Życie trudne jest cz.98

Życie trudne jest cz.98Pierwsze treningi i mecze kontrolne na hali zupełnie nie oddawały jego formy i umiejętności, ale idealnie obrazowały podejście zespołu do jego osoby. Kilku graczy podstawowej jedenastki w ogóle z nim nie rozmawiało i na boisku również niechętnie współpracowali pomimo jego usilnych próśb o podanie. Doskonale rozumiał, że oni uważają się za lepszych, bo są w zespole od kilku lat i żaden kopacz z zewnątrz nie powinien im zagrozić. Miał twardy charakter i każdego dnia po powrocie z klubu wychodził biegać a w dni bez treningu uczęszczał na siłownię. Oczywiście wiedział jak ciężką pracą Cristiano Ronaldo osiągnął swój sukces, ale on nawet nie liczył na ułamek jego osiągnięć. Chciał tylko spróbować gry zawodowej i dlatego dołączył do pierwszoligowego klubu. Rundę wiosenną zaczął na ławce, z której nie podnosił się nawet celem rozgrzewki, gdy ktoś został kontuzjowany. Trener stawiał na graczy sprawdzonych i wcale na niego nie spoglądał, gdy szykował zmianę. Nie był dzieckiem, ale czuł złość, że nie dostaje szansy, gdy zespół prowadzi kilkoma bramkami. Obiecał sobie, że nie będzie wykorzystywał nazwiska i nie poszedł na skargę do prezesa niczym dziecko pobite na podwórku. Ten bywał tylko na domowych meczach, w których Krystian dostawał jakieś minuty, ale nie zauważał niczego złego w postępowaniu trenera.  
Budzik zadzwonił równo o wpół do ósmej. Przesunął palcem po ekranie i przytulił się do Kingi mocno ją obejmując. To było najgorsze w sobotnie lub niedzielne poranki. Przyzwyczajony do jej obecności i ciepłego łóżka musiał wstać wcześnie rano i stawić się pod stadionem, gdzie wspólnie wyjeżdżali na mecze. I choć wiedział poprzedniego wieczoru, że musi rano wstać to siedział do późna i z pasją słuchał planów dotyczących wesela. Razem z Martą, co do minuty i w najdrobniejszych szczegółach kreowały dzień, który odmieni nie tylko jego życie.  
– Poleż jeszcze – szepnęła – Przygotuję śniadanie.
– Wyśpię się na meczu – parsknął śmiechem i pozwolił sobie na pocałunek.
– O jak miło – przyciągnęła go bliżej.
– Jedno twoje słowo i zostajemy w domu, w łóżku.
– Pewnie, że bym chciała.
– Mówisz masz – naciągnął kołdrę
– Chcesz być piłkarzem?
– Ja?
– A kto?
– Ja chcę, ale chyba oni nie chcą.
– Kto?
– To nawet nie koledzy, reszta piłkarzy.
– Poddasz się?
– A co mi tam. Niech Ronaldo zgarnie moją złotą piłkę – uśmiechnął się – Dla ciebie mogę poświęcić swoją karierę.
– Cały ty. Dobro innych ponad wszystko.
– Tylko tych najbliższych.  
– Twoje marzenia sięgają znacznie dalej niż krajowe podwórko.
– Oczywiście, że tak. Każdy z nas chciał zostać piłkarzem i grać w najlepszych klubach. Tego się nie zapomina. Przecież marzenia są od tego, aby marzyć, gdy są nikłe szanse na zrealizowanie takich pragnień.
– Dobrze wiesz, że możesz je spełnić. Musi się znaleźć ktoś, kto dostrzeże twoje umiejętności i nie będzie się bał ściągnąć cię do tej lepszej drużyny.
– Dziękuje kochanie za wsparcie – objął ją mocno i znów pocałował – W wieku dwudziestu dziewięciu lat nie rozpoczyna się światowej kariery.
– Pesymista.
– Wcale, że nie.
– To, dlaczego siedzimy tutaj piętnaście minut po budziku?
– Najwyżej pojadą beze mnie.  
– Tak poważnie traktujesz przygodę z futbolem?
– Bez przesady. Najwyżej ławka będzie zimniejsza w miejscu na, którym bym siedział. Żadna strata.
– Do kuchni marsz. Nie dam zaprzepaścić twoich marzeń.
– A ja naszych wspólnych wcale.
– Ja też nie odpuszczę.  
Musiała go siłą za rękę wyciągnąć z łóżka, bo taki był zdecydowany pozostać w domu.
Śniadania nie musieli przygotowywać. Trzy kawy już się parzyły, a bułki z masłem zapełniały talerz. Jajecznica skwierczała na patelni.
– No w końcu – odwróciła się do nich Marta – Ja wiem, że miłość ponad wszystko, ale autobus wiecznie czekać nie będzie.
– Wszystko mi jedno.
– Widziałam cię po podpisaniu kontraktu. Byłeś w siódmym niebie.
– Już nie jestem. Pozostali nie przepadają za mną.
– Bo pokazujesz, że jesteś lepszy?
– Lepszy? Gdybym był lepszy to trener stawiałby znacznie częściej na mnie.
– Może chce cię dokładniej wprowadzić do drużyny?
– Całą noc nad tym myślałem. Dzisiaj ostatnia próba.  
– Co chcesz zrobić?
– Albo się sprawdzę, albo nie.  
– Zrezygnujesz po kilku miesiącach?
– Mój projekt jest ważniejszy niż piłka. Zgodziłem się na podpisanie umowy, aby grać. Nie interesuje mnie siedzenie na ławie.
– Zrobisz, co uważasz za słuszne. Ty masz się czuć dobrze z tym, co chcesz robić. Masz moje poparcie – podała mu patelnię Kinga.
– Dziękuje.
Nałożył sobie resztę i sięgnął po dwie bułki. Porządne śniadanie zawsze dodawało mu energii, a jajka takim śniadaniem były. Pogawędka przy kawie nie była zbyt długa, bo czas ich naglił.
Pod stadionem byli kilkanaście minut przed dziewiątą. Rozejrzał się po klubowym parkingu, który był pełen aut piłkarzy. Wybór ogromny, ale dość spokojny jak na lokalne realia. Sportowe BMW, Audi i większe suvy świadczyły o tym, że swoje się zarabia w tym klubie. Stanęli po drugiej stronie ulicy.
– Jakoś się nie palisz do tego wyjazdu – powiedziała Marta widząc go błądzącego wzrokiem gdzieś za oknem.
– Oni mnie po prostu nie lubią.
– Może zazdroszczą ci talentu?
– Wątpię.
– Mam pomysł – rzuciła Kinga.
– Jaki? – zapytał ociężale.
– Wpadniemy na mecz. To ledwo pół godziny autostradą.
– Miałyście jechać do biura.
– Zjawimy się na chwilę a potem wyruszamy na mecz.  
– I tak nie będzie, czego oglądać. Czas to pieniądz, a widok mojej osoby na ławce też wcale nie jest zachęcający.
Z klubowego budynku wyszedł trener. Sięgnął po komórkę do kieszeni. Przez chwilę szukał w niej czegoś i zaraz przyłożył ją do ucha. Znana melodyjka poinformowała Krystiana o połączeniu.
– Dzwoni do mnie – spojrzał na wyświetlacz.
– No odbierz. Martwi się, że jeszcze cię nie ma.
– Tak trenerze? Oczywiście, że będę. Za kilka minut.
Rozmowa była krótka, ale obie wiedziały, że pytał o niego.
– Idź. Zobaczymy się na miejscu – Kinga ścisnęła go za rękę.
– Jedźcie ostrożnie.
– Jesteś najlepszy. Zrób to.
Uśmiechnął się smutno i zamknął za sobą drzwi. Do budynku wszedł ze spuszczoną głową. Ukłonił się ochroniarzowi i poszedł do szatni. Kiedy do niej wszedł nastała cisza.
– Cześć wszystkim – rzucił i usiadł w samym rogu, w miejscu jakby dla niego przygotowanym.
– Chłopaki. Do awansu brakuje nam osiemnaście punktów. Zwycięstwo byłoby wskazane, ale to oni zajmują fotel lidera. Wszystko wyjaśniliśmy na poprzednim treningu. Jakieś pytania? – rozejrzał się po wszystkich.
Nie było pytań. Wszyscy byli już spakowani.
– Do autobusu.  
Wyszedł jako ostatni i przyspieszył kroku za trenerem.
– Trenerze?
– Co jest?
– Dużo myślałem nad swoją przyszłością.  
– Uważasz, że za mało grasz?
– W porównaniu z pozostałymi tak.
– Chłopcy są ze sobą bardzo zgrani. Nie łatwo jest wkomponować kogoś z marszu w działające tryby.
– Czyli dzisiaj nie dostanę swojej szansy?
– Tego nie powiedziałem. Wszystko zależy od przebiegu spotkania. Wielcy piłkarze zaczynali od wcześniejszych etapów niż ty. Z marszu zjawiłeś się w pierwszoligowym klubie.
– Nie jestem tutaj za zasługi czy nazwisko.
– Chłopcy uważają inaczej.
– Że?
– Prezes zatrudnił cię, bo ma w tym większe cele.
– Pan też tak uważa?
– Nie wyrabiam sobie opinii z racji nazwiska. Nie widziałem turnieju w twoim wykonaniu, ale prezes mocno cię chwalił. Ja obserwuję zawodników na treningach.
– Sądząc po moich minutach na boisku odnoszę wrażenie, że w pańskich oczach kiepski ze mnie gracz.
– Tak myślisz?
– Takie są moje odczucia, ale czekanie na swoją szansę jest bardzo przytłaczające.
– Idź już do autobusu.  
Chciał usłyszeć od trenera tak lub nie. Ten zbył go wymijającymi frazesami. Odpuścił sobie dalszą walkę. Zapiął zamek torby i poszedł do autokaru. Bycie nowym zupełnie z ulicy nie jest łatwe a zachowanie kolegów z drużyny jeszcze bardziej utrudniało mu aklimatyzację. Zajął miejsce tuż za kierowcą. Miał dla siebie oba siedzenia, bo nikt nie chciał obok niego jechać. Kilka minut i byli już na autostradzie. Przed samym węzłem w Lisewie zrównał się z nimi znany mu Mercedes. Prowadziła Marta, a Kinga zaczęła mu machać. Uśmiechnął się na ten widok. Posłał jej buziaka i mrugnął okiem. Odpowiedziała tym samym i Marta wdepnęła gaz w podłogę. Auto szybko zniknęło z pola widzenia. Wciągnął ponownie słuchawki na uszy i przerzucił utwór na Pursuit of happiness, który motywował go właśnie do pogoni za szczęściem. Odpłynął bardzo szybko.
Gdyby nie kierowca wcale nie dowiedziałby się, że są na miejscu. Nikt nie był łaskaw go obudzić. Zły i zupełnie obojętny, co do wyniku meczu podążył za trenerem do szatni. Wszyscy już się przebierali i znów nastała cisza, gdy stanął w drzwiach.  
– Staram się równie jak wy. Uważam, że mogę dać wiele tej drużynie, ale nie rozumiem waszego zachowania. Jestem jakiś inny? Mam dziwną twarz albo brakuje mi ręki albo nogi? Nie. Jestem taki sam jak wy.  
– Nie jesteś taki jak my. Powinieneś wiedzieć, że granie za nazwisko nie jest przywilejem.
– A zagrałem, chociaż jeden cały mecz? Nie. Cierpliwie czekam na swoją szansę.
– I gdy trener uzna, że ją otrzymasz to zagrasz cały mecz. Staraj się bardziej – klepnął go w ramię Bartek, który pełnił rolę kapitana.
– Dobrze. Udowodnię wam, że zasługuję na grę w pierwszej jedenastce.
– W takim razie do zobaczenia na boisku – kapitan otworzył drzwi szatni i poszli na rozgrzewkę.  
Truchtał wolno, ale wykonywał kolejne polecenia trenera. Na trybunach nie było tłumów, ale większą część stanowiły rodziny z małymi dzieciakami. Gdyby mogły go usłyszeć powiedziałby im, że droga na szczyt nie jest wcale usłana różami.
Gdy przebiegali na drugi koniec boiska dostrzegł swoje kobiety. Uniesione w górę kciuki zachęcił go bardziej do rozgrzewki. Wygrywał każdy sprint z kolegą z pary. Trener oklaskami motywował pozostałych.
– Ostatnia szansa – szepnął do siebie i zajął miejsce na ławce.
Mecz oglądany z boku wygląda zupełnie inaczej niż z perspektywy kanapy. Widzisz jak poruszają się po boisku koledzy. Słyszysz jak do siebie wołają, aby pilnować pozycji. Odczucia z ławki nie docierają do kanapowego widza. Bartek bez problemu wykorzystał podyktowany rzut karny i w geście triumfu wyskoczył z uniesioną pięścią w górę. Trener pokrzykiwał, aby pilnować rywali. Darł się jakby grali w finale ligi mistrzów. Bluzgi i krytyka przewijały się ze słowami zachęty, jakby rozdwoiła mu się osobowość. Po dobrej akcji klaskał, po stracie klnął ja opętany. Brak powrotu po rzucie rożnym skończył się bramką dla rywali, którzy naładowani energią cisnęli przyjezdnych dając do zrozumienia, że nie bez powodu są liderem. Wynik po pierwszej połowie nie pozostawiał złudzeń. W tej chwili remis był już tylko marzeniem. Cztery do jednego był kompromitacją po serii trzech zwycięstw z rzędu. Nastrój w szatni był tak przerażający, że nikt się nie odzywał, gdy trener wrzeszczał używając wielu niecenzuralnych słów.  
Na drugą połowę wyszli w niezmienionym składzie. W pięćdziesiątej minucie kontuzji doznał Michał grający na szpicy. I tu właśnie się pojawiła szansa dla Krystiana. Reakcja zawodnika była jednoznaczna dla trenera, który wskazał palcem Krystiana.
– Rusz się. I tak już nie mamy nic do stracenia.
Zrzucił bluzę i wciągnął zieloną kamizelkę. Wykonał kilka sprintów, rozciągnął się i stanął obok sędziego technicznego. Pokazał mu swoje buty. Zniesiony na noszach kolega wyglądał fatalnie, ale w tej kontuzji właśnie Krystian upatrzył swoją szansę. Dziewczyny wstały klaszcząc dając mu do zrozumienia, że są z nim. Ruszył biegiem za dziesiątka  i wślizgiem wybił mu piłkę, która poleciała w kierunku rozgrywającego Michała. Wstał szybko i pobiegł za akcją. Przeciął dośrodkowanie z lewej strony i głową pokonał bramkarza. Nikt nie pochwalił go za tą akcję, choć sam ją zaczął. Wrócił na swoja połowę i zerknął na trenera, który też jakoś wybitnie nie był zadowolony. W siedemdziesiątej minucie spiker przerwał mecz komunikatem:
„Proszę o minutę ciszy. Piętnaście minut temu została nam przekazana tragiczna wiadomość. W wypadku drogowym zginął nasz kolega Franek Kołecki. To wielka strata dla drużyny. Bądźmy teraz myślami razem z nim”
Pobladłe twarze rywali i łzy ściekające po ich policzkach oznaczały, że to poważna strata. Nie tylko piłkarza, ale też przyjaciela. Trener gospodarzy prosił o przerwanie meczu tłumacząc się, że jego podopieczni nie są w stanie dograć go do końca. Kapitan przeciwników nie chciał w ogóle o tym słyszeć. Po krótkiej przerwie wrócili na boisko, ale ich gra uległa diametralnej zmianie. Podania były bardzo niedokładne i jedno wykorzystał właśnie Krystian. Przejął piłkę odgrywaną do bramkarza i szybkim zwodem minął go umieszczając piłkę w bramce. Z trybun dochodziły gwizdy, ale Marta i Kinga klaskały mu z wrażenia krzycząc z całej siły:  
– Jeszcze jeden, jeszcze jeden!  
Uśmiechnął się do nich. Tym razem trener spojrzał na niego, bo dwie bramki nie mogły być dziełem przypadku. Klasnął w dłonie wołając: Dobra robota. Większy pressing. Są załamani i nie mogą się skoncentrować.  
Informacja podana przez spikera była tragiczna i dla Krystiana wykorzystanie jej fatalnego wpływu na rywali było niesmakiem, ale to była jedyna okazja do udowodnienia swojej wartości. Kolejna bramka był tylko kwestią czasu i za sprawą złej interwencji bramkarza wbił piłkę do pustej bramki. Mina trenera była bezcenna. Nie wiedział czy się cieszyć czy nie. Będzie musiał przyznać się do błędu po meczu. Powrót z dalekiej podróży po pierwszej połowie był sensacją, ale cztery doliczone minuty były istną wymianą ciosów. Akcja przenosiła się od jednego do drugiego pola karnego tylko z wykończeniem było kiepsko, jakby ktoś namagnesował piłkę tym samym biegunem, co bramkę. Ostatni zryw jego zespołu nastąpił w dziewięćdziesiątej piątej minucie. W dwójkę urwali się po wybiciu piłki z ich pola karnego. Biegł z piłką przy nodze i patrzył przed siebie. Bramkarz nie drgnął, bo miał jeszcze przed sobą obrońcę. Zbliżył się do niego, więc oddał piłkę koledze. Ten ruszył w stronę bramki, był zupełnie głuchy, gdy go wołał krzycząc za podaniem. Oddał strzał, piłka odbiła się od nóg bramkarza i wyszła poza linię końcową. Sędzia gwizdnął koniec meczu. Krystian padł na kolana waląc pięściami w murawę. Był zły, że nie otrzymał tego podania. Mógł być bohaterem tego meczu i zapewnić zespołowi tak ważne trzy punkty.  
– Dlaczego nie podałeś Krystianowi? – wrzeszczał na skrzydłowego trener, ale ten nie zwrócił na niego uwagi i poszedł za resztą do szatni.  
Krystian podszedł do trybun, aby podziękować za doping. Uścisnął mocno siostrę i Kingę podnosząc ją do góry.
– Spisałeś się na medal – pocałowała go, gdy odstawił ją na ziemię.
– Ta wiadomość była okropna. Ten mecz powinien zostać przerwany.  
– Byłby walkower, a tak oba zespoły mają po jednym punkcie.
– Mogliśmy mieć trzy, gdyby ten patałach mi podał w ostatniej akcji.
– I tak sam zapewniłeś zespołowi jeden punkt. Super mecz kochanie.
– Nie taki, o jakim marzyłem. Idę się z nimi rozmówić.
– Co? Dlaczego? Przecież zagrałeś perfekcyjnie.
– Powiedziałem, że teraz albo nigdy.  
– Chcesz tego?
– Tak.  
Przed budynkiem czekał na niego trener.
– Doskonale. To był pokaz umiejętności. Następny mecz zagrasz od początku, bo i tak mamy kontuzję.
– Odchodzę – rzucił cierpko.
– Dlaczego?
– Koledzy i tak mnie nie akceptują. Po tym meczu też mnie nie polubią.
– Po takim wyczynie zmienią zdanie.
– Widział pan ostatnią akcję? Mógł mi podać i brakowałoby nam tylko piętnaście punktów.
– Już go pouczyłem.
– Skutecznie?
– Nie wiem. Chodźmy do szatni porozmawiać.
– A jest, o czym?
– Chodź.
Weszli do szatni, która po raz kolejny zamilkła.
– To był trudny mecz. Błędy rywali trzeba zawsze wykorzystywać. W następnym meczu Krystian wychodzi w podstawie. Po dzisiejszym występie chyba nikt nie ma, co do tego wątpliwości – powiedział z dumą trener.
– Kontuzja Tediego ma być jego okazją do zabrania mu miejsca? – odezwał się kapitan.
– Nie. Jego umiejętności i odnajdywanie się w odpowiednim miejscu.
– Czyli nic się nie zmieniło – Krystian zrzucił swój strój i przebrał się w swoje ciuchy – Nie musicie się mnie już obawiać. Odchodzę. Dawałem z siebie wszystko, ale widocznie to za mało. Powodzenia – chwycił torbę i wyszedł z szatni.
Dziewczyny czekały przy aucie z jakimś facetem.
– Dzień dobry. Tomasz Nowak, prezes Olimpii.
– O czym chciałby pan ze mną rozmawiać? Spieszę się do domu.
– Widziałem twój występ. Uważam, że zasługujesz na coś więcej niż ławka rezerwowych.
– Tak? Właściciel klubu, w którym gram, a właściwie grałem też tak mi powiedział.
– To zwykły oszust. Jest chciwy na pieniądze. Powiedziałeś grałem?
– Tak. Odchodzę, bo zespół i tak jest przeciwko mnie.
– Rozmawiałem z chłopakami w szatni i naprawdę śmierć Franka jest dla nas wszystkich ogromną stratą, ale jak pan wie sport to rywalizacja, która się nie kończy. Okno jest zamknięte, ale wolne transfery można przeprowadzać.  
– Jeszcze nie rozwiązałem swojej umowy.
– Gdyby miał pan z tym problem nasi prawnicy i agenci to załatwią. Wystarczy pana zgoda na działanie w tej sprawie.
– A mogę się nad tym zastanowić przez weekend?
– Nie naciskam, ale w przyszłym tygodniu możliwy byłby pański debiut.
– Ile mam czasu?
– W poniedziałek musielibyśmy się spotkać, aby ustalić szczegóły.
– Odezwę się, a teraz proszę wybaczyć jestem zmęczony.
– Czekam na kontakt – prezes odsunął się, aby mogli odjechać.
Drogę powrotną przespał i obudził się dopiero na bramkach w Lubiczu.
– Wyglądasz lepiej.
– Po dwudziestu minutach?
– Trochę staliśmy w korku przez wypadek.
– Podrzucisz mnie do Wielkiej Nieszawki?
– Jedziesz z nami Marta? – zerknęła na jego siostrę.
– Jeżeli mogę.
Przebicie się przez miasto o tej godzinie trwało tyle samo, co przejazd autostradą. Bez problemu dojechali pod dom właściciela toruńskiego klubu po udzieleniu instrukcji przez jednego z mieszkańców. Wyszedł niepewnie ze swojego domu, ale gdy z auta wysiadł Krystian wyszedł przed bramę.
– Słyszałem. Genialny występ.
– Doprawdy?
– Trzy bramki uratowały nam punkt.
– Gdyby mi podał byłyby trzy.
– Następnym razem ci poda.
– Nie będzie następnego razu.
– Co? Dlaczego?
– Odchodzę. Nie mam żadnego pomysłu jak przekonać do siebie drużynę.
– Po tym meczu na pewno się przekonają.
– W szatni usłyszałem, co innego.
– Co?
– Że chcę się wybić na kontuzji Tediego.
– Bzdura.  
– Nie było pana w szatni.
– Trener nic mi nie przekazał.
– No tak. Ile zagrałem minut, od kiedy tutaj jestem? Z dzisiejszym meczem uzbierało się może sto dziesięć. Pańskim zdaniem to dużo czy mało?
– Trener twierdził, że musi cię wprowadzić.
– Przy braku akceptacji drużyny to nie ma sensu. Oni nawet mi nie podają w sytuacji, gdy jestem na lepszej pozycji. Na treningach pan nie bywa to pan nie wie.
– Porozmawiam z nimi.
– Nie trzeba. Porozmawialiśmy uczciwie.
Kinga stanęła za nim i mocno objęła. Ścisnął jej dłoń.
– Jedynym wyjściem jest rozwiązanie umowy. Prosiłbym o jak najszybszą realizację mojej prośby.
– A możesz to przemyśleć przez weekend?
– Uważam, że trzy miesiące spędzone z pozostałymi piłkarzami były odpowiednim czasem na przekonanie ich do siebie. Nie wyszło. Dziękuję za danie mi szansy.
– Podniesiemy twoje wynagrodzenie i zapewnimy miejsce w składzie.
– Nie można mnie kupić. Uważam, że to nie wpłynie pozytywnie na zespół. A walczycie przecież o awans do Ekstraklasy.
– Walczymy.
– My już nie. W poniedziałek zjawię się klubie, aby wszystko podpisać. Do zobaczenia.
Wsiadł do auta i odetchnął wypuszczając całą zawartość płuc.
– Zachowałeś się rozsądnie. Rozstałeś się klubem w zgodzie.
– To się okaże w poniedziałek.
– Dzwonisz? – Marta podała mu wizytówkę.
– Kiedy ci ją dał?
– Jak podszedł do nas po meczu. Powiedziałeś, że odchodzisz. Uznałyśmy, że powinieneś spróbować zrealizować swoje marzenia w innym klubie.
– A jak chcę zakończyć już karierę?
– Przestać. Wiem, że od dziecka chciałeś zostać piłkarzem. Pamiętam jak wypłakałeś u babci te korki pod obietnicą, że będą przepustką do twojej kariery.
– Dawne czasy. Dziękuje babciu – spojrzał w górę i przeżegnał się.
– Dzwonisz?– Marta podsunęła mu wizytówkę.
– Spróbuj, chociaż – nalegała Kinga.
– Wszystko już postanowione?
– My chcemy. A ty?
– Daj mi to – wybrał numer i zadzwonił – Rozmawiałem z panem po meczu. Postanowiłem, że spróbuję swoich sił. Proszę wybrać godzinę, a stawię się w klubie. Oczywiście po tym jak rozwiążę obecną umowę. Ok. Czekam na kontakt. Do zobaczenia – schował telefon do kieszeni.
– Mądry chłopak – pochwaliła go Marta.
– Wyglądał na uczciwego faceta – dodała Kinga.
– To się okaże. Wracajmy do domu. Musze odpocząć.
– Pojedziemy w jeszcze jedno miejsce. Ale musisz zasłonić oczy – Kinga uśmiechnęła się szeroko i odpaliła samochód.
– Gdzie?
– To jest niespodzianka – Marta wzięła apaszkę i zawiązała mu oczy.
Liczył na głos sekundy, które upłynęły od momentu ruszenia aż pozwoliły mu wysiąść.
– Możesz zdjąć.
Rozejrzał się widząc szczere pole, ale gdy się obrócił dostrzegł budynek firmy w której niedawno pracował.
– I?
– Nie widzisz?
– Czego?
– Nie ma lasu.
– I?
– To jest teraz nasza ziemia.  
– Co?
– Zaczynamy twój projekt.
– Ja chyba śnię – westchnął i rozpłakał się.
– O boże. Nie wiedziałam, że tak się wzruszysz – Kinga objęła go mocno i przycisnęła do swojego serca.
– Dziękuje ci kochanie, że dajesz mi szansę po tym wszystkim.
– Podążaj za marzeniami i nigdy się nie zatrzymuj. Bądź lepszy każdego dnia.
– Będę. Dla was zawsze – otarł łzy i jeszcze raz rozejrzał się po szczerym polu.

4 komentarze

 
  • Paula21

    Cześć, czytam Twoje opowiadanie od pierwszej części i bardzo mi się podobało, było takie wyjatkowe i zazdroscilam  miłości Krystiana do Agaty, ale wróciła jego siostra i zaczęło mnie na początku irytować zachowanie siostry że na siłę wmawiala mu że kocha Kingę, lecz później to zaczęła mnie już wku.. Nie chodzi mi o to  że Krystian znów zaczął być z Kinga i doszedł do wniosku ze ja kocha ale o to ze została mu jakby na siłę wciśnięta i wmowiono mu że ja kocha.  Szkoda że ich związek z Agatą się zakończył ale takie jest życie, nie przewidywalne.  
    Pozdrawiam i życzę dużo weny:-)

  • dreamer1897

    @Paula21 Hej! Wspaniale przeczytać, że jesteś od początku z tą historią. Dziękuje za takie słowa, bo naprawdę ciężko tworzyć opowieść, która przyciąga czytelników.  Z czytaniem jest u nas różnie a to moim zdaniem coś, co pozwala nam w pewien sposób odpocząć od szarości dnia codziennego. Jesteś od początku, więc masz solidne argumenty w ręku i Twoja opinia jest jak najbardziej zasadna. Uważam, że nie tylko dla Ciebie, jako kogoś patrzącego z boku na to wszystko właśnie tak to wygląda. Dajemy się porwać emocjom, ale są w życiu każdego z nas takie momenty, w których jesteśmy bezsilni a dodatkowo los (bo inaczej nie da się nazwać w naszym życiu niewyobrażalnych zawirowań) potrafi płatać nie tylko figle, ale też stawia nas przed trudnymi wyborami. Co do samej miłości i przelotności uczuć można napisać setki książek, a i tak nie wyczerpiemy tematu, bo każdy z nas jest inny i na swój sposób rozumie miłość. Chciałem, aby tytuł tej opowieści oddawał przebieg tej historii i myślę, że jakoś się to udało połączyć. Tak jak napisałaś życie jest nieprzewidywalne i może zaskoczyć każdego z nas w najmniej niespodziewanym momencie. Dziękuje za życzenia natchnienia, bo to jest potrzebne zawsze, gdy chce się dorównać tym najlepszym piszącym tutaj. A przede mną jeszcze wiele nauki, aby tak się kiedyś stało. Ciebie również pozdrawiam, aby zawsze w Twoim życiu świeciło słońce, a jak przyjdzie Ci się zmierzyć z trudnymi sytuacjami byś dała sobie radę z nimi poradzić!

  • Gazda

    To jest dobre. Przeczytałem od 1 części. Super. Czekam na ciąg dalszy 😄

  • dreamer1897

    @Gazda Ciebie również witam. Pewnie po raz pierwszy tutaj, ale miło przeczytać, że się spodobało. Dzięki za super słowa! Pozdrawiam serdecznie ;)

  • PLMatrix

    Ja czytam od początku,i jakos Agaty mi nie brakuje,wybrała taka droga,to niech teraz nie miesza głowie Krystianowi,jak ma przy sobie siostrę i Kingę

  • dreamer1897

    @PLMatrix Witaj. To jest właśnie najtrudniejsze w pisaniu. Próba dotarcia do każdego czytelnika w odpowiedni sposób. Wybierając scenariusze ciężko oszacować jak bardzo radykalna zmiana wpłynie na dalsze zainteresowanie opowieścią. Dzięki za słowa motywacji. Pozdrawiam i miłego wieczoru.

  • Agaaa

    Hm... Cóż mogę napisać. Rozdział ok.  Czytam to opowiadanie od początku i sprawdzam czekając na kolejny rozdział. Ale napisze szczerze po tym jak w opowiadaniu zabrakło" wątku Agaty" to już niestety dla mnie nie jest to samo. I chyba nie tylko dla mnie, ponieważ widzę że zmniejszyła się liczba czytelników jak i komentujacych praktycznie do zera...

  • dreamer1897

    @Agaaa Witam serdecznie. Dziękuję bardzo, że jesteś tutaj od początku i śledzisz losy bohaterów tej opowieści, więc Twoja opinia jest bardzo rzetelna i całkowicie oddaje obecny stan rzeczy. I to dzięki Wam opowieść zbliża się do trzy cyfrowego odcinka i zawsze komentarze były dla mnie sugestią, że kolejny odcinek powinien przyciągnąć czytelnika, by zajrzał ponownie. Od pewnego momentu brałem pod uwagę setki scenariuszy i na prawdę ciężko jest się zdecydować, co do dalszego przebiegu tej historii, aby nie zawieść czytelników. Czy się spodziewałem spadku zainteresowania po zniknięciu Agaty? I tak, i nie. Fabuła tej opowieści ewoluowała od pierwszej do obecnej części tak, aby pokazać jak najbardziej realnie wpływ pewnych decyzji na życie Krystiana. Sam dużo czytam i wiele razy się nie zgadzam z przebiegiem fabuły czy zakończeniem wielu książek (nawet tych najlepszych- najbardziej poczytnych autorów, którzy są inspiracją i wzorem), bo sam bym napisał zupełnie inny scenariusz czy zakończenie dla danej powieści i całkiem rozumiem odczucia czytelnika. Na tym etapie pewnych decyzji nie da się już cofnąć i niekiedy czuje się rozczarowanie, że mogłem zawieść oczekiwania czytelników, co jest dla mnie trudniejsze do przyjęcia niż liczba wyświetleń czy łapek.  A to przecież dzięki Wam dotarłem tutaj po tak długim czasie bycia częścią społeczności LOL, która pisze i czyta zupełnie jak ja. Jesteś od początku tutaj i zapewne zauważyłaś zmianę w stylu pisania i dzięki Waszym słowom pojawiały się nowe pomysły, które pozwoliły tej opowieści trwać tak długo. Mam ciekawy pomysł związany z tą opowieścią i wkrótce zdradzę szczegóły.  
    Pozdrawiam i życzę miłego popołudnia ze słońcem, które próbuje się wydostać zza tych okropnych, deszczowych chmur.