Życie trudne jest cz. 32

Życie trudne jest cz. 32Wczesne pobudki w tygodniu odsypiał głównie w niedziele. Otworzył oczy kiedy usłyszał ciche pukanie. Przeciągając się nasłuchiwał w nadziei, że mu się wydawało. Intensywność narastała jakby to było coś pilnego. Usiadł na brzegu łóżka, wciągnął laczki i poszedł przed lustro gdzie przeczesał włosy. Przekręcił zamki i otworzył drzwi. Wzdrygnął się natychmiast na powiew chłodu z klatki wybałuszając oczy jakby zobaczył ducha.
- Kinga? Co ty tutaj robisz?
- Chciałam porozmawiać.
- Byłaś biegać?
Zaprzeczyła kręcąc głową.
- Miałam zamiar zabrać cię ze sobą i wtedy byśmy sobie pogadali. Co ty na to?
- Rozmawiałem z Agatą o twojej wizycie.
- I?
- Ja nie bardzo rozumiem w co ty grasz.
- W nic. Potrzebowałam porady.
- U mojej dziewczyny?
- Skoro dotyczyła ciebie uznałam, że to odpowiednia osoba.
- Miałaś temat dla nas obojga. Możesz teraz mnie zapytać.
- Biegniesz?
Wiedział, że to jedyna opcja jeżeli chce się czegoś dowiedzieć.  
- Musisz dać mi kilka minut- westchnął ciężko.
- Mogę wejść?
Odsunął się i wpuścił ją do środka.
- Mogę poczęstować się kawą?
- Rozgość się. Wiesz gdzie wszystko jest.
Krystian poszedł do łazienki by odświeżyć się zimną wodą. Przez chwilę patrzył w lustro z niedowierzaniem.
- Przecież to jakiś absurd. Przychodzi z samego rana moja była a ja jakby nic wpuszczam ją do środka. Czego ty chcesz człowieku?- pytał sam siebie dostrzegając sińce pod oczami od niewyspania.  
Prosto z toalety poszedł poszukać zapasowy strój do biegania. Po ostatnim razie nie robił prania więc bieganie w nim byłoby strasznie niekomfortowe. Wrócił do kuchni i zobaczył ten widok jaki oglądał jeszcze kilka miesięcy temu. Popijała kawę z czerwonego kubka oglądając przyczepione do lodówki magnesy z wakacji.  
- Dziękuje- odparł sięgając po drugi, czerwony kubek.
- Zawsze robiłam to dla nas obojga.
- Wiem.
Odwrócił wzrok natychmiast kiedy spojrzała na niego. Spoglądał przez okno komentując pogodę.
- Mocno mrozi?
- Jak weźmiesz czapkę i komin to nic ci się nie stanie.
- Skoro tak uważasz- poszedł poszukać sportową czapkę i komin z polaru.  
Kinga umyła kubki i odstawiła na swoje miejsce.  
- Idziemy?
- Wezmę jeszcze rękawiczki.
Była dziewiąta trzydzieści kiedy wbiegli do lasu. Pierwsze dwa kilometry poszły gładko.
- Słyszałem, że chcesz wyjechać?
- Chyba będę musiała.
- Bo?
- Ja nie potrafię zapomnieć tak jak ty.
- Wcale nie zapomniałem.
Zatrzymała się na chwilę poprawiając sznurówki. Kiedy wstała dostrzegł w jej oczach płomyczek nadziei, że nie wszystko stracone.
- Czy ty chcesz powiedzieć, że…
- Nie. My nie możemy już być ze sobą.
- Odnoszę wrażenie, że czujesz coś innego niż mówisz.
Przeczytała go doskonale, bezbłędnie zaprzeczyła temu co mówił.  
- Teraz jestem z Agatą.  
- Nie mam zamiaru wtrącać się w to co jest między wami.
- Ale?
- Mam jedną sprawę. Po wszystkim zniknę z twojego życia.
Zastanawiał się co to może być ale nic konkretnego mu do głowy nie przychodziło.
- Pragnę dziecka…
- Wiem.
- Ale potrzebuję pomocy.
- Przecież ty się nie możesz odpędzić od facetów.
- To nie oznacza, że z byle którym chciałabym mieć dziecko. Poza tym od momentu naszego rozstania nie spotykam się z nikim.
- Bo?
- Nadal cię kocham.
Kiedy wbiegli ponownie na asfaltową drogę, która wracała do granic miasta wtedy na drodze stanął im myśliwy.  
- Przecież nie ma zakazu przebywania w lesie.
- Tak mi się wydaje.
- Zapraszam- wskazał miejsce na odpoczynek dla przyjezdnych.
- Czy my coś przeskrobaliśmy?- pytała Kinga.
- Ależ skąd. Mamy kulig dla dzieci ale kiełbasy starczy dla wszystkich.
- Jakiej kiełbasy?- dopytywał Krystian.
- Tamtej- wskazał im ognisko gdzie piekło się chyba ze sto kiełbasek.
Wszyscy troje wybuchli gromkim śmiechem.
- Widzę, że jesteście biegającym małżeństwem.
Kinga przez chwilę patrzyła na Krystiana czekając co odpowie myśliwemu.  
- Nie. Jesteśmy przyjaciółmi.
- Przepraszam ale wyglądacie mi na parę.
- Skusisz się?
- Nic nie jadłam przed wyjściem.
- To ile mam wam nałożyć?
- Ja poproszę trzy.
- A pani?
- Dwie i jakiś chleb.
- Oczywiście- wskazał im stolik blisko ogniska aby się ogrzali.
Usiadł naprzeciwko niej. Po chwili dostali swoje zamówienie złożone z kiełbasek, ogórka i chleba.
- Czy powie nam pan z jakiej okazji to ognisko?
- Przecież ferie są. Taki zorganizowany wyjazd dla dzieci.
- Fajna inicjatywa.
- Po co mają spędzać czas przed komputerem? Im się podoba- wskazał grupkę dzieci trzymających kiełbasę na kiju nad ogniskiem.
- Też lubiłem takie wypady poza dom. To były czasy. Najlepsi przyjaciele, namiot i kilka dowcipów z plecaka wyjmowanych każdej nocy.
Kinga wydawała się nieobecna. Wielkimi oczami i z wypiekami na twarzy obserwowała dzieci jak się śmieją. Była poza rozmową całkowicie skupiona na czym innym.
- A ty?- szturchnął ją lekko.
- Co ja?
- Też lubiłaś biwaki?
- Ja nie jeździłam- odparła nie odwracając wzroku od grupki dzieci.
Jadł w milczeniu dając jej czas na oswojenie się z widokiem takiej ilości dzieci. Dobrze wiedział jak mocno jej zależało na posiadaniu potomstwa.
- Obraziłaś się na mnie?
- Dlaczego? Za to, że powiedziałeś prawdę? Nie jesteśmy przecież małżeństwem. Ty nie potrafisz kłamać.
Te słowa wiele dla niego znaczyły bo zawsze wybierał prawdę. Lepsza ta najgorsza prawda niż najwspanialsze kłamstwo. Budowanie czegokolwiek na kłamstwie to jakby stawiać zamek na piasku. Kiedyś wszystko runie z wielkim hukiem.
- Dzięki.
- No dobra co z tym wyjazdem?
- Dostałam świetną propozycję. Praca w międzynarodowym koncernie, zarobki w euro. Stać mnie na spokojne życie tutaj gdzie są osoby, których nie chciałabym zostawić- spojrzała na niego przeszywając go wzrokiem.
- Kogo masz na myśli?
- Rodziców, ciebie…
- Aż tak jestem jeszcze dla ciebie ważny?
- A ja dla ciebie nie?- wzbudziła w nim wątpliwości.
- To może być szansa jedna na milion.
- Być może.
- Ale proszę cię zostań tutaj.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech zainteresowania.
- My nie możemy być razem, ale nie wybaczyłbym sobie tego gdyby coś ci się stało bo byś wyjechała przez mnie.
- Jestem już dorosła.
- I bardzo rozsądna- spojrzał w aplikację i zatrzymał trening.
- Co robisz?
- Został niecały kilometr. Wrócimy spacerem?
- Dlaczego nie? Ciężko się biega po takim jedzeniu.
Podeszli do myśliwego i podziękowali za ciepłe jedzenie.
- Zapraszam ponownie w przyszłym roku- pomachał im i zdjął ruszt z upieczonymi kiełbaskami.
- Naprawdę miły człowiek. Zaprosił nas od tak.
- A co miał zrobić z tymi kiełbasami? Szkoda wyrzucić. Ja się najadłem nawet.
- Ja też. Nie była taka najgorsza choć trochę za długo wisiała nad ogniem.
- Mam inny pomysł.  
- Jaki?
- Załóż firmę tutaj i działaj na własny rachunek.
- To nie takie łatwe. Potrzebuję wspólnika.
- Ja się nie nadaję, nie mam kapitału. To znaczy mam ale zarezerwowany.
- Pieniądze mam. Ludzie są ważni. Przebijam ofertę twojego szefa w ciemno.
Milczał przez chwilę bo oferta przebicia zarobków i praca ze znaną mu osobą to niezły pomysł.
- Ciekawa oferta ale trudno mi sobie wyobrazić współpracę z byłą dziewczyną.
- Mówiłam ci jeszcze o opcji, że zniknę z twojego życia jak się zgodzisz.
Ciężko przełknął ślinę bo zabrzmiało to bardzo poważnie.
- Słucham.
- Chciałabym mieć dziecko.
- I co ja mam z tym wspólnego?
- Nie, nie. Zaczekaj…czy ty masz na myśli…
Skinęła głową myśląc o tym samym co on.
- Gdybym nie był z Agatą i nie planował przyszłości pewnie bym się zgodził ale…
- Co?
- Nie wyobrażam sobie tej sytuacji. Byłbym ojcem dziecka swojej byłej a nigdy bym nie mógł do niego powiedzieć synu czy córko?
- Wszystko zależy od ciebie. Ze mną też się rozstałeś czy jesteś pewien miłości do Agaty?
- Bez wątpienia. Ufam jej i chcę z nią być.
- Ale jaki to problem zostać dawcą?
- Nie mógłbym żyć z tą świadomością, że byście się tułali gdzieś po świecie.
- Jestem przecież dorosła i rozsądna.
- Ale ja nie stracę poczucia odpowiedzialności za was.
- Nie zdradzisz Agaty jeżeli o to ci chodzi.
- Uznałem, że to ja się wyprowadzę z miasta.
- Dlaczego ty?
- Bo tak będzie lepiej.
- Czy moglibyśmy porozmawiać z Agatą o mojej propozycji?
- Raczej się nie zgodzi. Wyobrażasz sobie twoje-nasze dzieci byłyby rodzeństwem z dziećmi moimi z Agatą? Ja nie bardzo.
- Myślałam, że prawdziwi przyjaciele potrafią zrobić dla siebie wszystko…
- Potrafią ale to jest już sprzeczne z sytuacją w jakiej znajdujemy się my troje.
- Nie będę naciskać. Może kiedyś…
- Co kiedyś?
- Zmienisz zdanie.
Milczenie było jego odpowiedzią. Nie widział takiej opcji nawet w przyszłości.
- Chcesz się wyprowadzić…
- Tak.
- Znalazłeś już coś?
- Przeglądałem kilka ogłoszeń ale zawsze jakieś niedogodności były.
- Mam ci pomóc?
- W czym?
- W utargowaniu lepszej ceny.
- Jak chcesz o zrobić?
- Będziemy odgrywać rolę małżeństwa. Co ty na to?
- Mogę to samo zrobić z Agatą.
- Chcesz zrobić jej niespodziankę?
- Kusząca propozycja.
- Zgoda?
Uścisnęli sobie ręce zawierając umowę, która była aktem przyjacielskiej więzi między nimi.  
- Wpadniesz na coś ciepłego?- zapytała kiedy doszli pod klatkę w bloku w którym mieszkała.
- Nie wiem czy powinienem.
- Przyjaciółce odmówisz?
- Chyba nie powinienem. Nie pachnę zachęcająco.
- Myślisz, że ja się nie spociłam?
- Dziewczyny zawsze pachną jak trzeba nawet na treningu. Faceci niekoniecznie. Taki efekt ewolucji Baybe- wymsknęło mu się określenie jakiego nie używał od momentu rozstania.
- Przepraszam.
- Za co? Że to powiedziałeś? Jak widzisz niektórych rzeczy nie da się skasować jak zwykły plik w komputerze.
- Trudno z tobą się nie zgodzić.
- Jeszcze jedna kawa?  
- Ja to dostanę kiedyś zawału prze te kawy.
- Mój ojciec pije od tylu lat i nie ma nawet problemu z sercem. Wchodzisz?
- Tylko na pięć minut.
- Będę odliczać- mrugnęła okiem i poszli na górę.

Porządek jaki panował w jej mieszkaniu był idealny. Przytulnie urządzone sześćdziesiąt metrów bez zagracenia niepotrzebnymi przedmiotami. Lubił tu przebywać nawet po tym co zaszło między nimi. Kątem oka dostrzegł w największym pokoju ramkę ze zdjęciem z ich ostatnich, wspólnych wakacji. Wiedziała, że na nią patrzy więc natychmiast wyprostowała sytuację:
- To pamiątka. Jesteśmy przyjaciółmi.
- Tak. Lepsze całe niż bez mojej głowy- uśmiechnął się lekko.
- Nie mam nic słodkiego oprócz ciasta z marketu. Może być?
- Wybredny nie jestem.  
Przyniosła do średniego pokoju żółte kubki z motywem nieskończoności z jakich korzystali będąc u niej. Trzy kawałki krówki pokroiła na mniejsze paski.
Zamiast pięciu minut spędził tutaj całe popołudnie zostając nawet na obiedzie. Wrócił do siebie przed szesnastą by wziąć prysznic i pójść do kościoła. W drodze powrotnej odniósł wrażenie, że wszystko zaczyna wkraczać na odpowiednie tory. Odhaczył na swojej wirtualnej liście trzy punkty z planu na ten rok i to już w styczniu. Wieczorem zadzwonił do Agaty by pochwalić się spędzoną na świeżym powietrzu niedzielą. Potem sen pochłonął go już o dwudziestej.

3 komentarze

 
  • Fanka

    Fanka · 25 sie 2018

    HejoOj ta Kinga nie da im spokoju...Krystian w ogóle powinnien powiedzieć stanowcze NIE w sprawie dziecka. Moim zdaniem Kinga robi wszystko,co możliwe by do niej wrócił. Gra dokładnie na jego emocjach,w końcu zna go na wylot...Cóż szkoda mi w tym wszystkim Agaty
    Świetny kolejny rozdział

  • blondeme99

    blondeme99 · 24 sie 2018

    Kurcze, co za propozycja Kingi, aż nie mogę w to uwierzyć. Widać, że bardzo pragnie tego dziecka, ale czy dobrze robi proponujac to Krystianowi? Właśnie tej części tego opowiadania brakowało mi w tym wspaniałym tygodniu wielkie brawa   i otuchy dla Krystiana

  • AuRoRa

    AuRoRa · 24 sie 2018

    Kinga nie próżnuje, dąży do celu, nie zwracając uwagi na Agatę. Niby daje do zrozumienia, że bierze pod uwagę jej zdanie, ale ma to zwyczajnie w poważaniu. Skoro ma ich wspólne zdjęcie w domu, to chce do niego wrócić. Tyle, że od Krystiana zależy, którą dziewczynę wybierze, bo nie może być z dwoma na raz, przynajmniej nie w naszej kulturze.