Życie trudne jest cz.81

Życie trudne jest cz.81Wszedł do środka po cichu zamykając za sobą drzwi. Rozejrzał się i nie dostrzegł żadnych zmian od momentu wyprowadzki. Zupełnie jakby to mieszkanie czekało na niego jak zawsze po powrocie z pracy.
- A teraz mi wszystko ładnie opowiesz- opadł na swoim ulubionym fotelu, w którym przeczytał masę książek głównie podczas jesiennych, ponurych wieczorów.
- Nie ma za bardzo, o czym. Z resztą nie wiem, co nawet masz na myśli.
- A więc tak pogrywasz ze mną?
- Nadal nie rozumiem.
- Od kiedy wróciłaś Kinga pojawia się znacznie częściej w moim pobliżu, ale to rozumiem. Wróciła jej przyjaciółka to spędza z nią czas. Nie pojmuję tylko tego, że zabierasz ją wszędzie gdzie ja jestem.
- Czysty przypadek.
- Turniej też?
- Nie mogłeś jej zabronić udziału w licytacji.
- Nie mogłem. Uważam, że nie musiała się do mnie aż tak zbliżać.
- Krystian! Czy ty do cholery nie rozumiesz, że ona nadal cię kocha? Tęskni i każdego dnia marzy, aby znów z tobą być.
- Nie musisz krzyczeć. Po dzisiejszym wypadzie mam bardzo wyczulony słuch.
- Przepraszam. Nie powinnam.
- Wybaczam, ale nadal nie mam pojęcia, w co gracie.
- A w co gra Agata? Nie powinnam się wtrącać, ale czy ona czasem nie zabawiła się twoimi uczuciami?  
- Tego nie wiesz i nie masz prawa jej osądzać.  
- Dlaczego uciekła?
- Nie wiem, ale chcę się tego dowiedzieć.
- Kiedy się dowiesz?
- Jeżeli Kinga nadal będzie się tak pojawiać to nigdy się nie dowiem. Może Agata obserwuje moje zachowanie? Przebrała się za faceta i chodzi za mną krok w krok?- próbował się uśmiechnąć, bo alkohol dodał mu nieco swobody.
- Wydaje mi się, że potrzebujesz snu.  
- Zgadza się.
- Swoją drogą, dlaczego nie zaprosiła cię do siebie?
- Nie nalegałem. Powiedziałem, że idę cię poszukać, bo chyba zabłądziłaś. Chciała iść ze mną, ale delikatnie jej uświadomiłem, że powinna wrócić do siebie.
- Zachowałeś się jak dupek, a nie dżentelmen.
- A co? Miałem pójść z nią i zrobić jej dziecko, o którym tak marzy?
- Wydaje mi się, że ta rozmowa nie ma sensu. Przemawia przez ciebie złość i mam nadzieję, że alkohol również. Bez niego nie odważyłbyś się tego wypowiedzieć. Poza tym, ty też marzyłeś o dziecku.
- Tak. I co z tego jak stale nic nie wychodzi?
- Twoja opiekuńczość, wrażliwość i całkowite poświęcenie, jakie dajesz drugiej osobie uświadamia mi, że byłbyś wspaniałym ojcem. Ale ty nie do końca jesteś przekonany, co?
- A skąd wiesz, czego chcę?
- Daj spokój. Większość chłopaków zaczyna myśleć na poważnie o rodzinie zbliżając się do trzydziestki.
- A mi się wydawało, że to już za późno. Rodzicami zostaje się w okolicach dwudziestu kilku lat, a nie, gdy w kolumnie wiek wpisujesz trójkę z przodu.
- Mnie nie oszukasz. Nie umiesz kłamać.
- Słabo mnie znasz.
- Ponad dwadzieścia lat się razem wychowaliśmy. Znam cię na wylot. Nie potrafisz kombinować w złą stronę, a co dopiero kłamać. Nawet w słusznej sprawie.
- Moje drogie dziecko- wstał i objął ją- Trochę już w swoim życiu przeszedłem i wiem, kiedy zraniona dusza boli najbardziej.
- A ciebie bolała już najbardziej?
- Nadal boli.
- Z powodu Kingi czy Agaty?
- Z mojego powodu. Idę spać. Pogadamy jutro. Kupiłem łóżko krótko przed sprzedażą. Powinnaś się wyspać. Ja lecę na kanapę.
- Krystian?
Spojrzał na nią spodziewając się torpedującego pytania typu:
Wrócisz do Kingi? Zostanę ciocią?  
- Przemyślisz wszystko?
- Śpij dobrze- uśmiechnął się i poszedł do najmniejszego pokoju. Koszulę i spodnie cisnął w kąt ze złością, która dawno nie gościła w jego życiu. Ściągnął koc, zawinął się w rulon i zasnął.

Kiedy otworzył oczy czuł potworne zmęczenie, ale reszta ciała jakoś dawała radę. Zrzucił podkoszulek, albo, jak kto woli żonobijkę i wciągnął wczorajszą koszulę. Wciągnął spodnie i wyszedł z pokoju.
- Cześć Krystian!- usłyszał z kuchni znajomy mu głos.
Przetarł oczy ze zdziwienia zupełnie jakby nie wierzył w to, co przed chwilą usłyszał. Głowę miał ciężką i bolał go jeszcze brzuch, który nigdy nie odpuszczał po starciu z alkoholem.  
Przemknął szybko do salonu zajmując miejsce na fotelu. Z kuchni wyjrzała Kinga.
- Cześć. Wszystko w porządku?
- Hej. Sorry, ale mam chwilowe tornado w głowie.
- Spróbuj tego.
- Jogurt naturalny?
- Z cukrem oraz imbirem.
- Ble. Jak to można zjeść?
- Kefiru nie ma, ale to jest lepsza mikstura.
- Nie wiedziałem, że te kilka drinków aż tak mnie zbeszta. Co oni tam dolewali?
- Mi nic nie jest.
- Ty nie wypiłaś tyle kolejek, co ja.
- Być może. Co zjesz na śniadanie?
Spojrzał na nią zdziwiony, bo wróciło pytanie sprzed kilku miesięcy. Kto pierwszy wstawał składał drugiemu propozycję przygotowania śniadania, ale akurat takiego, na jakie miało ochotę jedno z nich.
- Nie jestem głodny- burknął na odczepne i włączył telewizor udając brak zainteresowania.
- Powinieneś coś zjeść. Jedzenie staje się wtedy ważniejsze dla żołądka niż trawienie alkoholu.
- Mówisz to z własnego doświadczenia?
- Nie. Wymieniam się ze znajomymi pomysłami na różne rzeczy.
- Gdzie Marta?
- Bierze prysznic.
- W porządku. Poczekam jeszcze kilka minut.
- Na pewno nic nie zjesz?
- Dziękuje za troskę, ale nic nie przełknę.
Przerzucał pilotem kanał za kanałem nie mogąc znaleźć nic interesującego. W końcu natrafił na powtórkę meczu Polaków z mundialu z bardzo dawna i udawał, że dał się porwać komentatorowi i geniuszowi Grzesia Laty.
- Jak się spało?- zapytała Marta z ręcznikiem na głowie.
- Normalnie. Prawie jak u siebie.
- Przecież jesteś u siebie.
- To nie moje mieszkanie.
- Możesz je tak traktować- znów Kinga wyjrzała z kuchni.
- Dziękuje, ale po sprzedaży nie mam do niego żadnych praw.
- Mam nadzieje, że nie masz mi za złe, że zaprosiłam Kingę na śniadanie- szepnęła mu na ucho.
- A co mogę na to poradzić?
- Dotrzymasz nam towarzystwa?
- Nie jestem głodny.
- Ale przy stole możesz z nami posiedzieć.
- Wolałbym wrócić do siebie.
- Porozmawiamy sobie, a potem cię odwiozę.
- Nie musisz. Mam autobus za kilkanaście minut.
- Pojedziesz taki wymiętoszony?
- A jak mam jechać? Nie mam nic innego na zmianę.
- Jesteś na mnie zły?
- O co mam być zły? Że zaprosiłaś swoją najlepszą przyjaciółkę do siebie, a właściwie do niej samej? Bo to jej mieszkanie przecież.
- Krystian proszę cię o chwilę cierpliwości.  
- Nie musisz o nic prosić. Zaraz się zbieram. Poczekam na przystanku.
- Myślałam, że do rana ci przejdzie.
- Ale co miało mi przejść? Tęsknota za Agatą czy ból po tym jak mnie zostawiła Kinga?
- Nic sobie nie przemyślałeś.
- Za szybko zasnąłem i nie było czasu- uśmiechnął się kwaśno i znów zmienił kanał.
- Mógłbyś, chociaż na mnie patrzeć, kiedy ze sobą rozmawiamy.
- Marta wydaje mi się, że to ja sam powinienem decydować o tym, z kim się spotykam. Przecież to moje życie i sam wiem, co jest dla mnie najlepsze.
- Przez tyle lat byłeś dla mnie starszym bratem i chcę ci się za to odwdzięczyć.
- Miło, że się starasz. Ale to nie są tak łatwe sprawy.
- Potrzebujesz czasu? Ile? Powiem jej o tym. Na pewno zrozumie i zaczeka tyle ile będzie trzeba.
- To tak nie działa. Najpierw trzeba definitywnie zamknąć jedne sprawy, aby wrócić do tych z przeszłości.
- Co tu jest do rozumienia? Nie kazała się szukać, więc to chyba wystarczający sygnał, że twój związek z Agatą dobiegł końca.
- Nie byłbym tego taki pewien. Może jest powód, dla którego odeszła, ale może da się go wyjaśnić, by to naprawić?
- Co naprawić?- Kinga przyniosła wielką miskę jajecznicy i kanapki z pomidorem i ogórkiem.
- Mój samochód- uciął rozmowę z Martą i wrócił do oglądania telewizji.
- Mówiłam ci przecież, że nadal możesz korzystać z mojego.
- Nie chcę cię narażać na niepotrzebne koszty.
- Daj spokój. Wszystko jest wliczane w koszty prowadzenia działalności.
- A ty te koszty ponosisz.
- Mamy kilka dobrych umów w zanadrzu.
- Jutro zadzwonię do ubezpieczyciela, co z naprawą. Chcę mieć to z głowy. Muszę uporządkować kilka spraw, które zeszły ostatnio na dalszy plan.
- Możesz na mnie liczyć.
- Dzięki, ale z tym muszę zmierzyć się sam.
- Zjedz trochę czegoś. Kinga tak się postarała.
- Nie mam ochoty. Boli mnie głowa, boli mnie brzuch.
- Musiałeś wczoraj przeginać?
- Nie mogłem odmówić kilku osobom. Fajnie się z nimi dogadywałem i alkohol mi to ułatwiał.
- A dzisiaj żałujesz.
- Niczego nie żałuję. Po prostu dzielnie znoszę negatywny wpływ alkoholu na moje ciało, ale dla takich rozmów warto było się poświęcić.
- Naprawdę pyszne- Marta uśmiechnęła się do Kingi.
- Cieszę się bardzo. Uwielbiam gotować dla innych. Właśnie dla tego uczucia, że ktoś zachwala twoje umiejętności.
- Ja uciekam- podniósł się z fotela i zakręciło mu się w głowie.
- Wszystko w porządku?- Kinga się przejęła, kiedy stracił równowagę.
- Jest ok.  
- Mogę cię gdzieś podrzucić.
- Poradzę sobie- rzucił oschle i poszedł wciągnąć buty.
- Będziesz się włóczył autobusem w niedzielę?
- Dzięki za wszystko- zamknął za sobą drzwi i wyszedł.
Poranek, a właściwie południe było dość chłodne. Swobodnym krokiem doszedł w dwie minuty na przystanek. Według rozkładu jazdy autobus miał za pół godziny, ale wolał posiedzieć tutaj samemu niż wysłuchiwać gadki Marty o tym, że Kinga nadal żyje uczuciem, z którym on też nie do końca sobie poradził. Wsiadł do autobusu, którym nie jeździł od lat. Prawie zapomniał gdzie chce jechać i kierowca musiał powtórzyć pytanie:
- Dokąd?
- Toruń- wyjął pięć złotych z portfela i dał kierowcy.  
- Jeszcze pięćdziesiąt groszy.
- Co tak drogo? Ostatnio płaciłem nieco ponad cztery.
- Chyba dziesięć lat temu- kierowca uśmiechnął się i wydrukował bilet.
- Dziękuje- wziął kwitek w rękę i poszedł na ostatnie siedzenia. Dojeżdżając do szkoły z kolegami zajmowali przeważnie te miejsca. Droga przez las była tak monotonna, że dał się porwać zmęczeniu i zasnął. Obudził go kierowca na samym dworcu autobusowym.  
- Przystanek końcowy.
- Co?
- Wysiadka.
- Miałem wysiąść na armii krajowej.
-  Przegapiłeś swój przystanek.
- Trudno. Pojadę miejskim.
Dawno nie był w tym miejscu. Dopiero teraz mógł się przyjrzeć wyglądowi nowego (dla niego) dworca, a ten miał już kilka lat. Przytłaczająca bryła i te kolory nie zachęcały do odwiedzania tego miejsca. Wyszedł przed dworzec i zdecydował się na taksówkę.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. Dokąd?
- Chciałbym powiedzieć, że na koniec świata, ale to byłaby zbyt droga podróż.
- Proszę pana do Sosnowca czy Radomia nie jest tak daleko- brodaty kierowca żachnął się śmiechem krztuszącego się palacza.
- Teraz poprawił mi pan humor- uśmiechnął się pierwszy raz od dawna- Może najpierw do domu. Na Strzałową poproszę.
- No to jazda.
Przejazd w niedzielę po Toruniu był niczym wyprawa po spokojnych wodach oceanu. Nikt nie trąbił, nie trzeba było się wciskać pomiędzy inne samochody.
Zapłacił za przejazd i wysiadł przed domem, który miał się stać jego bastionem. Bastionem oddzielającym go od przeszłości będącym też miejscem jego życia z rodziną, o której tak marzył.
- Marzenia na półkę. Idę się wykąpać- rzucił klucze na stół i poszedł pod prysznic, o którym myślał, kiedy się przebudził w swoim starym mieszkaniu.

2 komentarze

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 5 sierpnia

    Tęsknię za postacią Agaty   To ona była tą, dzięki której Krystian był szczęśliwy   Kinga, mimo, że widać iż jej zależy i wciąż ma nadzieje na przyszłość z Krystianem to i tak mi się wydaje, że nic z tego nie będzie, tym bardziej teraz. Może autor nas zaskoczy? Może w końcu zlituje się nad naszym Krystianem i sprawi, że zaświeci znów słońce w jego trudnym życiu

  • Speker

    Speker · 3 sierpnia

    Pocisk o tym Sosnowcu xd
    Też mnie tym rozbawiłeś
    Kiedy wróci wątek Agaty?