Życie trudne jest cz. 34

Życie trudne jest cz. 34Gdyby nie dzwonek służbowej komórki nie spostrzegłby, że to już piętnasta. Dzwonił ochroniarz, że jakaś pani czeka na niego.  
– Słucham
– Dzwoniłam do ciebie tyle razy. Nie odbierasz komórki.
Sprawdził kieszenie spodni i biurko. Nigdzie nie było jego prywatnego telefonu.
– Faktycznie. Gdzieś go posiałem.
– Czekam za tobą, bo mieliśmy oglądać domek.
– Dasz mi chwilę?
– Zaczekam.
– Dzięki.
Udał się do gabinetu Anety, ale był już zamknięty. Dostrzegł na stole swój smartfon stwierdzając, że nie odbierze go już dzisiaj.
– Trudno – westchnął i wrócił do siebie by zabrać plecak z laptopem.
Rzucił ochroniarzowi zwykłe do widzenia i poszedł na parking gdzie oparta o maskę samochodu Kinga wycierała łzy bądź poprawiała makijaż.  
– Przepraszam, ale tyle się działo.
– Chyba zbyt bardzo poświęcasz się pracy.  
– Całkiem możliwe.
– U mnie miałbyś znacznie lżej.
– Mam to na uwadze.
– Adres?
– Strzałowa.
– Moglibyśmy się przejść, bo według nawigacji to jakieś cztery kilometry.
– Nie wiem czy wśród tych spalin spacer jest dobrym pomysłem.
– Lepiej by było nie pokazywać się tym samochodem właścicielowi.
– Najwyżej zostawimy go gdzieś dalej a resztę przejdziemy piechotą.
– Jak chcesz – wcisnęła start przy kierownicy a wydechy samochodu dały znać o sobie sprawiając mu przyjemny dreszcz na karku.
Krystian uwielbiał ten samochód i niestety już sam jego wygląd informował o statusie majątkowym właścicielki. Metaliczny błękit oceanu i wielka gwiazda na grillu. Auto, na jakie mogli sobie pozwolić tylko najlepiej zarabiający. Znał się na cenach i nawet to, że miał dwa lata niezbyt obniżało jego wartość.  
Podczas jazdy ustalali scenkę, jaką mieli zamiar odegrać gdyby sprzedający nie chciał zejść z ceny. Mercedesa zostawili na parkingu przed marketem a dalej poszli piechotą. Mróz nie był natarczywy do momentu, kiedy nie zaczął dmuchać wiatr. Zdjął czapkę i założył ją na głowę Kingi a sam sobie zarzucił kaptur od kurtki.
– Dzięki.
– Po co masz się przeziębić.
– Jak wyjeżdżałam nie było tak zimno.
Przed posesją stał sedan w butelkowym kolorze. Stali przez chwilę przed furtką, bo żadne z nich nie odważyłoby się wejść, kiedy obszczekiwał ich młody, ale potężnie zbudowany owczarek niemiecki.
– Szarik. Buda – wyszedł w samym swetrze właściciel.
Pies posłusznie wszedł do klatki stojącej obok szopki na opał. Facet zamknął furtkę na zasuwkę i zawołał ich by weszli. Przeszli przez chodnik z kostki posypany piaskiem.  
– Państwo piechotą? Nie słyszałem żadnego auta.
– Zostawiliśmy niedaleko.
– No cóż. Zapraszam do środka.
Parter domu stanowiła kuchnia z przejściem do salonu, w którym stała ciemnozielona kanapa i dwa fotele w tym samym kolorze. Całości dopełniał kominek i wiszący nad nim telewizor o przekątnej sześćdziesiąt pięć cali. Obok schodów na górę znajdował się gabinet połączony z biblioteką oraz łazienka z kabiną prysznicową.  
Na górę weszli po szklanych schodach doświetlanych lampkami zamontowanymi z boku. U góry znajdowały się cztery pokoje, łazienka i klapa w suficie prowadząca na dość spory strych. Każdy z pokoi miał swój balkon i prawie tą samą liczbę metrów. Na środku łazienki stała okrągła wanna. W prawym rogu pisuar, muszla i bidet. Wyposażenie było przemyślane i komponowało się ze ścianami i podłogami. Wszystko wyglądało na idealną przestrzeń życiową, ale cisza, jaka panowała wokół świadczyła, że tak nie jest.  
– Napiją się państwo kawy?
– Oczywiście – odparli jednocześnie.
Wrócili na dół zajmując miejsce w salonie przed kominkiem. Usiedli na ciężkich krzesłach przy dębowym stoliku. Gospodarz postawił trzy czerwone kubki z logo jednego z producentów kawy.  
– Też takie mam – pochwalił się Krystian i pociągnął łyka aromatycznej kawy.
– A więc tak. Cena, jaka była w ogłoszeniu podlega delikatnej negocjacji.  
– A dlaczego pan sprzedaje dom, w którym podobno nie mieszka?
– Nie chciałbym o tym za dużo mówić, ale skoro nalegacie – popił łyka kawy.
– Przez wiele lat wyjeżdżałem za granicę by zarobić na ten dom. Tutaj nie da się tego osiągnąć bez wzięcia kredytu na prawie całe życie. Z powodu świąt szef dał nam dwa dni więcej wolnego i zjechałem do mieszkania, w którym prowadziliśmy życie z moją żoną. To było, gdy ten dom nie był jeszcze wykończony. Nie zadzwoniłem wcześniej, bo chciałem zrobić jej niespodziankę i widok, jaki zastałem, gdy otworzyłem drzwi o szóstej rano zmroził mi krew w żyłach.  
Słuchali uważnie, choć wyobraźnia sama dopisała koniec tej historii.
– Ta dziwka. Przepraszam – spojrzał na Kingę szukając usprawiedliwienia.
– Proszę mówić.
Kontynuował, ale jego oczy robiły się coraz bardziej wilgotne.
– Leżała w objęciach jakiegoś faceta. Zdradziła mnie.
– Przykro mi. Nie musi pan mówić dalej – chwycił go za ramię Krystian.
– Najgorsze było to, że zrobiła to pół roku po ślubie. Żaden z sąsiadów nawet nie poinformował mnie, że zbyt często widzieli tego typa u nas w mieszkaniu.
– Dlaczego?
– Podobno mieli tylko razem współpracować, jako freelancerzy, kiedy kończyli pracę w firmie projektowej. Nastała chwila niezręcznej ciszy.
– Ile jeszcze pan zejdzie z ceny? – zapytała Kinga.
– Jak już wiecie zależy mi, aby pozbyć się tego domu. Chcę zacząć wszystko od nowa.
– My – chwyciła rękę Krystiana – Chcemy dopiero zacząć nasze nowe życie. Zarabiamy całkiem nieźle, ale jak pan wspomniał kredyt to ciężka decyzja i niekiedy na całe życie. Dlatego skłonni jesteśmy zapłacić około czterystu dwudziestu pięciu tysięcy w tym podatki i opłaty. Co pan na to?
– Jak szybko zorganizujecie pieniądze?
– Pieniądze już są. Potrzeba tylko pańskiej decyzji. Ja, to znaczy my podjęliśmy już decyzję.
Facet milczał przez chwilę przewracając oczami. Policzył coś na kalkulatorze w telefonie.
– Skalkulowałem koszty i chciałem odzyskać to, co zainwestowałem. Nie będzie za wiele na plus, ale zgoda. Sprzedaję ten dom.
– Świetnie – Krystian wyraźnie odprężony dopił swoją kawę.
– Kiedy załatwimy formalności?
– Ma pan czas podjechać do kancelarii jeszcze dzisiaj? Znam świetnego notariusza – wyraźnie zaangażowana Kinga zaproponowała pomoc.
– Nazwisko?
– Sokołowski Michał.
– Coś słyszałem. Taki młody, szczupły w okularach?
– Dokładnie ten sam. To, co?
– W drogę. Czas to pieniądz.
– Rozumiem, że skoro zależy panu tak na sprzedaży to ma pan gdzie się podziać?
– Kiedy uciekła z tamtym sprzedałem mieszkanie i kupiłem następne mniejsze na drugim końcu miasta.
– Świetnie. Możemy zamieszkać tutaj już w tym tygodniu?
– Nie widzę przeszkód.  
– To za pół godziny u Sokołowskiego?
Skinął tylko głową i poszedł szukać wszystkich aktów i papierków niezbędnych do sprzedaży domu.
Kinga i Krystian ubrali się i poszli do samochodu.  
– Byłem pod wrażeniem twojej determinacji.
– Skoro się otworzył i znaliśmy cel sprzedaży to, po co przedłużać jego cierpienia?
– Masz rację. Im szybciej zacznie nowe życie tym większe ma szanse na znalezienie tej jedynej.
Spojrzała na niego z uśmiechem, bo on chciał zacząć nowe życie, ale nadal nie mógł zapomnieć o przeszłości.
– Oczywiście ja nie mam jeszcze tych pieniędzy.  
– Pożyczę ci. Chyba mi oddasz?
– Nie mogę się na to zgodzić.
– Dlaczego?
– Jesteśmy przyjaciółmi a kwota jak wchodzi w grę jest zbyt ryzykowna.
– Ile ci brakuje?
– Ponad dwieście pięćdziesiąt tysięcy.
– No to, chociaż tyle. Pamiętaj, że mieliśmy się wprowadzić w tym tygodniu.
– My? Nie wiem. Przemyślę to.
– Nie masz za wiele czasu.  
– Muszę spytać, choć nie mam wątpliwości.
– O co?
– Czy ty masz całkiem dobre zamiary?
– Wiesz, co. Ostatnio sobie coś obiecaliśmy nie?
– Wiem, ale to wszystko dzieje się tak szybko, że gubię się jak dziecko we mgle.
– Są sprawy gdzie wymaga się determinacji i szybkiej decyzji. Tyle. Chciałam ci pomóc. Wierzysz mi?
– Tak.
Po kilku minutach od uruchomienia auta z kratek popłynął strumień ciepłego powietrza. Wnętrze tak szybko się nagrzało, że musiał rozpiąć kurtkę.
– Wspaniałe auto.
– Wiem.
– U mnie trochę to trwa zanim się nagrzeje.
– Przeczytałam wiele poradników i tematów. Obejrzałem wiele katalogów i chyba podjęłam słuszną decyzję, co do zakupu.
– Bezbłędna jak zwykle.
– Niestety nie. Jakiś czas temu popełniłam największy błąd życia – spojrzała mu głęboko w oczy.
Wiedział, co miała na myśli, ale nie miał zamiaru wracać do tamtego dnia.
– Nikt nie jest idealny. Czasem dokonujemy złych wyborów, bo wierzymy, że tak będzie lepiej.
– Ale nie jest.
– Wiem. Jakoś się to wszystko ułoży.
– Nie przekonałeś mnie tym za bardzo, ale wierzę, że czas leczy rany.
Wysiadł, jako pierwszy by wziąć bilet z parkometru. Wrzucił za szybę i poszli na górę do notariusza. Przed drzwiami czekał właściciel domu.
– Musimy zaczekać kilka minut, bo ma klienta.
– Jasne.
– Kiedy bierzecie ślub?
Spojrzeli na siebie, ale jego wzrok był nie do oszukania.
– Nie macie obrączek a wyglądacie na parę z kilkuletnim stażem.
– Kiedy? – zapytała go.
– Wkrótce – uśmiechnął się całkiem szczerze.
– Ja nie miałem tyle szczęścia. To znaczy miałem przez pół roku po ślubie.
– Naprawdę współczuję panu i podziwiam za decyzję o sprzedaży domu. Oczywiście nie chodzi o to, że ja go kupuję. Podziwiam decyzję o zaczęciu wszystkiego od nowa.
– Wyjeżdżam do Niemiec.
– Uważa pan, że to jedyne rozwiązanie?
– Nawet, jeżeli mieszkam na drugim końcu miasta to istnieje duże prawdopodobieństwo by spotkać ich gdziekolwiek.
– Trudno się z panem nie zgodzić – dobrze wiedział, bo sam się przekonywał o tym na własnej skórze, chociaż nie z powodu zdrady.
– Co mi zostało? Sprzedam to, co mam tutaj i będę miał pieniądze na start.
Po kilkunastu minutach oczekiwania zaprosił ich notariusz. Dokładnie taki sam jak go opisali. Miał na sobie idealnie dopasowany grafitowy garnitur, czarne buty za kostkę a włosy zaczesane na bok dodawały mu kilka punktów do elegancji.
Spotkanie trwało prawie dwie godziny, ale prowizja dla notariusza była tak znacząca, że nie miał problemu by zostać po godzinach. Na przekazanie pieniędzy i kluczy umówili się na czwartek na dwunastą.  
– Tak zdecydowanych kupców chyba jeszcze nie spotkałem.
– Cieszę się, że nasza decyzja niejako pozwoli panu na start w nowym życiu – uścisnęli sobie dłonie żegnając się tylko do czwartku.
Kiedy zamknął za sobą drzwi samochodu poczuł natychmiastową ulgę. Kolejny punkt na jego liście odznaczony.
– O czym chciałaś porozmawiać?
– Może nie teraz.
– Najpierw załatwiliśmy moją sprawę, więc pogadajmy o tym, co trapi ciebie. Jakaś pizza?
– Weźmiemy na wynos i pojedziemy do mnie, co?
– Nie wiem czy to dobry pomysł…
– Zawarliśmy umowę. Pamiętasz?
Westchnął głęboko, bo ze swojej strony zagwarantował jej całkowite wypełnienie, bo miał kogoś, wobec kogo musiał pozostać wierny i lojalny.  
W drodze na osiedle wstąpili po pizzę, za którą zapłacił kartą i poszli do mieszkania Kingi.

3 komentarze

 
  • AuRoRa

    Ciekawe opisy domu, szklane podświetlane schody, masz pomysły :) Krystian faktycznie jest zagubiony, ale była dziewczyna nie spoczywa na laurach. Ciągle mu gra na wspomnieniach, biedna Agata, oby jej nie zostawił. Skoro odgrywali parę z Kingą, ona mogła sobie za wiele obiecać, ciekawe co będzie potem.

  • dreamer1897

    @AuRoRa Lubię nowoczesne rozwiązania. Niekiedy nie potrafimy dobrze ocenić co jest dobre a co lepsze. Nadejdzie czas kiedy pewne decyzje zostaną podjęte. Mogła tak pomyśleć. Dzięki  za wizytę. Pozdrawiam :)

  • blondeme99

    Dawno mnie tu nie było i wchodzę, patrzę i kurde, sporo mam do nadrobienia :) Krystian wydaję mi się że jest teraz zagubiony, pojawienie się Kingi rozdrapały jego stare rany i teraz on czuje się coraz bardziej zagubiony. Kumplowanie się z EX jakoś mi tu pachnie jakimś przekrętem ze strony Kingi ;) Część genialna i jak zawsze zaskakująca :) coś się nie mogę przekonać do intencji Kingi...i nie wiem czy myśle dobrze czy jednak błędnie ;)

  • dreamer1897

    @blondeme99 Dylemat ma spory ale on chyba już dokonał wyboru i raczej EX chciałaby aby był szczęśliwy skoro im nie wyszło. Dziękuje za tak miłe słowa komentarza bo to wielka motywacja do napisania kolejnej części :yahoo: Wszystko chyba wkrótce się wyjaśni. Pozdrawiam :)

  • blondeme99

    @dreamer1897 Racja :) również pozdrawiam i czekam niecierpliwie za kolejną częścią :) ;) :)

  • Kmicic

    Ciekawe jak to się dalej potoczy  :bravo:

  • dreamer1897

    @Kmicic Zapraszam do kolejnej części aby się dowiedzieć. Pozdrawiam i dziękuje za wizytę.