Życie trudne jest cz.97

Życie trudne jest cz.97Po długiej rozmowie z Kingą dał się w końcu namówić na wizytę w klubie. Nalegała, aby spróbował, chociaż. Jak mu się nie spodoba to najwyżej wyjdzie z niczym. Wstał, jako pierwszy. Kinga leżała okryta kocem z wielkim tygrysem, który był wystarczający, gdy się ustawi temperaturę ogrzewania na dwadzieścia pięć stopni. Pocałował ją w usta i poszedł do łazienki. Bał się zerknąć w lustro w obawie, że zobaczy zupełnie innego faceta niż tego, którym był jeszcze niedawno. Po goleniu wziął gorący prysznic, który był niezbędny na dobudzenie wszystkich mięśni. W samych bokserkach zszedł na dół i nastawił ekspres. Śnieg zdążył już stopnieć, ale pozostała po nim woda nadal leżała wszędzie.  
Wyjął z lodówki wędzonego łososia, sałatkę z Surimi i serek wiejski. Uznał, że lekkie śniadanie nie powinno wpłynąć na jego koncentrację. Gdy był małym dzieckiem marzył o takim właśnie dniu. Pojawia się w klubie, by podpisać zawodowy kontrakt gwarantujący mu sławę i pieniądze. Tyle, że dzisiaj miał przejść testy i podpisać kontrakt, ale w pierwszoligowym klubie i nie za miliony. I tak w wieku dwudziestu dziewięciu lat stanął przed życiową szansą na realizację ułamka swoich marzeń o byciu zawodowym piłkarzem. Nalał kawy do dwóch kubków i zabrał się za smarowanie bułek masłem. Wyłożył sałatkę do miseczki i łososia na talerz. Serek wiejski pozostawił w kubku.  
Poszedł na górę i uchylił drzwi swojego pokoju. Ostatnio ich wspólnego, bo Kinga przebywała tu znacznie częściej niż u siebie. Leżała na jego miejscu mocno ściskając poduszkę. Nie miał serca jej budzić, ale czas naglił. Usiadł obok i obejmując za ramię szepnął:
- Kinia? Słyszysz mnie? Pora wstawać.
- Jeszcze chwilę, mamo- burknęła.
- Mamo? Chyba nie chcesz, abyśmy się spóźnili?- powiedział głośniej.
- Która godzina?- otworzyła oczy
- Szósta.
- Pięć minut.
- Trzymam cię za słowo- podniósł się z łóżka.
- Zostań- złapała go za rękę i przyciągnęła całując przez chwilę.
- Dla takich momentów mogę zostać do końca dnia. Nigdzie nie muszę jechać.
- Pojedziemy. To twoja życiowa szansa.
- Nie o takiej karierze marzyłem.
- Od czegoś się zaczyna.
- W wieku prawie trzech dych?
- Lepiej późno niż wcale.
- Masz rację. A teraz śniadanie.
Wyciągnął ją z łóżka i na rękach zniósł po schodach na dół.
- Śniadanie dla księżniczki.
- Nie chcę być księżniczką. Chcę być twoją żoną na dobre i na złe.
- Jesteś tego pewna, że chcesz poślubić bezrobotnego?
- To bez znaczenia czy masz pracę czy nie. Poznaliśmy się w zupełnie anonimowych dla nas okolicznościach.
- Dokładnie pamiętam twoje spojrzenie. Moje nogi były jak z waty. To było coś niesamowitego.
- Też nie wiedziałam wtedy, co się dzieje. Reszta to już tylko spontaniczność.
- Dałem się porwać, ale warto było. Dzieciaki tak nas wtedy dopingowały. Myślisz, że daliśmy im dobrą lekcję i dlatego dobrze sobie poradziły?
- Jasne, że tak.
- Kocham cię- pocałował ją.
- Ja ciebie też.
- Jedz. Mamy tylko godzinę do wyjścia.
Siedział naprzeciw niej i wiedział, że to nie mogło skończyć się inaczej. Podczas odgrywania scenki w domu kultury dzieci biły im brawo za scenę, która nie była przypadkiem a wybuchem uczucia, które zrodziło się tak nagle. Czuł wtedy niesamowitą euforię, bo na wolontariacie próbował odzyskać wiarę w życie, że na każdego czeka szczęście.
Po zjedzonym śniadaniu poszedł się przebrać, ale wcześniej zgodził się umyć jej plecy, kiedy korzystała z prysznica. Próbowała go wciągnąć do kabiny, ale tłumaczył się, że nie potrzebuje już kąpieli.  
Ubrany w jasne dżinsy i koszulkę polo z logo klubu, w którym chciał od zawsze grać zszedł na dół. Z łazienki w szlafroku wyszła Kinga.
- Bez garnituru?
- To tylko testy.
- A jak podpiszesz umowę?
- Musi wystarczyć.
- Zaraz wracam- poszła na górę.
Stanął przed oknem zerkając na dom z przeciwka. W kuchennym oknie pojawiła się Ewelina. Machnął jej ręką uśmiechając się szeroko. Odpowiedziała mu tym samym, szczerym uśmiechem. Biegał z Eweliną i Dawidem od kilku miesięcy, bo przebywanie w ich towarzystwie sprawiało mu przyjemność.  
Sprawdził czy ma wszystkie dokumenty i poszedł na górę. Kinga wciągnęła również jasne dżinsy, ale na górze miała siwy sweter.
- Gotowy?
- Nie.
- Żartujesz.
- Wcale.
- Będzie dobrze- objęła go mocno i zeszli na dół.
Wyjechali z garażu pół godziny przed ósmą. Przebicie się do centrum o tej godzinie wymagało anielskiej cierpliwości, ale Kinga właśnie taką się wykazywała czekając na niego przez te kilka miesięcy.
Parking klubowy był pełen samochodów, ale znalazło się miejsce dla gościa. Czarny Mercedes Kingi wkomponował się idealnie pomiędzy BMW X5 prezesa i Porsche Cayenne kogoś równie bogatego, co właściciel klubu.
Czekali przez chwilę przy biurku ochroniarza. Uśmiechnięty od ucha do ucha właściciel klubu wyszedł z windy.
- Czekaliśmy z niecierpliwością.
- Ja też- próbował się uśmiechnąć Krystian.
Natychmiast utonął w objęciach grubaska, ale spodobał mu się ten przyjacielski gest. Rodzinna atmosfera już na starcie nieco go podbudowała. Trzymając za rękę Kingę poszli do szatni, gdzie czekała na nich cała drużyna.
- Bartek Tomczak- wyciągnął rękę młody chłopak.
- Krystian- miło poznać.
Kapitan po kolei przedstawił wszystkim Krystiana. Każdy zmierzył go dziwnym spojrzeniem, ale sam nie zamierzał się poddawać i jedynym jego celem było udowodnienie swojej przydatności dla zespołu.
- Mam nadzieje, że Krystian pomoże nam w walce o awans do Ekstraklasy. W amatorskim turnieju nie miał sobie równych i sądzę, że tutaj wykaże się odpowiednim zaangażowaniem- poklepał go po plecach prezes.
Zgodnie z planem dnia obejrzeli siedzibę klubu. Gablota zdobytych trofeów pełna była pucharów, ale większość to regionalne osiągnięcia. Wyobrażał sobie, że wznosi jeden z takich pucharów w przyszłości.
- Doktor Nowak już jest- prezes wskazał staruszka ustawiającego aparaturę w sali testowej.
Zupełnie się nie spodziewał, że przejdzie szereg kompleksowych badań na takim poziomie rozgrywek. Serce pracowało prawidłowo, a jego kondycja była wystarczająca do zaliczenia testów. Po krótkiej rozmowie z lekarzem i wykluczeniu wszelkich chorób pozostało już tylko podpisanie trzyletniej umowy. Z zapisów w niej zawartej wynikało, że jego miesięczna pensja miała wynosić pięćdziesiąt tysięcy na rękę plus dwa tysiące za każdą zdobytą bramkę. Dodatkowymi bonusami była premia za najlepszego strzelca wynosząca sto pięćdziesiąt tysięcy oraz sto tysięcy złotych za awans do najwyższej klasy rozgrywek. Warunki były imponujące w porównaniu z pensją, którą otrzymywał w poprzedniej pracy. Z uśmiechem na ustach podpisał kontrakt. Zdjęcia wykonane przez Kingę miały być pamiątką dla potomnych. Dopiero po przyjściu klubowego fotografa stanęli przed ścianką z logotypami klubu i sponsorów. Uśmiechnięty ściskał dłoń Kingi dziękując jej za to, że namówiła go na wizytę w klubie.
Na jego prośbę poszli na salę treningową, gdzie przebywał zespół. Usiadł na drewnianych trybunach wodząc wzrokiem za piłką, która krążyła jak po sznurku od nogi do nogi. Był pewien swego, ale nie zamierzał wykorzystywać swojego nazwiska, jako karty przetargowej. Miał zamiar ciężko pracować i udowodnić, że nie gra tutaj dla sławy, ale z powodu swoich umiejętności. Po skończonym meczy podszedł do niego trener.
- Mam nadzieje, że się dogadamy.
- Jestem do pańskiej dyspozycji- odpowiedział Krystian.
- Świetnie. W piątek pierwszy trening. Zaczynamy o dziewiątej.
- Trenerze?
- Tak?
- Mogę pogadać z chłopakami?
- Nie widzę przeszkód.
Zapukał dwa razy w drzwi przebieralni i wszedł do środka. Za jego plecami stała Kinga.
- Zawsze chciałem grać zawodowo i zrobię wszystko, aby to była najlepsza przygoda mojego życia. Ze swojej strony chciałbym wam obiecać, że zrzeknę się wynagrodzenia na waszą korzyść, gdybym się nie spisał. Widzimy się w piątek.
Zamknął drzwi i chwycił za rękę Kingę.
- Świetna deklaracja. Jestem pewna, że to będzie twój czas.
- Dziękuje kochanie- pocałował ją.
Zanim wsiadł do auta przeleciał jeszcze wzrokiem po klubowym budynku. Dreszcz przeszył jego ciało, bo czekało na niego kolejne wyzwanie, któremu chciał podołać. Nigdy się nie poddawał i tym razem nie zamierzał odpuścić.
- Wszystko w porządku?- zapięła pasy i położyła mu dłoń na udzie.
- Tak, chyba tak- ocknął się zamyślenia i przykrył jej dłoń swoją zimną ręką.
- Wyglądasz na trochę zszokowanego i masz zimne ręce.
- Nie wyglądali na szczęśliwych, że będę z nimi grał.
- Jesteś nowy. Zawodnicy, z którymi będziesz rywalizował o miejsce w składzie mogą mieć obawy. Kto wie ile prezes im o tobie naopowiadał. Mogli się przerazić twoimi dokonaniami.
- To był tylko amatorski turniej.
- I teraz właśnie przed tobą najważniejsze. Udowodnisz, że posiadasz talent a tamten turniej był sygnałem, że jest nieoszlifowany diament w tym mieście.  
- Dziękuję. To bardzo wiele znaczy, że uwierzyłaś we mnie i mnie tutaj przyprowadziłaś.
- Widziałam wtedy w twoich oczach przywódcę i zawodnika głodnego sukcesów. Chciałam tylko, abyś wykorzystał swoją szansę skoro pojawiła się propozycja gry w tak wysokiej klasie rozgrywek.
- Wydaje mi się, że nie osiągnę już większego sukcesu niż ten.
- To znaczy?
- Że odzyskałem cię po tym wszystkim. Że dałem się pokonać nie walcząc wtedy z odpowiednim zaangażowaniem o ciebie.  
- Nic nie mów- przyciągnęła go do siebie i całowała, aż zabrakło mu tchu.
Kiedy skończyli wcisnęła start.
- Pasy- powiedziała i ruszyła, gdy wykonał jej polecenie.
W domu jej rodziców byli kilka chwil po czternastej. Oczywiście na prośbę Kingi, bo chciała się podzielić z nimi informacją o jego kontrakcie. I choć nalegał, że telefon wystarczy to musiał ustąpić, bo to tylko błahostka, przez którą nie warto psuć sobie tak dobrego dnia.
- Mamo, tato?
Z salonu wychyliła się Sylwia.
- Moje dzieci. Paweł?- zawołała, ale ten się nie odezwał- Pójdę po niego. Wchodźcie.
Przeszli do salonu. Błogie ciepło natychmiast rozgrzało ręce i nogi Krystiana, bo nie znosił takiej pogody. Wilgoć po śniegu w połączeniu z lekkim mrozem wyziębiały jego ciało bez skrupułów.
- Cześć- ojciec solidnie uścisnął dłoń Czartoryskiego.
- Witam.
- Gratuluję. To niesamowita wiadomość.
Krystian i Kinga spojrzeli na siebie ze zdziwieniem.
- Ale czego?- dopytywał Krystian.
- Podpisania umowy.
- Skąd pan wie?
- W regionalnej była informacja, że Krystian Czartoryski został piłkarzem naszego klubu.  
- O boże- Sylwia złapała się za głowę.
- Ktoś puścił parę.
- Myślisz, że ktoś nas śledził?
- Nie wiem- Kinga wzruszyła ramionami.
- I to jest właśnie okazja do wzniesienia toastu- ojciec poszedł do barku i wyciągnął butelkę z bursztynową zawartością.
- Przyjechaliśmy autem-próbowała go przyhamować córka.
- Zostaniecie na noc. Mamy dużo do omówienia.
- Mogę do toalety?- zapytał Krystian.
- Wiesz gdzie jest- uśmiechnęła się Sylwia.
Zostawił kurtkę w jej rękach i poszedł do łazienki zamiast do toalety. Ogromne, lazurowe płytki były całkiem miłym widokiem podczas kąpieli i na pewno pozwalały się odprężyć po ciężkim dniu. Przez kilka godzin próbował uniknąć lustra, ale tak dużego nie miał szansy ominąć. Wysoka na ponad dwa metry i szeroka również na dwa tafla szkła zdobiła fragment ściany. Obmył twarz zimną wodą i wytarł w niesamowicie miękki ręcznik. Postawił kołnierzyk koszulki i przeczesał włosy. Z kieszeni spodni wyjął pudełeczko, którego zawartość wybierał ponad dwie godziny. Upewnił się, że magiczny przedmiot jest w środku i po ostatnim zerknięciu w lustro wyszedł z łazienki.
Rodzina siedziała w komplecie na brązowym narożniku. Szybkim spojrzeniem omiótł wszystkich i pewnym krokiem dołączył do nich. Stanął przed Kingą i patrząc jej w oczy upadł na kolana.
- Moja droga, moja jedyna Kingo. Pragnę abyś została moją żoną, matką moich dzieci i towarzyską na całe życie. Będziesz ze mną na zawsze?
Otworzył pudełko ukazując złoty pierścionek z niebieskim szafirem w towarzystwie drobnych brylancików. Drobne kamienie wspaniale odbijały światło mieniąc się z gracją dodając magii tej chwili.
Były to jego pierwsze oświadczyny i nie do końca był przekonany, co do scenariusza zaręczyn. Tyle o nich wiedział, co się na filmach naoglądał. Nie nastawiał się na złoty pył i konfetti, bo inaczej jest w serialu niż w prawdziwym życiu.  
Łzy wzruszenia wypłynęły na twarz Sylwii. Paweł z posągową miną oczekiwał na decyzję córki.  
Kinga uśmiechnęła się szeroko i zalana łzami wstała z kanapy. Schyliła się na jego wysokość i przyciągnęła do siebie znów całując go w niesamowity sposób.  
- Czy to oznacza, że się zgadzasz?- zapytał.
- Oczywiście, że tak. Chcę być twoją żoną- podniosła go z kolan.
Krystian po woli wsunął pierścionek na jej palec. Znów przytuliła go mocno i znów całowała, aż jej samej zabrakło tchu z wrażenia. Jej oddech był przyspieszony. Na swoim torsie czuł pracę jej piersi, które przenosiły rytm próbującego się wyrwać serca. Czuł, że to najważniejsza chwila w jego życiu. Nigdy nie doświadczył jeszcze takich emocji, bo poczuł spływającą po jego policzku łzę wzruszenia. A płakał naprawdę rzadko i to w wyjątkowych momentach.  
- Gratuluję kochanie- ojciec przytulił córkę, a potem przyszłego zięcia.
- Kochane dzieci życzę wam wszystkiego, co najlepsze. To najwspanialszy moment w moim życiu- dodała Sylwia.
Po tym, czego doznał przed chwilą nie miał już żadnych wątpliwości, że uczucie, które stracił na jakiś czas nigdy nie umarło. Nie potrafił sobie wytłumaczyć, dlaczego tak z tym wszystkim walczył.  
Po wspólnym obiedzie i kolejce za ich zdrowie musieli zostać do samego wieczora. Zgodnie uznali, że jest jeszcze jedna osoba, z którą powinni porozmawiać.  
Na Strzałową wrócili po dziewiątej, ale w salonie widać było światło ekranu telewizora. Już w samym progu przywitała ich Marta. Kinga po zdjęciu płaszcza rzuciła się jej na szyję.
- Co się stało?
Kinga pokazała jej tylko prawą dłoń.
- O boże!- niemal wykrzyknęła Marta i znów mocno uścisnęła przyjaciółkę.
- A mnie, kto przytuli?- dopytywał Krystian.
- No chodź do mnie- objęła brata mocno i szepnęła mu na ucho- W końcu zrozumiałeś. To jedyny wybór, nad którym nie musiałeś się zastanawiać.  
- Dziękuje. Jest jeszcze coś.
- No mów!
Podniósł skórzaną teczkę z klubowym logo.  
- Co? Podpisałeś?
- Tak. Przez trzy lata będę piłkarzem.
-  Nareszcie- Marta spojrzała w sufit- Będziemy musieli to uczcić.
- O nie, tylko nie wino- powiedział z obrzydzeniem Krystian.
- Mam jeszcze whisky.
- Niech będzie- zdjął buty i przeszli do salonu.
Telewizor został wyłączony natychmiastowo. Szklanki brzęknęły na szklanym stole. Bursztynowy trunek zabarwił kryształowe szklaneczki.
- Moi kochani- zaczęła Marta- To najwspanialszy prezent na ten rok. Marzyłam o tej chwili. Ale jest jeszcze jedna, o, której marzę.
- Jaka?- zapytał.
- Nie domyślasz się?- mrugnęła okiem do Kingi.
- A skąd wiesz, że nie już?- uśmiechnął się do obu i zamoczył usta upijając łyka.
- Mamy czas- powiedziała Kinga i również napiła się whisky.
- Trzymam was za słowo, że w tym domu będzie głośno. Wasze zdrowie!
Przybili toast omal nie rozbijając szklanek. Zawartość butelki zniknęła jeszcze przed północą umilając im ten obfitujący w same pozytywne wiadomości dzień.

1 komentarz

 
  • bosman

    bosman · 5 dni temu · 200823971

    czy to już koniec  tego opowiadania