Życie trudne jest cz. 21

Życie trudne jest cz. 21– Ślicznie wyglądasz – ledwo wydukał z siebie, kiedy ją zobaczył.
– Dziękuje
Miała na sobie czerwoną sukienkę do kolan z odkrytymi plecami, czarne szpilki i włosy spięte tak, że prawie jej nie poznał.
– Ale nigdzie nie idziesz…
– Dlaczego?
– Zmarzniesz po drodze a jeszcze czeka nas powrót…
– To wezmę w torbę buty a na siebie założę bluzę?
– Już lepiej.
Wróciła się na chwilkę, aby zabrać czarną bluzę z żółtą buźką na środku. Wciągnęła zimowe buty i wyszli.
Powiew mroźnego powietrza dał natychmiast znać o sobie. Z automatu zakryli twarze w ucieczce przed zimnem.
– Fajny ten twój kolega?
– Tak, ma też fajną dziewczynę…
– Lepszą niż ja?
– Tego nie wiem za krótko się znamy.
– Ale z nią czy ze mną?
– Z tobą.
– Oby to był mały, niewinny żart.
– To twoja interpretacja.
– A jest jeszcze jakaś inna?
– Jest, ale zostawmy to na później.
Od jego ostatniej wizyty u znajomego minęło trochę czasu, co było widać po domu stojącym obok. Był wykończony no i w końcu zamieszkany. Na drzwiach wisiała świąteczna kokarda i skarpeta Mikołaja. Po jednym dzwonku otworzyła dziewczyna Karola:
– Cześć.
– Przyjmiecie wędrowców?
– Jasne zapraszam do środka, bo strasznie zimno.
Powiesili kurtki w pomieszczeniu wiatrołapu. Agata założyła szpilki i zostawiła bluzę na wieszaku obok swojej kurtki.
– Dawno cię nie było – przywitał się Karol.
– Zabiegany jestem ostatnio. To jest Agata.
– Miło mi cię poznać. Sporo opowiadał o tobie.
– Agata – uścisnęła rękę przyjaciela.
– Ja jestem Natalia.
– No to wszyscy się już znamy. Zapraszam w nasze skromne progi – objął ich gospodarz domu wprowadzając do salonu.
– Mam taki sam kominek.
– Wyprowadziłeś się z bloków?
– Dopiero, co wyszliśmy, ale nie widziałam takiego u ciebie…
– Na youtube sobie taki odpalam. Głośniki na maksimum i siedzę sobie przed monitorem.
Wybuch śmiechu był idealnym podsumowaniem ich reakcji na jego kominek.
– Niestety nie da się przy nim ugrzać – wyciągnął ręce w kierunku ognia.
– To fakt.
– Co do picia moi drodzy? – zapytała blondynka.
– Od czego zaczynamy? Co poleca gospodarz?
– Może po jednej kolejce whisky z pepsi?
Co do pierwszego rozlania panowała pełna zgoda.
Kiedy Karol zniknął w kuchni usiedli na kanapie stojącej przed ogromnym telewizorem.
– Dużo wam jeszcze zostało kredytu do spłaty?
– Jakieś dwadzieścia lat. Ale zmienił pracę na trochę lepszą. Kilka stówek więcej to zawsze coś.
– Co teraz porabia?
– Został asystentem projektanta, ale będzie musiał częściej wyjeżdżać a to już niedobrze.
– Pobudować dom i wcale w nim nie bywać – wtrąciła się Agata.
– Może zanim pojawią się dzieci zdąży zmienić pracę na inną?
– Też bym chciała mieć go stale przy sobie.
– Ty nadal pracujesz w banku?
– Jeszcze tak.
– Jakieś zmiany?
– Szukam czegoś bardziej spokojnego, klienci robią się coraz gorsi.
– Agata coś mało się odzywasz. Pracujesz czy studia?
– Liceum – odparła włączając się do dyskusji.
– Ale jakieś studia masz w planach?
– Mam wiele pomysłów. Chciałabym ukończyć filologię angielską i udać się w podróż dookoła świata. Chciałabym też zostać prawnikiem.
– Ambitna dziewczyna. Kinga też miała sporo ciekawych pomysłów.
Po tych słowach nastała niezręczna cisza, ale na szczęście w porę pojawił się gospodarz stawiając na stole tacę ze szklaneczkami zawierającymi bursztynowy płyn.
– Częstujcie się!
Krystian dolał sobie pepsi i jednym haustem wypił drinka. Chciał jak najszybciej zamknąć temat swojej byłej.
– Jak minęły święta? – zmienił temat rozmowy.
– A byliśmy u moich rodziców w pierwsze święto, potem pojechaliśmy do rodziców Nati.
– My mieliśmy swoje wspólne święta z chorobą w tle.
– Co się stało? – dociekał gospodarz.
– Nic, zwykłe przeziębienie – ucinała Agata.
– Wyobraź sobie, że przyjechała do mnie w letnich butach. Spóźniła się na autobus i przemarzła.
– Widzisz jak mocno cię kocha. Nie to, co mój mąż. Kazał mi ostatnio wracać autobusem ze szpitala.
– Karolu? Masz coś na swoje usprawiedliwienie? – spojrzał na kumpla.
– Miałem późno wrócić z pracy. Po co miała tam tkwić?
Słowo szpital źle mu się kojarzyło, ale musiał zapytać.
– Coś poważnego?
– Staramy się o dziecko – powiedziała z błyskiem w oku blondi.
– Wspaniała informacja, będę ciocią?
Krystian oczywiście przywołał sobie w pamięci wszystkie rozmowy z Kingą na temat potomstwa. W zasadzie nie chodziło o niego, więc w pełni podzielał entuzjazm swojej dziewczyny.
– Trzymam za was kciuki moi drodzy. Za zdrowie wasze i dzidziusia – uzupełnił szklanki wznosząc swoją do góry.
Stuknęli się wszyscy razem przybijając toast.
– Tata chce syna a mama zapewne córkę?
– Kochać będzie trzeba bez względu na płeć – przytulił swoją żonę Karol.
– Zaimponowałeś mi panie. Ale drzewa nie widzę przed domem…
– Może jeszcze zdążę posadzić.
– Zima dość mroźna nie wiem czy łopatę wbijesz.
– Jak nie to wiertarką wywiercę otwór – wybuchł śmiechem, którym zaraził resztę towarzystwa.
– Trzeba przygotować coś do jedzenia. Agata, pomożesz mi?
– Oczywiście, mamo.
– Wy sobie pogadajcie. Nie przesadzać z piciem, bo dopiero o północy bal chyba, że chcecie, aby księżniczki balowały z innymi królewiczami.
Mieli chwilę czasu dla siebie, więc usiedli na fotelach przy kominku.
– Jak cię przekonała?
– Nie musiała. Oboje uznaliśmy, że brakuje nam tutaj jeszcze tylko dziecka.
– Chciałbym być tak przekonany.
– Wiem, że ci ciężko po rozstaniu z Kingą z tego powodu.
– To już przeszłość. Choć spotkałem ją przed świętami.
– I co?
– Odegrała ciekawą scenkę. Odniosłem wrażenie, że tęskni. Napisała nawet coś takiego w smsie.
– A ty masz jakieś wątpliwości?
– Nie wiem. Mam mętlik w głowie.  
– Stąpasz po cienkim lodzie. Nie skrzywdź jej. Nie rób żadnych głupstw.
– A ty, co byś zrobił na moim miejscu?
– Chciałbym ci pomóc, ale Natalia jest tą jedyną, która akceptowała mnie takim, jakim jestem.
– Zazdroszczę ci, że to ta jedna i jedyna. Nie musiałbym sobie niczego porównywać.
– Widocznie tak miało być. Młoda nie ma parcia na dzieci?
– Ma dopiero osiemnaście lat. Kiedyś wspominała coś o dzieciach. Może zdążę dojrzeć do tego czasu.
– Wierzę w ciebie. Zdrowie!
Brzęk szklanek rozniósł się po salonie.
Na stole zaczęły się pojawiać sałatki, przekąski i oczywiście chipsy z krakersami, jakich nigdy nie brakuje na domowych imprezach.
– Może jakaś muzyka? Włącz coś mój drogi.
Chwycił w rękę pilot od kina domowego i z głośników popłynęła muzyka. Na pierwszy ogień hit z lat młodości obu chłopaków Dragostea din tei. Dziś każdy by się wstydził takiej piosenki, ale wtedy to był hit każdej zabawy.  
– Imprezę czas zacząć. Zapraszamy na parkiet…

3 komentarze

 
  • AuRoRa

    Znów poruszyli niezręczny temat, oby to nie zepsuło zabawy. Co do piosenki, to kojarzę z imprez weselnych swego czasu ;)

  • dreamer1897

    @AuRoRa Ciężko nie pogadać gdy drudzy chcą mieć dziecko. Kojarzysz to chyba z mojego pokolenia musisz być :dancing:

  • tylenaty

    Kiedy next.?

  • dreamer1897

    @tylenaty Myślę, że w tym tygodniu między czwartkiem a sobotą ;)

  • blondeme99

    Ciekawa fabuła i bardzo dobra spójność. Życzę weny i czekam już za następnym rozdziałem ;)

  • dreamer1897

    @blondeme99  
    Dziękuje za miłe słowo. Po takich komentarzach natchnienie przychodzi z wielką łatwością. Pozdrawiam :)