Życie trudne jest cz.87

Życie trudne jest cz.87Zanim się położył wybrał jeszcze numer Marty. Dwa razy odrzuciła połączenie, ale po chwili odpisała, ze nie ma teraz ochoty na rozmowę. W ten sposób upewnił się przynajmniej, że dojechała cała do domu. Przez całą noc wiercił się w łóżku i poranek zapowiadał się bardzo ciężko.
Wziął szybki prysznic, bo poprzedniego wieczora nie miał na niego ochoty. Zimna woda otrzeźwiła go natychmiast. Zaparzył filiżankę kawy. Z lodówki wyjął serek wiejski, który zjadł do kompletu z żytnią bułką. Miał rozpocząć gruntowną przebudowę dotychczasowego życia i zaczął już od samego początku. Nowa praca, nowe żywienie i nowe wyzwania w pracy nad sobą były celem numer jeden. Trochę mu nawet było żal Jarockiego. Przyjechał do niego błagać o pozostanie, bo tak odebrał jego naleganie, choć zarzekał się kiedyś, że jest dyrektorem i musi być bezwzględny.  
Wciągnął czarny t-shirt bez żadnych napisów. Do tego jasne dżinsy i sportowe buty. Obiecał sobie, że do końca wypowiedzenia będzie pracował na kompletnym luzie i bez stresu. Oczywiście dołoży wszelkich starań, aby wszystko pracowało jak w zegarku.
W pracy ze względu na opóźniony autobus był kilka minut przed ósmą. Odbił kartę i zwykłym, pozbawionym emocji cześć przywitał się z ochroniarzem. Po kawę nie poszedł, bo nie chciał spotkać dyrektora. Nie potrafił mu wyjawić prawdy, bo walczył z kimś postawionym zupełnie wyżej. Uruchomił swój laptop i przejrzał skrzynkę pocztową. Nie zawierała nic szczególnego. Zalogował się do sytemu nadzoru nad siecią, który oprócz przegrzewającego się ogniwa baterii w jednej z serwerowni nie sygnalizował żadnych innych problemów. Zapowiadał się kolejny, spokojny dzień o ile ktoś sam z siebie nie wykreuje problemu.
O dziewiątej zadzwoniła jego komórka. Kolegów nie było, więc mógł rozmawiać swobodnie. Nazwisko Jarocki.
- Dzień dobry.
- Oby taki był. Zmieniłeś zdanie?
- Nie mogę.
- Załatwiłem dziś pilne spotkanie z prezesem.
- Z kim?  
- Z prezesem.
- Po co?
- Może on cię przekona do pozostania?
- Tak, jasne- burknął.
- Może coś ci zaproponuje.
- Już coś zaproponował- pomyślał- Odejście.
- Jesteś tam?
- Tak.
- O dziesiątej w konferencyjnej. Będzie rada nadzorcza i szefowa z działu HR.
- To chyba nie w mojej sprawie tylu ludzi będzie obradować?
- W twojej. Udowadniam ci właśnie, że znam się na ludziach i wiem, o kogo mogę powalczyć, a kogo spisać na straty.
- Po wczorajszej rozmowie nie spisał mnie pan na straty?
- Nie. Moja żona się uparła.
- A pan by się nie uparł bez jej nalegania?
- Nie wiem.
- Proszę jej podziękować za troskę. To bardzo miłe, że ktoś po jednym spotkaniu wierzy w moją osobę.
- Ja też w ciebie wierzę.
- Miło mi.
- O dziesiątej. Nie spóźnij się.
- Jasne. Do zobaczenia.
Odłożył telefon na biurku i czuł się mocno zmieszany. Miał po swojej stronie dyrektora, ale ile znaczyło jego stanowisko względem stołka prezesa? Jego entuzjazm dało się wyczuć z rozmowy i zapał, z jakim poruszył niebo mocno mu zaimponował. Jego żona się nie myliła mówiąc, że dobry z niego człowiek. I faktycznie trzeba było znać Jarockiego bardziej, aby zmienić zdanie na jego temat. W firmie był zupełnie innym człowiekiem. Większość miała go za buca i gbura, a prawda była z goła inna. Nie spodziewał się, że tak powalczy o niego. On już wiedział, że cały trud pójdzie na marne, ale musiał zachować pozory i rozegrać to wszystko zgodnie z życzeniem prezesa. Bez rozgłosu, z własnego powodu miał opuścić firmę. Decyzja była trudna w podjęciu, ale poza firmą niewiele znaczył. Jemu zależało na dobrej opinii na zewnątrz, bo nic nie trwa wiecznie i jego czas tutaj zaczął dobiegać końca. Oczywiście nie żałował udziału w balu, bo choć nie bawił się idealnie to uznał, że odbył wiele interesujących rozmów. Nie tylko finansowych i wizerunkowych, ale przede wszystkim ciekawych i pełnych swobodnej wymiany poglądów wobec otaczającego nas świata. Pragnął już tylko, aby wybiła dziesiąta.
Na jego komórkę zadzwonił nieznany mu numer.
- Krystian Czartoryski. Słucham?
- Cześć. Zmieniłeś zdanie?
- Przepraszam, ale nie wiem, z kim rozmawiam.
- Ach nie poznałeś. Przepraszam. Olga z tej strony.
- Dzień dobry pani.
- Jakiej pani? Był u ciebie?
- Kto?
- Mój mąż.
- Dzwonił.  
- I co?
- Trochę mnie zaskoczył. Zwołał wszystkich świętych.
- Nawet nie wiesz jak przeżywał wczorajszą rozmowę.
- Mam nadzieje, że nie płakał z mojego powodu- próbował rozładować stres.
- Uwierz mi, że był bliski. Powiedział, że uratowałeś jego posadę i nie robiłeś z tego jakiegoś heroicznego czynu, a jeszcze stanąłeś w obronie tej księgowej. Zaimponowałeś mu swoją postawą i od tamtego momentu nie mógł przestać cię wychwalać. Od razu namaścił cię na swojego następcę.
Poczuł, że pieką go policzki od tylu komplementów i to z ust tak wartościowej kobiety. I gdyby nie była żoną Jarockiego spróbowałby swoich sił w walce o jej rękę i miłość. Nastała cisza, bo nie wiedział, w jaki sposób mógłby jej podziękować za troskę, której nie doświadczył ze strony swoich rodziców. Nigdy nie był zwolennikiem wychwalania kogoś pod niebiosa, ale od czasu do czasu każdy potrzebuje trochę uznania dla lepszego samopoczucia. Obiecał sobie, że gdy dostanie szansę bycia rodzicem będzie doceniał wszystkie starania swojego dziecka. Będzie je chwalił za każdy wysiłek, za każdy sukces i wnioski wyciągane z porażek, bo te zdarzają się każdemu i są od tego, aby kształtować w nas motywację do jeszcze cięższej pracy.
- Dziękuje za okazanie mi wsparcie. To bardzo wiele znaczy szczególnie w czasach, gdy kariera jest ważniejsza niż ludzie. To bardzo miłe.
- Powiedziałam mu, że ma zrobić wszystko skoro czuje, że zasługujesz na taką pomoc.
- Chciałbym przyznać ci rację, ale w oczach innych nie zasługuję na dalszą pracę w tej firmie.
- Bez względu na wszystko wiedz, że jestem, a właściwie jesteśmy po twojej stronie.
- Jasne. Dziękuje.
- Leć na to spotkanie. Powodzenia.
- Dziękuje- ścisnął telefon w dłoniach z wrażenia, bo to była zaskakująco mila rozmowa.
Nie oczekiwał cudów i tym bardziej będzie mu przykro odchodzić przy tak ogromnym wsparciu Olgi i Stefana Jarockich. Swoją decyzję mógłby zmienić, gdyby powód odejścia w wypowiedzeniu byłby tym, dla którego właśnie odchodził. Przegrał walkę z ambicjami ludzi zasiadających na najważniejszych stołkach. I choć nie był niczemu winien jak uważał, to nie mógł już zrobić nic, aby odwrócić kartę na swoją korzyść. Decyzja miała rygor natychmiastowej wykonalności i tak się stało. Tego samego dnia przekazał wypowiedzenie na biurko prezesa. Miał jeszcze cichą nadzieje, że ten go sprawdza w ten sposób testując jego lojalność, ale każdy jego kpiący uśmieszek wyrażał więcej niż zwykły triumf.  
Zrobił porządek na biurku. Do kosza wyrzucił nic nieznaczące karteczki z zapiskami i wypisane długopisy. Przemył blat wilgotną szmatką i ustawił na nim ponownie monitor, drukarkę, klawiaturę i mysz. Wielkie sprzątanie w jego życiu właśnie się zaczęło i już niedługo największe wyboje będzie miał za sobą. Był sam jak palec i z jednej strony mógł skupić się tylko na sobie, ale jego natura pragnąca towarzystwa zawsze wygrywała w poszukiwaniu tego towarzystwa. Przez co nie mógł nigdy zapomnieć o osobach, które przewijały się przez jego jakby mogło się wydawać spokojne życie. Zatrzasnął drzwi za sobą i poszedł na górę zamknąć kolejny etap, który był konieczny ze względu na rozpoczęcie nowego, jeszcze lepszego życia.

1 komentarz

 
  • Speker

    Speker · 14 września

    Czekam, potwornie czekam na tą rozmowę