Życie trudne jest cz.65

Życie trudne jest cz.65Kiedy budzik wybił szóstą z trudem otworzył powieki i ciężko mu było wyjść z ciepłego łóżka. Poranne promienie słońca tak wspaniale rozświetlały gładką, śniadą skórę ciała Agaty. Popatrzył na nią jeszcze przez chwilę, a potem zerknął na leżącą kartę sim. Obrócił ją w palcach, a potem sięgnął po kartkę papieru i napisał jej wiadomość, że po jego powrocie pojadą kupić jakiś telefon dla niej. Pocałował ją w czubek głowy i zszedł na dół rozpocząć kolejny tydzień.  
Zrobił sobie kanapki z dżemem oraz kawę, by zabrać je przed telewizor. Będąc w Anglii nie śledził na bieżąco tego co się działo tutaj. Niby nic się nie zmieniło, ale tempo forsowania kolejnych ustaw celem naprawy kraju zaczęło go przerażać. Nienawidził rozmawiać na tematy polityczne i nigdy ich nie poruszał w towarzystwie. Uznał, że ten temat to coś dla mądrych głów, albo idiotów. Sam nie wiedział do której grupy należał, więc darował sobie przekazywania innym tego co myśli. A niektóre przekonania miał zbyt radykalne. Wyłączył telewizor, kiedy skończył jeść. Brudny talerz i kubek po kawie załadował do zmywarki i poszedł się przebrać.  

Mając szacunek dla pozostałych domowników zszedł jak najciszej potrafił. Chwycił saszetkę z dokumentami auta i jego nozdrza przeszył zapach, którego nie pomyliłby z żadnym innym. Dobrze go znał bo sam kupował ten perfum w drogerii i niekoniecznie ze względu na cenę go zapamiętał. Flakonik imitujący szpilkę był charakterystycznym obiektem na jaki zwrócił uwagę, kiedy Kinga zaprosiła go na obiad z rodzicami. Spocił się, kiedy znalazł się pod ostrzałem pytań ze strony niedoszłych teściów i musiał zniknąć w toalecie. Pamiętał dobrze jak chwycił flakon za szpileczkę, a druga część spadła. Nie bez przypadku wykazał się ogromnym refleksem przyjmując go na palce swojej stopy. Uderzenie w tak wrażliwe miejsce było bardzo bolesne i przedłużyło nieco jego wizytę w łazience. Do domu wrócił z niezłym sińcem, ale uratował flakonik przed uszkodzeniem. Zastanawiał się tylko dlaczego ten zapach był obecny na saszetce z kluczami. Stwierdził, że później porozmawia z siostrą. Wszedł do garażu, rzucił laptop na tylne siedzenie i wyjechał do pracy.

Plakat na drzwiach wejściowych do firmy przykuł jego uwagę. Za dwa tygodnie miał odbyć się piłkarski turniej na sztucznej trawie połączony z balem charytatywnym na rzecz dzieci z nowotworem kości. Drużyny miały składać się z pracowników firm wchodzących w skład parku technologicznego zajmującego dość spory obszar tej części miasta.  

- Dzień dobry- przywitał się z Tadkiem z ochrony i poszedł do siebie.
Stanął w drzwiach, kiedy usłyszał szuranie palców po klawiaturze. O tej porze był przeważnie pierwszy.
- Cześć.
- Siema- po swojemu przywitał się Michał.
- Ty już?
- No.
- Wcześniejszym autobusem?
Michał pokręcił głową przecząco.
- Więc?
- Chodź zobacz.
Wyszli przed budynek, a potem na parking.
- Tadam- wskazał ręką granatowe BMW.
- Teraz rozumiem.
- Ładne?
- Będę grzeczny. Jaka opinia cię interesuje?
- To znaczy?
Michał odblokował drzwi i wsiedli do środka.
- Moja opinia, czy mam wczuć się w jakąś blacharkę?
- Bardzo śmieszne.
- Dlaczego? Dobrze wiedzieć jak to widzi kolega i dziewczyna patrząca na ciebie z ulicy.
- Nie jesteś dziewczyną z ulicy.
- Ale jestem kolegą. Auto jak auto, za wiele ci nie powiem na temat BMW, bo to nie mój gust. Co kto lubi, ale dziewczyny lecą na tą markę i wydaje mi się, że Oliwia może być zazdrosna.
- Czyli nie kupiłbyś takiego?
- Osobiście nie, ale to moje zdanie. Wiem, że cenowo w momencie startu produkcji biło moje auto na głowę.
- Wyczuwam lekką zazdrość- Michał wyszczerzył zęby i przekręcił kluczyk. Wdepnął gaz w podłogę, a wydechy zawyły prawie zrywając auto do przodu.
- Ładnie brzmi. Co to za model?
- F30, trzy litrowa benzyna.
- Nic mi to nie mówi. Nie znam się na generacjach.
-  335i, 306KM- nawijał dalej dając Krystianowi w kość za niewiedzę.
- Wysilaj się dalej. Poczekaj sprawdzę- włożył ręce do kieszeni- Nic. Żadnego kisielu.
- Wysiadaj.
- Dobra, dobra obrażalski.  
- Rura zmiękła?
- Nawet nie stwardniała- dociął mu widząc, że się zagotował. Oczywiście auto robiło wrażenie, ale chciał sprawdzić jak bardzo Michał podjarał się jego zakupem.
- Jutro przyjeżdżam autobusem.
- I po co mi to mówisz?
- Nie przewieziesz kolegi po mieście?
- Paliwo drogie. Wiesz ile pali?
- Nie?- Krystian wzruszył ramionami, ale domyślał się, że nie mało.
- Dużo.  
- Chciwus.
- Spadaj.
- Przerób na gaz. Nie pytam nawet ile zapłaciłeś, bo mi kopara opadnie.
- Słusznie.
- Czyli nici z naszego wypadu?  
- Jakiego?
- Na miasto. No wiesz- szturchnął go łokciem- Założymy ciemne okulary, opuścimy szyby. Zarzucisz jakieś rapsy, ale klasyczne. Pouśmiechamy się do dziewczyn, może jakaś się skusi na przejażdżkę.
- A co jesteś wolny?
- Nie, ale chciałbym nacieszyć oko.
- Jeżeli Agata się zgodzi to jutro po piętnastej jedziemy na miasto. Obiecuję.
- Załatwione.
Nie chcąc wyjść na mięczaka powiedział, że to załatwi. Niby przejażdżka wypasionym autem to nic szalonego, ale nie był już taki pewien co do decyzji Agaty. Z jednej strony okazja, być może życia, a z drugiej słowo kogoś na kim bardzo mu zależy. Wrócili do biura i zaparzyli kawę. Kilka chwil po ósmej wpadł Sebastian.
- Słyszeliście? Jakiś idiota popisywał się furą na parkingu.
Krystian lekko się uśmiechnął, a potem wybuchł gromkim śmiechem widząc czerwoną ze złości twarz Michała. Seba zaskoczony i nie do końca pojmujący sytuację stał jak zamurowany.
- Z czego on się tak śmieje?
- Z niczego- Michał zanurzył nos przed ekranem, próbując się uspokoić.
O dziesiątej Krystian został wezwany do dyrektora. Ton jego głosu nie brzmiał wyniośle, więc zupełnie na luzie i bez obaw poszedł piętro wyżej.
Stanął przed gabinetem, wziął głęboki oddech i zapukał. Na słowo wejść uchylił drzwi i pewnym krokiem stanął przed biurkiem.
- Dzień dobry. Chciał pan ze mną rozmawiać.
- Witaj. Usiądź.
- Coś się stało?
- Widziałeś plakat na wejściu?
- Uhm.
- Domyślam się, że jak każdy porządny chłopak kopałeś piłkę.
- Oczywiście, że tak. Dawno to było.
- Tego się nie zapomina synu.
Nigdy nie nazwał go synem i niezbyt mu to pasowało do tematu rozmowy, ale słuchał go dalej.
- Jak wiesz szef takiego parku technologicznego zbiera niezłą kasę na tym wszystkim. Domyślam się, że wiesz co po godzinach robi Bill Gates, albo Warren Buffet.  
Krystian znał te nazwiska, więc przytaknął głową mówiąc:
- Ma pan na myśli filantropię?
- Dokładnie. Wiem, że pomaganie chorym dzieciom to nie tylko przyjemność, ale też moment do pokazania się na salonach. Zgodnie z poleceniem naszego prezesa też musimy wystawić drużynę, bo bez niej nie będzie mógł się pokazać.  
- I jaki w tym mój udział?
- Kapitana już wybrałem. Reszta należy do ciebie.
- Nie wiem czy nadaję się na przywódcę…
- Dasz sobie radę. Lista piłkarzy musi być na moim biurku do 12 w piątek. Drużyny muszą składać się co najmniej z dziesięciu zawodników. Zegar tyka. Działaj.
- Dziękuje za zaufanie.  
Nie doczekał się już żadnej odpowiedzi z jego strony. Jarocki nawet nie wychylił nosa zza laptopa, więc wyszedł z misją chyba niemożliwą do zrealizowania w tej firmie. Większość tutejszych pracowników to typowi nerdzi. Nie grają w nic poza komputerem i rzutkami. Przerwa śniadaniowa jeszcze trwała. Zabrał ze swojego biura śniadanie, notes i długopis.  

- Kto gra w piłkę?- zapytał wchodząc do pomieszczenia stołówki.
Las rąk był tak gęsty, że nie wiedział czy się śmiać czy płakać. Jedna uniesiona ręka, bo Sebastian nigdy nie zawodził.
- Świetnie- westchnął- Ciężko będzie wygrać mecz we dwoje.
Chwila uwagi jaką na sobie skupił właśnie się skończyła, wszyscy wrócili do swoich rozmów i do grzebania w telefonie oczywiście.
Zajął miejsce obok Michała i Sebastiana.
- Z tym cię przysłał Jarocki?
- Tak.  A ty czemu nie podniosłeś ręki?- zapytał Michała.
- A wyglądam ci na Ronaldo?
- W sumie…chociaż, nie.  
- Widzisz.
- Potrzebuję dziesięciu chłopaków, a mam ledwo dwóch i Ronaldo z zapowietrzonym bojlerem.
- Ja się jeszcze na nic nie zgodziłem- Michał przygryzł kanapkę tak mocno, że wydusił cały ketchup na stół.
- Nie zrobisz tego- Seba spojrzał na niego z odrazą.
- Czego? Tego?- położył palec na stole celem zebrania ketchupu.
- A jak ci powiem, że wczoraj opierał tam swoje łapy ten gość, co nie myje rąk jak wychodzi z kibla to nadal to zrobisz?
- Świnia.
- Ratuję ci życie.
- Goń się.
- Chłopaki wrzućcie na luz. Może kiedyś zostanę dyrektorem tego przybytku, a wtedy lepiej mieć mnie za przyjaciela nie?
- Ty? Dyrektorem?- żachnął się Michał.
- Powiedział dzisiaj do mnie synu, a kiedyś wspominał, że mnie namaści.
- Sprawdź w papierach najpierw czy w rubryce nazwisko ojca masz wpisane Jarocki, a potem się martw dlaczego tułasz się po gabinetach aktualizując komputery. Wtedy miał gilotynę nad głową i musiał cię zmobilizować jakoś.
- W sumie racja, jakbym miał się użerać z takim Michałem jako kierownikiem brygady IT to wolałbym sprzątać łazienki na pół etatu.
- Kierownikiem powiadasz?  
Krystian rzucił mu szyderczy uśmiech.
- Większa pensja, dziewczyny lubią chłopaków na stanowiskach. Więcej zatankujesz do BMW. Dobra propozycja co?
- A ja?- wtrącił się Seba.
- Ty zostaniesz zastępcą dyrektora.
- Dlaczego on?
- Zgłosił się jako pierwszy do mojej drużyny.
Zawstydzone spojrzenie Sebastiana tylko podkreślało jego skromność. Nawet gdy to były czysto fantazyjne rozmowy to wiedział, że Krystian ma go za super przyjaciela i warto się starać dla samej przyjaźni. Sięgnął po jego notes i długopis. Napisał:

1)     Krystian C- kapitan, szef drużyny
2)     Sebastian M- pomocnik
3)     Michał S- bramkarz

- Ja na bramce?- zdziwił się swoją pozycją Michał.
- Nie pamiętasz hasła gruby na bramkę?
- Może zdążę schudnąć?
- Do piątku muszę oddać listę.
- Nie zdążę. Co tam- wyjął kolejne dwie kanapki i zapchał buzię bułkami wielkimi jak łapy Pudziana, wypchanymi po brzegi kiełbasą.
Seba wydarł karteczkę, a notes i długopis przejął Krystian pisząc bez chwili wytchnienia:


Ważne
Marzyłeś kiedyś, aby zostać piłkarską gwiazdą?
Błyszczałeś swoim blaskiem na podwórkowym boisku tak, że doświetlałeś murawę nocą?
Nie zmarnuj szansy i dołącz do naszej drużyny.
Krystian Czartoryski zaprasza, numer znasz.

Sebastian i Michał spojrzeli na siebie, a potem zaczęli rechotać z inwencji twórczej Krystiana.
- Pomyliłeś działy. Masz szansę na stołek dyrektora, ale działu handlowego- klepnął go w plecy Michał.
Krystian odciął się na chwilę robiąc jeszcze dwie kopie swojego ogłoszenia. Jedną przykleił na ekspresie do kawy.
- Wasza kolej. Skserować i powiesić to w równie ważnych miejscach.
- Mieliśmy być piłkarzami…
- Akurat tobie Ronaldo powinno zależeć na jak najszybszej poprawie kondycji. Długie korytarze i bieganie po schodach na pewno ci pomogą w osiągnięciu tego celu.
- Wariat.
- Panie kierowniku, jak pan śmie?
- Przepraszam panie dyrektorze, to już się nie powtórzy.
- No ja myślę. Chłopaki? Zapowiada się piękna przygoda. Tylko czekać na powołanie do reprezentacji. Potem Mundial, hymn i medale. Wejdziemy do świata WAG’s i będziemy mieć branie.
- Marzyciel.
- A co jest dziwnego w marzeniach?
- W sumie nic. Najważniejsze, że są za darmo.
- Nic się nie stało…
Z okrzykiem bojowym wyszli ze stołówki zaczynając akcję promującą wielki turniej, jako wsparcie dla nieuleczalnie chorych dzieci.  

5 komentarzy

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 6 czerwca

    Szczytny cel, choć reputacja firmy też w tym ma swój udział. Zapowiada się ciekawy mecz, zwłaszcza po tym odzewie Krystian pewnie znajdzie drużynę, jak to on Przyjaźń to podstawa, można się droczyć, ale się wie, że ma się na kim polegać. Rozdział z humorem

  • Ela

    Ela · 26 kwietnia · 284352576

  • Ela

    Ela · 26 kwietnia · 284352576

    Kiedy dodasz następna czesc

  • blondeme99

    blondeme99 · 23 kwietnia

    "- Ja na bramce?- zdziwił się swoją pozycją Michał.  
    - Nie pamiętasz hasła gruby na bramkę?  
    - Może zdążę schudnąć?  
    - Do piątku muszę oddać listę.  
    - Nie zdążę. Co tam- wyjął kolejne dwie kanapki i zapchał buzię bułkami wielkimi jak łapy Pudziana, wypchanymi po brzegi kiełbasą." 😂😂😂😂😂😂
    O nie, rozwaliło mnie to XD Tekst "gruby na bramkę" jest kultowy 😂😂😂😂 Mega rozdział   Tak trzymaj!

  • Speker

    Speker · 20 kwietnia

    W dziecięcych czasach każdy był Zidane, Figo, Ronaldo. Kłóciliśmy się o nazwiska i pozycję. "Gruby na bude" to hasło znał każdy dzieciak. Ehh wspomnienia. Dziękuję.