Życie trudne jest cz. 12

Życie trudne jest cz. 12Agata zaliczyła pierwszy semestr ze średnią 5,0 przy czym spotykaliśmy się co weekend na zmianę u niej lub u mnie. Przyjeżdżała robiąc za każdym razem niespodziankę bo wykręcała się, że dziś nie może i tak dalej. Tej soboty pocałowała klamkę bo byłem akurat na bieganiu.  
Kiedy wszedłem na piętro usłyszałem tylko:
- No w końcu! Ile można na ciebie czekać!
- A prosiłem abyś się zapowiadała wcześniej.
- Wiem, wiem…
- Boże przecież ty się cała trzęsiesz. Na zewnątrz dziesięć stopni pod kreską a ty w takiej cienkiej kurtce i półbutach? Oszalałaś?
- Autobus się spóźnił a potem chodziłam i szukałam cię po sklepach.
- Wchodź do środka- pchnął drzwi i natychmiast wstawił wodę na herbatę i ugotowaną dzień wcześniej zupę.
- Nie sprzątałeś jeszcze. Taki tu bałagan…
- Nie miałem czasu. Najpierw trening dopiero potem dom.
- To może ja ci pomogę?
- Nie mam zamiaru wykorzystywać cię jako sprzątaczkę. Mój bałagan i ja go posprzątam.
- Idź się wykąp bo dość intensywnie dziś pracowałeś- pomachała ręką przed nosem.
- Jak się biega zimą w długim stroju to ciężko się nie spocić moja droga.
- Idź.
Zrzucił wszystko i w samych slipkach poszedł pod prysznic. Miała ochotę otworzyć drzwi i popatrzeć bo nigdy nie miała okazji widzieć go całkiem nago. Odpuściła z myślą, że nadjedzie ten dzień i dobrze wiedziała kiedy to będzie. Złapała za odkurzacz i w moment opanowała podłogi w jego mieszkaniu. Pozmywała naczynia z poprzedniego dnia i przygotowała talerze na zupę. Kiedy wyszedł ubrany w koszulkę i świeże slipy trochę się zirytował bo nie kazał jej nic ruszać.
- Przecież powiedziałem, że dam sobie radę. Agata czasem bałaganię ale przyznaj, że nigdy nie było tutaj totalnego chaosu.
- Nie mogę zaprzeczyć. Chciałam tylko pomóc. Może pojedziemy dziś na zakupy świąteczne?
- Jestem trochę zmęczony.
- Proszę?
- Dobrze. Nie mogę odmówić tym maślanym oczkom bo za mocno cię kocham.
- Super!
Nalał zupę w talerze i zaparzył kawę rozpuszczalną. Z każdą kolejną łyżką  jej twarz przestawała być blada.  
- I jak smakuje moja zupa?
- Myślę, że poradzisz sobie na bezludnej wyspie.
- Na bezludnej wyspie upiekłbym rekina albo syrenkę jakby się złapała.
- No wiesz…
- Zakupy mówisz…może galeria Rondo w Bydgoszczy?
- A jest tam dużo sklepów?
- Wystarczająca ilość aby wydać kilka milionów.
- Masz tyle na koncie?
- Jeszcze nie ale może w przyszłości? Lecisz na moje pieniądze?- zapytał pół żartem.
- Przecież wiesz, że nie o pieniądze chodzi. Zakochaliśmy się całkiem sobie nieznani.
- Już myślałem, że muszę zmienić pracę, wziąć kredyt.
- Aż tak wymagająca nie jestem. Chleb, mięso i woda mi wystarczy.
- Myślę, że ja, ty i dzidziuś damy radę. Jeszcze na wakacje starczy.
- Dzidziuś? Nie za daleko wybiegasz w przyszłość?
- Jeżeli nie chcesz nie będę nalegał ale marzy mi się normalna rodzina.
- Ja też o tym marzę ale to dopiero melodia przyszłości.
Krystian wypił ostatni łyk kawy i zaniósł naczynia do zlewu.
- Umyję jak wrócę.
Ubrali się i wyszli do samochodu.
W Bydgoszczy byli po niecałej godzinie jazdy. Pierwszym punktem była cukiernia w której kupili po dwie gałki lodów.
- Uwielbiam te lody, dałabym się pociąć za nie.
- Gdyby nie Natalia nie wiedziałbym jak smakują takie lody z cukierni. Poprosiła mnie kiedyś o wyjazd na zakupy, zaproponowała lody i zakochałem się w tych smakach- uronił kilka łez, które wytarła swoją dłonią nie pytając o nic.
- Współczuję ci naprawdę. Przepraszam jeżeli powiedziałam coś nie w takt.  
- Nic się przecież nie stało. Takie małe wspomnienie wróciło. No dobra jakie sklepy chcesz odwiedzić?
- Mam trzy osoby do obdarowania, no może cztery.
- Rodzice, ja i?
- Chciałam też kupić coś dla Oliwii.
- Świetny pomysł. Myślę, że bardzo się ucieszy.
Rozdzielili się na kilkanaście minut i każde miało chwilę dla siebie. Krystian poszedł do Wólczanki kupić koszulę, wybrał czerwoną z długim rękawem bo lubił ten kolor razem z białym i czarnym. Cena nie była zaskoczeniem bo to jego kolejny zakup w tym sklepie. Nie zawiódł się kupując poprzednie dwie sztuki więc dlaczego nie kupić trzeciej. Odwiedził również Apart aby przejrzeć gabloty w poszukiwaniu czegoś ciekawego, ceny były atrakcyjne ale spodobał mu się naszyjnik z żółtego złota z diamentem za niecałe tysiąc czterysta złotych. Wiedział, że nie powinien prowadzić związku w kierunku materializacji bo pieniądze nie powinny być fundamentem uczucia. Jednego dnia można zarabiać sporo kasy, mieć super auto i piękną żonę a drugiego zostać rośliną rozbijając się sportowym autem na drzewie tracąc kobietę życia. Zadzwonił do niej zapytać się gdzie jest skoro miał na blacie kilka ładnych wisiorków. Dołączyła do niego po kilku minutach z czterema papierowymi torbami w ręku.
- Co chciałeś mi pokazać?- zapytała patrząc na wyjęte okazy.
- Czy podoba ci się któryś z tych?
Oglądała wszystkie z bliska, przykładała do szyi sprawdzając w lustrze jak się prezentuje. Podobały jej się wszystkie bo złoto zawsze ładnie wygląda. Pochodziła z rodziny w której nie brakowało pieniędzy ale sama też nie miała sprzętu z jabłuszkiem. Z uwagą oglądała metki z ceną, niektóre robiły wrażenie swoją wysokością. I choć wybrał do pokazania ten aktualnie najdroższy nie przypadł jej do gustu wydawało jej się, że jest zbyt szpanerski albo jak to powiedziała „za bogaty dla mnie”. Nie chciał naciskać na jej wybór, nie było mu żal ani jednej wydanej złotówki bo wierzył, że są ze sobą z miłości. Wybrała naszyjnik ze złota z modnym ostatnio symbolem nieskończoności. Zapłacił niecałe pięćset złotych i zapakowany w eleganckie pudełko schował do kieszeni kurtki.
- Kupiłaś wszystko co potrzebowałaś?  
- Oczywista sprawa- choć miała wątpliwości czy jej prezent dla niego był adekwatny.
- Co wybrałaś?
- Dla taty nową koszulę, dla mamy kolczyki i koszulę nocną a dla Oliwii czapka i szalik.
- A dla mnie?
- Zobaczysz za kilka dni. Niech to będzie prezent.
- Mam tak długo czekać? Nie wytrzymam.
- Kochasz mnie?
- Ponad wszystko.
Wziął jej torby ale tej jednej mu nie dała w obawie o to, że zajrzy do środka.  
Kiedy wychodzili z galerii w kierunku samochodu doszło do wypadku. Agata została potrącona przez jakiegoś dzieciaka w BMW, który nie opanował samochodu wyjeżdżając na piskach z podziemnego parkingu. Zatrzymał się na latarni niemal ocierając auto, którym przyjechali. Agata wpadła prosto na Krystiana dzięki czemu nie uderzyła głową o krawężnik wyznaczający parking. Wszystko działo się tak nagle, słyszał jej krzyk, że boli. Wołał ludzi na pomoc, przybiegła kobieta sprzątająca przy wyjściu i na jego prośbę wezwała pogotowie. Poleciał szybko do BMW,  które stanęło w ogniu i gdyby nie on ten frajer spaliłby się żywcem. Odciął mu pasy nożem jaki nosił jeżdżąc swoim autem. Natychmiast odstawił swoje auto jak najdalej. Po chwili na miejsce przybyło pogotowie, zabrali jego i Agatę. Co za ironia oprawca i ofiara w jednym ambulansie. Krystianowi nie pozwolono jechać z powodu braku miejsc. Kiedy przyjechała policja opowiedział o wszystkim co zaszło, funkcjonariusze spisali zeznania świadków i poszli poprosić o nagranie z monitoringu. Samochód palił się aż przyjechała straż, która przez pół godziny walczyła z ogniem. Kiedy się uspokoił zadzwonił do jej rodziców, że została potrącona. Ojciec wściekł się, że to przez niego. Gdyby nie on siedziałaby teraz w domu. Powiedział tylko, że jak będzie wiedział w jakim szpitalu się znajduje da im znać gdzie mają przyjechać. Wsiadł do samochodu i walnął ręką w klakson. Wściekł się na siebie, że to nie on szedł pierwszy. Poczekał do powrotu policji. Pojechała do szpitala wojskowego na Powstańców Warszawy bez wahania zadzwonił do jej matki bo ojciec na pewno prowadził. Odpalił silnik i pojechał do szpitala.

3 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 13 lip 2018

    Potrafisz opisywać dramatyczne sceny, takie życiowe jest twoje opowiadanie, dzięki czemu czyta się je z ciekawością.

  • mariplosa

    mariplosa · 1 kwi 2018

    Fajne opowiadanko...takie lekkie...mam nadzieje że jej nic nie będzie i nie wrobisz ją w amnezję albo coś gorszego moja wyobraźnia już pracuje hehe

  • Fanka

    Fanka · 30 mar 2018

    No to na Święta dałeś rozdział...
    Mam nadzieję że jej jak i sprawcy nic nie jest i że wyjdą z tego bez szwanku