Życie trudne jest cz.100- Nadszedł nasz czas.

Życie trudne jest cz.100- Nadszedł nasz czas.Każdego dnia zjawiał się osobiście na placu budowy, aby tylko zaspokoić swoje zmysły. Przechadzał się po placu, rozmawiał z kierownikami poszczególnych etapów robót i wnosił swoje uwagi. Dzięki kamizelce z napisem Inwestor każdy na jego widok kłaniał mu się w pas, ale nie tego oczekiwał. Swoją obecnością każdego dnia chciał dać wszystkim do zrozumienia, że zależy mu na terminowym ukończeniu prac, ale najważniejsza była, jakość wykonanych robót. Przez cały rok zamienił kilka zdań z każdym, kto przewinął się przez plac budowy. Rozmawiał też z pracownikami fizycznymi, którzy byli praktycznie najważniejsi w tej układance. Ich doświadczenie i odpowiednie podejście do wykonywanej pracy były gwarancją sukcesu.
Czekał na ten dzień jak małe dziecko. Projekt, który miał całkowicie odmienić jego życie. Firma, która działa prężnie, ale też przynosząca odpowiednie zyski. Miał przede wszystkim władzę. Nie musiał prosić się przełożonych o akceptację danego zakupu, nie musiał pisać uzasadnień, co do zakupu odpowiedniej technologii. Wystarczył tylko prosty artykuł w lokalnej prasie o nowo powstającym centrum big data, aby zgłosili się pierwsi klienci. Kinga i Krystian Czartoryscy, jako inwestorzy widnieli w każdej informacji dotyczącej budowy centrum. Telefony nie przestawały dzwonić od momentu, kiedy wbito pierwszą łopatę.  
Przewrócił się na drugą stronę obejmując Kingę. Jej pachnąca różanym żelem pod prysznic skóra przywoływała miłe wspomnienia wielu nocy spędzonych w jej objęciach. Nie potrafił wyzbyć się uczucia zawodu, że pozwolił wtedy na tak oczywiste zakończenie ich związku. Nie walczył jak lew, po prostu odpuścił, bo nie był gotowy na dziecko, które było jej największym pragnieniem. Doskonale rozumiał, że w życiu każdej kobiety przychodzi czas, w którym jedynym pragnieniem jest posiadanie potomstwa. Sam też marzył, aby zostać ojcem i dać dziecku, co najlepsze ze swojej strony, bo chciał być lepszym rodzicem niż jego mama i tata.
– Kocham cię – szepnęła i otworzyła oczy.
– Ja ciebie bardziej – odpowiedział z uśmiechem.
– Tak jak ja? – przyciągnęła jego usta do swoich i całowała bez przerwy.
– Ej! – próbował odetchnąć.
– Co?
– To było niesamowite!
– I tak będzie już każdego dnia.
– Chcesz abym każdego dnia chodził z głową w chmurach?
– Zrobię wszystko, abyś czuł się szczęśliwy.
– Ja także. Najpierw zrobię śniadanie.
– A co będzie? – zapytała.
– A na co miałabyś ochotę?
– Zjem wszystko, co przyrządzisz. Nawet spalone kotlety.
– Pośpij jeszcze. Ja przygotuję coś pysznego.
– Mogę ci pomóc – zaoferowała się.
– Za kilka minut wracam – pocałował ją w czoło i poszedł na dół.
Przejrzał lodówkę. Była pełna, ale zastanawianie się nad konkretną propozycją zajęłoby mu sporo czasu. Uruchomił aplikację, której wykonanie zlecił dawnemu znajomemu ze studiów. Nazwa MixThis nie była powalająca, ale aplikacja miała służyć tym niezdecydowanym, którzy nie wiedzieli, co przygotować do jedzenia w danej chwili. Wystarczyło wpisać posiadane składniki, typ posiłku i czas niezbędny do jego przygotowania. Aplikacja przeszukując ogromną bazę przepisów pokazywała konkretne dania. Jemu wygenerowała tosty francuskie.  
– Nieźle – ocenił wygląd tostów widniejących, jako ilustracja przepisu.
Wymieszał jajka z pokrojonym serem żółtym i przyprawami. Następnie usmażył na patelni chleb tostowy obłożony wcześniej przygotowaną masą. Posypał wszystko pietruszką i zabrał na górę. Uchylił drzwi swojego pokoju.
– Pięknie pachnie – powiedziała na jego widok.
– I powinno smakować – dodał i położył talerz na kołdrze.
Przyglądał się jej próbując wybadać jej opinię, ale jadła nie wyrażając jakichkolwiek emocji. Z każdą kolejną kromką unosiła tylko kciuk w górę.
– Było pyszne – podziękowała mu całusem.
– Cieszę się, ale mamy napięty harmonogram dzisiaj.
– Za pięć minut będę gotowa – stanęła przed nim na baczność tylko w bieliźnie.  
– Może lepiej zostańmy w domu? – zaproponował.
– Dlaczego?
– Zamknięty razem z tobą w tym domu czuję się jakiś bezpieczniejszy. Nie myślę o niczym innym niż o nas.
– Został ci ostatnie mecz.
– On jest bez znaczenia. Tytuł mistrza pierwszej ligi jest nasz.
– Tak nie zachowuje się porządny piłkarz.
– Prawdziwy piłkarz jeździ Ferrari, gra w kasynie i baluje do późnych godzin nocnych.
– Tak bawią się dzieciaki, którym woda sodowa uderzyła do głowy od wypłaty znacznie przekraczającej wielkość ich rozumu.
– Mi to nie grozi.
– Tego nie wiesz. Może zgłosi się jeszcze po ciebie jakiś zachodni klub.
– I tak bym nie wyjechał.
– Dlaczego?
– Nie zostawiłbym cię tutaj.
– Przecież wyjechałabym z tobą.
– A interesy?
– Z agencją poradziłaby sobie Marta. Gorzej z centrum.  
– Michał i Seba pod dowództwem Jarockiego poradziliby sobie bez problemu.
– Więc, w czym problem?
– Nie ma propozycji z zachodu – uśmiechnął się.
– No tak. W takim razie musisz być na tym meczu. Strzelisz kilka bramek i posypią się oferty.
– Dziękuje kochanie za twoją wiarę w moje umiejętności, ale mogę być za stary dla łowców talentów.
– Gwiazdą można zostać w każdym wieku. Nigdy nie jest za późno na realizację marzeń.
– Zazdroszczę ci takiej pewności siebie. Taka odwaga pozwala podejmować najtrudniejsze decyzje.
Przysiadł na łóżku. Przysunęła się bliżej i objęła go siedząc za nim.
– No i zaufanie. Bez zaufania nie ma wymiernej współpracy, ale przede wszystkim związku.
– Bez dwóch zdań – obrócił się do niej i zrewanżował się pocałunkiem nie gorszym niż ona.
– To może jednak zostaniemy w domu – ścisnęła jego dłoń.
– Pani Czartoryska! Przywołuję panią do porządku. Chcemy się spóźnić?
– Oczywiście, że nie.
– Idę pod prysznic.  
– Mogę iść z tobą?
– To zbyt mała kabina dla dwojga, poza tym nie mamy tyle czasu.
– Pozostaje mi wanna?  
– W chwili obecnej tak.
– Kiedy wymienimy kabinę na większą?
– Na pewno nie dzisiaj. Proszę cię kochanie o wyrozumiałość – zrobił przygnębioną minę.
– Zajmę się tym jutro. Z samego rana.
– Dobrze.  
– Wpadnij na chwilę.
– Nie obiecuję.
Wziął szybki prysznic. Chłodna woda wybudziła go do końca. Przebrał się w jasne dżinsy, wciągnął czarną koszulkę z logo ulubionego klubu. Wyperfumował się i wyszedł z pokoju.
– Czekam – zawołała zniecierpliwionym głosem słysząc jego kroki.
Uchylił drzwi i zajrzał do środka.
– Tak pani? – ukłonił się.
– Wchodź. Plecy same się nie umyją.
– Moje się umyły.
– Chciałam ci pomóc, ale nie ty nie chciałeś.
Posłusznie roztarł różany żel pod prysznic na jej plecach. Próbowała wciągnąć go do wanny, ale wytłumaczył jej, że nie mają czasu na takie zabawy.
– Wieczorem zrobię ci rewanż…
– Wyrażam zgodę proszę pani – podał jej ręcznik i pomógł wyjść z wanny.
– Możesz mi podać? – wskazała komplet czarnej bielizny leżący na koszu od prania.
– Proszę. Pójdę spakować torbę.
Zszedł na dół. Chwycił sportową torbę i wrzucił do niej wyprany ręcznik. Dołożył jeszcze izotoniczny napój i postawił przed drzwiami. Słysząc stukanie obcasów na schodach sięgnął po kluczyki i ruszył założyć buty.
– Może być?
Podniósł głowę do góry, gdy skończył wiązać buty.
– Wyglądasz pięknie.
Miała na sobie kremową sukienkę z ozdobnymi koronkami wokół dekoltu. Czarne szpilki i naszyjnik z niebieskim kamieniem dopełniały całości odbierającej mu dech w piersiach.
– Twój wielki dzień. Chciałam wyglądać dobrze.
– Nasz wielki dzień – poprawił ją – Wszyscy będą patrzeć tylko na ciebie.
– Niech patrzą. Dotykać możesz tylko ty.
– I kochać – dodał.
– To najważniejsze – uśmiechnęła się.
Tym razem to on prowadził i droga do samego Grudziądza autostradą była czystą przyjemnością. Zaparkował obok białego GLS–a samego prezesa.  
– Zaczekam tutaj. Powodzenia – pocałowała go i wyszedł.
Uchylił drzwi szatni, ale nikogo nie było. Stroje, pachnące wisiały na swoich miejscach. Po chwili do środka wszedł trener.
– Jesteś pierwszy. Jak na przyszłego kapitana przystało.
– Na kogo?
– Kapitana.
– Nie rozumiem.
– Twoje występy i kluczowe bramki wpłynęły na decyzję kolegów. Michał odchodzi i ty przejmujesz po nim opaskę kapitana.
– Ja? – nadal nie mógł uwierzyć w słowa trenera.
– Tak ty. Grasz od początku czy mam cię wpuścić za Michała?
– Decyzja należy do ciebie trenerze.
– Skłaniam się ku tej drugiej wersji. Niech go kibice pożegnają owacją. Co ty na to?
– Świetny pomysł. Mogę się już przebrać?
– Daj kolejny przykład kolegom.
Rzucił natychmiast torbę i rozebrał się do bielizny. Dokładnie obejrzał strój i wciągnął bez zastanowienia. Poprawił kolanówki. Zajrzał do magazyniera i zabrał od niego worek piłek. Kinga stała przed autem, gdy wyszedł.
– Zmiana stanowiska?
– Jestem pierwszy, więc roznoszę sprzęt.
– Pomóc ci?
– Nie. Mam dla ciebie niespodziankę – przytulił ją.
– Jaką?
– Jakbym ci powiedział to nie byłaby to niespodzianka.
– Jakiś taki wesoły jesteś.
– Za kilkadziesiąt minut się przekonasz.
– Jakaś podpowiedź?
Pokręcił głową przecząco i odprowadził ją na trybuny.
Wyjął kilka piłek i rozłożył przed polem karnym. Podbiegał do każdej i precyzyjnymi strzałami umieścił każdą w bramce. Machał do niej po każdym strzale. Jej oklaski i uśmiechnięta buzia dodawały mu pokaźnej dawki motywacji.  
– Biegniesz za mną – klepnął go w plecy Michał.
Uśmiechnął się do wbiegających kolegów i zaczęli rozgrzewkę przed ostatnim meczem sezonu. Kibiców przybywało, a słońce zaczęło się wychylać zza chmur. Zapowiadał się wspaniały dzień.
Po ostatniej pogawędce przed meczem wrócili na boisko. Zajął miejsce na ławce. Sędzia rozpoczął mecz. Zaczęło się od straty bramki po błędnym podaniu jednego z pomocników. I choć mecz był o przysłowiową pietruszkę to trener wrzeszczał jak oszalały po tej stracie. Przed końcem pierwszej połowy koledzy zdążyli wyrównać po ładnej akcji, którą długo oklaskiwał stojąc przy linii bocznej.
Rozmowa w szatni nie należała do najłatwiejszych, ale trener nalegał na większe zaangażowanie, bo wygrana w ostatnim meczu powinna być natchnieniem na start nowego sezonu. Trener dokonał dwóch zmian dając pograć chłopakom z młodszej drużyny. Gra nie kleiła się zbytnio i jeszcze karny w siedemdziesiątej minucie po raz kolejny zdenerwował trenera. Spojrzał na Krystiana i powiedział spokojnym tonem:
– Rozgrzewaj się. Nie ma, na co czekać.  
Ściągnął dres i zaczął intensywną rozgrzewkę. Wynik tego meczu nie miał jakiegokolwiek znaczenia, ale czuł się spięty i przytłoczony. Trybuny były pełne. Zerknął tam gdzie miała być Kinga. Pomachały mu obie, bo dołączyła do niej Marta. Klasnął w dłonie i wrócił sprintem w kierunku trenera.
– Jestem gotowy.
– Pokaż, że masz jaja – krzyknął trener i klepnął go w plecy.
Gdy piłka wyszła na aut spiker wygłosił komunikat:
„Proszę o gromkie brawa dla Michała Kowalskiego. Naszego wieloletniego kapitana. Dziękujemy za twoje poświęcenie, za dawanie przykładu wszystkim. To były wspaniałe lata i będzie nam cię zawsze brakowało”
Gdy koledzy utworzyli szpaler aktualny kapitan ze łzami w oczach rozglądał się po trybunach. Uścisnął dłoń każdego z nich.
„Naszego kapitana zmieni Krystian Czartoryski, który w nowym sezonie będzie dzierżył tę rolę. Powitajmy go bardzo gorąco. Niech prowadzi naszą drużynę do sukcesów. Powodzenia kapitanie!” – krzyknął spiker a na stadionie podniosła się wrzawa.
– Mam nadzieje, że nie zawiedziesz kolegów. Poparłem cię razem z trenerem. Sprostałeś wyzwaniu po śmierci Franka i mam nadzieje, że będzie, za co cię chwalić po kolejnym sezonie.
– Trener powiedział mi dopiero dzisiaj. Ja nie wiem, co mam powiedzieć.
– Dasz radę – poklepał go plecach.
Ciarki mu przeszły, gdy wrzawa na trybunach roznosiła się po całym obiekcie. W rundzie wiosennej zdobył dwadzieścia bramek w piętnastu spotkaniach. W klasyfikacji strzelców miał dwie bramki przewagi nad kolejnym graczem, który był wykluczony z ostatniej kolejki czerwoną kartką. Praktycznie wszystkie piłki były kierowane do niego, jakby zespół chciał mu pomóc w przypieczętowaniu tytułu króla strzelców pierwszej ligi. Przedarł się środkiem boiska i zagrał piłkę na skrzydło. Dośrodkowanie zostało wybite przed pole karne, ale przepchnął rywala i przymierzył tak jak na rozgrzewce. Piłka poleciała prosto w okno i nawet wyciągnięty jak struna bramkarz nie był wstanie jej zatrzymać. Trybuny eksplodowały wrzaskiem. Trener skakał jak oszalały zapewne podniecony, że miał nosa do zmiany. Pomachał swoim dziewczynom, zabrał piłkę z rąk bramkarza i pobiegł na środek boiska odkładając ją w wyznaczonym miejscu.
– Dzięki chłopaki – krzyknął i klasnął w dłonie – Jeszcze kilka minut – poprawił opaskę z wielką literą C.  
Ruszył w kierunku rywala, gdy sędzia wznowił spotkanie. Wystawił nogę i zablokował podanie w kierunku obrońcy. Piłka na kilka sekund straciła właściciela. Prostym przełożeniem nóg nad piłką minął stopera i ruszył w kierunku bramkarza, który nie czekał ani chwili wybiegając z bramki.  
– Teraz, albo nigdy – szepnął i w ostatniej chwili czubkiem buta podrzucił piłkę do góry. Leciała jak w zwolnionym tempie w kierunku bramki i opadła dopiero na samej linii.
Spiker wrzasnął z radości:
„Goooooool! Proszę państwa goooooooool! To była bramka stadiony świata!”
Nie cieszył się długo, ale zerknął w kierunku Marty i Kingi. Skakały z radości, ale musiał się skupić na końcowych minutach. Biegał za piłką jak na treningu nie odpuszczając rywalom. Dopiero ostatni gwizdek sezonu przerwał jego walkę. Padł na kolana, a potem się rozłożył na murawie zmęczony tymi sprintami. Zamknął oczy jak wtedy na turnieju. Czuł niesamowitą euforię, że udowodnił swoją przydatność dla zespołu w tak krótkim czasie.
– Żyjesz? – zapytał trener wyciągając do niego rękę.
– Dziękuje trenerze za twoje zaufanie. Nie mogę zapewnić, że cię nie zawiodę, bo przypadki chodzą po ludziach, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, abyśmy skończyli sezon jak najwyżej.
– Moje gratulacje. Zwiększyłeś swoją przewagę.
– Dziękuję.
Awans do ekstraklasy mieli zapewniony, ale dopiero teraz oficjalnie odbyła się ceremonia wręczenia trofeum. Michał nie chciał opaski kapitana, ale z miłą chęcią przystał na podniesienie trofeum razem z Krystianem.
– Czyń honory!
– Łap i nie gadaj – powiedział Michał i przejęli oboje puchar z rąk przedstawiciela związku piłkarskiego wznosząc go ku górze. Koledzy oblewali ich szampanem a oni skandowali swój sukces.  
Spiker zaprosił go na środek boiska:
„ Zapraszamy kapitana Krystiana do odebrania nagrody za tytuł najskuteczniejszego zawodnika pierwszej ligi. W końcu nasze miasto może poszczycić się tym tytułem. Wielkie gratulacje od całej społeczności”
Odebrał statuetkę piłkarza z wygrawerowanym imieniem i nazwiskiem z rąk brzuchatego faceta.
– Gratulacje – powiedział do mikrofonu i podał go Krystianowi.
– Chciałbym wam podziękować – rozejrzał się po trybunach – Bez waszego wsparcia nie świętowałbym tego tytułu. To wasze oklaski i wspaniały doping doprowadziły mnie tutaj. Chciałbym też podziękować mojej żonie, że zachęciła mnie do rozpoczęcia kariery w tym wieku. Bez jej wsparcia w ogóle bym nie zjawił się na boisku. Dziękuje kochanie – objął ją mocno, gdy dołączyła do niego – Dziękuje mojej siostrze, bo to ona również mnie dopingowała w trudnych chwilach. Życzyłbym sobie i wam, abyśmy na koniec kolejnego sezonu razem przeżywali podobny sukces. Dziękuję – oddał mikrofon spikerowi i zszedł z murawy.  
– Pogadam jeszcze z kolegami i zaraz wracam.
Idąc korytarzem nie mógł się opędzić od gratulacji. Cały personel składał mu życzenia dziękując za ten sezon. Wszedł do szatni. Koledzy natychmiast wzięli go na ręce i zaczęli podrzucać. Dopiero, gdy powiedział, że będzie wymiotował przestali.
– To wasz sukces. Zbieraliście punkty od początku sezonu. Walczyliście o każdy punkt. Dziękuję za waszą pomoc w zdobyciu korony króla strzelców. Bez was nie cieszyłbym się tak bardzo. Dziękuje chłopaki za wasze zaufanie.
– Ale będziesz na piątkowej kolacji?
– Jasne, że będę.
Wykąpał się i przebrał się w ciuchy, w których przyjechał. Uścisnął dłoń każdemu i wyszedł przed klub. Marta i Kinga stały przed autem.
– Jest nasz bohater – Kinga podeszła i objęła go mocno.
– Nawet nie wiesz jak się cieszę. To ty mnie zmotywowałaś do tego wszystkiego. Dziękuję – podniósł ją do góry a potem pocałował.
– A ja? – zapytała Marta.
– No chodź – objął je obie.
Zajął miejsce z tyłu i przez całą drogę wysłuchiwał zachwytów na swój temat. Gdy dojechali na Łódzką musiały go obudzić.
– Panie prezesie?
– Kto? – otworzył oczy.
– Jesteśmy na miejscu.
Wysiadł mrużąc oczy przed oślepiającym słońcem. Parking mogący pomieścić ponad sto aut pękał w szwach. Masa dziennikarzy kręciła się w koło.  
– To jakiś sen – szepnął.
– Wszystko jest prawdziwe – Kinga złapała go pod rękę i poprowadziła do wejścia. Udzielili oboje krótkiego wywiadu i zaprosili wszystkich do środka. Na wejściu czerwoną wstęgę przecięli w towarzystwie prezydenta miasta wypijając przy tym symboliczną lampkę szampana. Tłum szedł rozglądając się dookoła fotografując, co się da. Ze względu na zawarte umowy tajemnice serwerowni i specjalnych komór danych nie zostały udostępnione mediom. Po krótkim spacerze zebrali się w holu. Krystian ścisnął mocniej dłoń Kingi i zaczął mówić:
– Dziękuję wszystkim za tak liczne przybycie. Dziękuję panie prezydencie – zerknął w kierunku włodarza miasta – Z niektórymi znam się od dawna – uśmiechnął się w kierunku Jarockich, Michała i Sebastiana – Z innymi poznam się wkrótce. Mam nadzieje, że razem stworzymy miejsce godne zaufania. Miejsce, w którym każdy będzie czuł się bezpiecznie ze swoimi danymi i swoimi tajemnicami. Dzięki trzyetapowemu kodowaniu danych szyfrem pięćset bitowym za pomocą najszybszych łączy oferujemy najbezpieczniejsze przechowywanie danych w Europie. Dziękuje wszystkim za zaufanie. Odpowiedzi na państwa pytania udzieli nasz rzecznik – zerknął na Olgę dając jej do zrozumienia, że może pojawić się wiele pytań – Pani Olga Jarocka posiada niezbędną wiedzę, by udzielić państwu konkretnych odpowiedzi.
Po niedługim bankiecie w sali konferencyjnej, gdzie dostali wiele propozycji współpracy Krystian z Kingą wyślizgnęli się po cichu drugim wyjściem zostawiając wszystko pod wodzą Jarockich. Mieli za sobą bardzo emocjonujący dzień. Marta zawiozła ich na Strzałową i wróciła do centrum, aby pomóc jego znajomym w zamknięciu dnia otwartego dla mediów.
Dał się poprowadzić na górę za rękę. Po chwili zadzwonił jego telefon. Nie miał zapisanego tego numeru.
– Krystian Czartoryski. Słucham? – włączył na głośnik.
– Dzień dobry. Tomasz Broniewski. Dyrektor transferowy…
– Wisły Kraków – przerwał mu Krystian.
– Świetnie pan zorientowany.
– A skąd ma pan mój numer?
– Od prezesa z Grudziądza. Powiedział, że nie może zablokować panu takiej oferty.
– Dobry człowiek z niego, ale ja chcę pozostać w obecnym klubie.
– Nie przedstawiłem jeszcze naszej oferty.
– Nie zmienię zdania.
– Dlaczego? Nie marzy pan o międzynarodowej karierze?
– Gdyby zadzwonił do mnie pan jakieś dziesięć lat wcześniej pewnie skakałbym z radości. Oczywiście nie oznacza to, że się nie cieszę, ale bądźmy realistami. W moim wieku ma się już rozpoznawalne nazwisko, gdy chce się robić karierę na zachodzie. Musiałbym w pańskim klubie budować swoją pozycję od nowa. Ja nie mam na to czasu.
– Nie przekonam pana?
– Gram dopiero pół roku w nowym klubie. Nie wiem czy widział pan reakcję kibiców, gdy obiecałem im kolejne sukcesy.
– Byłem na tym meczu, ale zwinął się pan niespostrzeżenie.
– Miałem otwarcie firmy.
– Dwa miliony złotych za sezon plus milion za koronę króla strzelców, ewentualnie dwieście tysięcy złotych za tytuł mistrzowski. Co pan na to?
– To wspaniała oferta – zerknął na Kingę – Ale ja dotrzymuję złożonych obietnic. Dziś dałem słowo wspaniałym kibicom i zrobię wszystko, aby zapewnić im kolejne, wielkie emocje.
– To może być jedyna pańska szansa.
– Wiem. Zaproponowałbym panu układ, ale to nie ja rozdaję karty.
– Jaki?
– Zadzwoni pan pod koniec przyszłego sezonu?
– Taka oferta może się już nie powtórzyć.
– Wiem. Dajcie mi się wykazać. Sami zdecydujecie czy warto kontaktować się ze mną ponownie.
– Czyli nie przekonam pana?
– Nie. Dziękuje za pański telefon, ale proszę mnie zrozumieć.
– Oczywiście. W takim razie życzę kolejnych sukcesów.
– Dziękuję – odłożył telefon, ale nadal trzęsły mu się ręce.
– Jesteś wspaniałym człowiekiem – pocałowała go w usta Kinga.
– Bo?
– Odmówiłeś wielkiej szansy szanując warunki obecnej umowy. Odmówiłeś w sytuacji, gdy prezes nie był przeciwny tej propozycji.
– Tak jak powiedziałaś marzenia są po to, aby je spełniać. Zaufali mi, a ja nie chcę odchodzić niwecząc cały swój dorobek.
– Kocham cię.
– Ja ciebie też.
Otworzyła łazienkę i odkręciła wodę. Dosypała niebieskich granulek. Zrzuciła jego ciuchy. Wszedł do wody. Zamknął oczy a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Odchylił się opierając o krawędź wanny. Oddychał swobodnie. Po chwili do wody weszła Kinga. Wślizgnęła się za niego i położyła mu ręce na oczach.
– Mam dla ciebie niespodziankę – szepnęła mu na ucho tak słodko, że gęsia skórka pokryła jego ciało.
– Jaką?
– Spójrz.
Otworzył oczy, przed którymi miał coś przypominające termometr, ale to coś nie miało żadnej skali. Dwie, czerwone kreski były jednoznaczną informacją.
– O boże…
– Zostaniemy rodzicami – szepnęła podniecająco.
Odchylił głowę do tyłu opierając się na jej ramieniu.
– To najwspanialsza informacja w moim życiu.
Objęła go mocno.
– Kocham cię.
– Ja was też.
************************************************************************************************************
To były dwa lata niesamowitej przygody, podczas, której odkryłem wiele możliwości. Sto części, przez które poznałem swoich czytelników i ich emocje. Wiem, że oczekiwań jest tyle ilu jest czytelników i trudno jest podejmować pewne decyzje dotyczące kolejnych losów i zakończenia tej opowieści. Dziękuje Wam wszystkim za obecność, za łapki wyrażające opinię i komentarze, które motywowały mnie podczas pisania kolejnych części. To Wasza zasługa, że osiągnąłem niewyobrażalną dla mnie liczbę 100 odcinków, o której nigdy nie śniłem przychodząc tutaj. Chciałem uczyć się od najlepszych czytając najpopularniejszych tutaj autorów i uważam, że ta edukacja nie poszła w las i moja opowieść, choć trochę podgoniła do mitycznego poziomu najpoczytniejszych autorów na LOL.
Biorąc pod uwagę Wasze słowa w pewnym momencie zdecydowałem się na stworzenie książkowej wersji tej opowieści. Zdradzić tylko mogę, że zaczyna się nieco wcześniej i koniec będzie równie emocjonujący...

Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich i dziękuje za dwa wspaniałe lata! To był owocnie spędzony czas podczas pisania i czytania.
DREAMER1897

3 komentarze

 
  • santak

    Witaj. Zaskoczyłeś mnie słowami "Nadszedł nasz czas.", no cóż szkoda że zapomniałeś o nas czytelnikach, których pozostawiłeś (pisałam wcześniej) z wieloma niedopowiedzeniami, sorki że to piszę. Mam nadzieję że w książkowym wydaniu poprowadzisz czytelnika troszkę inaczej, tego Tobie życzę. Powodzenia. Santa.

  • dreamer1897

    @santak WItaj! Chciałem zostawić jakąś nutkę nadziei właśnie dla czytelników, którzy mieli inną wizję i oczekiwali odpowiedzi na nurtujące pytania. Praca jest intensywna i mam nadzieje, że nie zawiodę oczekiwań. Dziękuje za motywację, bo to jest zawsze pozytywny bodziec do działania. Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • agnes1709

    Powodzenia;)

  • dreamer1897

    @agnes1709 Dzięki bardzo :)

  • Speker

    G K S !!!!  :lol2:

  • dreamer1897

    @Speker Ale jak to GKS? :rotfl:

  • Speker

    @dreamer1897 GKS Olimpia

  • dreamer1897

    @Speker Już myślałem, że jakaś kosa GKS Katowice do Wisły :rotfl: