Życie to ciągły trening cz.50

Życie to ciągły trening cz.50Złotoria była niewielką miejscowością podlegającą pod powiat toruński. Dla tych dla których znudził się Toruń była idealnym miejscem na ucieczkę od zgiełku miasta w poszukiwaniu spokoju od spalin, korporacji i nadmiaru handlu. Kiedyś grunty w tej małej wsi były znacznie tańsze niż obecnie ale lawinowy wzrost uciekających z miasta spowodował, że właściciele ziemi zwęszyli interes w marzeniach ludzi.  

Zjechali w ulicę Pomorską, która jak na wiejską drogę wyglądała całkiem dobrze choć była nieco wąska z perspektywy kierowcy SUV-a. Agata z niemalże idealną precyzją odliczała metry do posesji w której mieszkała Patrycja. Spora działka i centralnie postawiony na niej dom pozwalały na nieco więcej dyskrecji niż pozostałe budynki tworzące zabudowę tej wsi. Po otwarciu bramy wjechali pod sam dom po wyłożonym betonową kostką podjeździe liczącym ponad sto metrów co musiało być niezłym wydatkiem dla kieszeni właściciela.
Wysiadł jako pierwszy aby złapać ją kiedy wyskakiwała z BMW. W progu przywitała ich dwójka dzieci. Szczupły chłopak z brunatnymi włosami i ruda dziewczynka znacznie młodsza od niego z uśmiechem na ustach rzucili się w objęcia cioci. Zdumiał się widząc cudowny uśmiech Agaty kiedy ściskała dzieci bo wyglądała na bardzo szczęśliwą.
- Kim jest ten pan?- dziewczynka wskazała Olka palcem.
- To jest Aleksander, mój narzeczony. Wasz przyszły wujek.
- Mam na imię Sara. To mój brat Kuba- wskazała przyglądającego mu się z uwagą chłopca.
- Miło mi cię poznać- uścisnął bardzo delikatnie jej drobną dłoń.
- Czy to prawda, że nie ma ciężaru z jakim by sobie pan nie poradził?- zapytał Kuba.
- Nie wiem. A co mam podnieść?
Chłopiec szukał czegoś co mogłoby przetestować siłę gościa. Spoglądając pod wiatę z opałem dostrzegł kufer wypełniony węglem.
- Może to?- przyprowadził go pod skrzynkę.
- Nie wiem czy dam radę- stanął i chwycił udając, że nie może dać rady.
Agata widząc jego bezradną minę zaproponowała rodzeństwu by pomogli Olkowi.
Kiedy dzieci podeszły objął rękoma skrzynkę, podniósł do góry w ich asyście i przestawił ją dwa metry obok.
- Dzięki za pomoc. Bez was nie dałbym rady tego podnieść- uśmiechnął się w ich kierunku i złapał za rękę ukochaną.
- Nie ma za co- mrugnęła mu okiem dziewczynka.
- Jest pan bardzo silny.
- Długo trenowałem ale mogę cię tego nauczyć- objął chłopaka i weszli drzwiami tarasowymi do środka.

Dziewczynka nie mogąc wyjść z podziwu podbiegła do rodziców by pochwalić Olka i jego siłę.
- Mamo. Ten pan podniósł całą skrzynkę.  
- Naprawdę?- zapytała blondynka zerkając w jego kierunku.
- Bez waszej pomocy nie dałbym rady- zgrywał się patrząc na ich uśmiechnięte buzie.
- Moja siostra Patrycja- wskazała dziewczynę- To jej mąż.
- Marcin- uścisnął dłoń Olka samemu przekonując się o jego sile.
- Aleksander- uśmiechnął się szczerze, zawstydzając się słowami dzieci.  
- Czego się napijecie?
- Dla mnie jakiś sok. Olek?
- Poproszę to samo.
Usiedli w jadalni połączonej z obszerną kuchnią i pokojem dziennym.
- Zobacz co dostałam na urodziny- dziewczynka wręczyła lalkę Agacie.
- Piękna. Musisz się teraz nią opiekować. Karmić, przewijać i chodzić na spacery.
- Będę dobrą mamą-  przytuliła lalkę.
Na ten widok wszyscy zareagowali uśmiechem zdumienia, że tak mała dziewczynka wspaniale odnajduje się w roli rodzica.
- Proszę- Patrycja postawiła karton soku i sześć szklanek na stole- Za kilkanaście minut będzie obiad.
Olek nalał sobie i Agacie bo reszta domowników odmówiła. Usiadł obok niej podając szklankę.
-Czy to?- zapytała siostra widząc błyszczący pierścionek na palcu Agaty kiedy chwytała szklankę.
- Tak mój ukochany mi się oświadczył- rzuciła mu pełne miłości spojrzenie a ten odwrócił wzrok lekko się czerwieniąc.
- Moje gratulacje. Dobry wybór- pochwalił go Marcin.
- Dzięki- podał rękę swojemu przyszłemu szwagrowi.
- Jest jeszcze coś. Będziemy rodzicami- oznajmiła wszystkim zebranym łapiąc się za brzuch.
Patrycja aż podskoczyła z zachwytu.
- Wspaniała wiadomość. Kuba, Sara ciocia będzie miała dzidziusia.
- Hurra!- wykrzyknęli chórem.
Widok rozpromienionej Agaty widzącej reakcję otoczenia był najwspanialszym z możliwych dla Olka. Uśmiechał się dumnie, że w końcu odnalazł pełnię swojego szczęścia po tylu odniesionych porażkach.  
- Kiedy ślub?
- Nic jeszcze nie mamy ustalone- wytłumaczyła się Agata.
- Przestań. Mają jeszcze czas- wtrącił się Marcin.
- Ciociu pobawisz się ze mną?
- Oczywiście. Zostaniesz czy idziesz z nami?- spojrzała na Olka.
- Nie wiem czy mogę…
- Saro? Czy wujek może pobawić się z nami?
Dziewczynka złapała oboje za rękę i poszli na górę razem z Kubą.

- Masz duży pokój jak na tak małą dziewczynkę- stwierdził Aleks na widok pokoju mającego na oko jakieś piętnaście metrów kwadratowych.  
- Boi się sama zasnąć więc mama siedzi z nią aż uśnie.
- Nie prawda.
- Prawda- odgryzał się Kuba dłubiąc coś przy oknie.
- Jest jeszcze małą dziewczynką a ty znacznie starszym chłopcem.
- Tak. Ciocia ma rację. Kiedy Sara będzie taka duża jak ty nie będzie się bać. Pokaż co tam masz.
Kuba podał Olkowi opakowanie masy plastycznej.
- Fajne. Nie brudzi rąk. Co mam wam zbudować?
- Wóz strażacki- wykrzyknął chłopiec.
- Nie wiem czy będę potrafił.
- Spróbuj chociaż- szturchnęła go łokciem Agata.
Aleks nigdy nie odmawiał wyzwań i zasiadł przed biurkiem. W czasie kiedy zajmował się masą Sara udzielała porad Agacie jak obchodzić się z małym dzieckiem. Słuchał i on co chwila zerkając jak młoda pokazuje Agacie jak chwytać dziecko przy kąpieli, jak karmić. Był pod wrażeniem umiejętności Sary. Stale się uśmiechając zapisywał w pamięci jej słowa.  
Dopiero po kilku sekundach spostrzegł się, że w drzwiach stoi Patrycja. Przyglądała się dziewczynom jak radzą sobie z lalkami.
- Obiad- zawołała.
- Już idziemy. Tylko wujek skończy wóz strażacki.
Agata stanęła za Olkiem i parsknęła śmiechem.
- No co?- obrócił się nieco zestresowany.
- Nic.
- Jeszcze nie skończyłem.
- Jak zjemy to dokończysz. Już widać pierwsze efekty- pochwaliła go Patrycja i zeszli na dół.
Dzieci bez jakichkolwiek rozkazów udały się do łazienki umyć ręce. Aleksander był pod wrażeniem dyscypliny maluchów i z podziwem patrzył na nich przy stole. Jadły grzecznie, nie grzebały w talerzach i jak się okazało zjadły wszystko.
- To co wujku? Idziemy dokończyć?- zapytał Kuba i Aleks nie miał wyboru musiał spróbować ulepić ten wóz.
Tym razem Agata została na dole. Poszli w trójkę a jemu ciężko było się skupić kiedy rodzeństwo stale patrzyło mu na ręce. Ich uwagę odciągnął tym w czym chciał być najlepszy czyli w fitnessie. Krótki wykład na temat jedzenia, co jest dobre a co złe dla zdrowia odciągnął ich wzrok. Zaproponowana zabawa w podnoszenie różnych ciężarów okazała się niezłym wyzwaniem dla wszystkich. Sara i Kuba prześcigali się w próbach podnoszenia koszy z zabawkami a ich liczenie kolejnych powtórzeń z liczeniem co dwa rozbawiało go do łez.

- Tadam!- wykrzyknął i z dumą zaprezentował swoje dzieło.
Kiedy spojrzał na ich mocno zdziwione twarze poczuł wielką satysfakcję z tego co ulepił. Ich oczy były wielkie a usta rozszerzone w grymasie zaskoczenia nie chciały się zamknąć.
- To jest cudo- dotykał poszczególne elementy wozu Kuba.
- Tata lepiej by tego nie zrobił a on jest mistrzem w lepieniu figurek- dorzuciła Sara a Olek zareagował jak nigdy w życiu. Jego oczy zrobiły się lekko wilgotne bo dwójka prawie mu obcych dzieci doceniła jego talent porównując go do ojca, który dla każdego dziecka jest jak najwyższa świętość.  
- Drabina nie jest biała…
- Nie szkodzi. Taki kolor masy.
- Chodź. Pokażemy mamie i tacie.
Olek sięgnął po planszę od Chińczyka i postawił na niej wóz.
- Teraz możemy iść. Ostrożnie.

Z samych schodów było słychać ich podniecenie.
- Uważaj. Nie chcę aby się uszkodził- gadał Kuba do pomagającej mu  w niesieniu modelu Sarze.
- Nie musisz wydawać mi rozkazów- odparła a Olek roześmiał się spontanicznie.

- Mamo, tato zobaczcie co zrobił wujek- młoda wbiegła do salonu wskazując na wchodzącego z wozem brata.

Patrycja i Marcin patrzyli tak samo jak dzieciaki kiedy Olek skończył zabawę z masą plastyczną. Przez chwilę odniósł wrażenie, że oboje są starszą wersją Sary i Kuby.
- Olek nie wiedziałam, że skrywasz taki talent- oczy Agaty błyszczały ze szczęścia.
Aleks odwrócił wzrok mocno zawstydzony. Patrzył na swoje buty jak dzieciak w szkole, który coś przeskrobał.
- Będziemy musieli go postawić w specjalnym miejscu- chwycił model Marcin przyglądając mu się dookoła.
- Nad moim biurkiem tato. Dobrze?-  zafascynowany chłopiec niemalże wyrywał planszę z rąk ojca.
- Dobrze. Coś wymyślimy.

Olek usiadł obok Agaty na kanapie w salonie połączonym z jadalnią. Nie wiele było w nim mebli. Dwa małe stoliki przy kanapie prawdopodobnie na kawę podczas oglądania wielkiego telewizora, witryna z porcelanową zastawą i kanapa na której siedzieli.
- Proszę- Patrycja wręczyła im kopertę.
Agata otworzyła i wyjęła zaproszenie na ślub siostry.  

„Mamy zaszczyt zaprosić Agatę i Aleksandra na uroczystość weselną, która odbędzie się 29 września 2018r o godzinie 15:30 w parafii Św. Wojciecha w Złotorii.
Patrycja i Marcin”

- Zabierzesz mnie ze sobą?- zapytał ją choć znał odpowiedź.
- Jak będziesz grzeczny…
- Wszystko jest już wypisane i nie można nic poprawić- powiedziała Patrycja i postawiła kawę na stoliku obok Olka.
- Tego mi było trzeba- Aleks sięgnął po kawałek sernika popijając gorącą kawą.
- Na zdrowie.
Po skończonym deserze Marcin zabrał Aleksa do garażu aby pokazać mu swoje auto. Czarny, błyszczący Mercedes klasy e robił wrażenie ale wyglądał na kilkuletni okaz.
- Idzie na sprzedaż.
- Czemu?
- Chcemy coś nowego z salonu.
- Co to będzie?
- Zawsze chciałem kupić SUV-a. Taki jak wasz jest piękny ale sporo kosztuje a w pracy nieciekawie.  
- Nasz w leasing wzięty.
- No tak ale rata spora.
- Nikt za minimalną krajową takiego nie weźmie. Co chcesz kupić?
- Zastanawiałem się nad CLA.
- Fajne auto. Agata miała.
- Przewiozła mnie i dlatego mi się spodobał.
- Mało miejsca z tyłu.
- Wiem. Zanim dzieci podrosną to kupimy coś innego.
- Słusznie.
- Pomożesz mi coś sprawdzić?
- Z autem?
- Zerknij tylko i posłuchaj- otworzył maskę a potem uruchomił silnik.
Olek nasłuchiwał i coś piszczało ale nie miał pojęcia co. Słyszał kiedyś podobny dźwięk z auta rodziców.
- I?
- Jakieś piski ale ja nie znam się na autach. Może jakiś pasek?- wzruszył ramionami bezradnie.
- Też tak sądzę. Muszę podjechać do warsztatu.
Przez kilka minut miał czas aby się rozejrzeć wokół. Narzędzia ułożone na stole w niemalże idealnym odstępie. Szlifierka, wiertarka i wkrętarka wisiały nad blatem stołu z imadłem. Opony zimowe zakryte pokrowcem stały obok wyjścia z garażu. Podobał mu się taki porządek. Kiedyś jako dziecko marzył o własnym garażu i sprzęcie aby mógł sobie zawsze coś podłubać w wolnym czasie. I dokładnie tak wyglądałby jego garaż gdyby nie wszystkie wydarzenia w jego życiu i zmiana pomysłu na siebie.
- Zawsze marzyłem o takim garażu ale w bloku ciężko coś zorganizować.
- Też kiedyś mieszkałem ale kredyt na 25 lat pozwolił nam na to wszystko.
- Podziwiam za odwagę. W dzisiejszych czasach to wielkie ryzyko. Utrata pracy, wypadek mogą zniszczyć wszystko.
- Masz rację ale inaczej się nie da. Zarobki są jakie są choć jak czasem spojrzysz za ile wyprodukowałeś towaru a ile dostajesz za to dniówki to masz ochotę to wszystko rzucić i szukać czegoś nowego. Z drugiej strony strach blokuje nas przed zmianami.
- Zgadzam się z tobą co do słowa. Głównie od nas zależy na jakie życie możemy sobie pozwolić ale niekiedy uczciwy pracodawca mógłby dodać na motywacji jakąś premią albo podwyżką. Ja wyznaję zasadę, że pracuje się po to aby mieć pieniądze a dodatkowa premia czy uznanie szefa to motywacja do dawania z siebie więcej. Przynajmniej ja będąc takim szefem mając możliwość docenienia pracownika zrobiłbym to bez wahania. Pracownicy tworzą firmę a bez nich nie ma zysków więc powinno się o nich dbać.
-  Może mnie zatrudnisz w swojej firmie? Takiego szefa chciałbym mieć…
- Zatrudniłbym cię ale moim szefem jest Agata.
- To twoja narzeczona więc nie musisz się wysilać w pracy co?
- Może i nie ale chcę mieć swój wkład w naszą wspólną przyszłość.
- Ambitnie.
- O czym gadacie?- zapytała Agata rozglądając się po garażu.
- O pracy. Aleks powiedział, że ma najlepszą szefową pod słońcem.
- Masz?- zapytała.
- Nie zamieniłbym jej na żadną inną- objął ją i pocałował.

Popołudnie zleciało im na rozmowie o pracy i dzieciach bo te tematy głównie ich interesowały. Tworzyli szczęśliwe rodziny więc skupiali się tylko na sobie i aktualnych potrzebach. Powrót do domu był najcięższy bo Kuba i Sara stale chcieli się bawić z nimi. Oczywiście nie odmawiali im wspólnej zabawy bo tego potrzebowali zanim sami zostaną rodzicami. Dla nich kontakt z dziećmi był doświadczeniem jakie było niezbędne w momencie pojawienia się ich wspólnego dziecka.

Kuba i Sara biegli za nimi aż do samej bramy stale machając więc Olek zatrąbił im klaksonem na pożegnanie zanim odjechali.
- Zaimponowałeś im.  
- A tobie?
- Najbardziej mi. Jak to zrobiłeś?
- Podejrzałem kilka obrazków na smartfonie od ciebie.
- No tak ale by przenieść to na masę plastyczną i tak trzeba mieć wielki talent.
- Może mam go?- uśmiechnął się szczerze i nie szczędząc gazu opuścili Złotorię.

3 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 14 lutego

    Olek wczuwa się w rolę rodzica i odkrywa nowe talenty Będą się bawić na weselu, Agata promienieje, zwłaszcza że lubi tańczyć. Fajne dzieciaki.

  • blondeme99

    blondeme99 · 30 gru 2018

    Mega   ich miłość jest przecudowna   nic tylko siedziec, czytac i wzdychac ich uczucie   Czy moze sie zdarzyc cos złego?  

  • Speker

    Speker · 29 gru 2018

    No no robi się rodzinnie, że hej. Ale i tak czuję, że to wszystko jest za piękne i coś się wydarzy nieoczekiwanego.. Cóż za para..
    Dziękuję, czekam ma więcej