Życie to ciągły trening cz.24

Życie to ciągły trening cz.24Z przystanku autobusowego do ulicy lawendowej miał prawie kilometr drogi. Bukiet róż jakie niósł przed sobą wywierał ogromne wrażenie na mijających go dziewczynach. Ich uśmiechy były takie kuszące, prowokujące jakby myślały, że te kwiaty są dla nich. Jego odpowiedzią był tylko delikatny uśmiech, nie obracał się za nimi choć one to robiły. Wstąpił jeszcze do sklepu i kupił pół litrową butelkę bursztynowego Jacka. Zastanawiał się co jej powiedzieć kiedy otworzy drzwi, nigdy się tak jeszcze nie denerwował. Usiadł na jednej z ławek przy placu zabaw podziwiając typową rodzinę. Mama, tata i dwójka dzieci biegających jeden za drugim po piasku. Niby zazdrościł ludziom tych emocji tworzenia rodziny ale nie chciał zakłócać swojego trybu życia małym szkrabem, który może odciągnąć uwagę ukochanej od niego. Kiedy się namyślił ruszył pewnym krokiem. Kilka domów wcześniej widział w oknie biegaczkę, która na jego widok przygryzła wargę i mrugnęła okiem. Nie zareagował wcale bo miał ostrzeżenie od szefowej.
Poprawił kołnierzyk bluzki, spojrzał na bukiet i wziął głęboki oddech. Wcisnął dzwonek ding, dong i po otwarciu drzwi jego serce zamarło a sam wydusił całe, jedno słowo:
- Cześć…- szczęka mu opadła.
Agata przywitała go w niebieskiej sukni, która idealnie opinała jej ciało nad którym od lat pracowała w swoim klubie. Włosy opuszczone na ramiona i ten anielski uśmiech.
- Hej!
Stał jak zamurowany dopóki nie szturchnęła go w ramię pytając:
- To dla mnie?
- Tak, dla najwspanialszej kobiety na świecie.
- Są piękne, nigdy takich nie dostałam. Chcę poznać dostawcę.
- To będzie moja słodka tajemnica.
- No wchodź. Co tak stoisz jak kołek?
- Ja zaraz zemdleje- udał upadek a ona ledwo go dźwignęła.
- Nie wygłupiaj się przecież cię nie poradzę.
Faktycznie zemdlał i dopiero zimna woda obudziła go kiedy leżał na kanapie w salonie.
- Co się stało?- zapytał kiedy się ocucił.
- Zemdlałeś. Chyba czeka nas wizyta u lekarza.
- Jakiego lekarza? To z wrażenia padłem, daj spokój.
- Jesteś tego pewien? Ile palców widzisz?- pokazała dwa.
- Trzy!
- A teraz?- pokazała siedem.
- Dziesięć- parsknął śmiechem.
- Ja na poważnie a ty sobie żart robisz.
- Przecież nic mi nie jest.
- Idziemy?
- Dokąd?
- Do restauracji.  
- Lepiej jak zostaniemy w domu po tym co się stało.
- Nie mam mowy. Już wszystko dograłem- podniósł się na nogi.
- Jesteś tego pewien?
- Pewien jak tego, że cię kocham nad życie- pocałował ją namiętnie przyciągając do siebie.
Znów zaimponował jej swoim romantycznym charakterem.
- Wezmę torebkę i kilka rzeczy- poszła na górę.
- Nie bierz za dużo abyś nie musiała dźwigać.
Sięgnął do lodówki po butelkę coli bez cukru i nalał sobie w szklankę od piwa. Wypił całe pół litra jednym haustem i beknął na głos.
- Wszystko słyszałam.
- Przepraszam. Byłem mocno spragniony.
- Może za mało pijesz?
- Alkoholu? Zdecydowanie- wyszczerzył zęby.
- Gdzie mnie zabierzesz?
- Zobaczysz. Mogę prowadzić?
- Nie zasłabniesz?
- Postaram się.
Chwycił ją za rękę i zamknęli za sobą drzwi. Z garażu wyjechał bardzo po woli. Wyskoczył otworzyć jej drzwi i pojechali do centrum.  
Przeszli przez rynek docierając do jednej z najlepszych włoskich restauracji w regionie. Od samego wejścia było czuć aromatyczny zapach przypraw. Podał swoje nazwisko i zostali zaproszeni do środka.  
- Pięknie tutaj.
- Nie byłaś tu nigdy?
- Nie.
- Ja też.
Kelner przyniósł menu i wrócił do obsługi. Długo przeglądali karty zastanawiając się nad nazwami potraw. Oboje zamówili Involtini Di Pollo co było roladkami drobiowymi z ricottą i suszonymi pomidorami. Całość talerza dopełniła mieszanka warzyw i ziemniaków.
- Pachnie wyśmienicie- dodała chwytając widelec.
- Smacznego.
I choć jedli w ciszy to nie mogli przestać co chwila zerkać na siebie. Na jego wirtualne pocałunki odpowiadała uśmiechem. Zachowywali się jak dzieci kiedy wokół było sporo osób. Choć większą część gości stanowiła grupa ludzi w sile wieku to nie byli specjalnie oburzeni ich zachowaniem. Wielu facetów unosiło nawet kciuki w górę dając lajka jego pocałunkom.
Z restauracji wyszli przed dziewiętnastą udając się nad Wisłę gdzie usiedli na jednej z ławek zdobiących miejscowy bulwar. Objął ją ręką dając do zrozumienia, że zrobi dla niej wszystko.
- Spójrz na tamtych.  
- Na tamtą dziewczynę z chłopakiem w czapce?- zapytała bo zbyt wiele par było w okolicy.
- Tak. Zobacz jak się całują.
- I co ?
- Ile ja bym dał aby cię spotkać w ich wieku i pokazać cały świat, zobaczyć jak to jest będąc nastolatkiem. Ech przeminęły lata mojej młodości.
- Bzdury opowiadasz. Jesteśmy młodzi, troszeczkę starsi od tamtych nastolatków ale kto powiedział, że my nie możemy…
- Czego?
Usiadła mu na kolanach twarzą do niego i zaczęła częstować się pocałunkami z jego ust. Serce Olka oszalało z wrażenia, ledwo oddychał łapiąc każdą cząstkę tlenu kiedy robiła pauzę.  
- To było niesamowite.
- Nadal uważasz, że jesteśmy gorsi?
- Ty na pewno nie. Nie posmakowałem jeszcze małolaty żeby ocenić.
- Idź i sprawdź.  
- Mogę?- pogrywał z nią.
- Chodź- wstała.
- No co ty. Nie zamieniłbym cię na żadną kwotę pieniędzy nawet jakbym nie miał co jeść.
- Mógłbyś umrzeć z głodu.
- Dla ciebie uschnę nawet z pragnienia.  
- Zastanów się dobrze nad tym co mówisz.
- Jestem całkowicie pewien swoich uczuć wobec ciebie- patrzył na płynącą rzekę jednocześnie ściskając jej dłoń.
- Nie będziesz się bał moich zmarszczek za kilka lat?
- Czego?
- Że będę miała rozstępy, biust będzie mniej jędrny a pośladki też opadną.
- Wiesz starość to tylko pewien etap życia każdego z nas. Ważniejsza jest siła woli i miłości pozwalająca przechodzić przez wszystkie te etapy. Szczególnie do tego ostatniego jakim jest śmierć ale najpierw są te pozytywne części jak ślub, dziecko.
Uśmiech na jej twarzy w reakcji na to ostatnie słowo obnażył jej skryte marzenie o potomstwie.
- Boję się, że nie poznam wszystkich tych szczęśliwych momentów- dodała prawie szeptem jakby obawiając się jego reakcji.
- Ja najbardziej boję się tego ostatniego etapu. Boję się zostawić tak wspaniałą kobietę jak ty.
- Też się tego boję- położyła głowę na jego piersi.
- Życie jest jak ta rzeka. Każdy moment przemija i nie wróci.
- Chciałabym zatrzymać czas. Mieć taki odtwarzacz jak ten gość z takiej piosenki.
- O tak z pewnością bym wykorzystał go w kilku sytuacjach.  
- W dobrych czy złych?
- Myślę, że w obu przypadkach.
- Wracamy? Chłodno się robi- zaproponowała.
- Gdzie pójdziemy?
- Wrócimy do mnie…
- Jak sobie życzysz.
Przeszli przez stare miasto aż na parking niedaleko dworca gdzie pozostawili jej CLA. Zamknął za nią drzwi i wrócili na emanujące ciszą osiedle. Nie było skrzyżowania na którym by się nie obyło bez trąbienia na nich. Każde czerwone światło wykorzystywali na pełne emocji pocałunki pochłaniające tak, że zapominali gdzie są.  
Już w przejściu z garażu do domu nie mogli się powstrzymać od obmacywania siebie nawzajem. Ich ubrania spadające niemal w tych samych odległościach utworzyły ścieżkę do sypialni gdzie kumulowane przez cały wieczór pożądanie znalazło swój finał…

3 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 4 paź 2018

    Humor, uczucie, romantyzm chwili. Czytało się z przyjemnością. Agata jest szczęśliwa, Olek też, wygląda na to, że zostaną ze sobą na zawsze, nie ma innej opcji

  • PLMatrix

    PLMatrix · 25 cze 2018

    Zajebiste,czekam na kolejne rodzialy,pisz dalej bo fajnie piszesz 😊😊

  • blondeme99

    blondeme99 · 25 cze 2018

    Szczęka mi opadła Ten rozdział jest tak romantyczny, że aż chciałabym być na miejscu Agaty  Niech ich uczucie rozkwita Teraz tylko z utesknieniem będę czekać za kolejnym rozdziałem