Jest-Takie-Miejsce 32

Jeszcze nie zniknął mi uśmiech z twarzy, po rozmowie z Kubą, a już muszę popsuć sobie humor. Nadchodzą Romeo i Julia. Zaczynają się ćwiczenia. Robimy jakieś śmieszne skrętoskłony, kiedy podchodzi do mnie Damian.
- Co jest? – pyta. Czyli jednak zauważył, że zachowuję się dziwacznie.
- Kuba zabrał mi list. – Mam nadzieję, że się nabierze, że to o to chodzi.
- Kiedy?
- Przed chwilą. Pokazywałam go Oli, a on go zabrał i nie chce oddać. – Troszeczkę koloryzuję.
- Cały Kuba. Ale wiesz, że nie o to pytałem.
- A o co pytałeś? – Udaję głupią.
- Co się dzieje?
- No mówię przecież. Kuba zabrał mi list.
- Jesteś na mnie zła.
- Ja? Zła na ciebie? Nie.
- Nie chcesz ze mną rozmawiać.
- Przecież rozmawiamy.
- Unikasz mnie. – Nie daje za wygraną.
- Nie unikam.
- Zuza! Nawet na mnie nie patrzysz! – Przestaję robić skrętoskłony, staję w miejscu i patrzę mu prosto w oczy. – Tak lepiej. – On też nie wykonuje ćwiczeń. – Powiedz mi o co chodzi. No chyba, że wolisz, żebym biegał za tobą, jak Kuba – rozśmiesza mnie. – Ooo, uśmiechasz się, to chyba nie jest aż tak źle, co?
- A kto powiedział, że w ogóle jest źle?
- Nikt nic nie musi mówić. Zuza. Mów, co jest grane. – Chcę powiedzieć, że nie wiem, jak mam się zachować, że nie chcę przeszkadzać jemu i Jolce. Chcę powiedzieć, że wiem o pocałunku i że naprawdę bardzo się z tego cieszę. Chcę, bardzo chcę to powiedzieć, ale w rezultacie nie mówię nic, bo podchodzi do nas Jolka, a Fibi każde gdzieś biec.
- Wrócimy do tej rozmowy – mówi Damian i biegnie tak szybko, że ja i moja przyjaciółka zostajemy daleko w tyle.
- Kuba ma mój list od Patryka.
- Jak to Kuba ma list? Skąd?
- Tak właściwie, to sama mu dałam – śmieję się.
- Zaczęliście się normalnie dogadywać? – pyta radośnie.
- Nie wiem, ale jest jakoś inaczej.  
- Ale po co mu ten list?
- A po co mu moja opaska? Żeby mnie wkurzyć. Wiesz, że to uwielbia. Aaaa i powiedział, że będzie moim listonoszem. – Obie się śmiejemy
- Zazdrosny jest.
- Nie jest zazdrosny, tylko denerwujący.
- Jasne, jasne. I w ogóle go nie lubisz. Wiem – żartuje ze mnie, kiedy wracamy do szkoły.
Przebieram się szybko, bo wiem, że za moment będzie tu Damian. Zawsze chodzimy razem na śniadanie. Właśnie dlatego muszę wyjść przed nim. Nie chcę rozmawiać, bo głupio się czuję. Nie chcę żeby pomyślał, że jestem zazdrosna. Bo nie jestem. Jestem tylko wystraszona, że coś się popsuje między nami. To nie jest najlepszy moment na konfrontację. Zbiegam na dół. Rozglądam się, ale korytarz jest pusty. Wychodzę przed szkołę. Opara o ścianę stoi Anita, dziewczyna z łazienki. Znowu wydaje mi się, że jest smutna.
- Gdzie jest Damian? – pyta mnie i bardzo mocno mnie tym zaskakuje.
- Dlaczego mnie o niego pytasz?
- Bo on jest super. Bardzo mi się podoba. To znaczy wiem, że nie mam u niego szans. Zapytałam, bo ciągle widzę go z tobą. – Dlaczego wszyscy mnie o niego pytają? Czy my faktycznie byliśmy nierozłączni, że ludzie tak się dziwią widząc nas osobno?
- Nie wiem gdzie on jest. Przepraszam. Później pogadamy – żegnam się z Anita i podchodzę do Rafała, który właśnie wyszedł ze szkoły.
- Jak tam? Krzysiek się nie doliczył? – Uśmiecham się, na wspomnienie wczorajszej ,,kolacji”.
- Chyba nie. Nic nie mówił. A nawet jeśli to spał, jak zabity. Wiesz, jak on chrapie? – Znowu mruży oczy. – Wpadnij dzisiaj, to opanujemy drugie ciasto – rozśmiesza mnie.
- Ok. Jesteśmy umówieni. Superman ratuje od głodu! – Nasz nieoceniony super-bohater właśnie się pojawia, w towarzystwie Mikołaja i Franka.
- Cześć Zuza – wita się ze mną.
- Cześć Krzysiu. – Przytulamy się.
- Wiesz, co się stało? Ktoś mi chyba zakosił ciasto. Wczoraj kupiłem dwa, a teraz patrzę i jest jedno. – Od razu zerkam na Rafała, któremu oczy błyszczą, jak nigdy dotąd. Oboje próbujemy opanować śmiech. Udaje się tylko mi.
- Rafał nie śmiej się ze mnie. Mówię poważnie, zniknęło. – Krzysiu jest rozbawiony, ale chyba nie tak bardzo, jak my.
- Krzysiu! To straszne! Na pewno w szkole grasuje jakiś złodziej ciast. Dobrze, że jesteś Supermanem. Na pewno go wytropisz – mówię.
- Albo ich. Może działają w grupie zorganizowanej – dodaje Rafał i wszyscy się śmiejemy. Krzysiek nie ma pojęcia, że ci źli złodzieje, właśnie stoją przed nim i dobrze się bawią.
- Mówię mu, że sam pewnie zjadł, a teraz nie pamięta – odzywa się Mikołaj, a ja patrzę na minę Rafała. Jest bezcenna.
- Mikołaj, proszę cię. Pamiętałbym.
- Albo kupiłeś jedno.
- Kupiłem dwa.
- Krzysiek, powiedz mi w takim razie, co mogło się stać? Ktoś przyszedł w nocy, zjadł twoje ciasto i wyszedł? - Hahaha. Dokładnie tak było.
- Nie. To chyba jakaś magia. Znikające ciasto. – Krzysiek jest coraz weselszy.
- Krzysiu, następnym razem musisz spać z ciastem – wygłupiam się.
- A co to w ogóle było za ciasto? – pytanie Rafała sprawia, że wybucham śmiechem.
- Zuzia, nie wierzysz mi?
- Wierzę. Naprawdę. Śmieję się z Rafała.
- Jakie to było ciasto? To dzisiaj ja zakoszę – kontynuuje mój wspólnik.
- Takie zwykłe, drożdżowe.
- Ooooo, lubię. Pilnuj ciasta Krzychu, mówię ci. I nie mów nikomu więcej, że w ogóle masz jakieś jedzenie. – Jest tak wesoło, że zapominam dlaczego nie jestem teraz z Jolką i Damianem.

NIEjestemBARBIE

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 992 słów i 5486 znaków, zaktualizowała 12 paź 2016.

6 komentarzy

 
  • Majuszek

    Świetne ❤ Kiedy kolejna???

  • Nataliaaa

    Świetnee

  • tajedyna

    Świetnie piszesz :*

  • Milianna

    Potwierdzam inne komentarze. Cuuuuuudo! <3

  • A

    O matko i córko,aż brzuch mnie boli od śmiechu :D Po takim poranku to będzie na pewno dobry dzień:)
    Już  sie nie czepiam że krótkie bo i tak szybko dodajesz kolejne;)
    Naprawde super:) :*

  • Malineczka2208

    Cudo cudo cudenkooo :) Jak ja sie ucieszylam gdy zobaczylam gdy jest nowa czesc :D od razu humor sie poprawil ♡ hehe czekam na kolejne oczywisciee :* :)

  • NIEjestemBARBIE

    @Malineczka2208 <3 Kolejna część jutro w dzień :)