Życie trudne jest cz.88

Życie trudne jest cz.88Przed wejściem do konferencyjnej czekał Jarocki. Dreptał nogami zdenerwowany jeszcze bardziej od niego. Można było nawet pomyśleć, że to on odchodzi, a Krystian ma go zatrzymać.
- Powalczymy?
Zrobiło mu się żal swojego przełożonego, bo autentycznie się przejmował. Decyzja już zapadła i nie było odwołania.
- Są już wszyscy?
- Pewnie tak. Wchodź- dyrektor puścił go przodem i weszli do środka.
Oczy wszystkich obecnych były zwrócone na niego. Łącznie w środku było dziesięć osób. Wszystkie szmery umilkły, a głos zabrał jego oskarżyciel.
- Witam panie Jarocki. Nie uważa pan, że zwoływanie rady nadzorczej w tak błahej sprawie to przesada?
- Nie, a dlaczego?
- Pan Krystian złożył już wypowiedzenie i nie zamierza zmienić zdania.
- Uważam, że puszczanie wolno takiego fachowca w tak trudnych czasach to zwykła głupota.
- Znajdzie się setka innych na jego miejsce skoro chce odejść.
- Myli się pan. To świetnie wyszkolony pracownik. Z chłodną głową działał podczas kryzysu i dzięki niemu nie doszło do utraty danych.
- Proszę nie podważać moich kompetencji- burknął zły, bo nie podobało mu się, gdy ktoś podważa jego słowa- Mamy dużą załogę i ktoś z miłą chęcią skorzysta z lukratywnych szkoleń w połączeniu z wycieczką turystyczną.
- To zajmie sporo czasu, a nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi jakiś kryzys.
- Pan jest dyrektorem działu zabezpieczeń i to pański obowiązek zabezpieczyć stanowisko odchodzącego.
Krystian gotował się w środku, bo wszystkie argumenty Jarockiego prezes stawiał niżej niż własne ambicje. Nie odpowiadał za wszystko bezpośrednio i nie będzie musiał się przejmować konsekwencjami wynikającymi z jakiegoś zaniedbania.
- Pan mnie nie rozumie chyba. Wyszkolenie odpowiedniej osoby na stanowisko Krystiana to, co najmniej dwa lata, być może więcej.
- Może pan zatrudnić kogoś z zewnątrz. Kogoś z bogatszym doświadczeniem i większymi ambicjami- spojrzał Krystianowi prosto w twarz z cynicznym uśmiechem, jakby zdeptał uciążliwego robaka.
- Pani Beatko?- Jarocki zwrócił się w kierunku szefowej działu kadr.
- Panie prezesie, drodzy państwo. Na polecenie pana Jarockiego rozeznałam się na rynku pracy i tak. Koszt zatrudnienia pracownika o podobnych kompetencjach i podobnym stażu przekracza założenia budżetowe na ten rok.
- Kwoty proszę pani- ponaglił ją prezes.
- Gdybyśmy chcieli sięgnąć po pracownika spoza firmy musielibyśmy zaoferować mu trzykrotnie większe zarobki niż ma pan Krystian.
- Ile?- dopytywał prezes.
- Trzydzieści tysięcy brutto, ale nie mam pewności, że ktoś rzuciłby pracę dla naszej firmy.
Jarocki posłał Krystianowi spojrzenie pełne nadziei, że coś może się zmienić, gdy do prezesa trafi kwota nie do pokonania.
Ludzie rozsadzeni wokół prezesa zaczęli szeptać do siebie. Nikt nie miał pojęcia czy chodzi o kwotę zarobków czy o wolę pozostania Krystiana w tej firmie.
- Panie Jarocki, co pan proponuje?
- Jestem za pozostawieniem Krystiana na stanowisku.
- To niemożliwe. Pan Krystian podjął już decyzję i jak państwo wiedzą będzie teraz robił karierę w innej dziedzinie.
Głos zabrał gruby, z łysą już głową facet z rady nadzorczej.
- Jesteśmy jedną z najlepszych firm typu big data w kraju. W przyszłym roku planujemy wejść na giełdę, a to wiąże się również z ekspansją na rynki zagraniczne. Nie możemy pozwolić sobie na jakiekolwiek pomyłki czy sytuacje zagrażające bezpieczeństwu danych przechowywanych w naszej firmie. Klienci cenią nas za bezpieczeństwo. Pani Beatko można poprosić panią na chwilę?
Rudowłosa pani w gustownym, bordowym żakiecie odsunęła krzesło i z gracją przeszła na drugi koniec sali. Dyskusja trochę trwała, przekreślano coś na kartkach i wykonano kilka połączeń.
- To się nie dzieje naprawdę- pomyślał, ale zachował uwagę dla siebie.
- Mamy tylko trzy propozycje ze względu na ograniczenia budżetowe- odezwała się kadrowa.
- Słuchamy- prezes złożył ręce spoglądając groźnie w kierunku Krystiana.
- Możemy podnieść pensję pana Krystiana do dwudziestu trzech tysięcy w tym roku i dołożyć siedem tysięcy od nowego roku. Druga propozycja to trzydzieści tysięcy, ale będziemy musieli dokonać pewnych korekt w budżetach na rozwój lub zakup sprzętu. No i ostatni wariant to zatrudnienie kogoś z zewnątrz.
- Mogę coś dodać?
Znów wszyscy skupili się na nim.
- Nie chciałbym, aby moje wynagrodzenie odbiło się kosztem inwestycji w rozwój czy sprzęt. Od zawsze starałem się wykorzystać zdobytą wiedzę do przemyślanego rozwoju firmy i zawsze to dobro miałem na uwadze. Sugerowałem dyrektorowi Jarockiemu tylko rozwiązania niezbędne dla bezpieczeństwa firmy. Projekt Cyber X kosztował, ale przy pierwszym kryzysie wykazał się niezawodnością. Nie chcę wiedzieć ile przez to mogła stracić firma względem kosztów nabycia tego sprzętu.  
- Będzie pan teraz wyceniał swoje zasługi dla firmy?- zapytał złośliwie prezes.
- Nie robię tego. Chciałem tylko porównać straty względem…
- Swoich zarobków- dokończył za niego prezes.
- Wcale nie- Krystian bronił swoich przekonań, ale słowa prezesa były najświętsze.
- Uważam, że pańskie wypowiedzenie jest grą na emocjach. Chce pan uzyskać większe wynagrodzenie wykorzystując nazwisko Czartoryskich. Chce się pan wzbogacić kosztem firmy. Jestem prezesem tej firmy i w przeciwieństwie do pana stoję po stronie firmy i nie działam dla własnych korzyści. Tak postępują książęta?
- Nie jestem żadnym księciem.  
Ty gnido!- zagryzł zęby, ale powstrzymał się przed nagłym wybuchem. Gdyby tylko mógł powiedzieć to, co myśli zrobiłby to bezwzględnie. Wszyscy poznaliby prawdziwy powód jego odejścia, ale bez jego wyjawienia nie miał się nawet jak bronić. Złożył broń i musiał skapitulować.
- Widzieli państwo artykuły w prasie? Tam wszystko jest opisane. Bogatym będzie zawsze mało i wykorzystają każdą sytuację byle powiększyć swój majątek. Chcą państwo dalej utrzymywać pracownika, który będzie dbał o swoją karierę bardziej niż o firmę?
Salę wypełnił szum rozmów.  
- Jak państwo słyszą to rozmowa o pieniądzach. Pan Krystian nie bardzo jest chętny zarabiać mniej niż ktoś nowy. To nie jest kwestia ambicji, a chęć zarobku na firmie w tej trudnej sytuacji.
- Nie zgadzam się- przerwał mu Krystian- Powiedziałem, że nie chcę większej pensji kosztem inwestycji.
- Uważam, że nie ma tu nic więcej do dodania. Proponuję głosowanie dotyczące przyjęcia wypowiedzenia Krystiana Czartoryskiego.  
Spuścił głowę w dół, choć nigdy się nie poddawał. Żal mu było tylko Jarockiego, że jego dobre chęci również zostały zrównane z ziemią, bo prezes zagrał po swojemu. Obrócił wszystko, co się ostatnio wydarzyło właśnie przeciwko niemu zarzucając mu brak ambicji i chęć działania dla własnych korzyści. Chciał mu się postawić i widział nawet szansę jego zwolnienia, gdyby przedstawił sprawę tak jak wygląda. Nie wiedział jednak na ile realne były jego groźby, ale zagrywka dotycząca jego pochodzenia okazała się wystarczającym zabezpieczeniem, gdyby zmienił zdanie i chciałby walczyć prawdą. I nigdy nie wiadomo, co byłoby dalej, gdyby prezesa zwolniono za działanie na niekorzyść firmy i nakłanianie go do rezygnacji. Nie spodziewał się wtedy w jego gabinecie takiej rozmowy. Szanował go i nigdy nie miał przesłanek, które sugerowałyby mu nagrywanie rozmów z szefem. Teraz było tylko jego słowo kontra słowo prezesa, wielkiej osobistości i człowieka elity. Walka była przegrana od samego początku, bo ludzie bardziej wierzą mediom niż drugiemu człowiekowi.
- Myślę, że głosowanie nie jest potrzebne. Podtrzymuję swoje zdanie i proszę przyjąć moje wypowiedzenie.
Nie chciał mu dać tej satysfakcji i sam chciał dokończyć tą sprawę.
- Skoro pan nalega- z wielką ulgą odetchnął prezes, bo wynik głosowania po tym wszystkim wcale nie musiał być oczywisty- Sugeruję odejście natychmiastowe. Nie potrzebujemy teraz rozgłosu i niesmaków w zespole. Odejdzie pan po cichu. Nikt nie będzie nikomu robił problemów. Chyba się ze mną państwo zgodzą?- prezes z zupełnie poważną miną rozejrzał się po wszystkich twarzach.
Nikt nie wyrażał sprzeciwu, choć jego propozycja nie była zupełnie zgodna z etyką. Wobec nadchodzących zmian nikt nawet nie śmiał się odezwać.  
- Uważam, że do momentu znalezienia nowego pracownika Krystian powinien pozostać z nami- dodał Jarocki.
- Myślę, że ze względu na dobro firmy możemy przystać na to rozwiązanie. Damy panu szansę na pokazanie, że pracuje pan dla dobra firmy. Rozejdziemy się w spokoju i to będzie najlepsze zakończenie naszej współpracy. Pani Beatko proszę przygotować stosowne papiery. Panie Krystianie spoczywa na panu pewne zobowiązanie i liczę, że pan się z niego wywiąże. Ze względu na tak nagły obrót spraw czas na jego spłatę wynosi trzydzieści dni. Wszelkie formalności proszę załatwić z dziale HR. Zamykamy posiedzenie rady. Proszę wybaczyć, ale na dwunastą muszę być w siedzibie nowego, potencjalnego klienta. Do widzenia- wstał i po raz ostatni spojrzał Krystianowi prosto w twarz. Jego przebiegły uśmiech i oczy pełne pogardy mogły uchodzić za wzór do naśladowania dla studentów szkoły dla przyszłych prezesów.
Z Jarockim wyszli zaraz po prezesie odczekując chwilę aż zniknie z pola widzenia.  
- Przynajmniej tyle się udało załatwić- Jarocki wyraźnie posmutniał.
- Wydaje mi się, że nic nie zmieniłoby jego podejścia. Jak pan słyszał dzięki balowi stałem się kimś i tylko dla własnych korzyści chciałem odegrać ten teatrzyk.
- Bzdura. On nie wie, co gada.
- I tu się z panem zgodzę. Przynajmniej pana nie wyrzucił za pyskowanie.
- Wali mnie jego zdanie. Może mnie zwolnić.
- Nie wypominam panu wieku, ale lepiej w spokoju doczekać przejścia na emeryturę. Nie chciałbym być przyczyną pańskiego zawału.
- Bez obaw. Jestem zdrowy i żaden chłystek nie pokona mojej dumy.
- Super z pana człowiek, naprawdę. Pańska żona miała racje, że potrafi pan docenić ludzi. Stanął pan w mojej obronie przy wszystkich. Dziękuje, bo ryzykował pan znacznie więcej niż tylko moją posadę.
- Drobiazg. Lepiej powiedz, co masz w zanadrzu skoro nalegałeś na to odejście.
- Nie mam żadnych planów.  
- A jak spłacisz dług?
- Wezmę chwilówkę- uśmiechnął się przez łzy, bo problem był znacznie większy niż mu się wydawało w tej chwili.
- Mogę ci pożyczyć trochę pieniędzy.
- A pańska żona?
- Bez mojej zgody by to zrobiła. Uważa cię za porządnego chłopaka.
- Miło mi to słyszeć. Czy coś jeszcze ode mnie pan potrzebuje? Muszę ochłonąć.
- Musisz wskazać kogoś, kto przejmie twoje obowiązki. Kogoś, z kim będziesz pracował nad przekazaniem tego wszystkiego. Jeżeli nie ma takiej osoby załatwię to poprzez HR. Dzięki, że zaakceptowałeś moją propozycję tymczasowego pozostania.
- Nic nie zaakceptowałem. Nikt nie dał mi dość do zdania.
- Ale zostaniesz?
- Ze względu na pana i pańską żonę. To znaczy państwa wsparcie zrobię, co w mojej mocy, abyście nie musieli się za mnie wstydzić.
- Dziękuje.  
Szedł z podniesioną głową, bo najgorszy etap miał już za sobą. Dylematem był tylko odpowiedni wybór swojego następcy.  
- Gdzie byłeś?- odezwał się Sebastian.
- Miałem całkiem miłą pogawędkę.
- O czym?
- Odchodzę.
- Żartujesz…
- Nie.  
- Nawet tak nie mów- włączył się Michał.
- Serio. Możecie pogadać z Jarockim.
- Dlaczego? Co żeś odwalił?
- Nic. Wypaliłem się zawodowo.
- Ty? Dobre sobie.
- Mam wyznaczyć swojego następcę.
- Masz już kogoś?
- Nie. Mam komuś przekazać wszystkie sprawy i pozwolą mi odejść.
- Ktoś upadł na głowę. Nie ma szans cię zastąpić.
- Prezes ma inne zdanie. Powiedział, że znajdą się setki innych na moje miejsce.
- Oczywiście, że się znajdą, ale za dużo większą kasę.
- Możecie to być wy. Mam nadzieje, że będziecie pilnymi uczniami.
- Ja też odchodzę- zasugerował Seba.
- No, co wy chłopaki? Zostawicie mnie samego?
- Nie wygłupiajcie się. Wiem, że nasza przyjaźń jest nierozerwalna, ale nie pozwólcie innym osobom nas poróżnić.
- My tylko stajemy po twojej stronie.
- Wiedziałem, że tak byście postąpili. Ktoś mnie musi zastąpić, a tylko wy na to zasługujecie. Większa kasa i większy rozwój przed wami.  
- Co będziesz robił, gdy odejdziesz?
- Nie mam żadnych planów. Odpocznę i przemyślę wszystko.
- Możemy się nad tym po zastanawiać razem.  
- Sorry chłopaki, ale miałem nie robić kwasów. Wasze odejście może zostać potraktowane, jako bunt i tylko ja będę temu winien. Znam wasze zdanie na ten temat i tak samo bym postąpił. Dzięki.
- No trudno- Michał wzruszył ramionami- Może wypijemy coś na mieście w piątek?
- Na razie mamy wtorek. Czas brać się do pracy. Nie chcę spędzić tu ani chwili dłużej, niż to konieczne.
- Już nas nie lubisz?
- Mam poszukać kogoś innego na moje zastępstwo?
- Nie- odparli jednocześnie.
Do samej piętnastej nie wysilali się zbytnio. Rozmowy nie dotyczyły przejęcia obowiązków a przyszłości każdego z nich. Przedstawiali sobie wizję siebie za kilka lat. Krystian nie wiele powiedział na swój temat, bo niczego nie był pewien i lepiej nie marzyć o czymś, co mogłoby się nigdy nie zdarzyć. Pierwszego plusa załapał Michał odwożąc go pod sam dom.
- Jutro też przyjechać?- zapytał.
- Nie. Dam sobie radę. Jedzcie ostrożnie. Nie szaleć.
- Tak jest szefie- pożegnali się i BMW ruszyło z piskiem.
- Wariaci!
Dom był przerażająco pusty i nic nie zapowiadało się na to, aby ktoś poza nim wypełniłby go zapachem innym niż jego własny. Napisał Marcie sms.
„Przepraszam. Zachowałem się jak najgorszy dupek. Odchodzę z pracy za kilka miesięcy. Będziemy mieli sporo czasu dla siebie o ile zechcesz się jeszcze do mnie odezwać”
Przebrał się w strój do biegania. Z pudełka wyjął jeszcze pachnące nowością buty, które kupił kilka dni temu. Wybiegł w stronę lasu, który od zawsze był dla niego symbolem wolności. Mieszkające w nim zwierzęta mogły robić to, na co miały ochotę i tylko wredny myśliwy zabierał im to prawo odstrzeliwując kolejne życia tego lasu. Po powrocie był podwójnie szczęśliwy. Ukończył pięć kilometrów w czasie niecałych trzydziestu minut, ale przed domem stał znajomy mu samochód. Pchnął drzwi.
- Przepraszam- Marta objęła go mocno- Przywiozłam obiad. Mam nadzieję, że jesteś bardzo głodny. Jest dużo do zjedzenia.
- To wszystko moja wina. Za swoje problemy obwiniłem ciebie. Przepraszam. Nie tak nas uczyła babcia.
- Było minęło. Najważniejsze, że oboje wyciągnęliśmy odpowiednią lekcję.
- Chciałbym wierzyć, że cię nie zraniłem.
- Bez obaw. Jestem znacznie twardsza niż ci się wydaje. Zniosłam już bardzo wiele. Zrozumiałam wszystko, co powiedziałeś i nie mam ci nic za złe. Byłeś zdenerwowany, bo w twoim życiu osobistym nie układało się tak jak byś chciał.
- Co na obiad?
- Bataty i schabowe na ostro.
- Jakie?
- Piekące w gębie. Nowy przepis.
- Może wybierzemy się potem na kręgle?  
- Powiesz mi, co w pracy?  
- Może być na kręglach?
- Chcesz mnie dalej torturować?
- Nigdy więcej.
- Dobra. Jedz, bo marnie wyglądasz.
- A ty nie chudzino?
- Zabrzmiało jak komplement- uśmiechnęła się szczerze.
- To nie był komplement. Uważam, że pracujesz zbyt dużo i chyba nie masz czasu na jedzenie.
- Zdarza się. A ty nie lepszy. Lodówka pusta.
- Po kręglach pojedziemy na zakupy. Co ty na to?
- Jak za dawnych lat?
- Jestem za!

Dodaj komentarz