Życie to ciągły trening cz.3

Życie to ciągły trening cz.3Janek odebrał telefon i zaprowadził Aleksa do biura szefowej. Pewny krok, wypięta klatka i biały uśmiech były jego najmocniejszą stroną. Stanął przed szefową i dopiero na jej prośbę usiadł na krześle patrząc jej prosto w oczy.  
– Porządny klub proszę pani. Macie tutaj bardzo czysto – próbował zapunktować na start.
– Bardzo dziękuję – uśmiechnęła się delikatnie nieco zawstydzona – Agata Domańska…
– Jest pani właścicielką klubu – przerwał jej – Powiedziała pani, że nie szukacie pracownika, ale ja uważam, że mogę się przydać…
– Aktualnie nie prowadzimy rekrutacji.
– Proszę spojrzeć – podał jej teczkę z dokumentami i zdjęciami.
Domańska bacznie przeglądała fotki przed i po przemianie Słowińskiego.  
– To, kiedy zaczynamy?– przerwał jej analizę swojej osobowości.
– Ale my nikogo nie szukamy…
– Proszę – złapał jej dłoń, ale zaraz puścił. Pozwolił sobie na zbyt wiele. Tyle odczytał z jej wyraźnie zaskoczonego spojrzenia.
– W taki sposób na pewno nie zdobędziesz tego etatu – jej uśmiech nagle znikł. Odłożyła teczkę przed siebie.
– Przepraszam. Tak bardzo mi zależy na tej pracy.
– Wstań.
Już domyślał się, co zaraz powie. Wyjdź i nie wracaj.
– Podnieś koszulkę.
Wykonał jej polecenie. Przyglądała się przez chwilę. Znów wzięła teczkę do ręki. Wyjęła zdjęcia i porównywała przez kilka minut.
– Trochę inaczej to wygląda…
– Bardzo inteligentna z pani kobieta.
– Skąd takie przypuszczenia?
– Prowadzi pani klub od lat. Tyle przynajmniej zdradził mi młody. Jest na pewno pani świetnie zorientowana w tej branży. Większość zdjęć to pozowane ujęcia. Zaraz po treningu najlepiej, gdy w organizmie jest bardzo mało wody.  
– Odpowiednie światło i pozycja – dodała po chwili nie spuszczając z niego wzroku.
– Dokładnie to chciałem powiedzieć.
– Przekonaj mnie, że powinnam otworzyć rekrutację.
– Mam kilka pomysłów jak zwiększyć liczbę nowych klientów.  
– Jaki?
– Tego nie mogę zdradzić.  
– Skoro nie chcesz pracować tutaj…
Wiedział, że musi postawić wszystko na jedną kartę. Rzeźba oraz uśmiech nie zadziałały w jej przypadku. Była zupełnie odmiennym typem kobiety niż te, którym imponował ciałem i uśmiechem.  
– No dobrze. Bardzo mi zależy na współpracy z panią.  
– Współpracy?  
– Znaczy się, że chcę pracować u pani.
– Podzielisz się swoimi pomysłami?
– Specjalne strefy dla konkretnych przedziałów wiekowych, pełne doradztwo żywieniowe oraz sprzedaż konkretnych produktów. Znam kilka osób z branży i mogę zagwarantować dobre ceny.
– Zbyt ogólnikowo. Konkrety Aleksandrze…
Uśmiechnął się natychmiast. Wypowiedziała w końcu jego imię, a to wedle coacha oznaczało, że relacja już się zawiązała.
– Emeryci, dzieci, pracownicy korpo. Takie specjalnie pod nich przygotowane strefy. Automaty z gratisami przy zakupie suplementów.
– Brzmi obiecująco.  
– Czyli mam tą pracę?
– Pewne rzeczy wymagają analizy z ekonomicznego punktu widzenia. To może trochę potrwać.  
– Posiedzę dziś nad tym i ubiorę to w jakieś kwoty.
– Nie mając jeszcze umowy z moim klubem?
– Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.
– Dobrze. Dostaniesz swoją szansę.
Spojrzał na nią i wypuścił całe powietrze z płuc. Zaufała mu i nie może tego zepsuć. Zapowiadał się ciężki wieczór, ale zaakceptował wyzwanie, bo uwielbiał się sprawdzać.
– Świetnie. Jutro z rana przedstawię konkrety. No chyba, że mogę do pani zadzwonić wieczorem…
– Nie pracuję tutaj do nocy.
Ktoś zapukał do drzwi.
– Proszę – zawołała.
– Pani Agato przyjechał nowy sprzęt trzeba podpisać papierki – stanął w drzwiach Jasio.
– Musisz mi zawracać głowę takimi błahostkami? Daj mi to… – podpisała dokumenty oddając jej asystentowi.
– I jest jeszcze jeden problem…
– Jaki?
– Pozwoli szefowa?
Wyszła za nim na korytarz, a potem przed klub. Za nimi Aleks.
– Czy on oszalał?
– Kto?
– Dostawca. Kto to wszystko rozładuje?
– No właśnie. Marek na wczasach a Kuba leczy kontuzję.
– Ja pomogę – podniósł rękę Olek.
Miał okazję zapunktować i zamierzał to wykorzystać przed dalszymi rozmowami.
– Przecież jeszcze tutaj nie pracujesz.
– Zrobię to gratis. Bez względu na wszystko – chwycił pierwszy karton – Gdzie to zanieść?
– Nie mogę się na to zgodzić. To będzie jak wyzysk w przypadku, gdy cię nie zatrudnię.
– Bez obaw. Kobietom trzeba pomagać – puścił szyderczy uśmiech młodemu, gdy go mijał.
– Pokaż panu, to znaczy Aleksowi gdzie ma to zanieść.  
– Się robi.
Agata stała przy paletach, kiedy Jasiek z Olkiem nosili ciężkie kartony. Trzy palety zostały opróżnione w nieco ponad godzinę. I w większości była to zasługa Aleksa.
– Coś do picia? – zaproponowała szefowa widząc jego spoconą twarz.
– Z miłą chęcią. Zaraz wracam – chwycił trzy palety i poszedł zanieść pod śmietnik.
Powiew chłodnego powietrza z klimatyzatora trochę go ochłodził.
– Może być izotoniczny? Uznałam, że taka forma to raczej zasługa witamin aniżeli Coli.
– Świetnie. Dziękuję – otworzył butelkę i wypił całe półlitrowe opakowanie pomarańczowego izotonika.
– Zgadzam się – dodała po chwili.
– Na co?
– Jesteś zatrudniony.
– Powiedziałem, że pomoc była gratis. Podjąłem się, że tak powiem postawionego przez panią wyzwania i chcę się wykazać.
– Nalegam…
Pokręcił przecząco głową.
– Jutro z rana zjawię się z konkretami.
– Zawsze taki uparty jesteś? – złapała go za rękę, kiedy poderwał torbę i chciał wyjść.  
Ten gest mógł oznaczać wszystko, ale spodobał mu się bez względu na to, co będzie.
– Przepraszam – puściła jego dłoń – Nie powinnam.
Odwrócił się do niej i szepnął:
– To było bardzo miłe. Dziękuje, że mi pani zaufała.
Poprawił torbę na ramieniu i opuścił klub.

1 komentarz

 
  • AuRoRa

    Szybko mu poszło, ma dar przekonywania :)

  • mydream2017

    @AuRoRa Czasem niektóre rzeczy są na wyciągnięcie ręki. Dzięki za odczyt :bravo: