Życie trudne jest cz.45

Do Walentynek został tylko jeden dzień a on nadal nie miał pomysłu jak go zorganizować. Przeglądał na laptopie różne propozycje ale nie mógł się skupić bo stale ktoś dzwonił albo potrzebował jakichś uprawnień. Nie chciał rozczarować Agaty choć wciąż nie wiedział co mogłoby ją zainteresować. Zastanawiał się nad seansem w kinie ale stwierdził, że to zbyt oklepane a potem kolacja i to wszystko? Szukał niestandardowego pomysłu porównywalnego z mitycznym Graalem.  
Przed automatem z kawą spotkał Anetę, która złożyła mu propozycję nie do odrzucenia.
- Co robicie w środę?
- W tą środę?- zapytał zupełnie jakby nie wiedział.
- Tak. W Walentynki.
- Chyba zostanę w domu.
- Wpadnijcie do nas. Zrobimy karaoke a potem coś słodkiego na smutki i żale się znajdzie.
- A wy nigdzie nie wychodzicie?
- Wątpię aby mój mąż miał ochotę gdzieś się ruszyć. Jednak towarzystwo i śpiewanie powinno dobrze mu zrobić. To jak?
- Zapytam Agatę i odezwę się dzisiaj.
- Czekam.
Stał jeszcze przez chwilę z kubkiem kawy odprowadzając księgową wzrokiem aż do zakrętu. Kino, kwiaty a potem kolacja sprawdzały się z Natalią i Kingą. Co do Agaty miał niemałe obawy czy aby to samo może się sprawdzić więc zdał się na propozycję Anety. Wrócił do siebie, zarzucił nogi na stół i wybrał numer Agaty.
- No hej- odezwała się pierwsza w całkiem dobrym humorze.
- Mam zaproszenie na karaoke.
- Na kiedy?
- Na czternastego. Co ty na to?
- W Walentynki?
- Opowiadałem ci o Anecie z księgowości. Już kiedyś prosiła abyśmy do niej wpadli.
- Ona jest singielką?
- Nie. Ma męża ale nie jest skory do żadnego wypadu.
- Myślałam o jakieś kolacji we dwoje.
Zapadła grobowa cisza po obu stronach.
- Ale w porządku. Możemy do nich pójść.
- Chcesz tego czy nie chcesz robić my przykrości?
- Ale zdążymy jeszcze zrobić kolację u nas?
- Oczywiście. Pogadamy jak wrócę.
- Jasne.  
Odłożył telefon na biurko i schował głowę w dłoniach. Miał przeczucia, że to nie będzie wspaniały pomysł a podjęta przez nią decyzja wcale nie musiała oznaczać, że się z tego cieszy. Napisał maila Anecie z prośbą o godzinę na którą mają przyjść.
Do domu wrócił kilka minut po piętnastej. W środku było przyjemnie ciepło i świeżo jakby ktoś wietrzył przed chwilą. Powiesił kurtkę w przedsionku i wszedł do kuchni.
- Cześć. Jak było w szkole?
Pocałowała go i wróciła przed kuchenkę aby przemieszać zupę.
- Same nudy.
- Pięknie pachnie.
- Jarzynowa i naleśniki na obiad.
- Wspaniale- krzyknął z łazienki wycierając mokre ręce.
Usiadł przy stole przypatrując się jak faszeruje naleśniki twarogiem i dżemem. Przypomniały mu się czasy kiedy babcia robiła to samo dla niego i siostry. On zjadał większą część ze względu na to, że jego siostra lubiła tylko te z dżemem. Pomyślał też o niej i zadzwoniłby teraz gdyby miał numer ale był bezsilny. Nie wiedział co się z nią dzieje i to irytowało go najbardziej kiedy się pojawiała w jego myślach.
- Chyba zrezygnuję z jutrzejszego wypadu…
- Dlaczego?
- Ja nie umiem zbytnio śpiewać.  
- No co ty? To będzie tylko zabawa.  
Widząc zadowolenie na jej twarzy trochę się jednak przekonał do tego pomysłu. Chciał obadać sytuację w ten sposób skoro jeszcze można było się wykręcić.
- Przekonałaś mnie.
- Mam tą moc- uniosła dwa palce w geście Victorii.
- No dobra. Pośpiewamy, coś wypijemy i zjemy a potem?
- Zaufaj mi.
- Zawsze ci ufam- mrugnął do niej okiem.
Postawiła mu przed nosem parującą zupę a sama usiadła naprzeciw niego. Bacznie obserwowała czy mu smakuje. Nie krzywił się, nie wypluwał tylko jadł łyżka po łyżce.
- Mam nadzieje, że babcia mi wybaczy.
- Co ma ci wybaczyć?
- To najlepsza jarzynowa jaką kiedykolwiek jadłem.
Agata zakryła policzki dłońmi próbując zamaskować rozlewający się na jej twarzy rumieniec zadowolenia. Od czasu do czasu wyręczała mamę ale takiego komplementu jeszcze nie słyszała. Ich oczy się spotkały na chwilę.
- Coś się stało?
- Nie nic- odwróciła głowę w kierunku pieca jakby sprawdzając czy wyłączyła palnik- Chcesz jeszcze jedną porcję?
- Myślałem, że to na jutro?
- Jutro jemy w gościach.
- Z miłą chęcią- podał jej talerz czekając na stojąco aż mu go oddała.
Zupa zniknęła w mgnieniu oka. Zabrał się za naleśniki. Pięć z twarogiem i cztery z dżemem w ciągu dziesięciu minut znalazły się w jego żołądku.
- To było mega pyszne- beknął- Przepraszam nie chciałem tak głośno.
- Twoje zdrowie.
- Twoje też- wstał i pocałował ją w podzięce za tak pyszny obiad.
Poszedł po telefon, który zostawił w kurtce. Zielona dioda powiadomień mrugała informując o czymś nowym. Odblokował ekran i przeczytał, że jutro o 15:30 na Rubinowej. Zerknął na mapę gdzie to jest. Z pracy miał blisko ale musiał jeszcze zabrać Agatę. Postanowił, że przebierze się w pracy i wpadnie tylko po nią.
- Ładna ta Aneta? Bo nie wiem jak się ubrać by nie przyćmić blasku pani domu.
- Bardzo ładna ale zajęta. Ty jesteś ładniejsza.
- Zgrywasz się.
- Wcale nie- przytulił ją i pocałował by nie miała wątpliwości.
- Dobra wierzę ci. Pójdę coś przygotować na jutro.
Usiadł na kanapie i pilotem przerzucał kanał za kanałem. Strasznie go irytował wysyp dennych seriali z życia wziętych. Scenariusz był tak kiepski a gra aktorów to już w ogóle tragedia. Odniósł wrażenie, że producenci tego badziewia mają za idiotów swoich widzów. Nie mógł nic na to poradzić skoro jest zapotrzebowanie to kręcą nowe, wymyślne odcinki tandety bo w porównaniu z Prison Break, Dr House czy House of Cards nie można było nazwać tego serialem. Po obejrzeniu wiadomości wyłączył telewizor i sięgnął po książkę leżącą na stoliku obok. Przez ostatnie dni trochę odpuścił a przecież obiecał sobie, że jedna książka miesięcznie to minimum. Połowa lutego za pasem a on miał przeczytane ledwo sto stron z ponad sześciuset. Zanurzony w lekturze Kinga jaką była Ręka Mistrza odkrywał zupełnie inne podejście do życia. Facet traci rękę w wypadku ale chce zostać malarzem. Zamieszkuje nawiedzony dom tworząc „żywe” dzieła zarabiając kasę na swoim nieszczęściu. Tyle wywnioskował z opisu, który zachęcił go do kupna tej książki.  
- I jak ci się podobam?
Zeszła na dół ubrana w smukłe, czarne spodnie i rozpinaną, czerwoną koszulę. Kiedy doczytał wątek wychylił oczy ponad książkę oceniając jej ubiór.
- Idealnie na walentynki kochanie. Czerwień bardzo mnie pociąga- poruszył zabawnie brwiami.
- Jak ci idzie?
- Mam spore zaległości ale możesz mi poczytać jakby co.
- Nie nadaję się na lektorkę.
- Skoro tak uważasz- zanurzył wzrok w książce i czytał dalej.
Wieczór spędzili w towarzystwie popcornu i filmu Jak to robią single. Teoretycznie tytuł ich nie dotyczył ale miał w sobie kilka ciekawych propozycji dla zakochanych. W mniemaniu Krystiana film był słaby i jedynie kilka zabawnych scen ratowało całość.
Obudził się kilka chwil przed siódmą całkowicie odkryty. Jedno spojrzenie w bok i już wiedział  kto przywłaszczył całą kołdrę dla siebie. Uśmiechnął się tylko na ten widok a potem usiadł na brzegu łóżka. Spojrzał na swój brzuch będący efektem jego ciężkiej pracy nad pudełkiem pizzy co ostatnio zdarzało się zbyt często. Wciągnął kapcie i zszedł na dół. Włączył elektryczny czajnik i poszedł się odświeżyć do łazienki. Gorący prysznic dobrze mu zrobił, jego oczy otwarły się do końca no a krew zaczęła krążyć szybciej. Ogolił się całkiem precyzyjnie, wklepał wodę toaletową Dynamic Pulse i wrócił do kuchni.
Sypiąc kawę zamiast trafić w kubek zrzucił ją pod stół. Jego uwagę odwróciła Ewelina. Pomachał jej na powitanie posyłając lekki uśmiech. Z bułką w ręku oparł się o parapet i popijał gorącą kawę. Zastanawiał się o czym mógłby rozmawiać z mężem Anety co będzie nieuniknione podczas odwiedzin u nich. Tematy związane z pracą wolał w niej zostawiać kiedy ją opuszczał. O samochodach też nie miał jakiegoś wielkiego pojęcia.  
Ubrany w nowszą kurtkę chwycił spakowaną poprzedniego dnia torbę i wsiadł do samochodu. Gdyby miał przystanek pod samym domem pewnie jeździłby autobusem ale dziś miał wyjątkowo mało czasu po pracy. Tak się złożyło nawet, że miał wolne miejsce przy samym wejściu. Pokazał identyfikator i poszedł do siebie.  
- Co dzisiaj po pracy w planach?- zapytał Michał.
- A co? Chcesz mnie gdzieś zabrać?
- A chcesz?
- Gdybym nie miał dziewczyny pewnie jakieś piwo byśmy wypili za nasze samotne życie.
- Gdzie zabierasz Agatę?
- Jeszcze nie wiem- skłamał bo nie chciał aby wiedzieli o tym, że Aneta jest mu coś dłużna za pomoc.
- Ja zabieram Oliwię do kina a potem jakaś pizza u mnie.
- Posprzątałeś? Uważaj bo w Walentynki potrafią się dziać cuda.
- Jakie?
- Statystycznie najwięcej dzieci rodzi się 9 miesięcy od wakacji i Walentynek.
- Wezmę to sobie do serca.
- Do głowy też chyba, że chcesz abym został chrzestnym.
- Odezwę się gdy zajdzie taka potrzeba.
- Jasne. Kawa?
- Sebastian zaraz będzie więc weź trzy.
Krystian poszedł piętro wyżej ale minął automat i zapukał do gabinetu Anety.
- Można?- wsadził głowę za uchylone drzwi.
Skinęła głową akceptująco bo akurat rozmawiała przez dwa telefony na raz co było dla niego niecodziennym widokiem. Wskazała mu fotel aby usiadł. Rozglądał się przez chwilę po gabinecie. Nie było w nim żadnych zdjęć na ścianach tylko jakieś druki na korkowej tablicy. Miała przed sobą jakąś ramkę ale nie odważył się jej odwrócić.
- Muszę kończyć- odłożyła komórkę a potem pożegnała drugiego rozmówcę na stacjonarnym.
- Urwanie głowy. Kawy?
- Wezmę z automatu bo obiecałem chłopakom.
- Jak chcesz. Przyjedziecie?
- Tak. Chciałem zapytać czy coś mamy zabrać ze sobą?
- Jedzenie, picie i zabawa będzie. W zasadzie to możecie coś zabrać.
- Co to ma być?
- Dobry humor.
- Jakby można było go kupić pewnie wziąłbym całą zgrzewkę.
- Rozumiem, że macie niełatwą sytuację ale chciałabym abyście się dobrze bawili i trochę rozluźnili.
- I bardzo ci dziękuje za tą propozycję bo nie miałem żadnego pomysłu.
- Oczywiście nie będzie Elvisa czy Michaela Jacksona ale zapewniam cię, że zabawa będzie przednia.
- Nie wątpię- obserwował ramkę nachalnie.
Aneta widząc jego ciekawość odwróciła ramkę w której było zdjęcie psa.
- Miszka. Moja najlepsza przyjaciółka. Odeszła od nas pół roku temu. Kochałam ją ponad wszystko- po jej policzku popłynęły łzy.
- Też jakiś czas temu przez to przechodziłem więc wiem jak ci ciężko.
Wstał i objął ją po przyjacielsku pocierając jej ramię.  
- Zwierzęta są wspaniałe szczególnie psy bo oddają całe serce właścicielowi. Ich oczy nawet pomimo przewinienia są zawsze pełne wiary i nadziei , że ich pan czy pani wybaczy wszystko.  
- Gdzieś ty się uchował jak szukałam męża?
- Chodziłem tu i tam…
- Ale nie blisko mnie.
- Kto wie może kiedyś się minęliśmy?
- Tak dobrze przekazujesz swoje uczucia. Wiesz, że zwierzęta też mają uczucia i aby je zrozumieć samemu trzeba mieć uczucia i wyrozumiałość. Twoje postrzeganie świata w ten sposób musi być bardzo ciekawe.
- Nie wiem jak to wygląda z zewnątrz bo nigdy nie zagłębiałem się w to postrzeganie. Niektóre rzeczy można ze mnie wydusić tylko w szczególnych sytuacjach.
- A jakie to sytuacje?
- Być może rozmowa przy kominku, może ostatni dzień życia na bezludnej wyspie albo kilka chwil przed śmiercią?  
- Imponujesz mi coraz bardziej.
- Myślałem, że to nic nie znaczące banały w dzisiejszym świecie pełnym elektroniki i życia społecznego przeniesionego w wirtualny świat Facebooka czy Instagrama.
- Tak może myśli pokolenie smartfonów. Ja nie. A jestem starsza od ciebie o kilka lat. Wiem do czego służy smartfon ale na miłość boską on z tobą nie porozmawia na wszystkie tematy, nie wyciągnie z ciebie pragnień czy głęboko skrytych żali.
Wyznawane przez nią wartości i podejście do wyrażania swoich emocji czy poglądów przypominały mu jedną z dziewczyn będących kiedyś na pierwszym miejscu w jego życiu. Kinga niemalże identycznie patrzyła na drugiego człowieka. Wolała bezpośrednie spotkania czy rozmowy zamiast gadania przez telefon czy pisania na jakichś komunikatorach.  
- Jak żyć kiedy najlepsze wartości w opinii tych ludzi odchodzą do lamusa?
- Jest na to sposób. Trzeba trzymać się z ludźmi wyznającymi takie zasady. Po tym co zaszło zrozumiałam, że wolisz patrzeć na wszystko szerzej mając na uwadze to co czuje druga osoba nawet jeżeli zawiniła.
- Taki już jestem. Nic nie poradzę na to, że krzywda jest przykrym widokiem.
- Bo masz serce. Agata może być dumna i nie powinna cię wypuścić z rąk.
- Starczy bo jeszcze uwierzę,  że taki wspaniały jestem- uśmiechnął się choć bardziej ze wzruszenia na to, że doceniła jego osobowość.
- Znam się na ludziach i nie mam co do ciebie żadnych wątpliwości.
- Miło słyszeć taki komplement szczególnie, że często nie słyszy się takich rzeczy na swój temat. Idę bo mnie chłopaki zastrzelą.
- Obronię cię- mrugnęła okiem.
- Widzimy się o wpół do czwartej.
- Zapraszam.
Wyszedł naładowany pozytywnym myśleniem. Nie często spotyka się kogoś o podobnych poglądach na wiele spraw. Nawet w temacie relacji między człowiekiem a psem trzeba mieć swoje zdanie a on je miał na podstawie wieloletnich obserwacji i doświadczenia tego na własnej skórze.
- Co tak długo cię nie było?
- Miałem ciekawą pogawędkę z kimś.
- O czym?
- O życiu.
- Z kim?- kontynuował przesłuchanie Seba.
- Czy popełniłem jakieś przestępstwo? Nie powiem nic bez mojego adwokata.
- No dobra. Już.
- A koledzy usychają z pragnienia- dodał Michał i wszyscy zaczęli się śmiać.

Tworzyli zgrany team i kiedy trzeba było jeden zastępował drugiego bez jakiejkolwiek dyskusji.

821 czyt.
100%144
dreamer1897

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne i przygodowe, użył 2611 słów i 14210 znaków

Komentarze (4)

 
  • AuRoRa

    AuRoRa 26 lis 2018

    A jednak będzie karaoke, chociaż Krystian widzi, że jego ukochana nie jest do końca przekonana do tego pomysłu, ale chce aby zapomniała o smutkach. Na kolację jeszcze zdążą, na pewno się o to postara

  • enklawa25

    enklawa25 24 lis 2018

    Super 👌

  • blondeme99

    blondeme99 24 lis 2018

    Dobrze spędzony czas ze znajomymi to podstawa   Warto było czekać na kontynuacje mojej ulubionej pary wybitnie!

  • Ela

    Ela 23 lis 2018 ip:91240130

    No nareszcie kiedy następna część