Życie trudne jest cz.77

Życie trudne jest cz.77Dwie godziny przerwy zostały wykorzystane na kilka organizacyjnych spraw. Stroje finalistów zostały zabrane do pralni, a na środku boiska zostały zorganizowane różne pokazy prowadzone przez animatora. Facet znał się na rzeczy, bo dzieci uczestniczące w pokazie wykazywały wielkie zaangażowanie. Żonglerka piłką i gra w klasy sprawiały im niesamowitą frajdę. Z boku przyglądały się im dzieci, dla których był organizowany ten turniej. Dwójka przyjechała na wózkach, inne w towarzystwie opiekunów dopingowały swoich rówieśników podczas zabawy w slalom z piłką między tyczkami.  
Krystian odświeżony po prysznicu w koszulce sprezentowanej przez siostrę poszedł w kierunku trybun. Zatrzymał go właśnie chłopiec na wózku.
- Proszę pana?
Odwrócił się w jego kierunku.
- Cześć.  
- Wspaniałe zagranie.  
- Dzięki. Tak jakoś wyszło.
- Czy zgodziłby się pan na zdjęcie ze mną?
- A dlaczego nie?
- To pan jest gwiazdą dzisiejszej imprezy.
- Ja? Jest wielu innych chłopaków, znacznie bardziej utalentowanych niż ja.
- Ale nie wielu decydowało o końcowym wyniku tak jak pan.
- Jestem Krystian.
- Kuba- chłopiec wyciągnął dłoń, którą uścisnął natychmiast.
Zaimponowało mu stwierdzenie, że był jednym z tych, którzy byli decydującymi o końcowym wyniku jego drużyny. Cieszył się tym, ale sukces był spowodowany jednością całego zespołu. To zespół pozostawił serce na boisku, a on tylko wykańczał akcje budowane przez wszystkich.
- Podpisze się pan?
- Na zdjęciu Ronaldo?
- To mój ulubiony zawodnik. A także pan od dzisiaj.
Chciał parsknąć śmiechem z tego powodu, ale się powstrzymał. Z dumą przyznał, że fajnie być autorytetem dla kogoś innego.
Stanął obok wózka. Złapał dłoń chłopca i uniósł do góry. Uśmiechnął się na słowa jego matki.
- Powiedz ser, ale po angielsku- dodała.
Wziął pisak do ręki i złożył podpis na zdjęciu.
„Dla Kuby, najwspanialszego kibica. Krystian”
- Dziękuję panu bardzo- zwróciła się do niego matka chłopca.
- To ja dziękuje- spojrzał na chłopaka- Ktoś dostrzegł w końcu mój talent. Pod dwudziestu kilku latach. Lepiej późno niż wcale- mrugnął mu okiem.
Oprócz uśmiechu Marty i spojrzenia Kuby nie było nic więcej do tej pory, co było godne zapamiętania z tej imprezy.  
- Dla takich momentów warto żyć- powiedział, gdy usiadł obok dziewczyn na trybunach.
- Widziałam. To już twój trzeci kibic tutaj.
- Doprawdy?
- Ja, Kinga i ten chłopiec.
- Kuba. Ma na imię Kuba.
- Skąd miał twoje zdjęcie?
- To była fotka Cristiano Ronaldo.
- Zdziwisz się jak za kilka lat ten autograf będzie warty sporą kasę.
- Jasne- parsknął śmiechem.
- Kinga? Co krzyczały trybuny po meczu półfinałowym?
- Skandowały twoje imię- dodała po chwili milczenia.
- Wiem. Wszystko słyszałem.
- Któryś z kibiców krzyczał nawet, że na trybunach siedzi selekcjoner.
- Tak. I pewnie kilku skautów z europejskich klubów.  
- Coś ty taki źle nastawiony? Zawsze chciałeś zostać piłkarzem.
- Kiedyś tak. Ale dzisiaj mam prawie trzy dychy. W piłce to już prawie zmierzch kariery.
W oczach Kingi widział, że coś chciała mu powiedzieć, ale natychmiast się odwróciła, gdy ich wzrok spotkał się tak nagle.
Przez dłuższą chwilę rozglądał się, dookoła, ale na razie nie nastąpił cud, o jakim myślał. Nigdzie nie dostrzegł Agaty, albo dobrze się maskowała, jeżeli była tutaj obecna. Jej spojrzenie rozpoznałby bez problemu ze sporej odległości.  
- Wierzę w ciebie braciszku. Puchar będzie wasz.
- Obstawiłaś u bukmachera?
- Uśmiechasz się. To dobrze. Wierzysz w siebie.
- Głodny jestem.
- Możemy gdzieś wyskoczyć. Do finału jeszcze godzina- Kinga spojrzała na swój zegarek.
- Nie daj się prosić, gdy cię zapraszają.
- Chyba nie mam wyjścia- wzruszył ramionami.
Poszli we trójkę do samochodu, ale szedł obok siostry. W samochodzie zajął miejsce z tyłu. Pojechali do centrum. Zamówił dużego kebaba bez obaw o jakiekolwiek sensacje, bo nigdy mu nie szkodził. Dziewczyny wybrały pizzę. Siedzieli na zewnątrz w ogródku. Ludzi było sporo. Pragnienie przyciągało tłumy. Większość popijała piwo. Został mu jeden mecz do rozegrania i nie mógł sobie pozwolić nawet na kufel. Obiecał Jarockiemu, że zrobią wszystko dla końcowego zwycięstwa. Byli blisko i nie chciał tego spieprzyć jedną, złą decyzją.
- Jak tam w pracy?
- W porządku. Szykujemy się do przejęcia kilku obiektów. Marta potrafi przekonać każdego. Cieszę się, że z nami pracuje.
Wiedział, że ma mądrą siostrę. Zastanawiał się jedynie nad tym wychwalaniem jej dokonań. Może były uzasadnione, a może Kinga chciała nieco wpłynąć na jego emocje.
- Może jeszcze coś do picia? Krystian?
- Może być pepsi bez cukru.
- Marta?
- To samo.
Kinga wstała i poszła do restauracji.
- Zachowujesz się nie fair.
- Ja?
- Kinga zachowuje się całkiem w porządku, a ty jesteś jakiś obojętny.
- Normalny. Jestem w związku z Agatą.
- Co nie oznacza, że powinieneś się wobec niej tak zachowywać.
- Jak?
- Zbyt ozięble. Jakby cię wcale nie obchodziła. A obchodzi. Zapytałeś, co w firmie.
- To źle?
- Dobrze. Mogłeś jej podziękować za doping. Nawet nie wiesz jak gardło zdzierała, kiedy kibice skandowali twoje imię.
- Marta, błagam cię.
- Przepraszam.
- Nie gniewam się, ale chciałem się skupić na razie na turnieju.
- Jasne.
- Wasze napoje.
Kinga postawiła oszronione szklanki przed nimi. Krystian jednym haustem opróżnił swoją.
- Mogłam wziąć dwie.
- Nie rób sobie kłopotu.
- Może pójdziemy nad Wisłę?
I poszli razem. Nad wodą było całkiem przyjemnie, choć zapach nie zachęcał do siedzenia nad brzegiem. Spacerowali bulwarem, aż doszli prawie do mostu Piłsudskiego. Krystian został w tyle i poszedł w kierunku kotwicy. Dzisiaj był ten dzień. Minąłby rok, od kiedy poznał Agatę. Słońce chowało się gdzieś za chmurami, było bardziej smutno niż tamtego dnia. Rozglądał się dookoła w poszukiwaniu cudu, który nie miał ochoty nastąpić.  
- Agata- szepnął dotykając kotwicy.
Zamknął oczy przypominając sobie dzień, w którym podszedł do dwóch dziewczyn i zagadał. Wygrał zakład, w którym nagrodą nie były tylko pieniądze, ale miłość, za którą tak tęsknił. Wszystko się wtedy odmieniło. Nie znalazł pocieszenia a kogoś, kto był gotów na wojnę nawet z rodzicami z jego powodu. Przypomniał sobie ją zziębniętą, kiedy stała pod drzwiami jego mieszkania. Usiadł buzią zwróconą w kierunku rzeki i skrył twarz w dłoniach. Chciało mu się płakać z powodu tego wszystkiego. Pragnął mieć ją u swego boku, ale ktoś pociągający za sznurki jego życia wybrał dla niego inny scenariusz. Gdyby wiedział, kto za to odpowiada natychmiast podjąłby negocjacje będąc gotów oddać wszystko, co ma, byle dostać Agatę z powrotem.  
- Wszystko w porządku?
Podniósł głowę do góry. Stała przed nim Kinga i to w miejscu, w którym poznał zupełnie inną dziewczynę.  
- Tak.
- Jak masz jakiś problem…
- Tak, wiem.
- Powinniśmy się już zbierać.
- Jasne.
Szedł za nimi w milczeniu. Szurał nogami po chodniku całkiem zrezygnowany, a miał przed sobą najważniejsze wyzwanie. Kiedy jechali wzdłuż bulwaru ostatni raz rzucił okiem na kotwicę, ciężką i potężną, która miała być symbolem silnego uczucia, jakim obdarzyła go Agata. Nie wydarzył się żaden cud. Agata nie zjawiła się nawet w ten dzień.  
- Wszystko stracone- szepnął i zamknął oczy próbując z powrotem wchłonąć łzy, które zostały już uronione.  
Próbował nie pociągać nosem, ale napór łez był zbyt silny. Obie już wiedziały, w jakim jest stanie. Przez zamknięte powieki wyobrażał sobie jak się, co chwila oglądają, ale dopóki były zamknięte obie milczały. Droga mu się strasznie dłużyła, a była przecież sobota a nie piątek popołudnie, kiedy to wszyscy wracają z miasta do domu na weekend. Po zatrzymaniu się samochodu policzył do trzydziestu i otworzył oczy. Byli już na miejscu, a on nie musiał się nikomu tłumaczyć. Wyszedł z auta udając się do szatni. Otworzył drzwi.
- Gdzie się podziewałeś kapitanie?
- Zróbmy to. Zdobądźmy puchar. To jedyne, co się teraz liczy- zajął wolne miejsce i ubrał świeży, pachnący strój z numerem dziesięć na plecach.  
  

1 komentarz

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 7 lipca

    Smutno się czyta o losavh Krystiana, kiedy nie ma przy nim miłosci jego życia. Kinga zapewne chciałaby czegoś więcej, ale narazie stara się nie napierać na uczucia Krystiana i czeka. Nadal coś do niego czuje i to jest naprawdę smutne, bo staram sobie to wyobrazic. Czy u nich wszystkich pojawi się kiedyś słońce? Trzymam za nich mocno kciuki