Życie trudne jest cz.66

Życie trudne jest cz.66Kiedy wychodził z budynku zagadnął go ochroniarz.
- Słyszałem, że zbiera pan drużynę na turniej.
- To prawda- spojrzał na niego domyślając się, że chciałby zagrać- Mam dwa nazwiska ze znakiem zapytania.  
- No tak. Kto pierwszy ten lepszy.
- Wymogiem jest bycie pracownikiem TPT. A pan jest chyba spoza firmy?
- Niestety tego już nie przeskoczę.
- Ja też. Nie jestem kadrową. Zapraszam na trybuny.
- Nie obiecuję, bo może będę w pracy.
- I tak zapraszam- odbił swoją kartę i poszedł do samochodu.
Komputer wrzucił na tylne siedzenie, a notes wsadził do schowka. Chciał zadzwonić do Agaty, że wraca, ale właśnie sobie przypomniał widok karty SIM.  
Skręcając w Strzałową zawsze wciskał pilot na przód, dzisiaj zrobił to przedwcześnie i brama była zamknięta. Zostawił auto przed domem i wszedł na posesję. Przekręcił klamkę, a drzwi stawiły opór.
- Co jest? Nikogo nie ma?
Odruchowo wybrał numer Agaty, ale usłyszał komunikat o możliwości nagrania się na pocztę. Zerknął na zegarek, była piętnasta pięćdziesiąt. Marta wracała o szesnastej trzydzieści. Przeszukał auto, ale widocznie nie zabrał kluczy od domu. Mógłby pojechać na drugą stronę miasta, ale chciał uniknąć spotkania z Kingą oraz stania w długich korkach o tej porze. Usiadł na schodach w oczekiwaniu na jedną ze współlokatorek. Przed swój dom wyszła Ewelina machając mu na powitanie. Pokiwał dwa razy, ale zdecydował się wstać i podejść.
- Cześć.
- Cześć. Nie masz kluczy?
- Jak widać.
- Chodź. Napijemy się kawy u mnie.
Zerknął na zegarek, wskazywał 16:00.
- Za kilkanaście minut będzie Marta.
- Będziesz widział przez okno jak się zjawi- objęła go- Nie daj się prosić.  
- Chyba nie mam wyjścia.
W środku pachniało obiadem i jego zmysły dobitnie się o tym przekonały. Wróciły wspomnienia, kiedy wracał ze szkoły i babcia czekała z obiadem. Zawsze powtarzała, aby umyli ręce i się przebrali zanim zaczną jeść. Pierwsza porcja była dla niego, druga dla siostry i ostatni talerz stawiała dla siebie. Nigdy nie pytał, dlaczego taka kolejność, ale jakie to miało wtedy znaczenie dla nastolatka?  
- Opowiadaj jak było na wycieczce.
- Nudno i pogoda kiepska.  
- Jak to w Londynie.
- Pokazy taneczne i poetyckie. Graliśmy w piłkę, kręgle i squasha.
- A o treningach z nami zapomniałeś.
- Przepraszam- wyjrzał przez okno- Tyle się działo ostatnio, że nawet o relaksie zapomniałem.
- Relaksie?
- Ja odpoczywam podczas biegania, a wasza obecność pozwala mi się wygadać. W pewien sposób oczyszczam umysł ze śmieci dnia codziennego.
- Miło mi, że możemy być sportowymi terapeutami- uśmiechnęła się bardzo uroczo.
- Zawsze to jakaś odskocznia od tych wszystkich spraw. Oczywiście ludzie mają znacznie większe problemy niż ja, ale tak już jest.
Do przedsionka wszedł Dawid.
- Cześć kochanie.
- Witaj mój miły- Krystian odezwał się poważnym głosem.
- O ile wiem, nie żeniłem się z facetem- zawołał z łazienki.
- Ja za to tak- uśmiechnął się i położył palec na ustach zerkając na Ewelinę.
- Czy ty się dobrze czujesz kochanie- wszedł do kuchni i zaraz umilkł.
- Tak. Wszystko w porządku- pocałowała swojego męża.
- O Krystian- podrapał się w głowę, a potem uścisnął mu rękę.
- Cześć.
- Mogłaś zadzwonić, że mamy gościa. Kupiłbym coś mocniejszego.
- Nie wziął kluczy, a jego dziewczyny poza domem.
- Ewelina zlitowała się nad chwilowo bezdomnym.
- Bardzo dobrze. Opowiesz nam o twoim wyjeździe.
- Same nudy. Słaba pogoda. Pograłem trochę w piłkę, trochę w kosza. Jakieś kręgle i squash. Wszystko oczywiście z dzieciakami.
- Dałeś radę?
- Kondycyjnie byłem nawet lepszy.
- Nie zdziwiłabym się jakby ich lekcje wychowania fizycznego polegały na pisaniu wiadomości na czas, albo wstawianiu postów na Instagram.
- Kto wie?- Krystian dopił kawę.
- Zostaniesz na obiedzie?- zaproponowała Ewelina stawiając przed nim talerz.
- To małżeński obiad.
- Kiedyś ty nam pokażesz jak gotujesz.
- Coś tam sobie radzę, ale może nie być jak z twojej ręki.
- A skąd wiesz, że ja dobrze gotuję?
- Nigdy nie widziałem, abyś rzucała kotletami przez okno w bezdomne psy.
- Masz rację. Jeszcze mi się nie zdarzyło.
- Zostań- naciskał Dawid.
- Chyba mnie przegłosowaliście.
- Zaraz przyniosę półmisek do ziemniaków, aby każdy dostosował sobie porcję.
- Będziesz brudzić tyle naczyń? Ja u siebie stawiam garnek na stole i każdy sobie ładuje ile zechce.
- My też tak robimy od czasu do czasu. Jak mamy gości to nie.
- Przecież jestem waszym sąsiadem, a nie królową Elżbietą.
- Trochę ci brakuje siwych włosów i błyskotek.
- I korony- dorzucił Dawid.
Ewelina zdjęła srebrną folię z miski wypełnionej kotletami.
- Jeszcze gorące.
Czuł na sobie wzrok sąsiadki. Bez spięcia próbowała wybadać czy mu smakuje. Jadł pewnie nie dając jej jakichkolwiek powodów do twierdzenia, że mu nie smakuje.
- Wyborne. Moja babcia miałaby trudno w starciu z tobą.
- Miło mi- zarumieniła się i zaczęła zbierać brudne talerze.
- To ja dziękuje, że mogłem tak rodzinnie spędzić czas.
- Jak zrobisz coś dobrego to wystarczy zawołać.
- Jasne. Zaproszę was jak tylko wymyślę coś niesamowitego.
- Trzymam za słowo.
Jego telefon zawibrował. Przyszła wiadomość od Marty:
Pojechaliście gdzieś?
Wyjrzał przez okno, ale nie paliło się żadne światło u niego.
- Coś się stało?
- Marta chyba wróciła- zerknął na zegarek, była siedemnasta- Ale się zasiedziałem. A wy byście chcieli odpocząć.
- Spokojnie. Mamy cały wieczór.
- Jeszcze raz dziękuje, za pyszny obiad.
- Nie ma, za co.
Wrócił do siebie. Wszedł do środka.
- Marta?
Nie odezwał się nikt. Poszedł na górę. Była w łazience, a szum prysznica zagłuszył jego wołanie. Wrócił na dół i czekał, aż zejdzie.
- Już wróciliście?  
- Skąd?
- Mieliście jechać na zakupy.
- Nie ma jeszcze Agaty. Nikogo nie było jak przyjechałem, a moje klucze wiszą. O tam- wskazał wieszak na klucze swojego autorstwa. Pomysł znalazł gdzieś w Internecie. Wykręcił ze starego routera płytkę z portami Ethernet. Na każdym z breloków zacisnął kawałek kabla UTP zamykając go złączką RJ-45. Zaraz po wejściu wystarczyło podpiąć wtyczkę jak kabel z Internetem do komputera.
- Dzwoniłeś do niej?
- Zostawiła przecież telefon w Londynie. Nie chciała go zabrać z wiadomych powodów.
- No tak. Nie zostawiła żadnej kartki, więc powinna zaraz wrócić.
- Zaczekaj.
Podszedł do kuchennej szuflady. Brakowało kluczy do jej mieszkania.
- Pewnie pojechała do siebie. Nie ma kluczy.
- Może chciała coś zabrać?
- Nic mi nie mówiła o tym pomyśle.
- Dziwne- Marta autentycznie zaskoczona jej zachowaniem poszła na górę i zawołała Krystiana- Braciszku?
Wszedł do niej do pokoju, ale się pomylił.
- Tutaj- uchyliła drzwi pokoju Agaty.
Widok pustych szaf przytłoczył go natychmiast. Spuścił ręce wzdłuż ciała w geście rezygnacji.  
- Nie rozumiem- zaczął nerwowo przeglądać szuflady- Dlaczego się wyniosła? Rozumiesz coś z tego?
Opadł na kolana i rozpłakał się, że los znów z niego zadrwił. Marta usiadła za nim i mocno go objęła. Kołysała go tak długo, aż się uspokoił
- Musisz spróbować do niej dotrzeć.
- Nie wiem czy to ma sens.
- Dlaczego tak uważasz?
- Wyszła bez słowa pożegnania. Sądzisz, że chce abym jej szukał?
- Spróbujesz?
Wstał i zszedł na dół. Chwycił kluczyki do auta w rękę.
- Pojechać z tobą?
Pokręcił przecząco głową i pojechał.

5 komentarzy

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 6 czerwca

    Kolejne zniknięcie, jest nad czym myśleć. Potrafisz zaciekawić czytelnika, nie ma co Na drugi raz będzie trzymał Agatę nawet w pracy, aby nie tracić jej z oczu, wydaje się, ze ma problemy, o których nie mówi, same domysły się tylko nasuwają. Pomysł z wieszaczkiem na klucze świetny, te złączki dobrze trzymają. To lepsza opcja, niż wyrzucać stary sprzęt, a tak do czegoś się jeszcze przyda.

  • blondeme99

    blondeme99 · 3 maja

    Zastanawia mnie co się z nią stało, to chyba niemożliwe, żeby zostawiła Krystiana po tym co razem przeszli. Czymkolwiek próbuje to wytłumaczyć, tym mam gorsze myśli. Błagam, tylko żeby jej się nic nie stało

  • Ela

    Ela · 28 kwietnia · 284352576

  • Ela

    Ela · 27 kwietnia · 284352576

    Kiedy

  • Speker

    Speker · 27 kwietnia

    No Teraz to zrobiłeś zagrywkę. Jak najszybciej kolejna część, bo nie wytrzymam. Co się stało Agacie, wspomnienia? Ten wyjazd strasznie ją zmienił, przewidywałem jakieś problemy, ale nie, aż takie.  
    Jak zwykle zadowolony