Życie trudne jest cz.68

Życie trudne jest cz.68Jeździł do jej mieszkania codziennie, ale bez skutku. Za każdym razem delikatniej dobijał się do drzwi, byle sąsiedzi nie dzwonili na policję. Jej numer nadal był wyłączony, Oliwia również milczała. Słabo sypiał każdego dnia, często przez koszmary, że coś mogło się jej stać. I właśnie przed zgłoszeniem na policję powstrzymało go zapewnienie sąsiada, że nadal mieszka u siebie, ale często wychodzi. W Londynie wyznał jej wszystko i chcąc poświadczyć swoje słowa dał się przekonać Cheryl, aby i ona przedstawiła swoją wersję. Zachowanie Agaty nie zapowiadało jej tak nagłego zniknięcia, do tego bez słowa pożegnania. Zaraz po pracy jechał do niej i czatował na parkingu do późna, aby złapać ją, kiedy będzie wychodzić. Nie udało mu się ani razu. Brał nawet pod uwagę opcję, że wychodzi innymi klatkami poprzez piwnice biegnące przez cały blok.  
W ten piątkowy poranek również nie obyło się bez pobudki z bólem głowy. Otworzył oczy i z automatu obrócił się w lewo. Agaty nadal nie było na swoim miejscu. Każdego wieczora kładł się z nadzieją, że obudzi się obok niej i pocałuje ją jak zawsze przed wyjściem. Opuścił wolno stopy na dół, stanął i przeciągnął się kilka razy. Potem zrobił dwie serie pompek po dwadzieścia powtórzeń. Ciśnienie krwi wyrównało się po nocnym odpoczynku i zszedł na dół. Włączył ekspres do kawy i przygotował kanapki z masłem orzechowym. Przez ostatnie dni jadł z przymusu i gdyby nie naleganie siostry, to już dawno opadłby z sił. Wiedział, że zawsze może na nią liczyć i ona również go wspierała. Mając coś do załatwienia na mieście zjeżdżała na Chrobrego, kiedy on pracował, ale i jej nie udało się spotkać z Agatą.  
Wszedł pod prysznic i dał się pobudzić lodowatą wodą. Ogolił się, bo niestety jego blond zarost nie wyglądał na brodę twardego faceta, a czekało go spotkanie z dyrektorem w sprawie dopięcia szczegółów organizacji turnieju. Kiedy wyszedł z łazienki poczuł zapach parzącej się kawy. On jeździł na siódmą do pracy, a siostra na ósmą. Wstawała zaraz po nim, choć mogła sobie jeszcze pospać.
- Już wyspana?- pocałował ją w policzek.
- Słyszałam jak przez całą noc się przewracałeś.
- Niestety.  
- Ja już nie mogę na to wszystko patrzeć. Zatracasz się, a ja nic nie mogę zrobić. Dlaczego to wszystko musi być tak popieprzone?
- Nie mam pojęcia.
- Kiedy ją spotkałam odniosłam wrażenie, że to dorosła dziewczyna pomimo swojego wieku. Wyglądała tak poważnie i była niewyobrażalnie zapatrzona w ciebie.
- Myślałem podobnie, kiedy próbowałem wtedy swoich sił przy kotwicy nad Wisłą.
- Ona tak się zabawiła twoimi uczuciami. Brak mi nawet słów, jak można nazwać takie zachowanie.
- Nie możemy tak mówić, dopóki nie poznamy powodu.  
- Nadal wierzysz, że to było coś poważnego?
- Widocznie na tyle, żeby odejść. Nie wiem tylko, co to mogło być. Nie ma żadnej rodziny, o ile mi wiadomo. Jaki mógł być inny powód?
- Też bym chciała to wiedzieć, aby ci pomóc. To nie może tak długo trwać. Wiem, że nie spoczniesz, dopóki nie poznasz prawdy, ale ile pociągniesz w takim stanie?
- Ile będzie trzeba- rzucił oschle i popił kawy- Częstuj się. Zrobiłem więcej, a i tak nie mam ochoty.
- Zjem jak ty zjesz. Nie zmuszaj mnie, abyśmy się bawili w za mamusię, za tatusia- uśmiechnęła się.
- Nie mam zamiaru, bo akurat za nich bym nie zjadł.  
- Przepraszam.
- Przecież inaczej się nie da nazwać takiego wpychania jedzenia- objął ją i sięgnął po sznytkę chleba, przykrytą bardzo, grubą warstwą masła orzechowego.
- To, co? Jedna za mnie, a druga za ciebie. I będzie po śniadaniu.
- Kto pierwszy?
Nie patrząc na to czy akceptuje wyzwanie wpychał jeden kawałek za drugim umazując się masłem na nosie.
- Popij, bo się udławisz- przysunęła mu szklankę w idealnym momencie, bo prawie się zakrztusił.
- Dzięki. Uratowałaś mi życie- przełknął ostatni kęs ze łzami w oczach- Okropne pieczywo. Suche na drugi dzień, że nie wiem, co.
- Kinga kupuje dobry chleb. Mogę ją zapytać o tą piekarnię.
- Jeżeli dobre i będzie ci się chciało po nie jeździć.
- Spróbujesz, chociaż. Mówię ci, pyszne.
- Skąd wiesz?
- Spotykamy się u niej od czasu do czasu. Myślisz, że my tylko pizzę jemy, albo bezglutenowe kanapki? Cieszę się, że ona nie ma świra na punkcie glutenu i laktozy. Istne wariactwo. Co się dzieje z tymi ludźmi.
- Bo my to jesteśmy wychowani na tym, co babcia nam serwowała, a ona jak wiesz przykładała uwagę do wszystkiego. Tak bardzo mi jej brakuje. Jej mądrości i wiary w nas, że damy sobie radę.
Teraz to ona go objęła.
- O tak. Mi też bardzo jej brakuje.  Poradziliśmy sobie jakoś w życiu pomimo tego wszystkiego.  
- Ja to chyba za bardzo w turbulencje wpadam.
- Ty?
- Ty już na prostą wychodzisz, a ja lecę w dół.
- Będzie dobrze jestem tego pewna. Może odwiedzimy ją dzisiaj po pracy?
- Myślę, że to świetny pomysł. Idę się ubrać.  
- Idź.
Długo się zastanawiał nad swoim ubiorem, ale włożył w końcu koszulę i spodnie od garnituru.  
- Jak milion dolarów.
- Chyba do spłacenia- podsumował swój stan i parsknął śmiechem.
- Gdybyś nie był moim bratem, to wyszłabym za ciebie. Trzy razy, aby mieć pewność, że będziesz tylko mój.
- Każda siostra tak gada, gdy brat ma dołek.
- Skąd wiesz? Masz tylko jedną siostrę.
- Czytałem kiedyś.
- Nie wierz we wszystko, co publikują w Internecie.  
- Nie wierzę. Spotkamy się tutaj?
- Tak. Powodzenia brat, trzymam kciuki.
- To tylko zwykła rozmowa, ale dzięki.
- Pamiętaj. Babcia mówiła, że mamy się we wszystkim wspierać.
- Pamiętam. Do zobaczenia.
Dzisiaj był pierwszy w biurze. Swoje kroki skierował do automatu z kawą i przyniósł trzy kubki do gabinetu. Zanurzył się bezwładnie w fotelu i odpalił komputer celem dokonania ostatnich poprawek na liście swojego zespołu. Udało mu się skompletować dziesięć osób do gry oraz dwóch chłopaków w rezerwie, gdyby komuś coś wypadło. Jego pomysł z ogłoszeniem okazał się strzałem w dziesiątkę i już drugiego dnia miał komplet. Sebastian i Michał nawet zaczęli wciskać mu kit, że dyrektor marketingu drży o posadę właśnie ze względu na sukces jego kampanii. Wiedział, że luz i dystans to gwarancja dobrej współpracy i nie zamierzał się wkurzać za te docinki.
- Widziałeś jego auto?
- Widziałem.
- I co?
- Ładne.
- Tylko tyle?
- I jak wrażenia?
- Wiesz jak się laski oglądały?
Krystian spojrzał na niego z rozbawieniem, choć nie miał ostatnio zbyt wielu powodów do radości.
- Musisz sobie takie sprawić.
- Żeby wyrywać dziewczyny?
- Na pewno jest w tym jakiś sposób, choć Michał ma już Oliwię.
- Ty za to sprawiasz wrażenie mocno przygaszonego. Coś się stało?
- Myślałem, że wiesz.
- O czym?
- Agata się wyprowadziła i zerwała jakikolwiek kontakt ze mną.
- Dawno?
- Będzie już tydzień.
- Byłeś u niej?
- Codziennie jeżdżę. Nie chce otworzyć, albo jej nie ma.
- Mogę ci jakoś pomóc?
- Wątpię. Moja siostra też do niej jeździła.
- Mogę spróbować, jeżeli chcesz.
- Chyba nie mam nic do stracenia. Chciałem tylko wiedzieć, w jaki sposób zawiniłem, albo, dlaczego do tego doszło, skoro wróciliśmy do domu szczęśliwi.
- Chciałbym wierzyć, że to tylko chwilowy kryzys z jej strony. Nie może tak być, że przychodzisz tutaj ledwo żywy.
- Nic na to nie poradzę.  
Do biura wszedł Michał, szczerzył się jakby złotą rybkę złowił.
- Co tam chłopaki?
- Wszystko ok- Krystian poprawił się na krześle- Słyszałem, że dzisiaj mieliście branie.
- Już ci się wypaplał. Pochwalił się, że ścigaliśmy się z Lexusem?
- Nie. Mi też obiecałeś przejażdżkę.
- Nadrobimy to wkrótce. Dzisiaj o osiemnastej aktualne?
- Oczywiście. Pij tą kawę, bo zaraz zimna będzie.
- Mogę cię zabrać na trening, jeżeli koniecznie dzisiaj zależy ci na przejażdżce.  
-Pomyślę. Idę oddać listę.
W drodze do gabinetu dyrektora na schodach zatrzymała go Aneta, która dzięki niemu utrzymała stanowisko. Chciała z nim pilnie pomówić, ale musiał odmówić z powodu wyższego celu.
Zapukał do drzwi i wszedł.
- Dzień dobry. Przyniosłem listę.
- Witaj. Udało się zebrać komplet?
- Plus dwóch rezerwowych.
- Świetnie. Tak myślałem, że coś wymyślisz. I ta akcja promocyjna. Majstersztyk.
- Tak pan uważa?
- W dziale handlowym się o ciebie pytali.
- Zabiję ich.
- Kogo?
- Tych, co się ze mnie nabijają.
- Mówię poważnie, ale powiedziałem, że nie zamierzasz uciekać spod moich skrzydeł- zmarszczył brwi- Bo nie zamierzasz?
- Nie. Chcę dalej rozwijać mój dział.
- Dobrze. W sobotę o dwudziestej jest bankiet, na którym będzie zbiórka datków i różne licytacje. Jako kapitanowi tej drużyny przysługują ci dwa miejsca.
- Dwa?
- To towarzyski bal. Wiem, że mądry z ciebie chłopak i nie będziesz robił wokół siebie szumu, ale muszę to powiedzieć. To niespisane polecenie, ale prezes ma być najważniejszą postacią z naszej firmy.
- Ja miałbym przyćmić prezesa?  
- Wiesz. Będzie alkohol, a po nim ludzie się różnie zachowują. Oczywiście nie mam wobec ciebie żadnych uprzedzeń, ale zalecenia prezesa są jasne.  
- Rozumiem. Czy coś jeszcze pan ode mnie potrzebuje?
- Na teraz nic. Liczę jednak, że dacie prezesowi powód do dumy na turnieju.
- Nie mogę niczego obiecać. Moja drużyna składa się z ludzi grających w piłkę jedynie na konsoli.
- Ale trenujecie coś po godzinach?
- Dzisiaj drugi trening.
- Jest nadzieja?
- Nie wiem, ale zapraszam na boisko. O dziewiętnastej przy Andersa.
- Nie obiecuję, że będę.  
- Każdy ma jakieś obowiązki. Do zobaczenia.
Uważał, że fajnie byłoby pójść na taki bal i zobaczyć jak bawią się bogaci, ale miał znacznie więcej zmartwień niż zabawa taneczna.
Zapukał do gabinetu Anety, uchylił drzwi zaglądając do środka.
- Można?
- Wchodź.
- Zebrałeś drużynę?
- Przed chwilą oddałem listę Jarockiemu.
- Będziesz na balu?
- Jeszcze nie wiem.
- Dlaczego?
- Mam trochę problemów w domu.
- Czy jest coś, w czym mogę ci pomóc?
Pokręcił głową przecząco, bo miał już dosyć rozmów na temat swojego związku, a raczej gruzów, które po nim zostały.
- Co masz dla mnie?
- Mój mąż trochę pogrzebał w różnych papierach. Nie chciałabym wdawać się w szczegóły, bo on ci to lepiej wyjaśni.
- I jaki ma to związek ze mną?
- Stefania Czartoryska. Tak twoja babcia się nazywała?
- Dokładnie.
- Jest kilka rzeczy, o których powinieneś się dowiedzieć.
- Dostanę drzewko genealogiczne do powieszenia na lodówce?
- Coś z tobą jest nie tak. Jesteś jakiś zmęczony i przybity.
- Powiedziałem, że mam problemy.  
- Z Agatą?
Wiedział, że go przejrzy i nie będzie miał wyjścia.
- Tak. Zostawiła mnie.  
- I dlatego nie chcesz iść na bal?
- Jarocki powiedział, że to towarzyski bal.
- Też będę z mężem.
- Naprawdę?
- Uhm. Przyjdź. Nie będzie miał nic, przeciwko, kiedy potańczysz ze mną jak będzie omawiać interesy.
- Nie chciałbym, aby był zazdrosny.
- Nie masz, czego się obawiać. U was to rodzinne, że nie jesteście zazdrośni.
- Rodzinne?
- Wpadniesz w niedzielę?  
- Spróbuję.
- On ci wszystko wyjaśni.
- Zadzwonię.
Wrócił do biura, ale chłopaków nie było. Siedział sam, aż do przerwy śniadaniowej. Nie poszli na stołówkę, bo chcieli pogadać tylko ze sobą.
- Muszę ci coś powiedzieć- zaczął niepewnie Michał.
- Że zostanę dyrektorem działu handlowego?
- Nie. To był żart.
- Jarocki powiedział zupełnie, co innego.
- Co?
- Podobno pytali się o mnie w handlowym. Nie ważne.
- Jak wyjeżdżałem do pracy chyba widziałem jak z autobusu wysiadała Agata.
Oczy Krystiana rozszerzyły się i skupiły na rozmówcy.
- Czemu do mnie nie zadzwoniłeś?
- Ty już byłeś w pracy.  
- Mogłeś ją zatrzymać. Gdzie poszła?
- Nie wiem. Może była u Oliwii?
- Dzwoń do niej.
- Czy aby to ona nie miała dzwonić, gdyby Agata się odezwała?
- Najlepszej przyjaciółce mogła powiedzieć, że nie muszę nic wiedzieć.
- Chwila- wyjął komórkę, wybrał numer Oliwii i włączył na głośnomówiący.  
Dziewczyna odebrała po dwóch sygnałach.
- Tak kochanie?
Krystian i Sebastian prawie parsknęli śmiechem, ale unieśli kciuki w górze na znak, że ładnie to zabrzmiało.
- Kiedy wyjeżdżałem od ciebie widziałem Agatę wysiadającą z autobusu. Była u ciebie?
Po drugiej stronie nastała cisza, która oznaczała tylko jedno.
- Tak. Była.
- Dałaś znać o tym Krystianowi?
- Nie. Prosiła, abym o niczym mu nie mówiła.
- Co zrobisz?
- Nie wiem. Zależy mi na ich szczęściu.
- Jak wrócę to pomyślimy, co z tym zrobić. Będę o szesnastej. Pa.
- Hej.
Michał schował telefon do kieszeni i spojrzał na Krystiana.
- Wiem, że w ten sposób wystawiłeś Oliwię na próbę. Nie skłamała, to oznacza, że ci ufa. Super dziewczyna ci się trafiła. Nie strać jej.
- Co zrobisz z tym faktem?
- Nic. Skoro nie życzyła sobie kontaktu, to nie mogę nic zrobić.  
- Ale już wiesz, że była u niej.  
- Nie jestem zły na Oliwię. Chce dobrze, takie odniosłem wrażenie.
- Pogadam z nią i przekonam ją, aby sama ci to powiedziała. Wiem, że to teraz nie ma znaczenia, ale chcę, aby była fair wobec ciebie.
- Jasne. Dzięki- Krystian wstał i wyszedł na zewnątrz.  




4 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 26 września

    Wspaniała siostra, może na nią liczyć. Agata zniknęła z jakiego ś powodu, o którym nie powiedziała. Krystian mocno to przeżywa. Oby się odezwała.

  • Kmicic

    Kmicic · 6 maja

    Ledwo wszystko się ułożyło to znowu Agata znika, ja nie zaczynam nawet rozmyślać co tu się dzieje bo nie zgadne hah.
    No przyznaje, komplikuje się, gdzieś w oddali wizja Kingi jest. Może mógłby do niej wrócić i dać szansę, ale to wcześniej. Teraz wrócić i zachować twarz będzie ciężko, i wątpię by on ją kochał.  
    Komplikacje są wszędzie, tutaj coraz więcej. Jak jeszcze siostra znajdzie sobie faceta to się zacznie, jestem pewien. Krystian i przyjaciele w czarnych płaszcza i okularach będą śledzić zakochaną parę    
    Dziękuję za dodanie tej jak i wcześniejszych części, życzę powodzenia i dużo weny. Pozdrawiam.

  • blondeme99

    blondeme99 · 5 maja

    Myślałam, że Agata się odezwie do Krystiana, cokolwiek. Bardzo go rani, nie dając po sobie znaku życia. Czy to naprawdę ich koniec? Po tym, co przeszli? Czy w Londynie wydarzyło się coś, czego Krystian nie wie, a Agata nie może się z tym pogodzić?  
    Tyleeeeee pytań mam w głowie

  • Ela

    Ela · 5 maja · 284352576

    Kiedy się wyjaśni co z agata