecierpliwie. :*

  • Nika....

    No to kiedy next? :D

  • NIEjestemBARBIE

    @Nika.... Pewnie jutro :)

  • Nika....

    @NIEjestemBARBIE to się cieszę :D

  • Paula13

    Kocham :-) :dancing: