Życie trudne jest cz.73

Życie trudne jest cz.73

Po powrocie mieli niewiele czasu na ogarnięcie sytuacji. Nie rozpakował wszystkiego. Wrzucił tylko do lodówki produkty, które wymagały takiego przechowywania. Reszta została w reklamówkach na podłodze. Pobiegł na górę się przebrać. Po zejściu na dół doznał miłego szoku. Siostra w nowej sukience prezentowała się pięknie.
- Wyglądasz niesamowicie. Po prostu bajecznie.
- Dziękuję- uśmiechnęła się- Mogę prowadzić?
- Jeżeli chcesz.
Na Rubinową mieli niecałe dwa kilometry. Można było pójść spacerem i nie byłoby problemu z powrotem, gdyby trafiła się propozycja jakiegoś drinka. W przekonaniu Krystiana alkohol jednak nie był najważniejszy. Oczywiście ułatwiał zawieranie znajomości i rozplątywał język do rozmowy na każdy temat, ale nie był niezbędnym towarzyszem każdej rozmowy.  
Nie musiał udzielać jej wskazówek, ale wjeżdżając na osiedle bogatych trzeba było już wiedzieć jak dojechać do Rubinowej. Stanęli pod bramą, a ta nawet nie drgnęła. Wyszedł z auta i wcisnął przycisk domofonu. Odebrała Aneta.
- Już otwieram- usłyszał jej czysty głos.
Auto zostawili pod trzy stanowiskowym garażem. W progu już czekała pani domu.
- Nie mówiłeś, że masz tak piękną siostrę- uśmiechnęła się do nich.
- To jest Aneta, a to Marta, moja siostra.
- Cześć- panie uścisnęły sobie dłonie i weszły przodem przed Krystianem.
W środku dało się wyczuć zapach obiadu.
- Czego się napijecie?
- Sok pomarańczowy?
- Znajdzie się. Zapraszam do salonu.
Przeszli z holu do ogromnego salonu. Brązowe, skórzane sofy i meble w kolorze czekolady ledwo, co wypełniały ogromną przestrzeń. Wszystkie powierzchnie były czyste i błyszczące. Nawet grama kurzu nie można było uświadczyć.
- Proszę- postawiła przed nimi szklanki oraz dzbanek, świeżo wyciśniętego soku.
- Sama wyciskałaś?
- Daj spokój. Zajęłoby mi to pół dnia. Oczywiście, że maszyna.
- Dariusz jest w domu?
- Musiał po coś wyjechać. Będzie za kilka chwil.
- Jasne. Może ty nam powiesz coś więcej. Nie mogę przestać się denerwować.
- To zbyt skomplikowane i musicie zobaczyć zgromadzone przez mojego męża fotografie.
- Brzmi ciekawie.
- Może zechcecie rzucić okiem na moje róże?
- Dlaczego nie?- Marta podniosła się z krzesła z miękkim obiciem, którego mogą zazdrościć producenci aut.
Wyszli tylnymi drzwiami. Szklany tunel prowadził do wielkiego ogrodu, w którym wysokie tuje dawały prywatność jego mieszkańcom. Osiem rzędów róż posadzonych na przemian tworzyło miły obraz dla oka. Białe, różowe, herbaciane i czerwone, takie, jakie Krystian uwielbiał najbardziej. Ani jednej zwiędłej. Wszystkie zadbane, o kolorze tak soczystym, że można było odnieść wrażenie jakby zostały przed chwilą pomalowane farbą.
- Są piękne- zaczęła wąchać kwiaty Marta.
- Mamy dobrego ogrodnika. Zna się na tym, co robi. Wszystko robi według kalendarza. Ma takiego fioła, że liczy się nawet minuta, o której używa nawozu czy wody.
- Ale jesteś zadowolona?
- Oczywiście, że tak.
- Też chciałem hodować róże, ale nie mam już, dla kogo.
- Aż tak źle?- twarz Anety nieco posmutniała.
- Wydaje mi się, że tak. Byłem u niej wczoraj. Ktoś się wprowadza do jej mieszkania.
- I co?
- Wziąłem kontakt do agenta nieruchomości, ale ona zastrzegła swoje dane. Spławił mnie tekstem o ochronie danych.
- Ucieka, a ty nawet nie masz pojęcia, z jakiego powodu.
- Chciałbym, aby to była moja wina.
- Dlaczego?
- Wiedziałbym, w jaki sposób mam walczyć o nią. Nie unikałaby kontaktu, a dałaby mi szansę na wytłumaczenie, chociaż.
- Pamiętasz nazwisko?
- Janusz Bogdański.
- Muszę zapisać.
- A co? Znasz go?
- Nie wiem. Chodźmy.
Wrócili do środka. Aneta przyniosła swoją komórkę i przepisała numer od Krystiana.
- Niczego nie obiecuję. Może w ten sposób spłacę część długu wobec ciebie.
- Jakiego długu? Zrobiłem to, co trzeba.  
- Uratowałeś moją posadę.
- Cieszę się, że możemy współpracować dalej.
- Tak. Nadal tworzymy zasoby jednej firmy.
- Zastanawia mnie jedno?
- Tak?- Aneta spojrzała na niego z zaciekawieniem.
- Wszystko widać gołym okiem, tak?
Dziewczyna skinęła głową, ale nie bardzo wiedziała, co ma na myśli.
- Ten dom. Ta cała posesja. I pochodzenie twojego męża.
- No i?
- Dlaczego chodzisz do pracy? Ja na twoim miejscu siedziałbym w domu i grał przez cały dzień w XBOXA.
- Może wyglądam na głupiutką blondynkę, ale wcale taka nie jestem.
- Jasne, że nie jesteś. Jesteś bystra i wiedzą o tym nasi przełożeni.
- Nie pochodzę z bogatej rodziny. W domu liczył się każdy pieniądz kiedyś. Chciałam mieć swój wkład w moje, nasze wspólne życie z Darkiem. Pracuję, bo chcę. Nie mogłabym przesiadywać całymi dniami tutaj niczym ptak zamknięty w klatce.
- Ktoś przyjechał.
- Darek.  
Po chwili dostojnym, pewnym krokiem wszedł do środka gospodarz domu. Wspaniale skrojony garnitur idealnie wypełniało jego ciało. Jak na czterdzieści kilka lat nie był jeszcze posiadaczem okrągłego brzucha. Wyprostowana sylwetka i płaski brzuch musiały być efektem odwiedzania siłowni albo, co najmniej idealnej diety.
- Dzień dobry.
- Cześć- Krystian uścisnął jego dłoń. Uścisk był niezwykle mocny- To moja siostra.
- Marta- dokończył za niego.
- Skąd wiedziałeś?
- Kilka rzeczy odkryłem.
- Miło pana poznać.
- Jestem Dariusz. Dla rodziny Darek.
- Rodziny?- Krystian zakrztusił się śliną.
- Najpierw obiad, potem opowieści.
Zasiedli do stołu, a służba składająca się z dwóch osób przynosiła jedzenie. Wołowina, bataty i kolorowe surówki smakowały wybornie. Wina nie ruszył, bo ktoś musiał prowadzić auto w drodze powrotnej. Krystian nie miał pojęcia jak wygląda obiad u bogaczy, bo przecież bataty to też ziemniaki, a wołowinę można kupić w każdym sklepie. Nic, co mogłoby świadczyć o królewskim obiedzie. Smakowało wybornie, ale nie przypuszczał, aby obiad był sprawką Anety.
- Pyszne. Jak tak jedzą członkowie rodu, to ja nie mam pytań.
- Wołowina Kobe- sprostował Dariusz.
Taka nazwa była Krystianowi zupełnie obca i nigdy o niej nie słyszał. Uznał, że nie będzie wnikał w szczegóły i pochwali wykonanie.
- Smak i obróbka pierwsza klasa. Dobrego kucharza macie.
- Fakt. Zna się na rzeczy i to kobieta.
- Wspaniale gotuje.
- Pójdziemy na górę do naszej biblioteki, a tu trzeba zrobić porządek.
Słowo porządek musiało być kluczem, bo służba natychmiast zjawiła się przy stole.  
- Za mną.
Poszli na górę po krętych, chyba dębowych schodach. Nie skrzypiały wcale. Pewnie przymocowane i błyszczące, ale nie śliskie. Dbałość o szczegóły na najwyższym poziomie. Frezowane poręcze i zaokrąglone brzegi były majstersztykiem.  
Biblioteka była na samym końcu długiego korytarza. Dariusz pokazał im swój oraz Anety gabinet. Ogromną sypialnię z łóżkiem, a nad nim wielki baldachim. W duchu Krystian przyznał, że to jakiś przeżytek, ale korzenie zobowiązywały do posiadania takich luksusów.  
W środku biblioteki nie śmierdziało stęchlizną. Powietrze było czyste, tu również nie było widać ani grama kurzu. Książki posegregowane w sposób znany tylko właścicielowi tej kolekcji. Nazwiska i tytuły były pomieszane, choć mógł być to pozorny chaos, to kluczem była znajomość tej hierarchii.  
- Siadajcie- wskazał im dwa krzesła, wyglądające na dość stare.
- Bez obaw. Są po renowacji.
Zajęli miejsca za dębowym biurkiem. Dariusz podszedł do jakiejś półki i wyjął jedną z pozycji.
- Obejrzyjcie najpierw ten album. Zawiera wszystkie nazwiska naszych przodków z latami życia.  
Brakowało wielu zdjęć, kilka było poplamionych a nawet podartych. Wielu mężczyzn i kobiet. Każde pokolenie zupełnie inne. Żadnej charakterystycznej cechy świadczącej o przynależności do rodu. Kilka razy cofali się wstecz szukając podobieństw między dziećmi a rodzicami.
- Najważniejszy Konstanty, to on założył nasz ród. Tutaj macie mapy obszarów, jakie należały do naszych przodków- podał im kolorowy atlas zatytułowany „Ziemie Czartoryskich”. Wyglądał jakby został specjalnie wyprodukowany dla rodziny. Obszarów we władaniu rodziny było sporo. Były nawet obrazy przedstawiające pałace, zamki i kamienice należące do rodu.
- Nie wszystko się zachowało- dodał po chwili milczenia.
- Czy wszystko, co da się policzyć ma jakąś ogólną wartość?- zapytał Krystian przyglądając się fotografiom kamienic w Warszawie.
- Szacunków jest wiele. Od razu chciałbym zaprzeczyć doniesieniom mediów.
- Jakim?- Marta spojrzała na Dariusza.
- Twierdzą, że fundacja sprzedając kolekcję i nieruchomości należące do Muzeum i Biblioteki Książąt Czartoryskich skarbowi państwa dorobiła się na tej transakcji nie tylko grubej kasy, ale też odzyskała wiele innych ziemi i nieruchomości. Sugerują, że to była wymiana z dopłatą na naszą ogromną korzyść. To wszystko kłamstwo i obłuda- podniósł nieco głos, a jego twarz trochę się zaczerwieniła ze złości.
- Musisz mi wybaczyć, ale przez ostatnie dni miałem wiele problemów na głowie. Nie miałem okazji, aby przygotować się do tej rozmowy.
- Nie szkodzi. Po to was tutaj zaprosiłem. Chciałem wam przedstawić ogólny zarys, a jak się uda wprowadzić was trochę w funkcjonowanie naszej rodziny.
- Rozumiem, że to herb rodziny?- Krystian odwrócił się tyłem wskazując głową na ręcznie rzeźbiony herb.
- Tak. Mogę ci załatwić taki.
- Świetnie. Może jeszcze coś na temat babci?
- Z wpisów, jakie uzyskałem z archiwum wynika, że jest za przeproszeniem córką spłodzoną poza wiedzą rodziny. Córką Michała, do której się nie przyznał. Została jednak odnotowana w aktach i ktoś ją wychowywał za pieniądze rodziny. Powiedziałbym wam, z jakiej linii, ale gdzieś zawieruszył mi się odpis.
- To by tłumaczyło jej postawę, dlaczego nie chciała nawiązywać do swoich korzeni. Wstydziła się swojego pochodzenia pomimo nazwiska- skwitowała Marta i odłożyła album na biurku.
- To nie jest tak, że rodzina się jej wyparła.
- Skoro wujek czy inny pradziad się jej wyparł to tak wygląda sprawa.
- Rodzina łożyła na jej wychowanie. Miała kawałek ziemi nawet.
- Tej ziemi, na której uprawialiśmy warzywa?- Marta spojrzała na Krystiana.
- Tak. Działka 134/55. Jak się nie mylę to było prawie dziesięć hektarów- dodał Dariusz i zabrał album, aby odłożyć go na półkę.
- Czyli nie mamy czego szukać w rodzinie?
- To nie jest tak, że nic wam się nie należy. Obowiązuje kolejność i znaczenie w hierarchii.
- A konkretniej?
- To skomplikowana sprawa i trzeba byłoby wyjaśnić oraz przenalizować udział wujka w całości spadku. Dopiero podzielić na jego dzieci z prawego łoża i zastanowić się nad częścią babci, a potem waszą. Myślę, że wiecie, dlaczego waszą?
- Nie- Krystian zaprzeczył kręcąc głową.
- Czyli nic nie wiecie.
- O czym?- zdziwiła się Marta.
- Wasi rodzice nie żyją od pięciu lat.
- Skąd o tym wiesz?
- Nazwisko Czartoryski to nie tylko kasa, nieruchomości i bale charytatywne. To ogromna rodzina, której członkowie mieszkają na całym świecie. Wiadomość przyszła z ambasady Francji. Zgodnie z zaleceniem zostali pochowani w Lyonie, gdzie przebywali od momentu wyjazdu z kraju.
- I dobrze- dodał Krystian bez urazy- Porzucili nas, byli anonimowi i na zawsze tacy pozostaną.
- Nie mam pojęcia, dlaczego wyjechali z kraju.  
- To nie ma znaczenia. Oni nigdy nie istnieli w naszym życiu.
- Wiem, że was porzucili. Może mieli jakiś powód?
- Wątpię. Zrzekli się praw rodzicielskich na rzecz babci. I tylko dzięki jej uporowi nie wylądowaliśmy w domu dziecka. Zawdzięczam jej więcej niż rodzonej matce czy ojcu.
- Kolejkę?- Dariusz sięgnął do barku wbudowanego w ścianę i wyjął butelkę whisky.
Nie był to ogólnodostępny Johnny Walker czy Jack Danniels.
- Ma już swoje lata. Trzymam na specjalne okazje.
- A ta jest specjalna?- zdziwił się Krystian.
- Poznałem rodzinę.
- Raczej siódmą wodę po kisielu- sprostował Krystian.
- Podczas twojej pierwszej wizyty nie wiedziałem, kim jesteś. Aneta zawdzięczała ci dalszą pracę w firmie. Przekonałem się, że dobry z ciebie człowiek.
- Dzięki. Wydaje mi się, że jej odejście z pracy nie byłoby bolesne dla waszych finansów.
- Masz rację. Mogłaby siedzieć w domu całymi dniami, ale chciała nadal pracować w miejscu, w którym zaczęła się jej kariera zawodowa.
- I tym bardziej ją szanuję. Nie rzuciła się na to bogactwo z powodu chciwości. Z uśmiechem na ustach przyznała, że chce mieć wkład w budowę waszego życia.
Dariusz zamilkł na chwilę, a na jego twarzy pojawił się rumieniec.  
- Wybrałeś dobrą kobietę. Masz szczęście.
- Wiem.  
- Tak myślałam- do środka weszła Aneta- Dlaczego nie zabrałeś gości na drinka do salonu?
-  Już idziemy.
Wymiana czułości Anety i jej męża nie uszła uwadze schodzącemu po schodach Krystianowi. Objął ją mocno i pocałował w czubek głowy dając upust emocjom, jakie nim zawładnęły po tym, co usłyszał od nowo, poznanego krewnego.
Na dole czekał już deser. Całości dopełniały tace pełne owoców. Ananas, mandarynki, pomarańcze i winogrona błyszczały w świetle pozłacanych kinkietów rozświetlających salon.  
- Bez obaw. Nasz kierowca odwiezie was do domu.
Dariusz sięgnął po butelkę wina i nalał każdemu w duży kielich ze złotymi obręczami.
- Proponuję toast za bardzo miłe spotkanie.
Wszyscy stali wymieniając się spojrzeniami, ale nikt nie odważył się odezwać słowem zanim salon wypełnił brzęk szkła podczas wznoszenia toastu.
- Zdrowie- Krystian wychylił swój kieliszek i sięgnął po winogrono, aby osłodzić sobie cierpki smak wina, na którym kompletnie się nie znał.
Późnym wieczorem palenisko kominka nabrało życia. Latem Dariusz dokonywał wymiany na wersję elektryczną, aby przy nim spędzać czas w towarzystwie swojej żony. Efekt był naprawdę przyjemny dla oka, a po kilku kolejkach alkoholu ciężko było odróżnić go od prawdziwego paleniska. Dźwięk strzelającego drewna był łudząco podobny do tego z żywego ognia. Długie, nostalgiczne, ale też zabawne rozmowy nie miały końca. Alkohol wzmagał tylko wybuchy śmiechu rozchodzące się po salonie tak, że służba z niepokojem zaglądała do nich, aby sprawdzić czy z gospodarzami wszystko w porządku.
Pomimo nalegań i starań Anety rodzeństwo odmówiło pozostania na noc. Do domu mieli niedaleko, a jeszcze następnego dnia czekał ich obowiązek stawienia się w pracy, do której gospodarze nie musieli wcale chodzić.
- Zrobię wszystko, abyście i wy poczuli, co znaczy być częścią rodziny Czartoryskich.
Pomimo tego, że Darek wyglądał jakby nie wypił nic to Krystian nie brał na poważnie jego deklaracji. Poznał najistotniejsze fakty i to wystarczyło mu, by określić jego znaczenie w hierarchii Czartoryskich. W drodze powrotnej podjął decyzję, że nie będzie się starał w jakikolwiek sposób zaistnieć w rodzinie, do której praktycznie nigdy nie należał. Ich samochód wjechał zaraz za nimi.
- Zaparkować w garażu?- zapytał młody chłopak, którego jeszcze nie spotkał.
- Jeżeli możesz. To ilu kierowców ma Darek?- Krystian zapytał znów zaskoczony.
- Będzie pięć osób. Przeważnie jeździmy po dwóch w dalsze trasy, gdy nasz szef musi gdzieś dotrzeć. Zmęczenie jest mniejsze, ale też szef może jechać bez przerwy.
- Rozumiem, ale odniosłem wrażenie, że stać ich na helikopter lub samolot.
- Sąsiedzi z okolicy nie zgodzili się na lądowisko. A na samolot też trzeba dojechać. Pan Darek woli jeździć Maybachem w najdłuższej dostępnej wersji.
- Prowadziłeś już kiedyś tego kolosa?
- Jeszcze nie. Zbyt mały staż mam.
- A masz w ogóle jakiś?
- Minęło pięć lat.
- Co? To ile ty masz lat?
- Dwadzieścia cztery.
- Dałbym ci znacznie mniej.
- Wszyscy tak mówią. To nawet miłe. Jestem wdzięczny panu Dariuszowi za okazane mi zaufanie. To on przygarnął mnie, kiedy musiałem opuścić dom dziecka i żyć na własny rachunek.
Alkohol jeszcze krążył w jego żyłach, ale myślał już bardziej przejrzyście. Nie spodziewał się, że Darek może być, aż tak wielkim dobroczyńcą. To, co przed chwilą usłyszał od kierowcy wzbudziło w nim mieszane uczucia i dało powód do myślenia nad zmianą opinii na temat bogaczy. Uznał, że z miłą chęcią pochwali go za takie coś, bo sam wiedział jak to jest wychowywać się bez rodziców. Nie miał pewności, kiedy dojdzie do ich ponownego spotkania, ale zakodował sobie, że takie czyny są bardzo ważne z punktu widzenia dziecka i zasługują na najwyższe uznanie. Wiedział, że robi źle kładąc się do łóżka bez kąpieli, ale nie miał już na nią sił. Siostra za to skorzystała z prawa do kąpieli. Szum prysznica w połączeniu z małym zawirowaniem w głowie sprawiły, że zasnął znacznie szybciej niż w zwykłą niedzielę bez spożycia alkoholu.

615 czyt.
100%353
dreamer1897

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne i przygodowe, użył 3105 słów i 17169 znaków

Komentarze (3)

 
  • AnastazjaC

    AnastazjaC 14 cze 21:24 ip:159205148

    Trudno oceniać postawę Krystiana nie znając losów sprzed początku opowiadania, ale z jego treści wynika, że dobry z niego chłopak. Czy warto za wszelką cenę należeć do rodziny? Według mnie nie warto. Oby wybrał dobrą drogę i odnalazł szczęście na jakie zasługuje. Kolejna, dobrze napisana część. Czekam na następny odcinek

  • dreamer1897

    dreamer1897 8 cze 20:43

    @santak
    Witam ponownie, co do znikania komentarzy nie mam pojęcia dlaczego. Wiele razy czekałem na jakąś odpowiedź, ale faktycznie znikał komentarz i cała konwersacja.

    Długo myślałem nad tym tytułem, bo takie właśnie jest życie. Trudne nawet w jakby się mogło wydawać najprostszych sytuacjach. Staram się opisać tak dokładnie, aby czytelnicy zobaczyli to co moje oczy. Są pewne sytuacje w życiu, które są zbyt trudne, aby komuś się z nich zwierzyć właśnie w obawie przed odrzuceniem, poniżeniem czy utratą własnej wartości w czyichś oczach. Na własnej skórze przekonałaś się, że poza naszym krajem ludzie są inaczej nastawieni do siebie, mają większy szacunek i potrafią przede wszystkim rozmawiać.  
    Dlaczego nie mam brać na serio? Właśnie inne punkty spojrzenia na ten sam świat pozwalają na dyskusję i wymianę poglądów, przedstawienie swoich racji i swoich odczuć. Każdy postrzega świat inaczej co jest wspaniałym polem do długich i ciekawych rozmów, czasem w fajnych sceneriach tego świata jak np. podczas spaceru po parku/lesie, przy ognisku.  
    Jeżeli komentarze znikają, a możesz do mnie napisać PW moja skrzynka otwarta.  
    Dzięki za tak przemyślany i miły komentarz. Wspaniała motywacja, aby pisać dalej.  
    Pozdrawiam serdecznie. dreamer1897

  • Ela

    Ela 8 cze 9:48 ip:91240130

    Super czesc