Życie trudne jest cz.72

Życie trudne jest cz.72Poprzedniego dnia, a właściwie nocy siedzieli do późnych godzin przed telewizorem. Dzięki serwisowi filmowemu wrócili do starych, dobrych czasów i filmów, które odcisnęły piętno na ich życiu. Śmiali się, płakali i rozprawiali nad tym, jak przewrotne potrafi być życie. Takie tytuły jak Skazani na Shawnshank, Zielona Mila czy Nieugięty Luke znane są nawet tym najbardziej wybrednym fanom kina. W bohaterach każdego z nich znajdzie się po trochu każdego z nas. Kilka chwil przed ósmą Krystian dostał sms od Anety.
„O 14 pasuje?”
W odpowiedzi napisał, że idealnie. Zapytał czy może zabrać siostrę. Odpowiedź koleżanki z pracy była więcej niż satysfakcjonująca.
„Koniecznie i bezwzględnie. Do zobaczenia”
Nigdy specjalnie nie zastanawiali się nad tym czy ich nazwisko może dawać im jakieś przywileje. Wychowywali się i pracowali jakby nazywali się zupełnie pospolicie. W miejscach pracy czy w szkole nikt nie interesował się ich nazwiskiem. Dla tych wszystkich ludzi brzmiało ono tak samo jak Kowalski, Nowak czy Kwiatkowski. Dopiero mąż Anety dał powód Krystianowi do bardziej intensywnego myślenia na temat przynależności do rodu Czartoryskich. Nie spodziewał się fajerwerków, ale jakieś ciche ja sygnalizowało mu, że jego życie może przybrać zupełnie inny obrót. Czy chciał takich zmian? Dylemat był spory i wprawiał go w myślenie, że mogą z tego wynikać jakieś kłopoty. Nie potrzebował wielkiej rozpoznawalności czy specjalnego traktowania, a to mogło być konsekwencją ujawnienia jego powiązania z rodem. Dla jednych działalność rodziny była przeciwko Polsce, dla innych rodzina była jedną z najważniejszych w dziejach naszego kraju. Uznał, że cokolwiek się dzisiaj dowie to nie będzie na siłę zmierzał w tym kierunku. Oczywiście wiedział, o tym jak zasobna finansowo jest fundacja oraz jakie nieruchomości może posiadać familia. Najważniejsze było dowiedzieć się trochę więcej na temat babci, bo rodzice to był temat zamknięty w jego życiu.  
Usiadł na brzegu łóżka, przetarł oczy i rozciągnął się. Postawił lewą stopę na podłodze i zamknął oczy.  
- Jest pion.
Zmienił stopę i znów zamknął oczy.
- Lepiej niż dobrze.  
Powrót do biegania i jeszcze gra w piłkę zaczęły przywracać mu właściwą koordynację ruchową. Tęsknił za tym wszystkim i po latach znów mógł cieszyć się powrotem do sportu w wydaniu, które go najbardziej satysfakcjonowało.
Wolno, bez pośpiechu zszedł na dół. Wstawił wodę na kawę i wyjął jajka z lodówki. Wyjął sałatę, ogórki i pomidora. Nie wyobrażał sobie o tej porze roku braku świeżych warzyw w domu. Smak pomidora i ogórka z pola kojarzył mu się z dzieciństwem. Przed długi czas mieszkali na podmiejskim terenie i ze względu na brak rąk do pracy posiadaną ziemię babcia oddała w dzierżawę. Mały fragment zostawiła właśnie na potrzeby własne. Pamiętał jak chodzili w trójkę podwiązywać gałęzie pomidorów czy podlewać je o poranku, gdy słońce dopiero wschodziło. Mając na uwadze ich przyszłość i problemy zdrowotne babcia zdecydowała się na definitywną sprzedaż swojej ziemi i domu. Choć Krystian zapewniał ją, że dadzą sobie radę z Martą i będą ciężko pracować to babcia i tak podjęła tą trudną dla niej decyzję. Pieniędzy wystarczyło na kupno mieszkania oraz na studia jego i siostry. Oboje nalegali, że będą pracować podczas studiowania, aby babcia miała lżej, ale ona twierdziła, że muszą skupić się tylko i wyłącznie na nauce. Żadnej pracy w barach czy restauracjach, bo taka praca była przeszkodą w uzyskaniu wyniku, na jakim jej zależało. Była bardzo mądrą kobietą i wszystkie zagadnienia z języka polskiego czy matematyki nie sprawiały im jakichkolwiek trudności. Cierpliwie tłumaczyła im skomplikowane zadania z matematyki, a i z polskiego potrafiła pomóc przy napisaniu niesamowitego opowiadania, które odbierało mowę polonistce. Dobrze wiedział, że nie było w jego życiu żadnego lepszego nauczyciela niż babcia. Jej mądrość i wyrozumiałość były więcej warte niż wszystkie skarby tego świata. Był świadomy, że praca, jaką wykonała na ich rzecz była czymś, czego nie da się spłacić żadną ilością złota czy pieniędzy. Znał wiele dzieciaków, którzy wychowywali się bez rodziców i przez to skończyli w dość brutalny dla dzieciaka sposób. Kradzieże, pobicia i morderstwo z zazdrości o to, że ktoś miał lepiej dokonane przed jednego chłopaka z jego otoczenia było czymś, przed czym chciała chronić go babcia.  

- Jak się spało?
Marta weszła do kuchni i objęła go. Niemałe przerażenie było widoczne na pierwszy rzut oka.
- Coś się stało?
- Miałam zły sen.
- Jaki?
- Mieliście wypadek samochodowy.
- Kto miał?
- Ty i Agata.
- I?
- Zginęliście oboje, a ona do tego była w ciąży.
- Wiesz dobrze, że sny się nie spełniają.
- Ale ten był taki realny. Przyjechałam na miejsce wypadku. Krzyczałeś, aby ją ratować. Aby ratować wasze dziecko. Samochód stanął w płomieniach. Krzyczeliście oboje, a ja nie mogłam nic zrobić- z jej oczu popłynęły łzy, których nie zdążył otrzeć. Spływały strumykiem po policzkach, aż na szyję. Objął ja mocniej i szeptał do ucha, że takie sny po coś się zdarzają, ale nie muszą zwiastować nic złego.
Posadził ją na krześle. Wyjął patelnię.
- Ile jajek?
- Mogą być trzy- pociągnęła głośno nosem.
- Dla mnie cztery. Posmarujesz bułki?
Wzięła od niego nóż i zaczęła kroić pieczywo.
- Ałć!
Kiedy się obrócił krew zaczęła skapywać na stół.
- O cholera! Po co ci kazałem to robić- skarcił się i zgasił ogień pod patelnią.
Podszedł do niej i podłożył papierowy ręcznik pod rękę. Zaprowadził ją do łazienki. Odkręcił wodę i zwilżył ręcznik, którym przetarł palec. Kazał jej trzymać, a sam poszedł do kuchni po apteczkę. Przyniósł gazik i owinął bandażem palec.  
- Nie za mocno?
Siostra pokręciła głową przecząco.
- Jeżeli to miał zwiastować mój sen to dobrze. Wolę stracić palec niż was.
- Co ty gadasz?
- Tak małą stratę bym zniosła, ale brak ciebie to życie bez sensu.
- Dzisiaj będziesz się przyglądać jak pracuje szef kuchni- uśmiechnął się i zabrał się za przygotowywanie śniadania. Jajka szybko wylądowały na patelni. Warzywa kroił już nieco ostrożniej, bo nie chciał podzielić losu Marty. Po chwili stół zapełnił się kolorowymi kanapkami. Dorzucił jajecznicę i kawę.
Sam zaczekał, aż sobie nałoży. Miał dobre przeczucie dorzucając więcej jajek.  
- Pojedziesz ze mną do Anety?
- A mogę?
- Zapytałem czy mogę cię zabrać. Napisała mi to- odblokował ekran i podał jej telefon.
- Skoro jestem zaproszona.
- Pojedziemy jeszcze do galerii.  
- Po co?
- Chciałem kupić nową koszulę i buty, bo te czarne nie są już w najlepszym stanie.
- Jak uważasz.
- Za pół godziny?
- Co?
- Będziesz gotowa?
- Jasne.
Spojrzał na zmywarkę, a potem na ilość brudnych naczyń.
- Nie dzisiaj- powiedział i napuścił wody do zlewu.

Kiedy zeszła znów posadził ją w kuchni na krześle i przyniósł apteczkę.
- Zmienimy na świeży, bo ten trochę przesiąkł.
- Skoro tak uważasz.
- Może zaboleć- delikatnie oderwał zaschniętą gazę, przetarł ranę papierowym ręcznikiem namoczonym tylko wodą. Wyciął prostokąt z gazy, złożył na pół i przyłożył do rany. Owinął bandażem i zawiązał na jedną pętelkę.  
- No to w drogę.
- Dziękuje braciszku, że tak się o mnie troszczysz. To wcale nie bolało.
- Starałem się.

Na parkingu pod Atrium panował chaos. Na podziemnym również nie było wolnych miejsc. Totalna masakra. Jedyna niedziela handlowa i akurat wszyscy na zakupy przyjechali. Po ilości klaksonów i powtarzających się wulgaryzmów odniósł wrażenie, że nie tylko jemu rząd zalazł za skórę tym zakazem handlu. Auto zostawili w alejce przy Żółkiewskiego i resztę drogi musieli pokonać pieszo.  

W POK-u trwał jakiś konkurs i dość elegancko ubrana prezenterka zachęcała ludzi do wzięcia udziału. Roznoszący się po całej galerii głos informował:
„Już za tydzień wielki turniej piłkarski o puchar prezesa Toruńskiego Parku Technologicznego. Celem jest pomoc dzieciom chorującym na nowotwory. Dochód zebrany z biletów, licytacji na bankiecie zostanie przeznaczony na leczenie i diagnostykę nowotworów u najmłodszych. Również centrum handlowe Atrium tam będzie. Kup los i weź udział w losowaniu cennych nagród. Do wygrania telewizory, komputery i kursy językowe oraz programistyczne. Turniej odbędzie się na boisku przy Andersa. Po turnieju festyn i atrakcje dla dzieci. Nie może cię tam zabraknąć”
- Nie wiedziałem, że taki rozgłos uzyska ta impreza.
- Myślałam, że to lokalne zawody.
- Wydaje mi się, że to dobra okazja dla niektórych, aby mogli zaistnieć i pokazać się szerszej publiczności, jako filantropi, a nie tylko biznesmeni. No cóż- westchnął i weszli do jednego ze sklepów z eleganckimi ubraniami.  
Marta wybrała dla niego kilka koszul w różnych odcieniach niebieskiego. Przymierzył wszystkie, ale ta o kolorze najbardziej zbliżonym do barwy atramentu przypadła mu do gustu. Zapłacił i lekkim uśmiechem pożegnał się z ekspedientką, która zapewne myślała, że Marta to jego dziewczyna, bo stale ją tak nazywała.
Następnym punktem okazał się niewielki sklep z butami. W przeciwieństwie do sieciowego nie liczyła się produkcja na ilość, ale jakość i styl wykonania. O wszystkim świadczyła mała ilość rodzajów i niewielki wybór rozmiarów. Typowe rozmiary męskie od 42 do 45. Zapach skóry było czuć już od samego wejścia, a wykonanie bez nadmiaru kleju i równe powierzchnie świadczyły o prawdziwym rękodziele. Tutaj również przymierzył kilka par, ale zdał się na gust Marty. Wybrał czarne, z ostrym szpicem i niskim obcasem. Cena tysiąc złotych była niewielkim wydatkiem w porównaniu z komfortem noszenia i niewielką powtarzalnością kroju.
Propozycja siostry o rozdzieleniu się okazała się dla niego zbawienna. Czekał na ten moment, bo wiedział jak kapryśne są dziewczyny na zakupach. No może jedna nie była. Zastanawiał się, dlaczego pomyślał akurat o niej. Kiedy bywali tutaj razem spędzali czas wspólnie. Żadne z nich nie kupowało niczego tylko dla siebie. Spotykali się tylko dla własnego towarzystwa, a nie dla pogoni za ubraniami. I chyba tylko, dlatego o tym pomyślał, bo to był czas dla dwojga, a nie dla samego siebie.  
Podczas swojej wolnej chwili zrobił zakupy w supermarkecie, bo lodówka wymagała już uzupełnienia. Przetaczając się z alejki do alejki stale coś dorzucał i nie zdziwił go pełen wózek, kiedy przyszło wyładować wszystko na taśmie kasy.  
Sześć, pełnych toreb zaniósł natychmiast do samochodu, a potem wrócił do umówionego punktu i czekał na siostrę. Przyszła punktualnie o dwunastej na ławkę przy lodziarni. Dwie papierowe torby i jedna reklamówka to wszystko, co kupiła.
- Jak poszło?
- Coś znalazłam- uniosła torby do góry- Dżinsy, sukienka i dwie bluzki.
- To, co deser?
- Oczywiście.
Krystian zamówił dwie porcje ciasta, kawę i lody na dokładkę. Połączenie gorącego z zimnym nie było dobrym pomysłem, ale liczyło się zaspokojenie pragnienia na coś słodkiego. Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałby, że znów będzie spędzał niedzielę z siostrą. Każde z nich z kimś się spotykało i niewiele czasu spędzali ze sobą w tego typu miejscach. Dziwny traf chciał, że znów byli wolni i przyszło im delektować się deserem w towarzystwie innych zakupoholików.
- Co robiłeś jak mnie nie było?
- Uzupełniałem stan magazynowy w domu.
- Nie widzę żadnych siatek.
- Zaniosłem wszystko do auta. Trochę tego było.
- Mogłeś zaczekać, przecież bym ci pomogła.
- I tak nie pozwoliłbym ci dźwigać.
- Mam jeszcze dziewięć innych palców.
- Nie będę cię narażał.  
- Mój starszy brat. Co ja bym zrobiła po powrocie gdybym cię nie miała?
- Jestem przekonany, że dałabyś sobie radę. I jedna osoba z pewnością by ci pomogła.
- Dlaczego mówisz o niej jedna osoba?
- Przepraszam.  
- Mnie nie musisz przepraszać.  
- Po prostu boję się tego wszystkiego. To całe zamieszanie, to, co zrobiła Agata.
- Nadal wmawiasz sobie, że to z powodu Kingi?
Milczał, bo nie był niczego pewien. Był jakiś powód, ale myślenie o nim nie miało sensu. Tyle było różnych możliwości, że zadręczanie się tym trwało by do końca jego dni. Najważniejsze dla niego było odzyskać przejrzyste myślenie.  Pozytywne myślenie. Z jednej strony cieszył się, że wróciły stare, dobre dni. Dni wypełnione bliskością siostry, którą się zawsze opiekował i będzie się tym nadal zajmował. Z drugiej kilka jego planów, o których realizacji zawsze marzył musiał odłożyć na jakiś czas, o ile nie do końca swojego życia. Napotykane trudności i przeszkody piętrzyły się zwalając te marzenia na dalszy plan.  
- Powiedziałam coś nie tak?- przerwała długie milczenie.
- Nie, dlaczego?
- Nic nie mówisz.
- Chciałem pomyśleć nad odpowiedzią.
- I jak ona brzmi?
- Nie wiem.
- Tylko tyle?
- Nie wiem, co dalej. Wszystko się jakoś poplątało, jakby ktoś wziął kilka nici życia i zaczął jej rozwijać na przemian między sobą.
- Myślę, że lepiej nie da się tego ująć.
- To chyba, możliwie najprostszy sposób na zobrazowanie tej dziwnej sytuacji, albo lepiej, zbiegu dziwnych relacji.
- Znów w sedno braciszku.
- Co myślisz o Sebastianie?
- Skąd takie pytanie?
- Widziałem jak się starał na boisku.
- Raczej nie dla mnie. Ja dopingowałam ciebie.
- On mógł pomyśleć, że jego też.
- Fajny z niego chłopak, ale…
- Ale?
- Nie w moim typie. Poza tym chcę być sama.
- Na zawsze?
- Po tym wszystkim jakoś nie myślę o związku. Niestety nie czuję nic wobec Sebastiana.
- Zupełnie?
- Tak. Nikt jakoś nie wzbudził mojego zaufania.
- No cóż. Sama wiesz, co dla ciebie najlepsze.
- I cieszę się, że jako starszy brat nie narzucasz mi swojej woli.
- Babcia powiedziała, że mamy zawsze się wspierać i wybierać najlepsze dla nas rozwiązania. Nie mogę robić nic wbrew twojej woli.
- Nauka nie poszła w las. Myślę, że babcia się teraz uśmiecha z góry.
- Ale nie z tego jak nam szło, jak idzie mi teraz w tych sprawach?
-Nie głuptasie- zaśmiała się-  Uśmiecha się, bo znów jesteśmy razem.
- A ja znów pełnię funkcję starszego brata.
- A nie chcesz?
- Jasne, że chcę. Co bym teraz robił jakbym był sam?
- Są gry komputerowe, możesz zapisać się do klubu samotnych serc i jeszcze zawsze jest opcja płatnych spotkań z dziewczynami.  
- Nie gram. Nie bawią mnie takie kluby, gdzie moim zdaniem przychodzi się szukać czegoś na siłę. Co do odpłatnych spotkań to wiesz, jakie mam zdanie na ten temat.
- Nie wiem.
- To praca jak każda o ile osoba, która to robi zna całe ryzyko związane z takimi spotkaniami. Jeżeli nie jest przymuszana do robienia takich rzeczy dla czyjejś korzyści to już tylko kwestia jej osobowości. Żyjemy w prawie wolnym świecie i każdy ma prawo wyboru. Nikomu nic do tego, kto, z kim i gdzie.
- Jak dyplomatycznie.
- No cóż. Każdy robi to, na co ma ochotę.
- Chyba czas się zbierać- Marta zerknęła na telefon- Trzynasta.
- Jasne. Wyładuję zakupy, zmienię koszulę i będę gotowy.
- Kupiłeś jakieś wino?
- Myślisz, że oni nie mają, co pić?
- Nie wiem.
- Kupiłem. Chodźmy.
Wziął siostrę pod rękę i wrócili do samochodu.

4 komentarze

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 2 lipca

    Dobrze, że Krystian ma przy sobie Martę, szczególnie w tym czasie, kiedy nie ma przy nim Agaty i jego życie się znacznie zmieniło po jej odejściu. Czy ona wróci? Chyba wszyscy wyczekują rozwiązania tej zagadki Być może Krystian nosi szlacheckie nazwisko i jest jakimś pra-pra-pra-x1000pra-wnukiem jakiegoś króla XD?

  • Ela

    Ela · 4 czerwca · 284352576

    Kiedy dodasz następna część trzymasz w napięciu ale to dobrze

  • Zakochana99

    Zakochana99 · 3 czerwca · 193143479

    Też miałam pewne obawy, co do zamysłu autora, ale ostatecznie zaskakiwał niesamowitym zwrotem akcji, kiedy było to konieczne. To jest chyba ten etap, na którym Krystian chce podkreślić wartości rodzinne względem miłości wobec dziewczyny. Autor próbuje nam pokazać, jak ważne jest wsparcie rodziny, nawet po tylu latach rozłąki. Jeżeli się mylę, to może autor nam to wyjaśni

  • Agaaa

    Agaaa · 1 czerwca · 211927184

    Czekałam z utęsknieniem na kolejny rozdział i troszkę się jednak tym razem zawiodłam. Mam wrażenie że próbujesz w jakiś sposób rozciągnąć tą historię, opisując różne sytuacje z życia codziennego Krystiana. A gdzie Agata? Bo w tej historii jednak Agata i Krystian grają główne role i tego niestety mi tutaj zabrakło...