Życie trudne jest cz. 18

Życie trudne jest cz. 18W poniedziałkowy poranek obudził się, jako pierwszy pilnie krocząc w stronę łazienki. Po takiej ilości coli przed spaniem i tak wytrzymał długo bez wstawania za potrzebą. Spoglądając w lustro obmył twarz i przeczesał włosy zaczynając nowy dzień.
Spała jeszcze, kiedy wrócił do pokoju, podszedł do okna i podniósł roletę. Padający śnieg zakrył trawniki i chodnik wzdłuż bloku. Magia świąt w tym roku znacznie się spóźniła, ale lepiej późno niż wcale.
Agata podniosła się z kanapy z dość wyraźnym grymasem na twarzy.
– Jak się spało?
– Boli mnie całe ramię i plecy na dole.
– Mówiłem, że kanapa nie nadaje się do spania.
– W końcu sama się o tym przekonałam.
– Jak się czujesz?
– Gdyby nie plecy powiedziałabym, że jak nowo narodzona.
– Świetnie. Nadal chcesz jechać do rodziców?
– Oczywiście. Zabierzesz mnie ze sobą do kościoła?
– Chcesz ze mną iść?
– A masz coś przeciwko?
– Nie.
Po zjedzonym śniadaniu poszła się przebrać a on zajął się zmywaniem stosu talerzyków i miseczek zalegających w zlewie.
– Idziemy?
– A ja mam tak iść? – wskazał fartuch narzucony na piżamę.
– Przebierz się. Ja wytrę to na sucho.
Długo szukał swojego świątecznego swetra z wizerunkiem Mikołaja, który dostał od Natalii jakiś czas temu. Był jedną z niewielu pamiątek, jakie po niej miał. Spojrzał na jej zdjęcie wspominając ostatni dzień w szpitalu.
– Jak mi ciebie brakuje – westchnął głęboko wciągając sweter na siebie.
– Gotowy?
– Już idę – postawił ramkę ze zdjęciem na szafce i wyszli kilka minut po jedenastej.
W drodze do kościoła zachwycała się klimatem, jaki stworzył padający śnieg. Z uwagi na jej nogę nie spieszyli się zbytnio. Zajęli miejsce w jednej z ostatnich ławek na dole. Nie widział twarzy, ale czarny, charakterystyczny płaszcz i ciemne włosy opadające na plecy oznajmiły, że Kinga też przyszła. Odwrócił głowę w drugą stronę, aby nie zobaczyć jej twarzy. Usiadła po tej samej stronie kościoła, co oni, ale trzy ławki dalej.  
Przez całą mszę nie potrafił się skupić, powtarzał tylko pojedyncze słowa z liturgii. Jakby jeszcze było mało wracając z komunii zmierzyła ich oboje nawet nie mrugając oczami. Dobrze wiedziała, że swoim spojrzeniem przyciąga uwagę wiec grała tak za każdym razem.
– Idziemy – złapał ją za rękę zanim tłum ruszył do wyjścia.
– Co tak szybko?
– Widziałaś jak patrzyła?
– I co z tego?
– Nie jesteś zła?
– Że twoja była przyszła do kościoła?
– Ona chyba zbyt często się pojawia ostatnio…
– Jesteś z nią czy ze mną?
– Jasne, że z tobą.
– Więc nie ma sprawy.
Imponował mu jej spokój i tak lekkie podejście w reakcji na jego byłą albo bardziej na jej zachowanie. Sam będąc w odwrotnej sytuacji byłby zazdrosny, ale ona emanowała takim spokojem, że odpuścił sobie nerwy. Nie obyło się bez kolejnej zaczepki z jej strony:
– Zaczekajcie – złapała go za ramię, kiedy ich dogoniła.
– Kinga?– udawał zaskoczonego.
– No hej.
– Spieszymy się trochę…
– Chciałam wam zaproponować kawę… Siedzę sama w domu i chętnie bym z kimś porozmawiała.
– Z miłą chęcią, ale jedziemy do rodziców Agaty – uniósł ich splecione ręce do góry, aby coś sobie uświadomiła.
– Tak ładna dziewczyna i sama spędza święta? – zapytała Agata.
– Jak widzisz nie wszyscy mają tyle szczęścia, co ty – spojrzała na niego wyraźnie stęsknionym wzrokiem.
Krystian przeniósł swój wzrok na buty, aby tylko zakończyć rozmowę.
– Chodźmy, bo śniegu przybywa a trzeba jechać ostrożnie. Do trzynastej mamy niewiele czasu.
– A po obiedzie?
– Nie wiemy, o której wrócimy – dodał krótko.
– Szkoda. Do zobaczenia – odeszła wyraźnie zawiedziona.
– Czy ja się kiedyś od niej uwolnię?
– Jak wyjedziesz stąd to na pewno.
– Nie jesteś zazdrosna?
– A niby, dlaczego?
– Że mógłbym do niej wrócić gdyby kiwnęła palcem.
– To wracaj – powiedziała całkiem poważnie.
– Nie chcę – choć targały nim wątpliwości.
– To, czemu zadajesz takie pytania?
– Bo ja byłbym zazdrosny o ciebie.
– Dystans jest potrzebny każdemu z nas.
– A ty masz go sporo.
– Jakbym miała być zazdrosna o każdą dziewczynę, za którą się obejrzysz to lepiej jakbym nie wychodziła z domu.
– Ale to jest moja była, więc to coś więcej niż każda inna dziewczyna na ulicy.
– Trudno się nie zgodzić, ale chorobliwa zazdrość prędzej czy później prowadzi do rozpadu związku.
– Gdyby nie to, że kończysz liceum to…
– Co?
– Twoje wypowiedzi są takie dojrzałe, pełne doświadczenia życiowego jakbyś…
– Jakbym?
– Nie wiem? Wróciła w drugim wcieleniu tutaj mając ze sobą bagaż doświadczeń z pierwszego życia?
Uśmiechnęła się w uroczy sposób, bo słowa o dojrzałości, jakie usłyszała od niego sprawiły, że poczuła się doceniona. Utwierdziła się jeszcze bardziej w przekonaniu, że traktuje ją poważniej niż zwykłą licealistkę.
– Prawie bym w to uwierzyła, ale nie odnoszę wrażenia, że jestem na świecie po raz drugi.
– Takie wyciągnąłem wnioski z twoich wypowiedzi. Dzisiaj kilka lat różnicy między dwójką osób dzieli zupełnie inne spojrzenie na świat, niekiedy różne o trzysta sześćdziesiąt stopni.
– Jedne dziewczyny myślą tylko o pieniądzach, jak żyć prestiżem za kasę byle mieć zainteresowanie wśród znajomych. Inne chcą spokoju i rodziny.
– A ty, czego chcesz?
– Jeszcze nie wiem w końcu egzamin dojrzałości przede mną.
– Zdasz go na piątkę. Nie mam wątpliwości – pocałował ją w czoło zanim weszli na klatkę schodową.
Aby się rozgrzać po tym krótkim spacerze zaparzył dwa kubki kawy rozpuszczalnej. Okno w kuchni natychmiast zaparowało a aromat kawy rozniósł się po mieszkaniu.
– Może zadzwoń do nich, że się spóźnimy, aby nie wymyślali czarnych scenariuszy.
– Napisałam mamie wiadomość, że może przygotować obiad, kiedy dam znać, że wyjechaliśmy.
– Nie wiem czy powinienem wpraszać się bez prezentów.
– Kiedy wyjeżdżałam zostawiłam dla nich to, co kupiłam więc nie musisz.
– Wiesz, czego się najbardziej obawiam?
Pokręciła przecząco głową.
– Twojego ojca, że nie pozwoli ci wrócić tutaj a ja znów będę oskarżony o zbyt mocny wpływ na ciebie.
– Nie jestem jego własnością i choć go mocno kocham wierzę, że te święta beze mnie dadzą mu do myślenia. Kiedyś opuszczę ich i pójdę w swoją stronę. Musi to zrozumieć.
– Jesteś jego oczkiem w głowie szczególnie, że jesteś jedynaczką. Wcale mu się nie dziwię, kiedy zjawił się ktoś taki jak ja starszy o kilka lat. Do tego w jego mniemaniu gość poszukujący przygód szczególnie tych łóżkowych.
– Trochę mu się dziwię. Jakby on nie szukał takich przygód to skąd bym się wzięła na tym świecie? – wybuchła śmiechem.
Śmiali się przez kilka chwil a stres zmniejszał swój wpływ na niego. Zaczął jaśniej myśleć mając ją po swojej stronie w tym starciu.
Wypachnił się jedną z wód toaletowych, jakie stały na półce pod lustrem. Kiedy wyszedł stała ubrana z wielkim uśmiechem na twarzy.
– Co taka zadowolona?
– Chcę zobaczyć mamę. W końcu to moje pierwsze święta poza domem.
– A taty nie chcesz zobaczyć?
– Też chcę.
– No to w drogę – przekręcił zamki w drzwiach i pojechali do Torunia.
Na Chrobrego byli po pół godziny wolnej jazdy, bo wlekli się za jednym zawalidrogą. Kiedy opuszczał samochód ręce miał jak z lodu i dreszcze rządziły nim niepodzielnie.
Jeden sygnał domofonu i otwarte. Zapukał i stanął za nią. Drzwi otworzyła mama z wielkim uśmiechem na buzi.
– Witajcie – przytuliła ich razem.
– Dzień dobry – odwzajemnił jej uśmiech.
– Wchodźcie, bo zimno na zewnątrz.
Z pokoju wyszedł ojciec. Próbował się uśmiechnąć szeroko, ale nie było widać w nim ani grama złości. Podał mu rękę i uścisnął córkę.
– Ja to wezmę – powiesił ich kurtki na wieszaku i zaprosił do największego pokoju.
W rogu stała duża choinka obwieszona ogromnymi bombkami, ledowe lampki mrugały we wszystkich kolorach. Talerze i sztućce stały rozłożone w oczekiwaniu na obiad.
– Jak droga? – zapytał ojciec.
– Czarna, ale jechał przed nami taki ślimak. Podobały się wam prezenty?
– Tak kochanie. Dziękuje – ucałował ją w policzek.
– Zobacz, co ja dostałam – zdjęła naszyjnik i podała mamie siedzącej naprzeciwko.
– Piękny, po prostu śliczny. Co oznacza ten symbol?
– Nieskończoność.  
Ojciec z Krystianem wymieniali się spojrzeniami i żaden nie wymiękł, kiedy ich oczy się spotykały.
– Dużo kosztował?– zapytał.
– Pana córka jest jak ten symbol. Nieskończenie bezcenna, więc to nie kwestia ceny.
Agata zarumieniła się słysząc te słowa a na twarzy mamy pojawił się uśmiech, bo ona już wiedziała, że córka odnalazła swoje szczęście.  
– Pomożesz mi w kuchni?
– Jasne – puściła rękę Krystiana i poszła za mamą.
Zostali sami przy stole i chyba taki był zamiar dziewczyn.  
– Myślisz, że dla niej liczą się pieniądze? W tym domu nigdy jej niczego nie brakowało, ale nie rozpieszczaliśmy jej drogimi zabawkami.
– Wiem. Opowiadała mi o tym. Będąc wtedy na zakupach u jubilera oglądała wszystkie wisiorki, nawet te najdroższe. Udawałem, że nie widziałem, ale przeglądała ceny wszystkich, które miała w ręku. Dlaczego wybrała ten? Nie mam pojęcia, ale nie miałbym problemu zapłacić za najdroższy, bo wiem, że za to, jaka jest zasługuje na niego bezwzględnie.
– Ona jest moim oczkiem w głowie i musisz wiedzieć, że nie pozwolę jej nigdy skrzywdzić. Nie próbuj jej oszukiwać ani wabić na drogie prezenty.
– Nie mam takiego zamiaru. Chcę, aby była szczęśliwa, dlatego tutaj przyjechałem.
– Przepraszam. Źle cię oceniłem. Nie powinienem wtedy w szpitalu tak się unosić – wyjął rękę na zgodę i wstając poklepał Krystiana po plecach.
Widział je obie w oknie kuchni patrzące na nich.
– Miło z pana strony, że wszystko sobie wyjaśniliśmy.
– Obym się na tobie nie zawiódł.
– Bez obaw.
Po kilku minutach na stole pojawił się gorący rosół, ziemniaki i mięso. Schabowe i devolaye, które były jego ulubionymi przystawkami do obiadu.
– Smacznego – powiedziała matka i zaczęli obiad.
Od kiedy wszystko się wyjaśniło atmosfera znacznie się rozluźniła i wiele opowieści kończyło się gromkim wybuchem śmiechu.  
Po szesnastej przyszła pora na kawę i ciasto, którego im zabrakło na świątecznym stole. Zachwalał wypieki jej mamy kilka razy dając do zrozumienia, że z miłą chęcią będzie częściej wpadał na kawę.
– Kiedy wracasz?
– Po nowym roku.
– Wybieracie się gdzieś? – zapytała mama.
– Nie wiem czy w jej sytuacji tańce są wskazane.
– Jeszcze daleko do ostatniego, więc może wrócę do formy – mrugnęła okiem w jego kierunku.
Obejrzeli razem wiadomości w telewizji, w których większą część stanowiły informacje o zatrważającej ilości pijanych na drodze.
– Uważajcie na siebie – przytuliła ich mama a potem ojciec, który dość mocno uścisnął rękę Krystianowi.
– Do zobaczenia – powiedział zwracając się w ich kierunku i poszli na parking.
Patrzyli na nich przez okno do momentu, kiedy odjechali.
Idąc z garażu krążyli jeszcze alejkami pobliskiego parku podziwiając śnieg błyszczący w świetle lamp. Po kąpieli włączyli telewizor i wypożyczyli najnowszą część Piły na VOD. Zasnęła w połowie filmu, więc zaniósł ją do łóżka i przykrył kocem. Zabrał z lodówki butelkę Pepsi i paczkę chipsów paprykowych. Wyłączył pauzę i powiedział groźnie:
– Let’s play a game!

1 komentarz

 
  • AuRoRa

    Spokojna wizyta u rodziców. Troszkę rozbawiło mnie to zdanie, że schabowe są przystawka do obiadu  :P niepokojące po tej Pile, ciekawe że Agata zasnęła na horrorze . Super opowiadanie.  :)

  • dreamer1897

    @AuRoRa Czasem kotlet to przystawka. Może boi się horrorów?  
    Dziękuje za odczyt i uroczy komentarz. Pozdrawiam :)