Życie trudne jest cz.70

Życie trudne jest cz.70

Zerwał się z łóżka głęboko dysząc.  
- To nie prawda- wykrzyknął.
Zerknął na telefon, była 4:30.
- Krystian?- zaspana i z zamkniętymi oczami do jego pokoju weszła Marta.
- Zwykły koszmar.
- Chyba nie taki zwykły. Wrzasnąłeś jak oparzony.
- Przepraszam.
- Zdarza się- usiadła obok niego przytulając go do siebie.
- To wyglądało tak realnie.
- Co?
- Agata. Chciała mi coś powiedzieć. Staliśmy nad brzegiem. Szeptała coś, ale ja nie słyszałem nic przez szum morza. Podszedłem bliżej, aby zrozumieć, co mówi. I wtedy ona się odchyliła do tyłu. Widziałem jak wpada do wody i porywają ją fale.
- Już dobrze- przytuliła go mocniej i kołysała, aż uspokoił oddech.

Zeszli na dół do kuchni. Marta wstawiła wodę na kawę i zabrała się za przygotowanie kanapek. Oboje uznali, że z dalszego spania nici.
- Myślisz, że ten sen mógł coś oznaczać?
Siostra wzruszyła ramionami.
- Nigdy nie miałem proroczych snów. To znaczy, że nigdy żaden się nie spełnił.
- Gdybym w to wierzyła, to umarłabym już kilka razy.
- A jednak jesteś tutaj. Może to twój instynkt przetrwania cię przed tym bronił?
- Nie wiem. Modliłam się o dzień, w którym mogłabym cię jeszcze zobaczyć. I się udało.
- Tak. Kto wie? Może babcia z góry nad nami czuwa?
- Chyba tak. To jej wiara w nas nadal trzymała mnie przy życiu.
- Przyjdziesz na turniej dopingować brata?
- Nie biorę innej opcji pod uwagę.
- Świetnie.
- Jedziesz dzisiaj do niej?
Odwrócił się do okna patrząc przed siebie, jakby szukając odpowiedzi gdzieś na niebie. Było zachmurzone, słońca nie było wcale. Liczył na jakikolwiek przebłysk, promyk nadziei, ale nic takiego nie nastąpiło.
- Spróbuję. Nic innego mi nie pozostało.
- Pojechać z tobą?
- Jeżeli nie masz nic innego do roboty, to będzie mi miło.
- W takim razie jedziemy razem- położyła mu rękę na ramieniu.
- Dzięki- położył na niej swoją dłoń.
- Jestem twoją dłużniczką, za to, co dla mnie zrobiłeś.
- Jestem starszym bratem, po prostu.
- Mądrym i wyrozumiałym.
- Nie przesadzaj, że taki ze mnie ideał.
- A nie?
Pokręcił głową przecząco.
- Masz na myśli Agatę?
- Uhm.
- Boisz się, że nie sprostałeś jej wymaganiom?
- Nie wiem. Nigdy nie odniosłem takiego wrażenia, żeby była niezadowolona z mojego powodu.
- Czy przypuszczasz, że to przez…
- Kingę? Raczej nie. Nigdy nie wtrącała się miedzy nas.
- Mogła być o nią zazdrosna?
- Nigdy nie dałem jej nawet najmniejszego powodu, aby tak myślała. Trzymałem Kingę jak najdalej od niej. Obiecaliśmy sobie, że nie będziemy się mieszać w życie prywatne.
- Jesteś pewien, że nie tłumiła w sobie zazdrości?
- Niczego nie mogę być pewien, ale na miłość boską nie wiem, dlaczego odeszła tak bez słowa. Żadnego powodu, kompletnie nic, co mogłoby być oznaką jakiejkolwiek porażki tego uczucia.
- Chciałabym powiedzieć, że tak bywa. I nawet takich ludzi jak ty dotyka zawód.
- Ale?
- Ty nie zasłużyłeś na takie coś. Wiem, że najbardziej boli cię powód jej nagłego odejścia, powód, jakiego nie znasz. Żyjesz z przeświadczeniem, że to może być twoja wina, ale prawda może być zupełnie inna.  
- Chciałbym, aby to była moja wina.
- Dlaczego?
- Mógłbym naciskać na naprawę mojego błędu. Zrobiłbym wszystko, aby wyprostować sytuację.
- Zbyt bardzo się obwiniasz. Zjedz coś.
- Nie mam apetytu. Przepraszam.
- Za co?
- Twój wysiłek poszedł na marne.
- Zjesz później. Zbieraj się. Posiedzimy w aucie na parkingu. Może ją złapiesz.

Na Chrobrego byli kilka minut przed szóstą.  
- Czuję się jak szpieg- Krystian rzucił chłodno i poprawił się na siedzeniu.
- Nie da się inaczej. Nic nie ryzykujesz.
- Idę po coś do picia.
- Weźmiesz mi sok pomarańczowy?
- Jasne- zamknął drzwi i poszedł do Tesco.
Błądził przez kilka chwil bez celu wzdłuż alejek. Zupełnie jakby zapomniał, po co przyszedł.
- To ona?- szepnął i pobiegł do alejki z pieczywem- Agata?- złapał dziewczynę za ramię i obrócił do siebie.
- Pomyłka. Mam na imię Andżelika.  
- Przepraszam- podrapał się po głowie.
- Nic się nie stało. Przedstawisz się?
Spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Masz jakieś imię?
Zadzwonił jego telefon, wyjął go z kieszeni.
- Marta- powiedział na głos.
- Masz na imię Marta?- dziewczyna parsknęła śmiechem.
Uśmiechnął się do niej i odebrał.
- Tak?
- Na którym piętrze mieszka Agata?
- Trzecie, a co?
- Ktoś otworzył okno.  
- Już biegnę.
- Ej!
- Nie mogę teraz.
- Podam ci mój numer, chociaż!- krzyknęła za nim, ale on już był przy wyjściu.
Biegł ile miał sił w nogach, ale zakwasy po treningu skutecznie mu to utrudniały.
Pod klatką stał samochód ciężarowy z napisem Transport- Meble- AGD.
- Wyprowadza się?- zapytał stojącego na pace chłopaka.
- Kto się wyprowadza?
- Agata.
- Nie słyszałem o takiej. To są meble, zaraz- wyjął z kieszeni pogiętą kartkę- Państwo Broniewscy.
- Kto?
- Państwo Broniewscy. Wprowadzają się na trzecie piętro po lewej.
- Do Agaty!
Pobiegł na górę i potrącił na schodach innego chłopaka.
- Uważaj sobie- warknął i zszedł na dół.
- Sorry.
Ledwo dysząc wbiegł do mieszkania.  
- Gdzie ona jest?
- Kto? Kim pan jest?- oburzyła się kobieta w kręconych, blond włosach.
- Agata Sienkiewicz.
- Kupiliśmy mieszkanie przez agenta nieruchomości.
- Numer poproszę- wyjął komórkę.
- Po co?
- To moja dziewczyna. To bardzo ważne.
- Jakiś problem kochanie?
Z drugiego pokoju wyszedł barczysty facet. Typowy chłop z siłowni, który mięśnie zbudował kosztem mózgu.
- Pan pyta o telefon do agenta.
- Po co?
- Moja dziewczyna jest właścicielką tego mieszkania.
- Poprawka. Już nie jest.
- Słusznie. Muszę z nią porozmawiać.
- W jakim celu?
- To pana nie dotyczy.
- W takim razie proszę opuścić ten lokal.
- Chwilka- spojrzał na kobietę- Pomoże mi pani? To bardzo ważne.
- Rób, co chcesz- paker wzruszył ramionami i odszedł.
- Coś się stało?
- Tak. Zostawiła mnie bez słowa. Unika mnie ostatnio.
- Widocznie miała jakiś powód.
- Chcę poznać ten powód.
- Chyba nie mam wyjścia. Proszę zaczekać.
Rozglądał się po mieszkaniu, kiedy kobieta znikła. Zostały same, puste ściany. Pozbyła się wszystkiego w tydzień. Wszystko zostało, jakby wymazane. Z zapisanego życiem zeszytu została tylko okładka.
- Proszę- kobieta podała mu kartkę.
- Dziękuje. To bardzo wiele dla mnie znaczy.
- Mogę się tylko domyślać, co dzieje się w pana głowie.
- To gorsze niż tornado.
- Nie wątpię.
- Jeszcze raz bardzo dziękuje.

Kiedy wyszedł z klatki Marta wysiadła z samochodu.
- Wpuściła cię?
- Nie.  
- Dlaczego?
- Sprzedała mieszkanie.
- Co?
- Niestety.
- I co teraz?
- Nowa właścicielka dała mi numer do agenta nieruchomości.
- Po co?
- Przez niego pozbyła się mieszkania.
- No to dzwoń do niego.
- Już- wyjął telefon, wbił kilka cyfr i przełączył na głośnik.
- Janusz Bogdański. Słucham.
- Witam. Z tej strony Aleksander Czartoryski. Dzwonię w sprawie mieszkania przy Chrobrego.
- Nieaktualne już.
- Wiem. Właśnie obserwuję jak wprowadzają się nowi właściciele.
- I?
- Potrzebuję numer telefonu do byłej właścicielki tego mieszkania.
- To niemożliwe. Zastrzegła swoje dane, aby nikt się z nią nie kontaktował.
- Nic pan nie rozumie.
- Czego?
- To moja dziewczyna.
- To nic nie zmienia.
- Był pan kiedyś zakochany?
- Tak. Wiele razy.
- Opuściła nagle pana dziewczyna? Zerwała wszelkie kontakty?
- Nie.
- W takim razie nic pan nie rozumie.
- Jestem zajęty. Czy to wszystko?
- Pomoże mi pan czy nie?
- Niestety. Obowiązuje mnie tajemnica. Powodzenia.
Krystian zakończył połączenie i już chciał rzucić telefonem, ale ręka Marty powstrzymała jego ruch.
- Spokojnie braciszku.  
- Nic już nie mogę zrobić.
- Gdzie mieszka ta Oliwia?
- Niedaleko.
- Jedźmy do niej.
- Po co?
- Może ona wie coś więcej?
- O tej porze?
- Powiesz, że to ważne. Zrozumie.


3 komentarze

 
  • Ela

    Ela · 25 maja · 284352576

    Kiedy coś dodasz

  • blondeme99

    blondeme99 · 21 maja

    Sprzedała mieszkanie   Być może z jednej strony to dobrze, odsunie przeszłość od siebie, ale z drugiej - czemu nadal unika kontaktu z Krystianem? Biedny naprawdę się o nią martwi. Kurczę, tak czekam na to, aż wszystko się w końcu wyjaśni. Tyle tajemnic. Czekam z niecierpliwością

  • PLMatrix

    PLMatrix · 18 maja

    Ale się porobiło teraz,Agata unika Krystiana,Sprzedała Moeszkanie,czekam na dalsza cześć opowiadania