Życie trudne jest cz.85

Życie trudne jest cz.85Rzucił plecak na tylne siedzenie i wyjechał z piskiem opon. Obiecał Marcie, że będzie dobrze traktował auto, ale to było silniejsze od niego. Wcisnął się chamsko na rondzie przy Łódzkiej, za co klaksonem i pogrożeniem palcem skarciła go pani w średnim wieku. Uśmiechnął się lekko i przeprosił.  Na kolejnym rondzie odbił na nowy most i równą siedemdziesiątką pojechał do centrum.
Zatankował do pełna na stacji i kupił hot doga, bo nie miał za bardzo pomysłu na obiad. Zjadł w spokoju, bo przy myjni urzędowały dzieciaki, które same zaproponowały odkurzanie i mycie lancą. Wrzucił im trzy żetony i dał po piątaku za wyręczenie go w tym zadaniu.  
- Proszę pana?
- Już?
- Proszę sobie zobaczyć czy tak może być.
- Będzie dobrze- zajrzał do środka i machnął ręką- Za dobrą robotę należy się premia.
Dorzucił im jeszcze po dziesięć złotych.
- Nikt nam jeszcze tyle nie zapłacił.
- Jak pójdziecie do pracy to weźcie pod uwagę swoją wartość. Nie sprzedajcie talentu za drobne, bo ktoś może wykorzystać wasze umiejętności tylko dla własnej pozycji.
- Będziemy pamiętać- zapewnił go chyba przywódca ekipy, bo to on wziął pieniądze za usługę.
- Tylko nie dajcie się…
Nie zdążył dokończyć, bo pobiegli do następnego auta zbliżającego się do myjni.
Zgniótł papierek po swoim obiedzie i wyrzucił do kosza. Tym razem uszanował postanowienie i ruszył delikatnie, zgodnie z zasadami eko jazdy.
Pod agencją nieruchomości był kilka minut po szesnastej. Nie wiedział, w jaki sposób ma jej podziękować za to, że bezinteresownie użyczyła mu samochodu. Zostawił auto na miejscu dla gości i poszedł do galerii po drugiej stronie. Kupił niewielki bukiet róż i opakowanie czekoladek, bo uznał, że obiad lub kolacja mogłyby zbyt wiele znaczyć, nawet w ich relacji opierającej się o pakt.
- Mogłaby pani to przekazać pani Kindze?- położył na stoliku zakupione prezenty, dokumenty, kluczyki i sięgnął po długopis do kieszeni.
- Jest jeszcze w pracy. Może pan osobiście…
- Mogę jedną?- wskazał bloczek żółtych karteczek.
- Mogę ją poprosić na dół, jeżeli panu zależy.
- Nie chcę jej przeszkadzać. Zostawię krótką wiadomość i znikam.
- Jak się pan nie pospieszy to znajdzie się inny, który zajmie miejsce w jej sercu.
- Słucham?- zakrztusił się śliną, ale udało mu się nie opluć recepcjonistki.
- Wszystko w porządku?- wstała- Może wody?
- Nie trzeba.
Chwilę się zastanawiał, bo chciał napisać dużo, ale ograniczało go miejsce na karteczce.
„Zatankowałem do pełna. Posprzątany i umyty. Teraz ja mam dług do spłacenia. Dziękuje za wszystko.
Krystian”
Przykleił kartkę na pudełku i kazał zabrać młodej dziewczynie.
- Dziękuje i do widzenia.
Przebiegł na drugą stronę na przystanek. Stanął przed rozkładem jazdy szukając autobusu powrotnego. Wyjął telefon i włączył przednią kamerę. Tak jak się spodziewał Kinga wyszła przed biurowiec i za kimś się rozglądała. Nie podeszła nawet do auta, aby je obejrzeć.  
- Dzięki ci boże za taką technologię.
Kiedy podjechał autobus wsiadł pospiesznie i nabył bilet prosto z maszyny. Zakup szybki i bez fatygowania kierowcy znacznie polepszał komfort jazdy. Klimatyzacja w nowych autobusach też była jak znalazł, gdy żar po prostu lał się z nieba. Wiele się zmieniło w tym aspekcie, ale nadal miał cierpkie wspomnienia sprzed lat, gdy ludzie podróżujący komunikacją miejską wierzyli reklamom antyperspirantów działających przez siedemdziesiąt dwie godziny. Jedni chyba zbyt bardzo wzięli reklamę sobie do serca porzucając mycie na czas działania cudownego środka w sztyfcie.
Ciepło, które go uderzyło po wysiadce z autobusu oznajmiło mu, że skończyła się zima i lato w pełnej krasie nadal trwa. Odwiedził Paluszka i zrobił szybkie zakupy przed powrotem do domu.
Uniesiona chorągiewka na skrzynce sygnalizowała pocztę.  
- Czyżby nowy listonosz? Poprzedni nigdy tego nie robił.  
Wielkie logo ubezpieczyciela było nie do pomylenia z żadnym innym.
- Przyszedł wyrok- otworzył z ciekawości jeszcze przed furtką.
Szkoda całkowita. Przysługujące panu odszkodowanie to 10000zł.
- Wspaniale. Po prostu wspaniale. A tak polubiłem to auto.
Zgniótł ze złości pismo i cisnął nim przed siebie zaraz po otwarciu drzwi.
Odłożył torby na stole. Z lodówki sięgnął karton soku pomarańczowego i ze szklanką poszedł do salonu. Nalał zimnego soku i jednym haustem opróżnił szkło. Opadł ciężko, odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. Przez ostatni czas zbyt bardzo skupiał się na innych nie pamiętając o sobie. Dieta, regularne treningi i wieczorne czytanie książek odeszły w odstawkę jakiś czas temu. Całą uwagę skupiał na pojawiających się w jego życiu dziewczynach. Udzielanie pomocy zawsze stawiał na pierwszym miejscu i żadna pasja nie miała szans z tym postanowieniem. Pomógł Agacie w ciężkich chwilach z nadzieją, że to dziewczyna będąca jego przystanią. A ona wyjechała bez słowa. Pomógł siostrze powrócić do normalnego życia, a ta na siłę próbuje go uszczęśliwić na swój sposób.
Przebrał się w krótkie szorty i koszulkę bez rękawów. Swoje kroki skierował do kuchni, aby przygotować coś dla siebie. Pierwszą zmianą miało być poświęcenie większej uwagi sobie i swojemu ciału. Zaczął od gotowania. Siłownię zaplanował na kolejny dzień, a raczej wizytę zapoznawczą czy będzie pasował do ludzi już tam trenujących. Wrzucił do zimnej wody mrożone warzywa, choć lepsze miały być świeże. Pokroił pierś z kurczaka w kostki, no prawie kostki. Doprawił i wrzucił na rozgrzewającą się patelnię. Melodyjka z ulubionej kreskówki oznajmiła wiadomość. Szybko wytarł ręce w bluzkę i sięgnął po komórkę.
„Dziękuje. To było bardzo miłe szczególnie, że się spieszyłeś. Pomóc przyjacielowi to zawsze powód do dumy. Polecam się na przyszłość”
- Przyjacielowi?- parsknął, bo prawda była z goła inna.
Już miał odłożyć telefon, ale na wyświetlaczu pojawiła się fotografia Marty. Zrobiła selfie i ustawiła mu na fotkę kontaktu. Przesunął palcem w prawo.
- Z tej strony Krystian Czartoryski. Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału.
- Serio?- usłyszał.
- Oddzwonię jak tylko będę mógł- kontynuował.
- Przestaniesz? Poczta nie odzywa się po drugim sygnale.
- Poddaje się.
- Co tam smażysz? Jestem głodna i zaryzykuję dwadzieścia minut jazdy dla czegoś pysznego.
- Nie gotuję za dobrze.
- Przyjadę. Musimy porozmawiać.
- Znowu? O czym?
- O wszystkim. Wsiadam w samochód. Będę za dwadzieścia kilka minut.
- Nie posprzątałem jeszcze.
- Nic nie szkodzi. Pomogę ci.
- Marta. Nie jestem małym dzieckiem.
- Wiem, ale jest kilka spraw do omówienia.
- Nie mogą zaczekać do weekendu?
- Obawiam się, że nie.
- Coś na temat Agaty?
- Nic nie wiem.
- To nie ma teraz nic ważniejszego niż ona.
- Nic jeszcze nie zrozumiałeś?
- Co miałem zrozumieć?
- Czytałeś gazety?
- No i?
- Jesteś gwiazdą.
- Dobre sobie. Muszę kończyć. Trzeba przemieszać kurczaka.
- Do zobaczenia.
Odłożył komórkę. Umył ręce i drewnianym widelcem przerzucił mięso na patelni. Rozmrożone warzywa wrzucił do garnka obok. Znów sięgnął po telefon. Odpisał Kindze:
„Najlepszych przyjaciół poznaje się w trudnych sytuacjach. Ty pomogłaś mi pomimo tego wszystkiego. Tym bardziej jestem wdzięczny za udzieloną mi pomoc”
- Dwadzieścia minut?- otworzył jej drzwi.
- Wypadek.
- Prawie wszystko gotowe.
- Już ci pomagam- weszła do łazienki i umyła ręce.
Nim się obejrzał rozłożyła na stole talerze i sztućce. Sięgnęła po garnek ze specjałem, jaki przygotował.
- Co to?
- Kurczak, ryż i warzywa chińskie.
- Pachnie wyśmienicie.
- Oby smakowało podobnie.
- Nałożyć ci braciszku?
- Dam sobie radę.
- Przydałaby ci się żona.
- Kto?
- W twoim wieku większość już po ślubie.
- Większość nie oznacza, że ja. Poza tym ja ci nie wypominam wieku.
- No już. Nie dąsaj się. Powstał niezły szum wokół ciebie.
- Jaki szum?
- Książę, piłkarz i Romeo w jednym.
- Marta! Sama wiesz jak jest. Kim dla rodu była babcia.  
- Podpisałeś tą umowę czy nie?
- Jaką umowę?
- Kontrakt z klubem.
- Ty też?
- Co ja też?
- Uwierzyłaś w te wszystkie bzdury wyssane z palca.
- Sam zobacz- wyjęła kolorową gazetę z torby.
- Czytasz ten szajs?
- Jaki szajs? Czytaj.
- Nie mam zamiaru.
- Jak donosi nasz reporter obecny na balu prezes pierwszoligowego klubu zawarł wstępne porozumienie z gwiazdą turnieju Krystianem Czartoryskim. W tym tygodniu odbędą się testy medyczne i oficjalna prezentacja nowego gracza- przeczytała na głos z uśmiechem na ustach.
- Ile kosztuje ten szmatławiec?
- Dwa złote…
- Tyle tam prawdy ile warta jest ta gazeta. Rozumiesz?
- Nie bardzo.
- Własnemu bratu nie wierzysz?
- Oczywiście, że wierzę.
- To przynajmniej mogłabyś sobie ze mnie nie drwić.
- Nie drwię. Cieszę się, że zostaniesz piłkarzem. Zawsze o tym marzyłeś.
- A ty swoje- prychnął.
- Powiesz mi jak było?
- Nie chcę wracać do tego bagna.
- Nie chciałbyś być bogaty?
- A kto by nie chciał? Ale nie chciałbym się tym chełpić jak oni.  
- I nadal byś jeździł swoim autem i spał na forsie?
- Jasne, że tak.
- A właśnie. Co z twoim autem? Widziałam, że zwróciłeś samochód od Kingi.
- Zaczynam żyć od nowa. Dla siebie. Tylko dla siebie.
- Bez dziewczyny czy żony?
- Właśnie tak. Samemu lepiej.
- Wątpię. Ten liścik mówi, co innego.
- Jaki liścik?
- Na czekoladkach.
- Zwykła wiadomość. Zwykłe podziękowanie.
- Ta, jasne. W połączeniu z kwiatkami i czekoladkami.
- Gdybym zaprosił ją na kolację mogłaby pomyśleć, że chcę czegoś więcej.
- A nie chcesz?
Zamilkł na chwilę. Szukał gdzieś w głębi siebie słów, które by sprowadziły Martę na ziemię.
- A jednak?
- Co?
-Ty też… Nadal ją kochasz.
- Wcale nie.
- Widzę to w twoich oczach.
- Nic nie widzisz.
- Czekoladki i kwiaty.
- Dość.  
- To, co z twoim autem?
- Na złom. Dostanę dziesięć kafli.
- Skąd wiesz?
- Tam- wskazał kulkę papieru leżącą pod telewizorem- List z ubezpieczalni. Niech to szlag. Uwielbiałem swoje auto.
- Kupisz następne?
- Tak. Jak sprzedam dom.
- Przecież niedawno go kupiłeś.
- No i co z tego?
- Oddasz tak te wszystkie chwile?
- Mówiłem, że zaczynam od nowa. Stworzę sobie lepsze życie.
- A co z pracą?
- Odchodzę.
- Co? Jesteś jednym z najlepszych pracowników w tej firmie.
- Widocznie nie dla wszystkich.
- Dla kogo nie? Jutro pójdę z nim pogadać.
- I tak nic nie wskórasz. Daruj sobie. Machina poszła w ruch.
- Czy ty zawsze musisz dusić w sobie twoje problemy?
- Skoro zacząłem nowe życie muszę radzić sobie sam.
- Pamiętasz, co sobie obiecaliśmy?
- Wspierać się w każdych chwilach?
- Dokładnie.  
- Są rzeczy, z którymi musimy poradzić sobie sami. Po swojemu. Wiem, że jesteś gotowa mi pomóc, ale to moja walka.
- Powiesz mi, o co chodzi?
- Muszę?
- Musisz.  
Wstała i zaczęła zbierać naczynia.  
- Później umyję. Nie chcę, abyś wracała nocą.
- Tyle masz mi do powiedzenia?
- Wszystko zależy od tego jak często będziesz mi przerywać.
- Będę milczeć jak grób.
W drodze kompromisu Krystian zmywał, a Marta wycierała na sucho. Nie było tego wiele, ale kawa zdążyła się zaparzyć. Wrócili znów do salonu zajmując miejsce na wygodnej kanapie w czekoladowym kolorze.
- Zaczynaj. Najwyżej zostanę na noc.
- Może coś obejrzymy?
- Najpierw mi wszystko opowiesz.
- Czy wszystkie siostry takie są?
- Jakie?
- Uparte i zawzięte.
- Ja tak. Gdybym taka nie była mogłoby mnie tutaj dziś nie być.
- Przepraszam- spojrzał ze smutkiem, bo nie taki miał zamiar.  
- W porządku. Bratu wszystko wybaczę.
- Ja tobie też.
- Odwracasz moją uwagę od rzeczywistego problemu.
- No już. Nie wiem, od czego zacząć.
- Odwiozłam cię na bal i…
- Aż tak daleko mam się cofnąć?
- Będzie mi łatwiej wszystko zrozumieć.
- Czuję się jak na kozetce, u co najmniej psychologa- rozłożył się opierając głowę o zagłówek.
- Jeżeli tak ci łatwiej, to wyobraź sobie, że jestem psychologiem.
- Ty?- parsknął śmiechem- Wybacz, ale nie nadajesz się.
- Dlaczego?
- Jesteś zbyt gadatliwa, a miałaś mi nie przerywać.
- Patrz.
Wykonała gest zamykania kłódki i wyrzucania klucza za siebie.
- Spotkałem dyrektora Jarockiego i jego żonę…

1 komentarz

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 14 września

    No proszę, historia nie zwalnia tempa. Robi się coraz ciekawiej, a życie Krystiana znowu jest pełne zawirowań. Cóż...w końcu gwiazda   teraz pewnie nie opędzi się od paparazzi, skoro już raz jego nazwisko było w gazecie, to media czekają tylko na dalszy rozwój wydarzeń brakuje mi Agaty, wiem, że się powtarzam, ale to ona była jego promyczkiem nadzei i spokoju