Życie trudne jest cz.84

Życie trudne jest cz.84Zamknął za sobą drzwi i dopiero teraz spojrzał na twarz prezesa. Majestatyczna łysina w połączeniu z szyderczym, kpiącym uśmieszkiem i zmarszczonymi w grymasie złości brwiami zdradzały, że to nie będzie prosta rozmowa.
- Dzień dobry. Pan Jarocki kazał mi przyjść do pana.
- Dzień dobry- wycedził prze zęby i skierował ponownie wzrok na rozłożone na jego biurku gazety.
W tym gabinecie był po raz drugi. Za pierwszym razem został przyjęty bardzo uprzejmie. Zajął wtedy miejsce na wygodnym, skórzanym fotelu do tego zaproponowano mu szklankę whisky po tym jak uratował firmę przed poważnym zagrożeniem. Teraz nie otrzymał propozycji zajęcia miejsca naprzeciw prezesa, więc stał i czekał na to, co ma do powiedzenia.
- Domyślam się, że wiesz już, o czym będzie ta rozmowa.
Krystian pokręcił przecząco głową.
- Nie czytałeś dzisiejszych gazet?
- Jeszcze nie proszę pana.
- To nadrabiaj zaległości- przesunął po biurku trzy gazety w jego kierunku i odwrócił się twarzą do okna zerkając na rosnący w pobliżu las.
„Książęta rodu na balu charytatywnym TPT”
Na pierwszej stronie była fotografia, na której stał w towarzystwie Anety i Dariusza. Uśmiechnięci od ucha do ucha z kieliszkami w ręku przyłapani akurat podczas opowiadania dowcipu przez męża księgowej. Przerzucił kolejną stronę. W środku było więcej zdjęć i artykuł o możliwej współpracy bogaczy z TPT. Darował sobie ten artykuł i wziął do ręki kolejną gazetę.  
Lokalny dziennik toruński wołał z pierwszej strony:
„Spadkobierca rodu? Piłkarz czy cichy bohater? Kim jest Krystian Czartoryski?”
Uśmiechnął się lekko. Na szczęście zafascynowany widokiem lasu prezes nie zauważył jego reakcji.
Zdjęcia wydrukowane w gazecie dotyczyły tylko jego. Ze statuetką dla najlepszego zawodnika, obok Dariusza i z samego turnieju. Na jednym był nawet ze swoim nowym fanem. Ktoś musiał pstryknąć dodatkową fotkę i wysłać ją do dziennika. Z artykułu dowiedział się, że może być ukrytym, ale nieoszlifowanym diamentem. Autor zasugerował nawet, że ma przejść testy medyczne i podpisać kontrakt z pierwszoligowym klubem. Parsknął śmiechem na głos, bo sam nie wierzył, że można było napisać coś tak zabawnego.
- Rozbawiło cię coś?
- Przepraszam.
Sięgnął po trzecią gazetę. Był na zdjęciach z Kingą, z Darkiem i Anetą. Na ostatnim nawet uwieczniono jak wsiada do Mercedesa swojej byłej. Napisano w niej przekoloryzowany artykuł o miłości księcia do magnatki nieruchomości.  
- To jakiś żart? Ktoś mnie wkręca?
- Ty zawsze taki zabawny?
- Nie. A dlaczego?
- Dobrze się bawiłeś na balu?
- Nie było tak źle. Ja jednak nie pasuję do tego otoczenia. Jeżeli o to panu chodzi. Nie mam tak pokaźnych zasobów na koncie jak reszta obecnych na tym balu.
- Drwisz sobie ze mnie?
- Absolutnie nie proszę pana.
- Odnoszę inne wrażenie, że bawi cię ta sytuacja.
- Dlaczego pan tak sądzi?
- Śmiejesz się z tego, co przeczytałeś.
- Bo prawda jest zupełnie inna. Większość w tych artykułach to jakieś niepoważne opinie i domysły autora.
- Może tak będzie łatwiej. A co jest prawdą? Jesteś księciem czy nie? Spotykasz się z tą panią od nieruchomości? Jesteś ukrytym talentem?
- Panie prezesie. Tak na zdrowy rozsądek. Uważa pan, że pracowałbym tutaj gdybym spał na pieniądzach i mieszkał w pałacu? Jeżeli na podstawie jednego zdjęcia można sugerować wielką miłość między dwojgiem ludzi to ja nie mam więcej pytań. Co do mojego talentu. Po prostu miałem dobry dzień na turnieju. Wsparcie kolegów i kibiców musiało mnie nieźle zmotywować.
- I co zamierzasz z tym zrobić?
- Z czym?
- Z tymi artykułami.
- Nic.
- Zostawisz to bez słowa wyjaśnienia?
- A mam jakieś inne wyjście?
- Ja bym zatrudnił dobrych prawników.
- Pan wybaczy. Tak jak już wspomniałem moje stan mojego konta nie uprawnia mnie do bycia w elicie takiej jak pan. A co za tym idzie nie stać mnie na prawników z najwyższej półki.
- Masz rację. Nie pasujesz do elity. Ale nazwiskiem możesz wiele zdziałać. Nie mogłem się opędzić od pytań o ciebie i twoje pochodzenie.
- I co w tym złego?
- Nie rozumiesz? Jarocki nic ci nie przekazał?
Zamilkli oboje na kilka minut.  
Krystian wrócił do poprzednich rozmów z dyrektorem, ale nie mógł ich powiązać z tym, co się teraz działo.
- Jakieś wnioski?
- Że mam uważać, co, gdzie i z kim?
- To już twoja sprawa. Przejrzyj jeszcze raz wszystkie gazety.
Przeleciał wzrokiem po artykułach i zdjęciach, ale nie przyszło mu nic do głowy.
- Obecnie to ja jestem najważniejszą postacią w tej firmie. Jak widzisz nie ma mnie na żadnym ze zdjęć.
- To fakt. Ale nie ma też pozostałych prezesów.
- Gówno mnie obchodzą inni!- walnął pięścią w stół cały czerwony ze złości- To ja miałem być na tych zdjęciach! Łapiesz? Miałeś się nie wpieprzać przed szereg. Rozumiesz?
- Uważa pan, że pozowałem do zdjęć celowo? To ja kazałem napisać te artykuły? Pana zarzuty są niedorzeczne. To jakiś absurd.
- Nazwisko się przydaje, co? Fajnie tak patrzeć na innych z góry. Książe się znalazł.
- Proszę się uspokoić. Nie chciałbym być przyczyną pańskiego zawału.
- Ja mam się uspokoić? Przez ciebie nie ma mnie w żadnej gazecie.  
- Przecież to nie moja wina.
- Tak! Pewnie moja! Bo kazałem cię zaprosić na ten bal.
- Przecież zaproszono kapitanów wszystkich zespołów. Wątpię, aby pozostali prezesi robili z tego jakieś fanaberie.
- Jak tylko przekroczyłem próg mojego gabinetu rozdzwoniły się telefony. Każdy pytał czy przeczytałem gazety. Czy nie jestem zniesmaczony faktem, że mój podwładny skradł całe show swoim romansem i książęcym pochodzeniem. Do tego niesamowitą wrażliwością wobec dzieci i posiadaniem talentu piłkarskiego. Co to miało być? Wszystko zepsułeś. Żałuję, że się zgodziłem.
- I co? Mam jechać do każdej redakcji i kazać wycofać gazety ze sprzedaży? Kazać ludziom zwrócić je do kiosku?  
- Tego już nie da się zatrzymać.  
- Więc co mam zrobić?
- Już dobrze wiesz, co masz zrobić.
- Nie wiem.
- Odejdziesz z firmy. I tylko na moich warunkach.
- Ale dlaczego?
- Po tym wszystkim pytasz jeszcze, dlaczego? Nie wiem, w co grasz, ale nie dam się w to wciągnąć.
- Nie chcę odchodzić. Lubię swoją pracę i uważam, że ta firma ma przyszłość.  
- Bez ciebie na pewno.  
- Dlaczego?
- Mój autorytet został podważony. Pozostała część personelu może pójść za tobą w każdej sprawie. Tak nie może być.
- Przecież ja nie zrobiłem tego specjalnie.
- Nie wiem jak to zrobisz, ale przed odejściem musisz spłacić udzieloną ci pożyczkę. Ten Darek to jakiś twój krewny i na pewno ci pożyczy taką sumkę. Dla niego to jak splunięcie.
- Jest pan niesprawiedliwy.
- Możesz odejść. Rozmowa skończona.
- Nie chcę odchodzić z firmy.
- Nie potrzebuję tutaj karierowiczów.  
- Nie jestem karierowiczem.
- Jarocki ma trzy miesiące na znalezienie kogoś na twoje zastępstwo. Złożysz wypowiedzenie jeszcze dzisiaj. Nie szukaj specjalnych powodów. Kolegom możesz wcisnąć wszystko. Powiedz, że się wypaliłeś, że szukasz nowych wyzwań. Możesz skłamać, że jesteś ciężko chory. Jesteś dobry w takich gierkach.  
- Nie odejdę.
- Nie?
- Nie.
- Jeżeli dziś nie zobaczę na swoim biurku wypowiedzenia możesz być pewny, że zrobię wszystko, żebyś nie znalazł pracy w tej branży. Dostaniesz taki wpis w akta, że nie zatrudni cię nikt. Znam sporo ludzi w tej branży, ale też prezesów pozostałych firm w tym mieście.
Zacisnął pięści i zęby, ale się powtrzymał. Spuścił głowę i wyszedł nie trzaskając drzwiami, choć miał na to ochotę. Przynajmniej posypałoby się szkło i efekt tej rozmowy miałby większy rozgłos.
- Wszystko w porządku?- Andżelika wstała zza biurka.
- Tak. Chyba tak.
- Nie chcę być wścibska, ale dlaczego on krzyczał?
- Nie zgodziliśmy się w kilku kwestiach.
- Ale doszliście do porozumienia?
- Tak. Dogadaliśmy się w końcu.
- Super- uśmiechnęła się, ale szybko by ten uśmiech znikł z jej buzi, gdyby dowiedziała się o rzeczywistym temacie tej rozmowy.
Z automatu zabrał kawę i wrócił do biura. Kolegów nie było i mógł się skupić na uzasadnieniu wypowiedzenia. Ściągnął z Internetu wzór i wydrukował w kilku egzemplarzach. Wypisał wszystkie dane odręcznie, a potem odłożył na bok formularze celem przemyślenia powodu, dla którego miał zamiar je złożyć. Miał ochotę się wyładować, ale uznał, że meble nie są niczemu winne i nie ma sensu nic demolować.  
- Jak było?- do środka wszedł Michał częstując go orzeszkami.
- Całkiem miło- burknął i schował papiery do szuflady.
- O czym gadaliście?
- Wymieniliśmy się spostrzeżeniami na temat balu. Pogadaliśmy sobie o tym, że nawet tam obowiązuje jakaś hierarchia.
- Coś się stało?
- Nic.
- Krystian. Przecież widzę.
- Idź do kiosku to się przekonasz.
- Muszę? To strasznie daleko.
- No to sobie nie pogadamy. Musisz przeczytać i dopiero możesz pytać.
- Dobra. Już idę.
Sięgnął po papiery i dokończył ich wypełnianie. Wsadził formularze do koperty i zakleił. Wyszedł mijając w drzwiach Sebastiana.
- Zaraz wracam.
Poczłapał po schodach na górę.
- Cześć- zaczepiła go Aneta.
- Hej.
- Widziałeś gazety?
- Widziałem.
- Będzie o tobie głośno.
- Wiem. Sorry, ale musze pilnie do prezesa.
- Coś się stało?
- Pogadamy później.
- Wpadnij jak będziesz wracał.
Nie chciał mu sprawić tej satysfakcji i wysłuchiwać jego mądrości. Rozmyślił się, co do osobistego wręczenia wypowiedzenia.
- Przekażesz mu?
- Co to?
- Nic ważnego. Nie chcę mu przeszkadzać.
- Ma akurat kolejnego klienta, ale spoko przekażę mu.
- Dzięki.
- Widziałam.  
- Co?
- Gazety.
- Nie wierz w to, co tam napisali.  
Wrócił do siebie, bo nie miał ochoty na rozmowę z Anetą.
- Celebryta nam się trafił- rzucił Michał, kiedy Krystian zamknął za sobą drzwi.
- Jaśnie panie- Seba ukłonił mu się nisko i z najwyższą gracją nalał mu Coli do szklanki.
- Dobrze się bawicie?
- No, co ty? Zadawać się ze spadkobiercą rodu, przyszłą gwiazdą reprezentacji to przecież powód do dumy.
- Wy też?
- Co my też?
- Uwierzyliście w te bzdury?
- Jakie bzdury? Jesteś księciem i masz zadatki na gwiazdę światowego futbolu.
- Szydzicie ze swojego najlepszego przyjaciela? A ja chciałem was zabrać ze sobą.
- Gdzie?
- Nieważne. To bez znaczenia.
- No powiedz- błagał go na kolanach Michał.
- Za późno. Zaprzepaściliście swoją szansę.

3 komentarze

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 29 sierpnia

    Co ten prezes   Ta firma bez Krystiana nie przetrwa   i to wszystko przez głupie gazety, fakt faktem Agata może zobaczyć artykuł o tym, jak wsiada do auta Kingii. Czy życie Krystiana w końcu wyjdzie na prostą, czy już zawsze czeka go trudne życie? Ciekawość mnie zżera   nie mogę doczekać się następnego rozdziału

  • Elat

    Elat · 26 sierpnia · 381258611

    Blazny

  • Ela

    Ela · 26 sierpnia · 284352576

    Co za lachudra z tego prezesa ja nie mogę i dalej się porobiła bo może Agata zobaczyć zdjęcie Krystiana i Kingi o ludu ale dajesz napiecie