Życie trudne jest cz. 39

Życie trudne jest cz. 39-Agata- powiedział szeptem i wbiegł na górę.
Walił w drzwi, wykrzykiwał jej imię pomimo wczesnej pory.
- Agata! Agata!
Zamki zostały przekręcone a za drzwiami stała roztrzęsiona, płacząca dziewczyna.
- Co się stało?
- Mama. Tam- wskazała drzwi dużego pokoju.
Agnieszka leżała na kanapie. Wyglądała dość blado. Rozsypane wokół tabletki różnego rodzaju nie wróżyły nic dobrego.  
- Wezwijcie pogotowie- rzucił w kierunku sąsiada stojącego w drzwiach.
Jej klatka piersiowa nie pracowała, kładąc palec na szyi również nie wyczuł pulsu. Jego próby przywrócenia krążenia nic nie dawały. W jego głowie kłębiły się już tylko najgorsze myśli. Za oknem mignęło niebieskie światło pogotowia.
- Już są- powiedziała Agata, nadal drżąc.
Dwóch sanitariuszy weszło do mieszkania.
- Co to za tabletki?
Krystian zebrał trzy opakowania i podał młodemu ratownikowi.
- Nie dobrze. Fatalna mieszanka.
Rzucił fiolki i zabrał się za pomoc koledze. Sanitariusze podawali jakieś leki, robili resuscytację pomimo braku jakichkolwiek oznak życiowych. Wszystkie ich wysyłki poszły na marne bo reanimacja nie przynosiła żadnych rezultatów. Zdezorientowani ratownicy spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- Czas zgonu czwarta czterdzieści pięć- powiedział młodszy a jego słowa rozniosły się echem po mieszkaniu.
- Nic już nie mogliśmy zrobić- dokończył i zaczął pakować torbę.
Agata dygotając przez chwilę analizowała wypowiedziane przez nich słowa. Dopiero po kilku minutach wybuchła panicznym płaczem.  
- Nie! To nie prawda!- krzyczała.
- O boże- szepnął Krystian i podszedł do niej, objął próbując jakoś opanować jej płacz.
- To przeze mnie. Mogłam nie iść na ten bal.
- Proszę cię. Nie możesz się o to obwiniać- patrzył jej prosto w oczy.
- Gdybym została nie mogłaby tego zrobić.
- Nie wiesz czy nie spróbowałaby innego dnia.
- Najpierw tata a teraz mama. Zostałam całkiem sama.
Kiedy wyszli z jej pokoju ciało Agnieszki zostało zabrane w celu ustalenia szczegółów dotyczących zgonu. Agata próbowała się uwolnić z jego objęć tłumacząc się, że musi z nimi jechać.  
- Nie możesz teraz zostać sama.  
- Zostaniesz ze mną?
- Myślę, że to nie jest odpowiednie miejsce. Chodź.
Zamknęli drzwi i wrócili na parking. Podczas jazdy patrzyła w mrok za oknem. Nie płakała już ale głęboko wzdychała zaciągając co chwila nosem. Czuł jak drży kiedy trzymał ją za rękę.
- Po co się tutaj zatrzymaliśmy?
Nie powiedział nic. Brama się otworzyła i wjechał do garażu.
- Co to znaczy?
- Zaufaj mi. Wejdźmy do środka.
Smartfonem zapalił wszystkie światła w domu.  
- Zaczekaj- zszedł do piwnicy i włączył ogrzewanie.
Kiedy wrócił chodziła po salonie oglądając wszystko dookoła.
- Czy to twój dom?
- Nasz- powiedział odgarniając włosy z jej twarzy.
- Że co?
- Zamieszkasz ze mną?
Pomimo smutku błysk w jej oczach był sygnałem jakiego nie można pomylić z żadnym innym.
- Zaczekaj- złapała go za rękę- Gdyby nie stało się to…
- I tak zaproponowałbym ci wspólne mieszkanie. Powiedziałem ci, że potrzebuję czasu na uporządkowanie niektórych spraw.
- A co z twoim mieszkaniem?
- Sprzedam bo muszę oddać pieniądze pożyczone na zakup tego domu.
- Sądzisz, że to się uda?
- Ale co?
- Nasze wspólne mieszkanie.
- Ja nie mam żadnych obaw. Przez święta podobało ci się. A ty co myślisz?
- Marzyłam o tym od dawna.
- Przygotuję ci kąpiel.
- Dzięki.  
Poszedł na górę i napuścił wody do wanny. Przygotował jej swoją koszulkę i krótkie szorty. Wychodząc prawie trafił ją drzwiami.
- Długo tu mieszkasz?
- Ledwo kilka dni.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Chciałem ci zrobić niespodziankę. Dlatego mówiłem, że przyjadę do ciebie w niedzielę. W zasadzie to już jest niedziela. Nie mam damskich kosmetyków. Musi ci wystarczyć to co jest. Potem kupimy co będziesz potrzebowała.
- Dam sobie radę.
- Jasne- zamknął drzwi i poszedł przygotować swoje, nowe łóżko.
Ubrał czystą pościel, przewietrzył wnętrze i zszedł na dół aby ogarnąć kanapę dla siebie. Włączył wieżę z ulubioną płytą Minutes to midnight.
Zegar kuchenki wskazywał szóstą rano. Wrócił na górę i zapukał w drzwi łazienki.
- Wszystko w porządku?
- Tak. Już wychodzę.
Zamek brzęknął i stanęła przed nim ubrana w jego ciuchy.
- Trochę za duże no nie?
- Trzeba sobie radzić- uśmiechnęła się pomimo tego co akurat przechodziła.
Zeszli na dół i usiedli na kanapie.
- Ładna piosenka. Co to za utwór?
- Valentine’s Day, Linkin Park.
- Trochę za wcześnie na walentynki ale podoba mi się.
- Świetna płyta. Musisz przesłuchać.
- Chyba się położę- rozłożyła się na kanapie.
- Nie tutaj- wziął ją pod rękę i zabrał do sypialni.
Leżał obok niej tak długo aż zasnęła. Przykrył ją i wrócił na dół. Obrazki z jej mieszkania jeszcze bardzo długo przewijały mu się przed oczami. Zasnął kiedy na zegarze było kilkanaście minut przed siódmą a płyta przestała grać.
***
Otworzył oczy. Dostrzegł ruch w kuchni. Dziewczyna wzięła się za organizację śniadania. Przeciągnął się i założył ocieplane laczki. Przeczesał włosy i dołączył do niej.
- Jak się spało?
- Masz wygodne łóżko.
- Bo jest nowe.
- Bardziej to będzie obiad niż śniadanie.
- Faktycznie. Już trzynasta- spojrzał na zegar.
- Nie wiedziałam, że tak szybko przyjdzie mi dorosnąć.
- Jesteś już dorosła.
- Ale będę musiała iść do pracy.
- Proszę cię. Daj spokój. Najpierw studia.
- Słucham?
- Dobrze słyszałaś. Masz je skończyć a potem będziemy się zastanawiać. Czyli mamy co najmniej pięć lat przed sobą.
- Tak się nie da.
- Ale czego?
- Żyć w ten sposób?
- W jaki?
- Będąc na twoim utrzymaniu…
- Spokojnie. Jest co robić wokół. Ogród daje sporo możliwości.
- Nie to miałam na myśli.  
- Mamy dużo czasu. Trzeba wszystko uporządkować.
- Dzięki. Kocham cię- pocałowała go w policzek.
- Ja ciebie też. Idę się wykąpać.
Poszedł na górę po czystą bieliznę. Kąpiel zajęła mu pół godziny podczas której obmyślał kolejne kroki jakie musieli wykonać.  
- Lista rzeczy do zrobienia jest do modyfikacji- powiedział do swojego, zmęczonego odbicia w lustrze.
Zapach obiadu roznosił się po całym domu.
- Ale zgłodniałem.
- No to do dzieła- wskazała zastawiony stół.
Przekomarzali się przez chwilę kto pozmywa ale nie dała się przekonać aby to on posprzątał skoro przygotowała obiad.
- Twój telefon- przyniósł jej komórkę.
Odebrała słuchając uważnie. Po kilku minutach odłożyła telefon stając w oknie.  
- Ze szpitala- powiedziała ale w jej głosie wyczuł zbliżający się płacz.
Objął ją. Położyła mu rękę na ramieniu.
- To były jakieś antydepresanty i alkohol.
- Przecież nie było żadnej butelki.
- Prawdopodobnie odeszła o północy.
- Sądzisz, że ukrywała przed tobą to wszystko?
- A ja głupia nic nie zauważyłam- płakała coraz mocniej.
- Niektórzy dobrze maskują swoje problemy.
- Wiem, że odwiedzała aptekę dwa razy w tygodniu. Gdyby miała problem powiedziałaby mi.
- Może nie chciała cię zadręczać właśnie teraz kiedy masz ważne dni w szkole.
- Dlaczego nic mi nie powiedziała?- łkała coraz głośniej.
Objął ją i gładził jej włosy.  
- Czasem się zdarza, że nic nie dostrzegamy bo niektórzy nie potrafią się podzielić problemem bo uznają, że sami dadzą sobie radę.
- Byłam jej córką. Mogła mi powiedzieć o wszystkim.
- Niekiedy trudno zrozumieć dorosłych. Moich rodziców też.
- Ja przecież nie dam rady znów jeździć i załatwiać tego wszystkiego.
- Masz mnie, poradzimy sobie razem.  
- Co ja bym teraz zrobiła gdybyś wtedy nie poprosił o to zdjęcie a my byśmy się nie poznali?
- Ale jesteśmy tutaj. Masz moje wsparcie.
Otarł jej łzy i podniósł buzię do góry.
- Teraz oboje jesteśmy sierotami…
- Chociaż to nas łączy…
- Ty doświadczyłaś miłości rodziców. Ja niestety nie.
- I współczuję ci z tego powodu ale miałeś babcię, która nie pozwoliła oddać ciebie i siostry do domu dziecka.
- Tak. Była wspaniałą kobietą. Cieszę się, że jej dyscyplina ale też ogromna troska wykształciła mój charakter.
- Nie myślałeś kiedyś aby odszukać rodziców?
- Nie- odparł bez zastanowienia.
- Dlaczego?
- Skoro byli młodzi i uznali, że nie jesteśmy im potrzebni to tym bardziej teraz nie ma potrzeby aby się poznać.
- Jesteś trochę niesprawiedliwy.
- Bo?
- Może oni też dorośli do tej decyzji. Wtedy może to był szok dla nich?
- Już dawno by się zabrali za odnalezienie swoich dzieci.
- A może nie potrafią?
- To już nie moja sprawa.
- Jeżeli tak czujesz to może masz rację.
- Wolałbym uniknąć z nimi konfrontacji.
- Potrzebowałabym kilka ciuchów. Co najmniej świeżą bieliznę.
- Chcesz tam wrócić?
- A mam wyjście?
- Możemy pojechać do galerii i coś wybierzesz.
- W jakich ciuchach?
- Mam inny pomysł. Wybierzesz coś z mojej szafy i pojedziemy do ciebie.
- Będzie ok?- pokazała mu się w jego dresie po kilku minutach wertowania szafy.
- Prawdziwa dziewczyna dla Sebiksa.
- Ej- zamachnęła się na niego.
- Już dobrze- wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Jedźmy.
Kiedy dotarli do klatki poczuł jej zimne ręce kiedy zdjęła rękawiczki.
- Spokojnie. Idę tam z tobą.
Oczywiście czym byłby powrót po tym wszystkim bez pytań sąsiadów.  
- Pani Agato? Co się stało?- zaczepił ich sąsiad mieszkający piętro niżej.
Spojrzała na niego spod byka ale Krystian odpowiedział za nią.
- Pani Agnieszka odeszła. Sąsiad mieszkający wyżej nic nie przekazał?
- Nie widziałem się z nim.
- No to już pan wie.
Staruszek zamknął drzwi a oni poszli wyżej.
Drżącymi rękami szukała odpowiedniego klucza.
- Otworzę- wsadził żółty klucz i uchylił drzwi.
- Dasz mi minutkę?
- Jasne.
Nie chciała patrzeć na tamto miejsce więc zamknęła drzwi dużego pokoju.  
- Mogę się napić?
- Tak. Pepsi jest w lodówce.
- Dzięki.
Nalał sobie całą szklankę od piwa. Zerkając przez okno dojrzał dwójkę dzieci kręcących się na karuzeli. Śmiały się dość głośno, zupełnie bez pojęcia o tym co się tutaj wydarzyło.
Wyszła ze swojego pokoju z dużą torbą.  
- Wezmę jeszcze kosmetyki.
- Myślałem, że odwiedzimy supermarket.
- Mówiłeś, że nie ma butelki?- podniosła niczym trofeum szklaną piersiówkę.
- Wyczułaś kiedyś od niej alkohol?
- Nigdy.
- Może to była jedyna próba?
- Być może. Wracajmy.
Przerzucił przez ramię jej torbę i wrócili do samochodu. Kilka chwil przed szesnastą byli ponownie na Strzałowej. Zanim weszli do środka obejrzeli jeszcze tyły domu. Kilka drzew i krzewów było zasłoniętych agrowłókniną.
- Będzie co robić kiedy przyjdzie wiosna. Zawsze marzyłem o własnej hodowli róż.
- Będziesz mi przynosił bukiety?
- Jak zasłużysz to tak.
- Czy dobry obiad wystarczy?
- To zależy od wielu innych czynników.
- Na przykład?
- Dobre pocałunki też będą wymagane…
- Taki jak ten?- pocałowała go przez dłuższą chwilę.
- Powiedzmy, że co najmniej jedna róża się należy.
- Sknerus…
- No dobra dwie- uśmiechnął się a ona z nim.
- Co masz ciekawego w lodówce? Bo ja już zgłodniałam.
- Musisz sama sprawdzić.
Wrócili do środka. Tym razem ogrzewanie było podłączone do sieci bezprzewodowej i włączyło się kiedy Krystian połączył się ze sterownikiem.  
- Jak tu ciepło.
- Dzisiaj zadziałało- pokazał jej aplikację w telefonie.
- Co ta technologia jeszcze potrafi?
- Sterowanie oświetleniem, ogrzewaniem i zamykaniem bramy wjazdowej i garażowej.
- A jak zabraknie prądu?
- Chodź.
Zeszli do piwnicy. Pokazał jej mały komputer do którego schodziło się trochę kabli.
- To jest centrum zarządzania. A tam są akumulatory i agregat prądotwórczy.
- Czyli po wyłączeniu prądu można go sobie wyprodukować?
- Dokładnie.
- Na ile czasu starczy agregat?
- Wszystko zależy od ilości paliwa i obciążenia.
- Nie uwierzyłabym, że to tak skomplikowany dom.
- Łatwizna. Zainstalujemy aplikację u ciebie. Dostaniesz swoje dane do logowania.
- Dzięki. Zjedzmy coś.
Wrócili na górę. Agata przygotowała kolorowe kanapki z jajkiem i majonezem. Rozgościli się na kanapie w salonie oglądając Deadpoola na VOD. Pomimo tego co zaszło chociaż przed dwie godziny znaleźli się w innym świecie. Świecie pełnym zabawnych scen ale też zawierającym wulgaryzmy czy miłosne wątki. Choć ich wspólne życie dopiero się zaczynało to uznali seans za całkiem przyjemny i zgodnie stwierdzili,  że będzie to jeden z ich wspólnych rytuałów.

5 komentarzy

 
  • Misia1999

    Misia1999 · 16 paź 2018 · 210949682

    Dlaczego to musiało się wydarzyć? Uczucia i miłość są tak pięknie przedstawione, że z tej opowieści powinna powstać książka. Może spróbujesz?
    Jestem na tak!

  • AuRoRa

    AuRoRa · 15 paź 2018

    Tego nikt się nie spodziewał. Taka tragedia, Agata została sama, gdyby nie Krystian, który ją kocha.   Strata męża musiała być dla Agnieszki ciosem, że aż targnęła się na swoje życie, depresja skrywana tak, że nikt nic nie zauważył. Straszne. Oby wszystko się ułożyło. Potrafisz wzbudzać emocje swoimi tekstami, zaskakiwać, takie to życiowe, że wydawałoby się realne. Pisz dalej, ciekawe jak potoczą się ich losy.

  • Kmicic

    Kmicic · 11 paź 2018

    Szkoda jej mamy, bardzo smutny rozdział  . Po poprzednim rozdziale spodziewałem się że stanie się coś złego ale nie aż tak. Agata musi być teraz silna i razem z Krystianem będą żyć długo i szczęśliwie...  

    Oczywiście genialny rozdział  , super jest wieczorkiem po szkole zajrzeć na stronę i mieć takie dzieło do przeczytania    
    Standardowo życzę weny i pozdrawiam

  • blondeme99

    blondeme99 · 11 paź 2018

    O nie. Tylko nie to   Tak mi szkoda Agaty, dobrze ze ma wsparcie ze strony Krystiana.  
    Nadal nie mogę w to uwierzyć. Być może nie poradziła sobie ze stratą ukochanego męża, ale tego to się nie spodziewałam. To takie smutne   Na Agate spadł wielki ciężar, strata oboju rodziców jest straszna. Musi być silna, dla Krystiana.  
    Idealny i mega rozczulający rozdział. Brak słów, po prostu --->  

  • Fanka

    Fanka · 11 paź 2018

    Biedna Agata    
    Najpierw tata,a teraz mama. Cóż dobrze,że ma Krystiana i jej pomogą
    Bardzo emocjonalny odcinek...