Życie trudne jest cz. 40

Życie trudne jest cz. 40

Dzięki automatycznemu zarządzaniu ogrzewaniem w domu było przyjemnie ciepło kiedy na zewnątrz panował siarczysty mróz. Kiedy otworzył oczy dostrzegł leżący na podłodze koc i wcale nie było mu zimno. Ze snu wybudziła go potrzeba wizyty w toalecie. Półlitrowa szklanka coli przed snem była złym wyborem.  
- Moje plecy- próbował rozmasować bolące miejsce- Zrobiła mnie w konia z tą kanapą- pomyślał.
Wciągnął laczki i przecierając oczy poszedł do łazienki. Spędził tam całe dziesięć minut i to raczej z powodu wczorajszej kolacji bo coś musiało mu zaszkodzić. Przepędził go niesamowity chłód kiedy uchylił okno celem oczyszczenia atmosfery.
Wstawił czajnik z wodą na kuchenkę. Sięgnął po czerwony kubek przez chwile przyglądając się mu z nostalgią. Wsypał łyżeczkę kawy i poszedł na górę. Delikatnie otworzył drzwi sypialni. Agata leżała zwinięta w pozycji embrionalnej. Jedną ręką zaciskała róg kołdry a drugą zupełnie rozluźnioną trzymała bez ruchu.  
- Ile ona przeszła- powiedział szeptem i pocałował w czoło.
Przewróciła się na drugi bok, przykrył ją jak wczoraj i wrócił na dół. Zaparzył kawę i stojąc w oknie kuchni przyglądał się posesji naprzeciwko. Jego wzrok spotkał się z wzrokiem Eweliny. Odsłoniła firanę i pomachała mu energicznie. Uśmiechnął się i zrobił to samo po czym uniósł  kubek do góry wypił łyk kawy na jej oczach. Sąsiadka uniosła kciuk w górę i opuściła firanę. Wyszła do innego pomieszczenia.
Długo się zastanawiał czy powinien informować znajomych o tym co się wydarzyło. W końcu napisał długą wiadomość i wysłał do Sebastiana, Michała i Oliwii. Na odpowiedzi nie czekał długo. Wszystkie zawierały te same pytania: Co? Jak to się stało? Odpisał, że to nie temat na telefon i dzisiaj będzie poza zasięgiem. Potem zadzwonił do swojego dyrektora prosząc o jeden dzień wolnego. Oczywiście ten nie wątpił, że to pilna sprawa ale chciał się dziś z nim widzieć.  
Krystian zostawił kartkę na stole i pojechał do firmy. Samochód zostawił pod samymi drzwiami narażając się na jatkę ze strony ochroniarza ale wchodząc poinformował go, że wraca za pięć minut. Szeryf (bo tak na niego wszyscy wołali) machnął tylko ręką i wsadził ponownie nos w laptop.  
Wbiegł schodami na górę i po jednym puknięciu w drzwi otworzył gabinet Jarockiego.
- Dzień dobry.
- Witaj. Siadaj.
- Masz dzień wolny ale dziękuje, że się stawiłeś.
- W czym mogę pomóc- pocierał zmarznięte dłonie.
- Jest ciekawe szkolenie od kolegów z Rosji.
- Tak?
- Wyjazd na dwa tygodnie w Bieszczady. Możesz kogoś ze sobą zabrać.
- Wczoraj umarła mama mojej dziewczyny…
- Współczuję naprawdę. Decyzję trzeba podjąć do środy. Jeżeli nie chce pan jechać może wyślemy kogoś innego?
Po chwili namysłu stwierdził, że wyjazd dobrze by im zrobił ale nie chciał podejmować decyzji bez Agaty.  
- Odezwę się dziś wieczorem albo jutro kiedy wrócę do pracy.
- Nie zapomnij.
- Jasne. Czy to wszystko?
- Tak. Lubię cię i chciałem cię poinformować jako pierwszego.
- Dziękuje. Będę leciał. Do widzenia.
Jarocki spojrzał na niego ze współczuciem. Krystian był bardzo przejęty a sińce pod oczami dodawały mu zmęczenia. Zamknął drzwi i wyszedł. Wrócił na Strzałową zostawiając auto poza bramą. Ciepło jakie uderzyło go było niczym podmuch ognia z palącej się stodoły. Spojrzał na termometr minus dwadzieścia choć miał wrażenie, że jest jeszcze mniej.  
W środku panowała zupełna cisza. Żadnych oznak jakiejkolwiek aktywności. Wszedł na górę ale łóżko było zaścielone.
- Agata?- zapukał w drzwi łazienki.
- Wejdź.
Otworzył drzwi. Jej ciało było owinięte bordowym ręcznikiem, wyglądała straszne blado. Wycierała mokre włosy.
- Przywieziemy suszarkę ode mnie.
- Jasne. Wyspałaś się.
- Tak. A ty?
- Trochę bolą mnie plecy ale przejdzie.
- Trzeba było przyjść do mnie.  Łóżko jest ogromne.
Uśmiechnął się tylko i przytulił ją do siebie.
- Ciężki dzień przed nami. Chyba, że chcesz to sam postaram się to wszystko załatwić.
- Nie. Muszę się z tym zmierzyć.
- Kawa czy herbata?
- Masz owocową?
- Znajdzie się. Zaraz zaparzę.
- Dzięki.
Wrócił na dół i zaparzył dwie szklanki malinowej herbaty. W taki mróz idealnie nadawała się w celach ochronnych przed przeziębieniem. Pokroił cytrynę na plasterki i położył obok.  
- Nie wiedziałam, że samodzielność to tak fajna sprawa- ubrana w dres usiadła naprzeciw niego.
- Z początku tak to wygląda. Zobaczysz później.
- Co masz na myśli?
- Musisz pilnować opłat. Doglądać stan lodówki i pozostałego wyposażenia.
- W sumie masz rację- wrzuciła plaster cytryny do herbaty i wsypała łyżeczkę cukru.
- Nieźle mrozi dzisiaj.
- Widziałam ale tutaj jest przyjemnie.
- Jak kupowałem ten dom facet nie mógł się nachwalić. Uwierzyłem mu i nie zawiodłem się wcale.
- Powiesz mi dlaczego wezwali cię do pracy?
- Dyrektor wspomniał o szkoleniu w Bieszczadach trwającym dwa tygodnie.
- Kiedy?
- Za tydzień.
- Zostanę sama…
- Powiedział, że mogę kogoś zabrać ale mam zdecydować się do środy.
- Chętnie bym odpoczęła od tego wszystkiego.
- Czyli zgadzasz się?
- Jeżeli chcesz mnie zabrać…
- Jasne, że chcę.
- Zgoda.
Wyjął telefon i zadzwonił do Jarockiego potwierdzając wyjazd.
- Załatwione- odłożył telefon i chwycił jej rękę.
- Gdybyśmy się nie znali pewnie siedziałabym w swoim pokoju i płakała- jej oczy zrobiły się wilgotne.
Usiadł obok niej i objął tuląc do siebie.
- Po to masz mnie byś podzieliła się tym wszystkim. Napisałem do Oliwii o tym co się stało…
- Dzięki- spojrzała na niego dość wdzięcznie.
- Po tylu zawodach nie sądziłem, że spotkam jeszcze dziewczynę taką jak ty…
- To znaczy?
- Taką, która całkowicie zawładnie moim sercem. To było jak wejście bez pukania ale w taki sposób, że natychmiast poczułem coś co rozpaliło ten żar na nowo.
- Cóż za wyznanie- pocałowała go namiętnie.
- A ty powiesz mi coś ładnego?
- Kocham cię- uśmiechnęła się.
- Tylko tyle?
- Nie za dużo bo się przyzwyczaisz.
- I kto tu jest sknerusem?-  wybuchł śmiechem.
- No dobra. Chcę abyś kiedyś został moim mężem.
- Mało…
- Czuję, że to nie był przypadek. Miałyśmy tam być tylko przez chwilę. Już chciałyśmy się zbierać ale przyszliście wy. Z daleka was nie widziałam za dobrze ale twój śmiech był taki ciepły, głos wydawał się taki ujmujący.
- I co dalej?
- Bez względu na to jakie miałeś zamiary pewnie bym zaczęła cię szukać gdybyś się nie odezwał.
- No proszę…
- Nigdy nie poczułam się tak ważna kiedy do mnie napisałeś…Myślałam, że nie łapię w się ramy dzisiejszych wymagań facetów.  
- To znaczy?
- Piękny makijaż, tipsy. Lepsze ciuchy i smartfon za dwie wypłaty.
Słuchał z uwagą bo to co mówiła wydawało mu się zupełnie obce. Nigdy nie miał jakiejś konkretnej listy wymagań wobec dziewczyny. Nie czytał romansów i zbytnio nie wierzył w filmowe miłości ale gdzieś przeczuwał, że czeka jakaś dziewczyna o zbliżonej osobowości.
- Wiesz mój rocznik…
- Zabrzmiało jakbyś był butelką wina albo drogiego szampana- uśmiechnęła się ponownie.
- Mam ci powiedzieć jak to wygląda z mojej perspektywy? Ostrzegam, że może to być zbyt dziwne dla ciebie patrząc na twój rocznik.
- Mamy czas- usiadła naprzeciw niego.
- Kiedy ja byłem dzieciakiem liczyły się prawdziwe przyjaźnie i to co miałeś na własność a nie to co musisz mieć i niech twoi rodzice staną na głowie abyś to miał. Dla mnie ważniejsze było mieć z kim zagrać w piłkę czy palanta. Pobawić się w chowanego, zbijaka czy łazić po drzewach. Budowanie szałasów po burzy to było coś. Zabawa zawsze była taka, że z wielkim bólem serca wracało się do domu a uwierz mi bywało bardzo późno. Nigdy nie chciałem nadwyrężać zaufania babci po tym co zrobiła dla mnie i mojej siostry. Wracałem na czas choć niekiedy szukałem wymówki by pozostać dłużej. Bo mama koleżanki jeszcze nie wróciła i nie chciałem by czekała sama, bo szukaliśmy właściciela dla jakiegoś zagubionego psa.
- To brzmi niesamowicie…
- Nie było smartfonów choć posiadając telefon miałeś własne źródło rozrywki na czas nudy to jednak nikt w towarzystwie nie przesiadywał z nosem w telefonie.
- Bo kiedyś był monochromatyczny wyświetlacz?
- Były gry na telefon ale każdy korzystał z bycia członkiem niesamowitej grupy. Dzisiaj włączasz komputer i możesz grać z wirtualnym przeciwnikiem czy kolegą z innego miasta. Kiedyś trzeba było wiele zachodu a komputery były tylko w kafejkach internetowych i te mega szybkie łącza sto dwadzieścia osiem kilobitów.
- Ile?
- Jeden megabit na twoje…
- Co tak mało?
- Technologia miedziana miała swoje ograniczenia a światłowody to była droga inwestycja. Nawet teraz ludzie prywatnie nie mają dostępu do Internetu po światłowodzie.
- To co się robiło jak padał deszcz?
- Przesiadywało się na klatkach schodowych. Słuchaliśmy muzyki z kaseciaków, discmanów,  graliśmy w karty albo żetony dodawane do chipsów. Oj było co robić.
Patrzyła na niego z podziwem bo opowiadał to z niesamowitą pasją. Wspominał inne szalone gry z taką dokładnością jakby grał w nie co najmniej wczoraj.
- Ile bym dał by chociaż obejrzeć większość tych wydarzeń jeszcze raz niczym płytę z filmem. Może kiedyś uda się zgrać wszystkich i zagrać w te wszystkie gry tak dla zabawy?
- Widzę, że ciągnę cię do tamtych czasów.
- Wiele bym dał by mieć szansę na udokumentowanie naszych wyczynów czy wspólnych zabaw.
- Nie mogę sobie jakoś wyobrazić przesiadywania na zewnątrz od rana do wieczora.
- Chodziło się na treningi w lokalnym klubie piłkarskim. W soboty lub niedziele były mecze ligowe. Po powrocie z nich graliśmy kolejne mecze na naszych wyimaginowanych stadionach. Każdy był wtedy Zidanem, Del Piero, Ronaldo, Buffonem czy Raulem. To były czasy kiedy piłka miała niesamowity wpływ na chłopaków. Każdy chciał być jak oni. Nikt, nigdy nie był zmęczony. Jedyne co nas ograniczało to pora na kąpiel i aby przetrzymać do rana w łóżku. A teraz? Jakiego masz Iphona? Ile kosztował? Trzy tysiące? Mój lepszy bo cztery.
- Zmieniają się czasy to zmieniają się priorytety- podsumowała jego opowieść.
- Nie dajmy się zwariować. Gdzie miejsce dla prawdziwych znajomych czy przyjaciela? Ja wiem, że są gadające lalki wyglądające jak ludzie i nawet można z nimi robić te rzeczy ale ta maszyna ma wgrane coś standardowego. Zwykły człowiek myśli zupełnie inaczej niż robot.
- Imponujące stwierdzenie. Też jestem za tym by mieć z kim się spotykać a nawet poważnie pogadać.
- Na nas już czas. Dokończę kiedy indziej.
- Tak fajnie się słuchało. Jestem pod wrażeniem głębi twojej pamięci.
- Najpierw obowiązki potem rozrywka.
- Oczywiście mój przyszły mężu…
Starał się opanować śmiech bo to co czekało na nich wcale nie było zabawne. Z mieszkania zabrali potrzebne dokumenty i pojechali do szpitala.
Szpital, urząd stanu cywilnego i zakład pogrzebowy stają się niemal nieodłączną częścią ich życia. Ostatnim przystankiem była kancelaria biura parafialnego. Wikariusz z ogromnym zdziwieniem przyjął informację o śmierci jej matki. Agata bez zastanowienia opowiedziała sytuację w jakiej znalazła mamę. Spora liczba proboszczów odmawia pochowania samobójców jednak młody ksiądz wiedział, że w tak ciężkiej chwili i tak skomplikowanej sytuacji w jakiej znalazła się Agnieszka a teraz Agata nie można wojować mieczem na wszystkie strony.
- Współczuję bo nie każdy ma tyle siły by dźwigać swoje życie po takiej stracie. Strata męża musiała być dla niej ogromną traumą. Panie jej dusza jest w twoich rękach- spojrzał w górę i przeżegnał się.
- Dziękuje za zrozumienie- powiedziała Agata wycierając już różowe od łez kąciki oczu.
- Jesteście młodzi i nie powinniście mieć złych skojarzeń z kościołem bo to jeszcze bardziej oddala ludzi niż daje nauczkę.
- Na ile pewny termin?- zapytał Krystian.
- Wiem, że zależy wam abym to ja odprawił ceremonię. Proboszcz wyjeżdża w czwartek rano więc południe będzie odpowiednią porą.
- Dziękujemy- wstali i wyszli z poczuciem ulgi, że obyło się bez przeszkód pomimo złych doświadczeń innych ludzi z kościołem nie chcącym grzebać samobójców.
Zamknął za nią drzwi i zajął miejsce za kierownicą. Skrył swoją twarz w dłoniach i westchnął głęboko. Agata patrzyła gdzieś przez szybę.
- Dokonaliśmy tego- złapał ją za rękę.
- Tak. Dziękuje ci, że byłeś blisko mnie.
- Głodna?
Skinęła głową akceptująco. Zapięli pasy i pojechali do Atrium. Oboje mieli ochotę na danie rybne więc padło na North Fish. O piętnastej robiło się tłoczno przed każdym punktem gastronomicznym. Wielu ludzi widocznie nie gotuje w domu tylko zjada swój obiad tutaj. Postanowili, że nie będą blokować stolika i poszli do samochodu. Śnieg padał po woli przykrywając chodniki i trawniki. Wyjechali na Żołkiewskiego gdzie utknęli na dwadzieścia minut przez stłuczkę, która mogła zakończyć się ich udziałem gdyby wyjechali na czerwonym świetle czy jak kto woli późnym żółtym. Obyło się bez ofiar i pomimo propozycji pomocy ze strony Krystiana uczestnicy poradzili sobie z zepchnięciem rozbitych aut.  
- Mieliśmy farta- powiedziała.
- Nigdy nie wyjeżdżam na czerwonym.
- Wracajmy. Dosyć wrażeń na dzisiaj.
Wyłączył awaryjne i pojechali nowym mostem przez Łódzką do Strzałowej. Wjechał prosto do garażu i zamknął bramę z telefonu. Nastawione dwadzieścia pięć stopni natychmiast rozgrzało ich ciała. Z miską popcornu wzięli się za kolejny, wspólny seans. Tym razem padło na Szybkich i wściekłych osiem. Dla obojga dziwnie było patrzeć na brak obecności Paula Walkera w filmie w którym stanowił jedną z najważniejszych postaci.  
Śmierć jednak bywa pazerna- podsumował tą nieobecność Krystian.

4 komentarze

 
  • Kmicic

    Kmicic 19 paź 2018

    Dużo złego za nią i niewiadomo czy to koniec tych nieszczęść. Chyba ta wycieczka dobrze jej zrobi, ale i tak z podziwem patrze na Agatę jak mocno się trzyma.  
    Jednak trochę mi smutno że jestem częścią tego zepsutego społeczeństwa 😩.  
    Jak zwykle genialny rozdział, czekam z niecierpliwością na kolejny i życzę weny  

  • Fanka

    Fanka 19 paź 2018

    Czytając ta część śmiało mogę przyznać,że mam praktycznie te same wspomnienia co Krystian Oj coś stara chyba jestem A tak serio to świetna część,pokazująca wiele aspektów życia i jak ono teraz wygląda a jak było kiedyś. Co do kościoła to prawda,że nie kazdy ksiądz jest zły. Tak jak człowiek. Piękna część i wielkie brawa Oczywiście tutaj do tej części też pasuje świetny numer który również opowiada o latach naszego dzieciństwa Co do Szybkich to kocham wszystkie części  

  • AuRoRa

    AuRoRa 19 paź 2018

    Wsparcie w trudnych chwilach jest bezcenne. Krystian troszczy się o swoją dziewczynę, pomaga jak może, dobrze, że spotkali się wtedy przypadkiem. Kiedyś trochę inaczej było, dobre podsumowanie zabaw na podwórku, wiadomo, ze to nie wróci, ale ci co pamiętają, z pewnością wzruszą się przy czytaniu. Kolejny emocjonujący odcinek, czyta się z ciekawością.

  • blondeme99

    blondeme99 18 paź 2018

    To cudowne, że Krystian jest dla niej takim wielkim oparciem. Oboje tyle przeszli, a mimo to są silni. Bardzo dobry rozdział. Z każdym odcinkiem chce się wiecej i wiecej Ten wyjazd dobrze im zrobi. No i te wyznania