Życie to ciągły trening cz.34

Życie to ciągły trening cz.34Zanim wyszli z domu poprawiła się w toalecie nie szczędząc sobie perfum.
- Co tak pięknie pachnie?- wyczuł natychmiast nowy zapach.
- Kupiłam na próbę. Zobacz- pokazała flakon imitujący damski but na obcasie w kolorze atramentu.
- Co to?
- Carolina Herrera model Good Girl.
- Oho. Dla grzecznych dziewczynek…
- A nie jestem?
- No jasne, że jesteś. A nie ma czasem takich z nazwą Angel Soul?
- A kupiłbyś mi takie?
- Bez wahania. Nawet sprzedałbym swoją duszę jakbym nie miał wystarczającej ilości pieniędzy.
- Wiem. Prowadzisz?- machnęła mu kluczykami przed nosem.
- Jak sobie życzysz.
Zamknął za nią drzwi auta i pojechali. Przejechali przez Polną do Legionów i na stary most z którego skręcili w Nieszawską. Kiedy wjechali do Małej Nieszawki zatrzymał się na parkingu pod sklepem aby zapytać o dokładniejsze wskazówki dojazdu. Po raz pierwszy mógł sprawdzić jak działa nawigacja w Porsche. Wbił adres Toruńska 17 i zanim dopisał siedem komputer ustawił tam wskaźnik i natychmiast wyświetlił wskazówki. Kiedy włączył kierunkowskaz aby zjechać w stronę posesji mechanizm uchylił oba skrzydła bramy przez którą przejechali po betonowej drodze docierając pod dom Adamskich.  
Był to piętrowy bliźniak z szarą dachówką i trzema kominami. Z przodu na piętrze dwa przeszklone tarasy a pod nimi bramy wjazdowe do garaży. Trawa okalająca dom aż biła po oczach swoim intensywnym, zielonym kolorem. Szybko wysiadł i otworzył drzwi swojej pasażerce.
- Proszę bardzo.
Uśmiechnęła się kusząco i mrugnęła okiem w reakcji na jego gest.
Olek jak to niedowiarek zatrzymał się by sprawdzić czy trawa jest prawdziwa.  
- Ale miękka. Zobacz- nie mógł wyjść z podziwu kiedy jej dotknął.
- Kupimy kosiarkę i też będziesz u nas taką hodował.
Jego serce zabiło mocniej gdy usłyszał zwrot „u nas” bo bardzo tego pragnął ale nadal nie potrafił zaakceptować tych słów mając niewielki wkład w to co miała.
- Podoba się?- zagadał Jerzy zamykając za sobą drzwi domku po lewej stronie.
- Mógłbym na takiej spać.
- Witam panią- pocałował ją w rękę a dopiero potem uścisnął dłoń Aleksa.
- Dzień dobry- przywitała się delikatnym uśmiechem.
- Skoro jesteśmy na zewnątrz możecie obejrzeć nasz pierwszy projekt- poszli w kierunku bramy wjazdowej.
- Tata dobrze mówił, że pan to prawdziwy mistrz.
Całą bramę tworzyły trzy słupki, dwa skrzydła i furtka wejściowa z wideo domofonem. Na skrzydłach były dwa duże lwy stojące na tylnych łapach, po ich obu stronach w kwadratowych ramach zamontowane był pięknie, rzeźbione róże mające jakiś metr wysokości. Brama, słupki i furtka były w szarym kolorze a zwierzęta i kwiaty miały złoty kolor. Na każdym słupku zamontowany był klosz doświetlający bramę.  
- Miło słyszeć takie słowa.  
- Jest naprawdę śliczna- wtrąciła się Agata.
- Prawie dwa lata zajęło nam to wszystko.  
- Ale jaki piorunujący efekt. Ja dziś nie będę mógł spać.
- Oczywiście nie przechwalam się ale każdy ma taką reakcję jak wy na jej widok.
- Zamówimy sobie?- spytała.
- Z miłą chęcią bym dla was taką wykonał ale nie zajmuję się już tym od dwóch lat. Przez to- pokazał im lekko drżące ręce.
- Ale leczy się pan?
- Nie ma gwarancji, że pełna sprawność wróci.
- Tak jak z moim ojcem. Zabieg za duże pieniądze a nie dają gwarancji, że jego zdrowie ulegnie poprawie.
- Nie niestety czasu nie da się oszukać.
- I losu- dodał ponuro Olek.
Jerzy i Agata spojrzeli na siebie domyślając się co miał na myśli.
- Zapraszam do środka. Artura jeszcze nie ma będzie za jakąś godzinę.
Szedł w środku mając w nich podparcie. Na progu czekała już jego żona.  
- Agnieszka. Miło was poznać.
- Mnie również- zrewanżowała się Agata.
- Dużo się przechwalał tą bramą?
- Daj spokój kochanie.
- Jest czym proszę pani. To prawdziwe dzieło sztuki.
- No wchodźcie bo kawa stygnie.
Agata była pod wrażeniem wystroju wnętrza. Parter stanowiła kuchnia z wyspą z przejściem do salonu w którym przed kominkiem stała kanapa i dwa fotele. W przeciwnym rogu salonu telewizor na ścianie i sofa w kolorze czekolady. Były jeszcze dwa pomieszczenia prawdopodobnie toaleta i jakieś biuro bądź garderoba. Panele podłogowe w kolorze dębowym i jasne meble w asyście białych ścian tworzyły miłą atmosferę.  
- Bardzo przyjemne wnętrze. Tak nowocześnie- skwitowała swoje obserwacje.
- To jej zasługa- wskazał małżonkę Jerzy.
Agnieszka była kobietą o szczupłej sylwetce, średniego wzrostu. Jej kruczoczarne włosy przesiane były siwizną, która wcale nie dodawała jej lat. W mniemaniu Olka miała jakieś pięćdziesiąt lat a liczba zmarszczek na jej twarzy mogła być bez problemu policzona na palcach jednej ręki.
- A więc to pani Olek oddał swoje serce.
- Agata proszę pani.
- Wybrałeś chyba najpiękniejszą dziewczynę na ziemi.
- Jerzy…
- Oczywiście, że ty jesteś na pierwszym miejscu- przyciągnął ją do siebie.
Wszyscy wybuchli nagłym śmiechem.
- Siadajcie- wskazała okrągły stół stojący przed kominkiem.
Gospodyni przyniosła z lodówki sernik i jakieś ciasto z galaretką.
- Częstujcie się.
- Zjadłbym wszystko ale zaprzepaściłbym cały wysiłek z siłowni.
- Przestań. Dwa albo trzy kawałki ci nie zaszkodzą kochany.
- Agata ma rację. Musisz jeść by mieć siłę.
- Nie wiem czy wiesz ale Olek zawsze był chudy w przeciwieństwie do Artura.
- Na boisku zawsze byłem napastnikiem. Biegałem non stop.
- Dokładnie. Artur wolał bronić i dlatego dziś ma trochę nadprogramowych kilogramów.
- Zaprosiłem go do klubu ale się nie zjawił.
- Pracujesz w klubie?- zapytała gospodyni.
- U Agaty.
- Zapomniałem ci powtórzyć kochana.
- A więc jest twoją dziewczyną i szefową. Masz u niej fory zapewne.
- Nie ma lekko. Każdy musi ciężko pracować na swój sukces ale naprawdę nie mam z nim problemów jako pracownikiem. Jest sumienny i wdraża wiele swoich pomysłów. Rozwija nasz klub- chwaliła go bez mrugnięcia okiem.
Nie mówił nic ale jego twarz pokryta rumieńcem zwróciła uwagę Agnieszki.
- Co się tak czerwienisz chłopaku?
- Bo nie wiem czy czasem nie przesadza za bardzo z tym chwaleniem.
- To chyba dobrze?- zapytał Jerzy.
- I dobrze i źle bo można popaść w hurraoptymizm i przestać się rozwijać. A ja chcę aby nasza przyszłość była kreowana przez nas w taki sposób w jaki pragniemy tego oboje.
- Widzisz jaki mądry chłopak. Wiedziałam, że wyrośnie na takiego.
- Ja też nie miałem żadnych wątpliwości. Miał wspaniałych rodziców więc wychowali go na przyzwoitego człowieka.
- Potwierdzam- pocałował Olka w policzek.
- Kiedy ślub?
Pojawiło się pytanie, którego zupełnie się nie spodziewali ale oboje wiedzieli czego od siebie chcą.
- Mamy na to czas. Chyba, że nie chcesz?
- Nie oddam ciebie żadnemu facetowi.
- No to wiesz co musisz kupić młody.
- Wiem- zrewanżował się jej pocałunkiem.
- Ktoś nadchodzi.
- Artur. Zobacz kto nas odwiedził- pocałowała syna w policzek matka.
- Cześć- przywitał się nimi i zajął miejsce pomiędzy rodzicami.
- Wasze auto?
- Agaty.
- Sporo kasy kosztował co?
- To tylko auto zastępcze.
- A czym jeździsz?
- CLA.
- Bardzo ładne auto. Co się stało?
- Miałam stłuczkę. Dostałam ten na czas naprawy.  
- Czy coś ci się stało?
- Nie. Wjechał we mnie taki jeden facet.
- Co za świat. Wychodząc rano nie jesteś pewien czy wrócisz w jednym kawałku do domu.
- Albo czy w ogóle wrócisz- dodał Olek.
- Domyślam się, że ojciec opowiadał wam o bramie.
- Streściłem kilkoma zdaniami ile pracy wymagała.
- Chcieliśmy zamówić podobną ale nie chcemy zamęczać twojego taty.
- No niestety pomimo leków nie widać poprawy. Oddałbym ten dom byle jego ręce odzyskały pełną sprawność.
- Nic nie poradzisz synu. Starzeje się i tyle.
- Przestań tato. Technologia idzie naprzód, tyle badań prowadzą za grube miliony a nie mogą prostego leku wymyślić?
- Widocznie nie- wzruszył ramionami Jerzy.
- Chcecie obejrzeć schody na górę?
Poszli na korytarz w kierunku schodów.
Schody były całe wykonane ze stali. Zakręcały na górę tworząc jakby walec. Szczebelki były zdobione pnącymi się do góry różami. Na krawędziach były przyklejone kropki antypoślizgowe w kolorze stali przez co buty miały bardzo dobry kontakt z nimi.  
- Te przynajmniej nie skrzypią- wbiegł i zszedł na dół Olek.
- Tak. To największa ich zaleta. Przechodzisz cicho jak mysz.
- Podobają mi się. Wykonałby pan takie dla mnie?- spojrzała na Artura.
- Myślę, że mógłbym podjąć się tego zadania ale nie mogę zagwarantować terminu.
- U nas skrzypią już od jakiegoś czasu więc jeszcze trochę wytrzymamy jakoś.
- Ile chciałby pan za takie coś?
- Artur.
- Agata.
- Pieniądze nie grają tu roli. Chociaż dla Olka i oczywiście ciebie zrobię to za koszt materiałów.
- A twój czas?
- Z miłą chęcią zrobię coś dla was z czystej przyjemności. Oczywiście w wolnym czasie, po pracy.
- No to jesteśmy dogadani. Płacić ci teraz.
- Nie dopiero jak kupię materiały i skończę je rzeźbić.
- Miło z twojej strony. Będę ci wdzięczny do końca życia- klepnął go po plecach w podzięce.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Jadę bo żona czeka.
- Ożeniłeś się?
- A nie widać?- uniósł rękę do góry ukazując obrączkę.
- Gratulacje.
- Dzięki. Na twoim palcu nie widzę obrączki…
- Bo my jeszcze cieszymy się byciem parą. Przyzwyczajamy się do siebie- sprostował swój status Olek.
- Rozumiem próbujecie sprawdzić wytrzymałość uczucia.
- Nie musimy. Kocham ją ponad wszystko i chyba tylko śmierć mogłaby mnie powstrzymać.
- Mądre słowa. Powodzenia. Cześć- wyszedł uprzednio wymieniając z nimi uścisk dłoni.
- Wpadł na chwilę niczym wiatr i już leci. Mocno zabiegany chłopak.
- Takie życie. Będziesz miał rodzinę też będzie ci brakowało czasu.
- Nie zapytałem o dzieci.
- Ma córkę Weronikę i syna Jarka. Ona sześć lat a wnusio trzy.
- Młody tata z niego.
- I radzi sobie całkiem dobrze w tej roli- dodała gospodyni.
- My też chcemy mieć dzieci. Nie Olek?- ścisnęła mocniej jego dłoń.
- Tak. Może być cały dom.  
- Byś oszalał- uśmiechnął się Jerzy.
- Dam radę. Lubię dzieci.
- To najważniejsze.
- Oglądaliśmy taki program zanim do was przyjechaliśmy. O krzywdzonych i porzucanych maluchach. Masakra. Jak widziałem pobite dzieci to marzyłem tylko aby wymierzyć sprawiedliwość temu cwaniakowi co bije słabszego od siebie i jeszcze własnego dzieciaka.
- Widocznie nie wszyscy są gotowi na rodzinę. Od zawsze byłeś wrażliwy na krzywdę mój drogi.
- Naprawdę?- dopytywała Agata.
- Rzucił się na jednego silniejszego bo nie chciał oddać piłki. Przypłacił to niezłym guzem i wybitym zębem. Tamten nie miał nic do stracenia bo był z domu dziecka. Ale walczyli jak równy z równym dopóki ich nie rozdzieliłem.
- Dziękuje za ocalenie- mrugnął okiem w kierunku ojca Artura.
- Chyba jego bo twoja furia dodała ci sił.
- Wydaje mi się, że mogłem polec skoro był większy.
- Nie zawsze siła wygrywa. Technika potrafi działać cuda.
- Chyba mu coś jeszcze zostało do dzisiaj z tej zadziorności- wspomniała sobie jego ostatnią walkę.
- Proszę cię. Gdybym był w lepszej formie skończyliby w zakładzie pogrzebowym.
- Co jak co ale waleczności nie można mu odmówić moja droga.
- Całe szczęście, że tak się to skończyło a ty jesteś tutaj z nami- spojrzała na niego  
- Myślę, że twoi rodzice byliby dumni z tego co dziś osiągnąłeś.  
- Być może. Późno się robi. Nie będziemy państwu zabierać wieczoru na odpoczynek.
- Nie zostaniecie na kolacji?- spytała Agnieszka.
- Proszę nie robić sobie kłopotu. Olek ostatnio dużo je - uśmiechnęła się Agata.
- Starczy dla nas wszystkich.
- Miło z pani strony ale musimy jeszcze odwiedzić klub. Kolejne spotkanie. Jak wszystko się uda a my będziemy na prostej zorganizujemy sobie wspólnego grilla. Co państwo na to?
- Brzmi sensownie. Aga?
- Miło będzie was odwiedzić.
- No to jesteśmy umówieni.
- Jedźcie ostrożnie. Mimo, że to blisko to diabeł nie śpi.
- Będziemy uważać proszę pani.
- Trzymaj się- panowie uścisnęli sobie dłonie zanim wsiedli do auta.
Ostrożnie wyjechał na asfalt i pojechali w kierunku Torunia.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 27 lis 2018

    Mają wartościowych przyjaciół, w każdym wieku. Schody pewnie będą piękne. Ciekawie opisujesz wnętrza, jak by się tam było. Dookoła Olka i Agaty śluby, dzieci, pewnie i na nich przyjdzie czas, czego chce się im życzyć, choć to postacie fikcyjne, ale sympatyczne

  • blondeme99

    blondeme99 · 29 sie 2018

    Para idealna może kiedys z ich miłości wykiełkuje mały bobas czekam na to XD część mega, zresztą jak zwykle. Tak trzymaj, bo piszesz intrygująco a to się chwali niech Olek i Agata kiełkują swoją miłością a ty kiełkuj opowiadaniami